leziox
19.10.15, 16:14
Facio sobie pracował w Czechach w Temelinie w elektrowni atomowej.
Zawód równie dobry jak każdy, ciepełko w dupcię, człek ciągle naelektryzowany, no nieły etat.
Któregoś dnia facio poszedł jak zwykle do pracy.
Na bramce rozwrzeszczały się czujne czujniki, wskazując, że facet jest napromieniowany.
O k.wa!
Zaczęto sprawdzać jego stanowisko pracy, okolicę stanowiska i gdzie się facio ogólnie tak pętać mógł, coby rozpocząć mutację w robaczka świętojańskiego.
Nic!
Wszystko git.
Przyciśnięty do muru facio opowiedział, że dzień przedtem żarł dziczyznę z bohemskiego lasu.
Olazało się że świnka była badana ale nie na stopień świecenia się.
Facio żyje, bo napromieniowanie nie było zbyt silne ale ponoć to wszystko jeszcze pamiątka po Czarnobylu.
W razie czego, tera mamy bliżej do przyjaciół Czechów - albo oni do nas. Gdyby co jebło.