blueslover
14.12.11, 22:47
Rano dzwonią dwa budziki. Nowoczesność- drzemka tak zwana- czyli dosypiam ile się da-20 min. Po omacku do kuchni. Co tu miałem robić? Śpię jeszcze chyba. Aha expres i kawa. Warczy. Nie ma wody w zbiorniku. Golenie. Ile te dzisiejsze nożyki potrafią wytrzymać? Jakaś kromeczka i walka z szafą. Zasuwam do tramwajki bo na drodze korek do samej fabryki. Z resztą i tak nie mam samochodu. Mógłbym kupić jakiegoś grata ale to w Polsce jeszcze jeden problem w życiu. Z resztą jedzie sąsiad i tak ląduję w korku. Bredzimy coś po drodze, jak to przeje........ne jest i wogóle......Parking, brama (czujny wzrok i nos wartownika) i już siedzę przed kompem. Kurde, zapomniałem zapalić, wychodzę na wiatr na spotkanie ciemności i szarości. Stoimy z kolegą palaczem ale większy suchotnik ode mnie. Znowu bredzimy, jak to przeje....ne jest i wogóle. Wracam, komp się odpalił. Kalendarz elektroniczny, spotkania, przeglądy, wizyty, narady. Potem poczta. Sypia się nieprzeczytane. Zarządzenia, procedury, polecenia. Co za szkołę skończyłem, że wszystkim trzeba coś dać, coś zrobić, coś dostarczyć. Czemu ja nie mogę być po stronie tych żądających. No tak, ktoś musi zapieprzać. Zostawiam to, i tak nie zdążę ani polowy łyknąć dzisiaj. Idę walczyć z ekspresem. Wreszcie miły aromat. Kawka i w tany. Do zwycięstwa. Dwie wizyty w palarni- zimno. Przez to palenie umrę na grypę. Ostatnie spotkanie, brama, tramwaj ciepła chata. Odpalam cd player. Inny świat. Cały dzień szczurem nie jestem w końcu.......