17lipiec1976
30.05.10, 19:22
chodzi o mnie jako kierowcę.
jadę w srode na wies, w niedziele chce do Wawy przyjechac samochodem. i tu
zaczynaja sie schody. bliscy mowia mi, ze za wczesnie, ze musze pojezdzic tam
po mniejszych drogach i do mniejszych miast zeby sie wprawic, potem dopiero
Wawa. no tak, tyle, ze ja tam nie jestem codziennie i jak mam sie uczyc jak
auto stoi na podworku u rodziców, poza tym chce jezdzic, wprawiac sie
wszedzie, dla mnie ich gadanie jest bardzo wkurzajace, robia ze mnie ofiare
losu, gadaja, ze w Wawie ruch, ze nie bede sie umiala poruszac po ulicach, ze
nie znam ulic itp
ku...wa!!!!! przeciez ja jezdzilam po tej wawie pare miesiecy, niemal
codziennie, fakt, ze z instruktorem, ale wiem jak sie tu jezdzi, jak jezdza
inni!!!
wielcy znawcy sie znalezli, gadaja tak, jakby cale zyvcie spedzili za kolkiem
jezdzac po stolicy.
wrrrrrrrrr