Nie wiecie przypadkiem

15.03.11, 14:54
dlaczego nie ma jeszcze piętnastej?
    • leziox Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 15:02
      Wiemy ze juz jest.
      • leziox Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 15:24
        Czekasz teraz na 16-ta?
        • debi_bebi Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 15:32
          No, ale tej też jeszcze nie ma smile
          • nawrotka1 Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 15:50
            Wydało się, dlaczego czas tak zapiernicza. To Debi go pogania big_grin
            • czarek_777 Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 16:00
              Debi opamiętaj się !!!! życie i tak takie krótkie smile kiedyś zegary poganiał jeden gość w przedwojennej polskiej komedii pt : "Umówiłem się z Nią na dziewiątą". Chyba Brodniewicz miał na nazwisko, przystojny był. Zegary dalej chodzą a Ich nie ma. Będzie las nie będzie nas,więc pijmy wino szwoleżerowie póki mamy dany na to czas bo później to już tylko robactwo się nami zajmie big_grin
              -
              https://emotikona.pl/emotikony/pic/rybak.gif
              • debi_bebi Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 16:38
                To był Eugeniusz Bodo smile
                • czarek_777 Re: Nie wiecie przypadkiem 15.03.11, 17:04
                  65 lat temu, 7 października 1943 r., w sowieckim łagrze w obwodzie archangielskim zmarł Eugeniusz Bodo, przedwojenny gwiazdor filmowy, piosenkarz, aktor kabaretowy i ulubieniec milionów Polek. W PRL-u jego śmierć okryta była zasłoną milczenia, oficjalna wersja głosiła, że zastrzelili go Niemcy po wkroczeniu w 1941 r. do Lwowa.


                  źródło: Archiwum Rzeczpospolitej
                  Eugeniusz Bodo
                  +zobacz więcej
                  Tajemnicę jego śmierci przedstawił w swoim filmie „Eugeniusz Bodo — za winy niepopełnione” znany historyk kina, Stanisław Janicki. Już w 1972 r. w swej audycji telewizyjnej, gdy poprosił widzów o nadsyłanie wspomnień o aktorze, otrzymał kilka informacji od osób, które zetknęły się z Bodo podczas deportacyjnych tułaczek po Związku Sowieckim. Mógł je wykorzystać dopiero w latach 90. i wtedy właśnie postanowił zrealizować dokument. Skorzystał też ze wspomnień muzykologa polskiego pochodzenia Alfreda Mirka, który w 1990 r. wydał w Rosji „Dziennik więźnia”.

                  Mirek spędził w sowieckich łagrach wiele lat. I to on w 1943 r. w więzieniu NKWD na moskiewskich Butyrkach zetknął się z Eugeniuszem Bodo. Aktor był tam już od dwóch lat, został aresztowany w czerwcu 1941 r. we Lwowie i przewieziony do Moskwy. Nikt go nie przesłuchiwał, jakby o nim zapomniano. Znajdował się już w ciężkim stanie, słabł i puchł, nerki odmawiały mu posłuszeństwa. Aby oszukać głód, pił duże ilości wody z solą. Pewnego dnia został zabrany z celi. Kilkanaście miesięcy później Alfreda Mirka wywieziono do łagru i tam spotkał więźnia, który był świadkiem śmierci polskiego aktora. Kiedy przywieziono go do obozu, znajdował się już w stanie agonii. Wprost z wagonu zaniesiono go na noszach do łagrowego szpitala i stwierdzono zgon. Ciało wrzucono do zbiorowego grobu.

                  Kiedy we wrześniu 1939 r. Eugeniusz Bodo ruszył z Warszawy na wschód i znalazł się we Lwowie, liczył, że będzie to jedynie przystanek w jego podróży do świata nieogarniętego wojną. Występował we lwowskim Teatrze Miniatur, potem związał się z zespołem Tea-Jazz Henryka Warsa. Słynny polski aktor posiadał bowiem szwajcarski paszport. Jego ojciec, Teodor Junod był z pochodzenia Szwajcarem, Bodo – to pseudonim aktora, ułożony z sylab jego pierwszego imienia (Bohdan) oraz imienia matki (Dorota).

                  Nie przypuszczał, że ów dokument zamiast ułatwić mu wyjazd, okaże się dla niego przekleństwem. Już po uwięzieniu, gdy o uwolnienie aktora starali się przedstawiciele polskiej ambasady w Moskwie, usłyszeli od władz sowieckich stwierdzenie, że los obywatela Szwajcarii nie może być przedmiotem rozmów. Z tego samego powodu nie objęła go amnestia dla Polaków przetrzymywanych w więzieniach i łagrach, ogłoszona po podpisaniu porozumienia z rządem gen. Sikorskiego.

                  Gdyby Eugeniusz Bodo mógł to przewidzieć, zapewne dawno zrezygnowałby ze szwajcarskiego paszportu. U szczytu kariery nie był mu przecież do niczego potrzebny.

                  Dodkowi chociaż się udało i kilku innym znakomitościom w tym M Ćwiklińskiej Foggowi i Sempolińskiemu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja