leziox
25.06.16, 13:22
Piszę z męskiego punktu widzenia.
Człek lat trochę już przeżył. Coś tam widział, coś tam spieprzył, albo naprawił.
Net pełen jest rozmaitych ofert, nie tylko matrymonialnych, jest w nim pełno kobiet które by chciały (tu wpisać swoje wyobrażenie), a najczęściej chodzi o związek jakiś tam przyszłościowy. No i piszą kobity o tym, jak one sobie wyobrażają nowy związek. Czego nie lubią, co jest w ich domu niewyobrażalne, jakie warunki powinien spełniać ich nowy partner, czego mu nie wolno robić (właściwie wszystkiego bez zezwolenia przyszłej władczyni), co musi umieć zrobić w domu lub w łóżku (właściwie wszystko), chętny do sprzątania. Bez nałogów oczywiście, grzeczny, układny, kulturalny, o aparycji co najmniej Adonisa lub innego Apollo. W domyśle reagujący na polecenia swej pani z prędkością światła lub jeszcze szybciej, najlepiej telepatycznie zgadujący jej potrzeby.
Przy opisie własnej osoby można wyczytać, że kobieta to wprost idealna jest i dosłownie można ją żreć łychami. Bez wad (no jasne), pracowita, chętna, najpiękniejsza na świecie, z którą życie będzie rajem, a nawet czymś lepszym, byle się tylko spotkać. Z rozkoszy i zachwytu można się normalnie zrzygać...
Ja wiecie, jakoś tak, im dłużej szperam w necie, tym większym łukiem omijam portale randkowe i wszystko to, co pachnie rynkiem matrymonialnym.
Sama myśl o nowym związku ze ślicznym potworem napawa mnie zgrozą, a z zesztywniałych rąk wypada ze stukiem plastykowy pojemniczek z autovidolem...