wizyta u rodzinnej

26.01.10, 16:28
Dziewczyny, swiadomość lekarzy jest bardziej tragiczna niz
przypuszczalam.Od kilku tygodni mam zdiagnozowane hashi i za 3
tygodnie wizyte kontrolną. Wybrałam się do mojej nowej lekarki
rodzinnej (ostatnio przeprowadzialm się) z błogą nadzieja, że może
chociaz czesc zaleconych badań mi przepisze nieodplatnie plus żeby
miala wszystko w karcie i nie bylo problemu z receptami. wzielam
wszystkie poprzednie wyniki i zapiski od endo i posunelam do
gabinetu.
Pani doktor poczytala, popatrzyla i stwierdzila: przeciez pani jest
zdrowa. Dopiero jak jej palcem tknelam w antygeny i opis usg,
dodala, ze sa lekkie nieprawidlowosci ale tego sie nie leczy. Rece i
nogi i opadly. Dzieki Bogu i pracodawcy mam dodatkowe ubezpieczenie
wiec wszystkie badania mi przepisala (hosanna i alleluja!) ale i tak
widac bylo, że ma mnie za hipochondryczkę.
To jest jakas masakra. Pierwszy rodzinny uważal, że mam chore serce,
jelita, lekka anemie, ale tak wogole to nerwica i jestem zdrowa.
Druga tez patrz podejzliwie. Boze, czego oni ich w tych szkolach
ucza?????
    • junkersica Re: wizyta u rodzinnej 26.01.10, 16:34
      Heh, ja robiłam synowi morfologię z rozmazem i pytam się pediatry: Co oznaczają te 4 skróty. A ona mi na to (rozbroiwszy mnie): Nie wiem, ja się tego na studiach nie uczyłam i nie patrze na te parametry. Myślałam przez chwilę, że ze mnie żartuje... Że już nie wspomnę, że jej zdaniem tsh mojego syna jest zupełnie w porządku.
    • psychofinka Re: wizyta u rodzinnej 26.01.10, 18:33
      To prawda. Poprzednia lekarz rodzinna wprawdzie sama wysłała mnie na badanie
      TSH, ale ponieważ wynik był "w normie" (wrrr!), czyli 2,53, nie słuchała nawet
      tego,że wzrosło z 0,87 przez kilka miesięcy. Do endokrynologa dała mi
      skierowanie już po tym, jak jej powiedziałam, że czekam na wynik biopsji guzka,
      bo stwierdziła, że prywatnie to stracę kupę pieniędzy (słusznie!). Powiedziałam,
      że z tego, co wiem, to są ogromne kolejki, ale odrzekła mi na to beztrosko, że
      JAKIEŚ PANIE jej powiedziały, że dostały się gdzieś w dwa dni i że na pewno uda
      mi się też zapisać.(Zaproponowano mi tam, żebym zadzwoniła się umówić w czerwcu.
      Bez komentarza).
      Ta miła pani doktor z uporem słała mnie do psychiatry po inne leki oraz
      opowiadała mi o szkodliwym wpływie tabletek anty na jajniki.
      Nowa lekarz rodzinna jest wprawdzie o wiele milsza, ale wyniki tarczycowe też
      potraktowała jako "w normie" - a moje objawy chyba jako nieco wydumane.
    • izabelazg Re: wizyta u rodzinnej 26.01.10, 19:15
      i ja dodam swoją historie:
      od 30 lat niedoczynność- hashimoto niszczyło tarczycę, bezpłodność,na bardzo złe samopoczucie i dolegliwości skierowano do leczenia neurologicznego, psychologicznego, psychiatrycznego.
      Jeszcze w grudniu 2009 gastrolog twierdził że moja tarczyca jest w porządku, widząc TSH w górnych granicach.
      Rodzinna też uważała że jest ok. Dopiero jak prywatnie zrobiłam badania gdzie na wyniku był opis <powtórzyć badania lub wizyta u lekarza>
      Widząc to ginekolog wreszcie się ulitował i dał skierowanie do endokrynologa.
      A to krótko tarczyca malutka ,twardy guzek, hashimoto. Zrobiło mi się bardzo, bardzo, bardzo smutno. Jedna tabletka a żyło by się inaczej.... Iza
      • wierka-5 Re: wizyta u rodzinnej 26.01.10, 20:39
        Miałam podobnie z ta róznicą,ze leczyłam się u endokrynologów i tez nie dostałam tej jednej tabletki, która zmieniłaby życie.Musiałam sama do tego dojśc. Troche póżno. Smutne,ze nikt za swoje ewidentne błędy nie odpowie. Dalej jest tak samo. Nic sie nie zmienia w tej kwestii.
      • djpa Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 13:04
        Miałam podobną historię: TSH 4.9, norma do 5.0, wg gin OK. I kilka lat w plecy...

        Ale na rodzinną nie mogę narzekać, owszem, skierowania niezbyt chętnie daje,
        ale: gdy przyszłam do niej z moimi wynikami fT3 i fT4 z ostatniego roku
        tłumacząc jej, że fT3 jest cały czas niskie, fT4 wysokie, a ja nie mam
        odporności, wszystko dokładnie obejrzała, powiedziała coś o receptorach fT3 w
        organizmie i bez problemu przepisała mi Novo. Biorę ćwierć i nie póki co nie
        choruję big_grin
    • harmoniak Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 18:21
      Ja na moją rodzinną nie narzekam, ale widzę, że o Hashimoto niewiele wie. Najważniejsze dla mnie jest to, że bez problemu przepisuje mi hormony, żelazo i skierowania do specjalistów. Może jest tak dlatego, że przygotowuję się do wizyty i mam w zanadrzu odpowiedzi na pytania, które mogą paść. Staram się być stanowcza.

      Też mam kilka lat w plecy (3-4). Nie miałam wysokiego TSH przez ten czas(3, 3.5). Trudno nie zastanawiać się, co by było, gdybym wiedziała wcześniej. Na pewno byłoby inaczej, lepiej. To zbyt dołujące, więc staram się o tym nie myśleć i patrzeć w przyszłość. Taka postawa jest pewnie trudniejsza dla osób, które "straciły" kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt lat oraz dla kobiet, które poroniły.
      • jurmik Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 19:36
        O, i to jest właśnie to, o czym tyle razy pisałam czyli edukowanie
        lekarzy! Ta rodzinna po takich rozmowach z przygotowaną pacjentką na
        pewno coś zapamięta, czegoś się nauczy i na przyszłość ktoś inny
        skorzysta. A zawsze po moich wypowiedziach padają stwierdzenia, że
        lekarze mają umieć i już. Pewnie, ale jest jak jest i tylko sami
        możemy próbować powoli polepszać sytuację.
        • wierka-5 Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 19:46
          Masz szczęscie,że tak trafiłaś,że lekarz Cię słucha.
          Przewaznie nic nie możemy zrobić i nic tu nie da przygotowanie do wizyty. Lekarze, z którymi miałam do czynienia żle reagowali na moją wiedzę i ją negowali, to w koncu oni są specjalistami i przegrywamy zaraz na wstępie tej nierównej dyskusji. Zastanawiam sie nawet czy nie lepiej udawać "głupa" przynajmniej nerwy mniejsze.
          • harmoniak Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 19:55
            Granie głupa też jest dobrą taktyką. Trzeba wyczuć lekarza.

            Nie zawsze mam ochotę na polemikę z doktorami. Czasami nie ma to po prostu sensu i jak piszesz, po co się denerwować.

            Nie opowiadam mojej rodzinnej wszystkiego co wiem. Wypowiadam zdania krótkie, treściwe, zdecydowane
      • harmoniak Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 19:51
        Ja nazwałabym to manipulacją big_grin

        Dużo jej nie opowiadam, bo to jest taka szybka lekarka: książeczka - tekst -
        pieczątka - wyrwać kartkę - dziękuję - do widzenia. Nie bardzo chce słuchać.

        Stanowczą postawę ciężko zachować osobie, którą przymula niedoczynność i która
        chce, żeby jej pomóc. Która jeszcze niewiele wie. Ja już jestem trochę
        zaprawiona i nie daję sobie wciskać kitu i mówię, kiedy coś mi w słowach
        lekarzach śmierdzi. Musiałam się jednak tego nauczyć
        • jurmik Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 20:44
          Cóż, można się zgadzać na to, że lekarz nie odpowiada na pytania,
          niczego nie tłumaczy a nawet że w ogóle nie dopuszcza do głosu (bo i
          o takich słyszałam), że się zawsze spóźnia, gada przez telefon w
          czasie wizyty, nie daje skierowania na badania czy wyznacza następną
          wizytę za pół roku (to w przypadku wizyt na NFZ). Można udawać głupa
          a potem próbować leczyć się samemu metodą prób i błędów albo ciągle
          czuć się źle.
          A gdyby tak każdy spokojnie, grzecznie ale stanowczo próbował coś
          zmienić u lekarzy z tego, co mu sie nie podoba?
          No, ale widzę, że to tylko ja jestem taka bojowa (naprawdę kilka
          razy zwróciłam uwagę lekarzom i co - żyję), no i może trochę
          Harmoniak.
          Obiecuję już więcej nie wracać do tego tematu.
          • junkersica Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 21:12
            Jurmik, a ja się z Tobą całkowicie zgadzam. Co prawda dopiero zaczynam walkę o swoje zdrowie, ale mam doświadczenie jeśli chodzi o zdrowie mojego synka. Od urodzenia (7 lat temu) ma kłopoty ze zdrowiem. A ja nader często bywam wobec jego problemów zwyczajnie bezsilna. Młoda mama - dziecko we mgle. Dlatego zawsze wierzyłam lekarzom, dopóki nie zorientowałam się, że nic się nie zmienia na lepsze. Te same leki, te same badania i ostatnio - historia opisana w tym wątku - to już mnie dostatecznie otrzeźwiło. Dodam do tej historii jeszcze tylko to, że jak wpadlam ostatnio z awanturą, dlaczego Aleks nigdy nie miał badania ferrytyny, to dr mi na to, ze po prostu takiego skierowania nie może mi wypisać, jest płatne, wiec nie wspominała o tym. Ludzie!!

            Moja mama walczyła zawsze z lekarzami (czasem miałam wrażenie, że dosłownie), kiedy opiekowała sie moim ojcem, który mdlał, miał drętwienia, zawał itd. - dzieki niej wykryto u niego anemię Addisona - B., oczywiście tato żyje do dziś. Ja zawsze uważałam, że nie mam takiej siły przebicia ( chodzi mi o to, że w porównaniu z wiedzą lekarzy, ja nie wiedziałam nic), dlatego słowo lekarza było dla mnie ostatnie. Ale koniec z tym, powiadam, koniec smile
            Strasznie to chaotyczne, niepoukładane, ale pisząc znowu sie zdenerwowałam.
            Dążę do tego, że lekarze często traktują swoich pacjentów jak - za przeproszeniem - debili. Kiedy leżałam w 1 ciązy na patologii i chcialam pełnej informacji na temat tego, jakie leki dostaję, co jest w kroplówkach, co się dzieje z dzieckiem, oni patrzyli jak na chorą psychicznie i odpowiedzieć nie mieli nawet zamiaru. Jestem legendą na tym oddziale. Doszukali się w karcie, że jestem nauczycielem i stwierdzili: No tak nauczycielki są najgorsze, chcą wiedzieć więcej niż lekarze. To telegraficzny skrót, ale własnie wtedy (choć sama w sobie) zaczęłam się wobec tego buntować, nabawiłam się wstrętu do lekarzy, i w drugiej ciąży nie dawałam sie zbyć byle czym. Tu następne doświadczenia i... tak to leci - uczę się codziennie, i rosnę w siłę - z wiekiem, myślę. Efekty widać - zaczęli mnie traktować poważniej, no i wiedzą, że się dokształcam, coraz więcej wiem i zaczynaja tłumaczyć, licza się z moim zdaniem.
            Wypracowanie mi wyszło smile, marne stylistycznie i nie tylko, niestety..
          • psychofinka Re: wizyta u rodzinnej 27.01.10, 22:13
            Są lekarze, którzy mają wokół siebie niemal namacalnie wyczuwalną aurę z serii
            ja-wiem-najlepiej-co-mi-tu-pani-będzie mówić.
            Nie mam sił jej przebijać. Mam nieustającą alergię na tępotę i klapki na oczach.
            Lekarz to ten, co wie, bo się długo uczył. Zna się nawet na języku polskim -
            dlaczego Pani mi tu poprawia i niszczy mój styl? (pracuję na co dzień z tekstami
            lekarzy i poprawiam ich błędy językowe).
            Raz trafiłam na jednego, którego zatytułowałam doktorem, a był to profesor.
            Strwożona wystosowałam list przepraszalny, ponieważ u nas w wydawnictwie już
            niejedna afera wynikła z tego powodu.
            Pan odpisał: "Szanowna Pani, jestem przede wszystkim LEKARZEM".
            I do takich ludzi mam zaufanie, takich szanuję i cenię.
            Lekarz rodzinny, jak to klarowała kontrowersyjna dr G-T, ma za małą wiedzę
            wynikającą z konieczności ogarnięcia wszystkiego po łebkach. Bywa. Ale może
            trochę więcej pokory wynikającej właśnie z tego - że wie tylko trochę o
            wszystkim. I powinien trzymać rękę na pulsie.
            Moja nowa rodzinna, miła, delikatna osóbka, będzie mi wystawiać receptę na
            Euthyrox po otrzymaniu zaświadczenia od endo.
            Wyniki, zalecenia wypisane na kartce się nie liczą?
            Bez komentarza.
    • aniazm Re: wizyta u rodzinnej 28.01.10, 11:55
      a ja trafiłam w fabryce lekarzy, jaką jest LIM na konkretną internistkę.
      dziewczyna młoda, 30kilka lat, jak zapytałam o hashi i niedoczynność dużo i
      ładnie mi wyjaśniła. powiedziała, że teraz bardzo często spotyka się z
      niedoczynnością spowodowaną hashi i dlatego dużo wiesmile bardzo ładnie się do niej
      uśmiechnęłam i podziękowałam, że się dokształca w tej kwestiismile się zdziwiła,
      ale miło jej było.

      za to moja mama trafia zawsze na konowałów w tej kwestii i ostatni z łaski
      wypisał jej komplet badań... do endo idzie za 3 tygodnie, więc pewnie wtedy
      zrobi badania.
      • renia266 Re: wizyta u rodzinnej 30.01.10, 22:03
        Uch, jakbym własną historie słyszała.Kilka lat temu sie
        przeprowadziłam i niestety musiałam zmienic rodzinnego. Nie
        wiedziałam jeszcze, ze moja tarczyca żle funkcjonuje, ale cos tam
        już świtało (moja ginekolog mi zasugerowała). Poprosiłam, o naiwna,
        o skierowanie na bezpłatny komplet badań (TSH FT3 i FT4). Lekarz
        popatrzył na mnie zdumiony, a potem powiedział z rozbrajającą
        szerościa,że on jako kierownik przychodni odpowiada za finanse i
        żadnych skierowań na badania tarczycowe nie wystawia, bo są za
        drogie, a on pilnuje kasy. Kazał iśc prywatnie, jeżeli uważam ze coś
        jest nie w porządku.Pomimo, że moje wole było widać gołym okiem, a
        ja byłam w pierwszej ciąży.
        Wymusiłam jednak skierowanie podczas kolejnej wizyty, uzbrojona w
        wiedzę i przepisy poszłam i zażądałam, grożąć skargą i takie tamsmile
        Marudził ale wystawił. Kolejny raz jednak nie poszłam po następne
        skierowanie. Hormony jak wiemy trzeba badac często, a ja mialam dość
        tej upokarzającej walki z systemem.
Pełna wersja