leziox
17.06.15, 13:31
Bzykanie od tylca pracowników.
To dla mnie szczególnie odrażająca forma postępowania z pracownikiem.
Oczywiście nie tylko w Polsce.
Coraz częściej dostaję telefony od Polaków ktorych oszukał w Niemczech ich pracodawca.
Problem polega na tym, że jakaś część niemieckich pracodawców myśli że jeśli zwolni Polaka natychmiast, nie musi mu wydawać żadnych papierów a i pozostałej części pieniędzy wypłacać nie musi.
Polak wyjedzie i będzie spokój a kasa w kieszeni.
Ludzie pracują na takich skurwieli zapewniając im zysk i chcą za to wynagrodzenia, w końcu nikt nie pracuje dlatego że kocha pracodawcę. A pracodawca bez pracowników nie byłby pracodawcą.
Na szczęście coś się zmienia i coraz więcej Polaków idzie do niemieckiego adwokata. I staje się cud. W przeciągu tygodnia, dwóch wszelkie zaległe rzeczy są regulowane a pieniądze wypłacane.
Inna strona medalu to Polacy pracujący przez polskie agencje wysyłające ich do pracy w Niemczech. Co wyrabia tutaj część tych agencji, nawet nie chce się wspominać. Mimo płacy minimalnej 8,50 euro dostają oni góra po 5 euro na godzinę i muszą zasuwać po 12-14 godzin, często bez wolnych weekendów.
W tym przypadku hasło - Polak Polakowi Polakiem - sprawdza się co do joty.