Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach

18.02.10, 18:25
Myślę już od dłuższego czasu nad tym wszystkim i mam mętlik w głowie. więc
wybaczcie chaos w pisaniu. Bo myślę sobie właśnie o hormonach, lekarzach,
pacjentach, normach i wydaje mi się to wszystko dziwne i niezrozumiałe.
Na forach o tarczycy przewinęły się odkąd w nich uczestniczę setki ludzi,
setki wątków historii, przypadków które wielokrotnie miały dokładnie ten sam
schemat. Narzekamy na lekarzy i ich wiedzę, na traktowanie norm itp. I wydaje
mi się, że średnio wykształcony człowiek studiując takie fora i notując
wnioski byłby w stanie niezłą pracę naukową napisać i opublikować.
Lekarze też mają nieraz setki pacjentów, którzy skarżą się na te same rzeczy,
wychodza niezadowoleni, zadają te same pytania. Czy to ich nie skłania do
refleksji? do własnych mini badań? Czy oni ze sobą nie rozmawiają? "wiesz
staszek coraz więcej osób ma niedoczynność i niski poziom ferrytyny - ciekawe
nie? cos w tym musi być" albo "wiesz staszek coraz więcej osób ma tsh ok 2 i
wiele objawów niedoczynności - wysyłam ich do psychiatry ale może warto było
by sprawdzić jak to jest?".
Czy oni tylko wierzą w studia? w wybrane książki?
Skoro ja nie po studiach medycznych jestem w stanie zauważyć jakieś schematy
chorobowe to oni nie potrafią?
idę na jogę może mnie oświecismile
    • szafirowa_burza Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 19:01
      Prawdopodobnie nie zostaniesz oswiecona sad ponieważ jest to jakaś
      WIELKA TAJEMNICA !!! Tego nikt nie potrafi zrozumieć! Ja nie rozumiem
      jeszcze czegoś! Czasem na forum trafiają lekarze z chora tarczycą i co
      robią? Usiłują skierować Nas na "własciwe" tory...
    • ankarl Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 19:46
      Ja tez tego nie rozumiem. Chociaz dzisiaj lekarz, chyba, naswietlił
      mi jego podejscie. Na moje proby podpowiedzenia, ze moze by jednak
      inne badania (wpomnialam tez o zelazie), powiedział, że on "na tle
      wieloletnich obserwacji, praktyki wie, że przy tak dobrym tsh, inne
      badania to wyrzucanie pieniedzy". A jest to lekarz, który faktycznie
      praktykuje i to w szpitalu i opinie ma dobre. Nie moge pojac, jak
      mozna bagatelizowac odczucia pacjenta, podpinajac ewidentne objawy
      pod inne zespoly chorobowe typu afektywna, pco, ew fizjologie czyli
      menopauze. Czy wsrod lekarzy nikt nie choruje? Czy w ich rodzinach
      nie ma bliskich z niedoczynnoscia czy cukrzyca? Tak trudno wczuc sie
      w sytuacje chorego, ktory szuka pomocy bo nie chce spedzac dnia na
      kanapie? Dowiedzialam sie dzis, ze za krotko spie, widocznei
      potrzebuje wiecej snu, za duzo jem, za malo sie ruszam, mam
      menopauze, a tak w ogole to oczekuje cudu.. od biednego lekarza.
      Wrrrrrr......
    • junkersica Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 19:49
      > Lekarze też mają nieraz setki pacjentów, którzy skarżą się na te same rzeczy,
      > wychodza niezadowoleni, zadają te same pytania.
      Właśnie tu nie jestem pewna. Myślę, że główne pytanie do lekarza to:
      Panie doktorze, czy wszystko będzie dobrze? Ludzie ufają lekarzom, skoro ich teoria się nie sprawdza, tak jak piszesz odsyłają ich (nas) do innego specjalisty, a pacjenci na ogoł uznają, ze skoro pan doktor tak zalecił, to znaczy, że jego dziedzina jest dokładnie sprawdzona i nią więcej nie zawracamy sobie głowy.
      A to, co piszesz o wewnętrznych badaniach lekarzy... Sama się nad tym zastanawiałam nie raz. Ale czy nie jest często tak, że w danym zespole lekarzy jest jakieś guru - w razie wątpliwości taki Staszek idzie do niego, guru wygłasza opinię i albo jest po sprawie, albo drążą dalej - rzadziej zapewne.
      Lub: jadą na sympozjum, konferencje i dopóki nie poprowadzi jej ktoś oświecony, dopóty wracają upewniwszy się, że leczą i diagnozują jak należy. Myślę również, że to idzie jeszcze głębiej - jadą, dowiadują się o nowym sposobie leczenia i myślą, o następna niesprawdzona nowinka, będzie chwilowy bum i wszystko wróci do starych metod. Z takim podejściem akurat sama się spotkałam.
      To takie gdybania...
    • jobenka Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 19:52
      moj lekarz pracuje chyba w najwiekszym szpitalu w wwie, ma wiec duzy "przerob"
      przypadkow. zwykle, gdy przynosze mu jakies newsy z netu, rzeczowo tlumaczy mi,
      ze to jest wiedza przestarzala, tamto po prostu nieprawda itd. wiekszosc
      rewelacji z forum on neguje, co mnie wprowadza w konsternacje. ale poki dobrze
      sie czuje, trzymam sie jego.
      • wierka-5 Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 20:18
        Przykład endokrynologicznej diagnozy mojej znajomej
        TSH 5
        Ft3 80%
        Ft4 2%
        anty TPO 1000 duzo objawów niedoczynności z depresją włącznie.

        Przyjść za 3 miesiące z TSH i FT4 bo na razie nie wiadomo czy to niedoczynnośc czy nadczynność( TSH niewiele przekroczone, ft3 wysokie) Koniecznie przyjmować antydepresanty.

        Przykład drugi - inny endokrtnolog i pacjent
        TSH 2
        FT4 80%
        Takich tylko badań wymagała Pani doktor endokrynologii (koszt 10 minutowej wizyty 80 zł)
        Diagnoza -trzeba wyciszyc tarczycę
        zalecenia jodit w małej dawce, a za miesiąc metizol!!!!

        Dolegliwości tycie, podwyższony testosteron, zaburzenia okresu,nadmierne owłosienie, zgłaszane choroby tarczycy w rodzinie.

        Po sprawdzeniu przeciwciał wyszło,ze hashimoto.
        • stapelia Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 21:55
          rozmyślając dalej...może my jakoś specyficznie myślimy bo się źle czujemy, może
          jednak w praktyce lekarskiej jesteśmy w mniejszości - może 60% przypadków to
          ewidentne przypadki i łatwe trafienia w dawkę hormonów - eee jakoś nie chcę mi
          się w to wierzyć. Prędzej faktycznie jak junkersica pisze pacjenci nie pytają -
          wierzą lekarzowi święcie, nie weryfikują, nie czytają - zażywają 50 tabletek -
          inna na cholesterol inna na nadciśnienie inna na menopauzę inna na reumatyzm no
          i oczywiście antydepresant i rola lekarzy polega tylko na sprawdzeniu czy leki
          ze sobą nie kolidują - i tak zabezpieczeni ze wszystkich stron jakoś się
          trzymamy lepiej lub gorzej. A nikt nie jest na tyle światły żeby zebrać to
          wszystko do kupy i podsumować - za wszystkie objawy winna jest np tarczyca. Ja w
          sumie też przez 10 lat wierzyłam lekarzom, że moje wyniki są w normie skoro
          cyferki były w przedziałach.
    • psychofinka Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 20:14
      Też nie wiem, co jest grane, myślę o tym intensywnie.
      Może grupa lekarzy polecanych na forum stanowi jakąś awangardę, forpocztę? Może
      to jest jakiś odłam/sekta?
      Może to są jacyś wyklęci?
      A może oni po prostu starają się dokształcać, wychodzić poza wiedzę zdobytą na
      studiach?
      I może wzięli sobie do serca zasadę, że zanim stwierdzi się chorobę duszy,
      należy dokładnie sprawdzić, czy nie ma chorób ciała?
      Może oni naprawdę chcą pomóc, może nie są rozgoryczeni, może nie mają
      wszystkiego gdzieś?
      Zagadka pozostaje niewyjaśniona. Poprzednia endo, u której byłam, twierdziła, że
      lekarze się nie dokształcają, ale miała na myśli rodzinnych. Czy endokrynolodzy
      nie powinni???
      Nie sądzę, aby lekarze w rozmowach prywatnych konsultowali badane przypadki.
      • jurmik Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 22:14
        Jasne, że ci dobrzy stale sie uczą, zdobywają wiedzę na różnych
        kursach czy szkoleniach, ale chyba najważniejsze jest, że uczą się
        też w czasie swojej codziennej pracy. Jak im wyniki nie pasują do
        tego, co mówi pacjent, to nie każą powtarzać ciągle wyników i nie
        wmawiają pacjentowi, że mu nic nie jest, tylko szukają przyczyn. A
        jak szukają i znajdują, to i sami się przy okazji uczą. Nasza endo
        mówi, że jakby pacjentowi nic nie było, to poszedłby do kina, a nie
        do lekarza, więc skoro do niej przychodzi, to ona musi mu pomóc.
        A więc wiedza oczywiście, wieloletnie doświadczenie oczywiście, a
        przede wszystkim chęć pomocy, a nie lekceważenie - to sposób na to,
        by takiego lekarza polecano na forum.
        Nie sądzę, by ci najlepsi byli wyklęci, najwyżej inni, gorsi
        zazdroszczą im.
        • evk.a Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 22:35
          tak,w Poznaniu jest profesor o którym słyszałam już 15 lat temu że jest świetny -był mi polecany i dzisiaj jako polecany jest na f-m ale opinie o nim teraz są już podzielone

          czy lekarze miedzy sobą rozmawiają o takich przypadkach jak mój, TSH 0,4 FT3 ok.10% FT4 ok.80% + objawy niedoczynnosci które zauważyła nawet lekarz orzecznik, wątpię bo takich trzech Staszków twierdziło że są w normie a ja czuję sie o 30lat starsza
          nie rozmawiają bo nie słuchają też co mówi pacjent
          tak przy okazji po co biegać na badania i wydawać pieniądze skoro nikt (no,nieliczni) nie zwraca uwagi na nic poza TSH który niby najczulszy a w wielu przypadkach nie obrazuje faktycznego stanu
          • jurmik Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 22:43
            Jak masz FT3 10% to czemu masz nie mieć objawów niedoczynności?
            A co do profesorów - nie mam zaufania, bo po pierwsze najczęściej są
            już w dość zaawansowanym wieku, ale przede wszystkim mają tyle
            innych obowiązków, że na zdobywanie nowej wiedzy nie ma czasu i
            ochoty (po co, jak tytuł prof. jest dożywotni?). A jak dużo
            obowiązków związanych z byciem profesorem, to i mniej czasu dla
            pacjentów i wychodzi sie z wprawy.
            O cenach za wizyty nie wspomnę.
            • evk.a Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 18.02.10, 23:09
              > Jak masz FT3 10% to czemu masz nie mieć objawów niedoczynności?

              ja to wiem i czuję ale wyniki w normie stwierdzono,a TSH bardziej
              idzie w stronę nadczynności więc powinnobyć dobrze - ręce
              opadają
              • psychofinka Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 19.02.10, 09:30
                Wiecie co, ja jestem polonistką, w języku normy zmieniają się czasem całkiem
                niespodziewanie. I trzeba być na bieżąco, trzeba to śledzić, żeby być dobrym
                polonistą. Nie ogarnie się wszystkiego, wiadomo, ale przynajmniej trzeba się
                starać, choćby po to, żeby się nie ośmieszyć przed innymi? Jeśli nie dla samego
                siebie.
                W przypadku polonisty sytuacja nie jest jednak tak dramatyczna jak w przypadku
                lekarza, który nie dość, że może się skompromitować, to, co ważniejsze,
                spowodować pogorszenie zdrowia lub nawet śmierć pacjenta.
                Dlatego nie mogę się nadziwić, jak ci ludzie mogą z uśmiechem (albo w złości)
                wypuszczać nas z gabinetu, mówiąc, że wyniki są ok. Pewnie dlatego nas odsyłają
                do psychiatry, żeby mieć w miarę czyste sumienie.
                Ja osobiście nie mogłabym spać, zadając sobie pytanie - a co, jeśli się
                pomyliłam? Jeśli akurat ten pacjent jest inny? Jeśli nawet dziesięciu wcześniej
                miało depresję, to może ten ma schorzenie ciała?
                I to prawda, lekarze nie słuchają, co się do nich mówi. Albo siedzi z nosem w
                papierach, albo spogląda na zegarek "ukradkiem", albo też prawi jakieś
                zaprogramowane oczywistości w stylu "konieczna zmiana diety", "trzeba się więcej
                ruszać".
                Myślę, że lekarz mają przekonanie, że pacjent niewiele wie, jeśli cokolwiek
                sugeruje, jest już dla nich zagrożeniem, tak jak powiedziała moja poprzednia
                endo - z kraju wyjechało sporo dobrych lekarzy, ci, co siedzą np. w
                przychodniach, nie mają oszałamiającej wiedzy - szkoda tylko, że na 4 lekarzy
                (łącznie z moją znajomą), którym mówiłam o znaczeniu badania hormonów i TSH,
                KAŻDY pobłażliwie się uśmiechał, będąc w posiadaniu tajnej wiedzy, której ja
                jako zwykły śmiertelnik nie mam prawa znać. A przepraszam, na jakiej podstawie?
                Te panie kończyły studia jakiś czas temu. Nauczyły się czegoś tam, zostało w
                główkach, no i sądzą, że wiedzą. Ale przecież nie czytają nowych wieści nt. np.
                chorób tarczycy. Bo po co.
                Mnie też na studiach uczono, że pisze się coś tam jakoś tam, a teraz pisze się
                to już całkiem inaczej. Tylko że jak się o tym dowiem, jak ktoś mnie uświadomi,
                to sprawdzam to i stosuję nową zasadę. Ale po co sprawdzać, co mówi jakiś
                tam pacjent. Co on może wiedzieć. To jest tak jak w tym tekście:
                wyborcza.pl/leczyc/1,103444,7332570,Najlepsi_sa_chorzy_pacjenci.html.
                A potem teksty: dlaczego pani dopuściła do takiego stanu??
                Ja się zraziłam do diagnoz lekarskich, jak przedwcześnie straciłam Mamę. Wtedy
                nie śledziłam forów, wtedy jeszcze ufałam lekarzom. Teraz już nie.
                Jak poszłam żebrać do psychiatry o zwolnienie, to mnie nie przyjęła. Ale nie to
                było najgorsze. Ona nawet na mnie nie spojrzała, nie spytała, o co chodzi. A
                jeśli bym miała żyletkę/nóż/bombę w ręku?

                I jeszcze jedno. Mam jeszcze inną znajomą lekarkę, laryngologa. Pracowała kiedyś
                w mojej przychodni. Pytam ją, co jest, dlaczego nie dają skierowań, dlaczego nie
                słuchają. Bo podobno mają złe kierownictwo, co im dokucza!
                A przepraszam, co mnie to... Mnie też szefowa gnębi - czy przez to mam
                się wyżywać na niewinnych ludziach? Tym bardziej, jeśli byłabym odpowiedzialna
                za ich zdrowie?
                Ta sama pani dr powiedziała też, że wśród jej znajomych nie ma osoby, która
                zgodziłaby się na pracę w przychodni za mniej niż 50 zł na rękę za godzinę. I że
                bardzo się im poprawiło od czasów strajków.
                • stapelia Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 19.02.10, 11:29
                  koleżanka poszła wczoraj do lekarza bo mdleje często. Zrobiła wyniki -
                  morfologie, glukozę, tarczycę, próby wątrobowe oczywiście z własnej kieszeni. I
                  lekarz powiedział - nie wiem co Pani jest - proszę iść na tydzien do szpitala -
                  tam Panią zbadają. Nic - żadnej wskazówki, żadnej drogi, pomysłu na dalsze
                  badania - jestem w szoku normalniesmile
                  • psychofinka Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 19.02.10, 11:45
                    Mnie to nie dziwi, Stapelio, ale drażni.
                    Dał choć skierowanie?
                    Jak szłam na zabieg usunięcia pęcherzyka żółciowego, to pytam rodzinnej, gdzie
                    mam się udać, do jakiego szpitala, czy gdzieś by mnie mogła pokierować.
                    Usłyszałam tylko: "O nie, co to to nie, brr, ja się od chirurgów trzymam z daleka".
                  • aniutka99 Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 28.02.10, 20:18
                    stapelio, moja droga do diagnozy to była droga przez mękę. nie wiem już co
                    gorsze: brak diagnozy, czy szukanie punktu zaczepienia (jak to było w moim
                    przypadku), byle tylko naciągać na kolejne słonopłatne wizyty.

                    "słynny" profesor lubelski, neurolog, wcisnął, że objawy neurologiczne, które
                    mam to skutek dodatkowych skurczów serca i na tym basta (cytuję: "no bo co może
                    pani być w tak młodym wieku?", no bo co mi może być w dwa miesiące po porodzie,
                    prawda?), choć kardiolog uznał je za normalne i dał doraźnie aspargin, po
                    dokładnych badaniach na oddziale nie widząc przyczyny między tymi skurczami a
                    zaburzeniami widzenia, które miałam. profesora to jednak nie zastanowiło, nie
                    chciało mu się, dziś o tym wiem z całą pewnością. obchodzi go tylko kasa za
                    "konsultacje".

                    a skurcze dodatkowe i inne problemy neurologiczne miałam przez tarczycę. nie
                    wpadł na to żaden lekarz, mimo że prawie 10 godzin spędziłam w szpitalu na
                    wszelkich badaniach (plus kompleksowe badania neurologiczne łącznie z rezonansem...)

                    wiecie, kto mi powiedział o tarczycy? neurolog, która robiła mi usg naczyń
                    mózgowych. zobaczyła mnie pierwszy (i ostatni jak dotąd) raz w życiu i kazała
                    zbadać tarczycę, mimo, że badania usg wyszły książkowo. to był niejako mój anioł
                    stróż chyba smile

                    by trafić na prawdziwego LEKARZA trzeba mieć po prostu w dzisiejszych czasach
                    szczęście.
                • spanish_fly Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 19.02.10, 12:18
                  Gadałam ostatnio z siostrą dokładnie na ten temat. Stwierdziłyśmy,
                  że nader często stykamy się z taką postawą: pacjent jest młody -
                  pewnie nic mu nie jest, a nawet jeśli faktycznie choruje to samo mu
                  przejdzie; pacjent starszy - no cóż, taki wiek, nie ma co się
                  spodziewać, że będzie lepiej.

                  Przyjdziesz do lekarza "oczytana" i posuwasz mu diagnozę - źle.
                  Zadajesz pytania, bo nie wiesz czegoś - dostajesz opieprz, bo takie
                  rzeczy powinnaś wiedzieć, jeśli się swoim zdrowiem interesujesz.

                  Mi się wydaje, że w większości wypadków powodem takiego zachowania
                  jest lęk. Sposób w jaki działa ludzki organizm jest praktycznie
                  jeszcze niezbadany; objawy mogą być mylące; lek, który pomoże na
                  jedną chorobę, może zaszkodzić, jeśli diagnoza była mylna.

                  Zazwyczaj najłatwiej jest zwalić odpowiedzialność na kogoś innego,
                  na innego lekarza, na samego pacjenta, na system.
                  • ed-di Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 23.02.10, 10:29
                    Moim zdaniem powodem jest co innego. Niewielu jest lekarzy, którzy poszli na te
                    studia z pasji i mają w sobie potrzebę dociekania, zgłębiania tematu. A wielu
                    poszło na medycynę, bo tradycja rodzinna, bo dobra kasa, wysoki status społeczny
                    itp.

                    Nie dokształcają się, nie czytają. Nie próbują czegoś nowego - tylko negacja np.
                    efektów homeopatii, akupunktury czy medycyny wschodniej.
                    Chociażby astma czy łuszczyca - w Chinach ten problem NIE ISTNIEJE!
    • eutyreoza Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 23.02.10, 12:43
      Myślę, że w wielu przypadkach lekarzy zabija rutyna i wynikające z
      niej przekonanie o własnej nieomylności.

      Dlaczego nie chcą słuchać podpowiedzi pacjentów? Bo nikt nie lubi,
      gdy wchodzi się w jego kompetencje i podważa jego autorytet.

      Czasem zdarza się, że to właśnie pacjent ma rację, ale lekarzom -
      podobnie jak i przedstawicielom innych zawodów - przyznanie się do
      błędu sprawia ogromną trudność, gdyż świadczy o braku kompetencji.

      Mnie już kiedyś lekarz przepraszał za błędną diagnozę.
      • psychofinka Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 23.02.10, 13:14
        Moim zdaniem o niekompetencji w każdym zawodzie świadczy właśnie brak
        umiejętności przyznania się do błędu.

        Dokładne wysłuchanie obaw pacjenta i jego sugestii chyba nie oznacza
        nadwerężenia własnego autorytetu?

        Gratuluję spotkania lekarza, który potrafił się do błędu przyznać.
        • eutyreoza Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 23.02.10, 13:52
          Dzięki. Łatwo mu to nie przyszło, ale jednak się udało. Dzięki małej
          prowokacji. smile

          "Dokładne wysłuchanie obaw pacjenta i jego sugestii chyba nie
          oznacza nadwerężenia własnego autorytetu?"

          Być może dla niektórych oznacza.

          Ważny jest też sposób, w jaki pacjent przedstawia swoje sugestie.
          Jeśli w formie pretensji, to nic dziwnego, że takiemu lekarz szybko
          drzwi pokazuje.
    • sanrio Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 10.09.13, 14:50
      podepnę się, bo temat mnie nurtuje od dawna.
      Pełna jestem rozgoryczenia, poznałam tylko 2 lekarzy z powołania, którzy chcą POMÓC pacjentowi. Dlatego, na podstawie przeżyć uważam, że to jest tak:
      - dla lekarzy praca w przychodni, szpitalu, prywatnym gabinecie to jest TYLKO PRACA - przyjmą określoną ilość ludzi, idą do domu, mają w nosie,
      - lekarze w przychodniach to "odpadki", którzy z braku wiedzy, znajomości czy odpowiedniego wieku trafili tam "na zesłanie" i musza użerać się z: starymi ludźmi, rozhisteryzowanymi młodymi matkami i dziećmi. A do takich przede wszystkim trafia się w pierwszym momencie.
      - lekarze nie mają pojęcia o czymś innym niż ich własna, wąska dziedzina, nie łączą faktów, nie dokształcają się, nie obchodzi ich, nie konsultują
      - lekarze rodzinni nie ogarniają tego, że wszystko się zmienia, że choroby ewoluują i pojawiają się nowe, dawne zalecenia już nie mają racji bytu i jak o czymś nigdy nie słyszeli to znaczy, że to nie istnieje
      - mam wrażenie że gro z nich również nie grzeszy inteligencją a mają o sobie takie zdanie, że żaden zwykły człowiek nie jest w stanie im dorównać a już na pewno nie może posiąść tej TAJEMNEJ wiedzy

      Przykre to i frustrujące, kiedyś medyk był kimś, miał status, nieposzlakowaną opinię, a teraz lekarzem może zostać byle chłoptaśuncertain
      • anka.83 Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 11.09.13, 15:20
        sanrio napisała:


        > - lekarze nie mają pojęcia o czymś innym niż ich własna, wąska dziedzina, nie ł
        > ączą faktów, nie dokształcają się, nie obchodzi ich, nie konsultują

        Ja myślę, że to jest główna przyczyna.
        Przeciętny specjalista w swojej dziedzinie (mówię to na podstawie swoich obserwacji specjalistów różnych dziedzin) interesuje się tym, co się dzieje u niego na rynku, testuje nowości, czyta o nich, wyrabia sobie opinię. Na podstawie moich obserwacji środowiska lekarskiego wynika, że lekarze mają do tego dużo mniejszą skłonność. Dlaczego? Sympozja, konferencje, szkolenia dużo kosztują? Brak zaufania do publikacji medycznych różnych lekarzy?
        Brak czasu? Na palcach jednej ręki mogę policzyć lekarzy, którzy przyznali mi się, że czegoś nie wiedzą ale to sprawdzą/skonsultują. Dziwnym trafem są to lekarze, z których jestem bardzo zadowolona i uważam ich za dobrych specjalistów.

        Nie wiem na ile studia medyczne wymagają inteligencji a na ile zdolności zapamiętywania, ale trudno mi uwierzyć, żeby tak trudne studia kończyły głównie tłuki nieumiejące kojarzyć faktów, niezainteresowane w ogóle tym, co w życiu robią. No chyba że czegoś nie wiem i do skończenia lekarskiego wystarczy mieć dobrą pamięć do wkuwania bezmyślnie informacji.
    • nebelhexe Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 10.09.13, 19:48
      "...nie uważasz, staszek?" "no co ty, tadziu, jeszcze ich wyleczymy i przestaną przynosić w zębach pieniądze!"

      Ja też tego nie rozumiem. I co najlepsze, grzebiąc w rzeczach typu grupa FTPO na fejsie czy strona STTM, tak jest na całym świecie z nielicznymi chlubnymi wyjątkami. Nie wiem, czy te konowały nie chcą czy nie potrafią przyswoić podstawowych informacji, na porządku dziennym są teksty PROFESORÓW NAUK MEDYCZNYCH, że żelazo i ferrytyna nie mają żadnego związku z pracą tarczycy (zasłyszane na własne uszy od pani profesor ze szpitala bielańskiego), lewotyroksyna to lek na wszystko, a jak nie działa, to **j, bujaj się sama. Podpisałam ostatnio jakąś międzynarodową petycję na petitions.org czy gdzieś tak właśnie z nawoływaniem lekarzy do ogarnięcia dup i tematu tarczycy, bo to, jak się traktuje pacjentów z takimi problemami, to absurd. I nikt nie ma o tym pojęcia oprócz samych chorych, ja sobie totalnie nie zdawałam sprawy, że opieka medyczna potrafi być tak beznadziejna w jakiejś kwestii. Jasne, już dawno zauważyłam, że lekarz prędzej ci utnie nogę, lecząc zapalenie płuc, ale jeden wielki dzień świra, jakiego sama jestem już teraz częścią, nadal jest kompletnie poza moim pojmowaniem. I mam ochotę urwać łeb każdej larwie, która za 10 minut bzdurzenia zgarnia 150 zł. Teraz umówiłam się do pani Słowińskiej-Srzednickiej, ale jak zaśpiewała 200 zł za pierwszą wizytę, to osłabłam. Skąd ja mam na to wziąć? Nie wspomnę, że jak okaże się następną konowalicą, to chyba się tam zastrzelę w tym gabinecie. To nie ślimacząca się, zatruwająca życie tarczyca jest najbardziej męcząca przy wszystkich hypoprzypadłościach, tylko ci cholerni, tępi, cwaniutcy LEKARZE.
      • ola_dom Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 11.09.13, 10:52
        nebelhexe napisał(a):

        > "...nie uważasz, staszek?" "no co ty, tadziu, jeszcze ich wyleczymy i przestaną
        > przynosić w zębach pieniądze!"

        Bo najrozsądniej zrobił tysiące lat temu chiński cesarz, który płacił medykowi za to, że był zdrowy.
        A kiedy zachorował, to medyk nie dostawał kasy do czasu, aż cesarz wyzdrowiał.
        Ale przecież lekarz też człowiek i z czegoś żyć musi, nie?
      • jurmik Re: Moje rozmyślania o hormonach i lekarzach 11.09.13, 18:50
        To, że za pierwszą wizytę Pani profesor życzy sobie 200 zł mnie nie dziwi, o ile, oczywiście następne wizyty są tańsze. Bo chyba jest różnica miedzy pierwszą wizytą, która musi trwać znacznie dłużej, bo trzeba poznać pacjenta, a kolejnymi, gdzie głównie trzeba wypisac recepty znanej już osobie. No, chyba że i pierwsza i kolejne to 200 zł za kilka-kilkanaście minut.
        Poza tym jak ktos jest profesorem, to się ceni.
        A to my, pacjenci, powinniśmy się wzajemnie przestrzegać przed tymi lekarzami, dla których nie warto wydawać pieniedzy. Od tego są fora czy portale oceniające lekarzy, by przed planowana wizytą sprawdzić, czy warto iść do tego akurat lekarza. Tylko musi byc tam dużo ocen, bo 1 czy 2 nie mają żadnej wartości.
        Mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami z wizyty i życzę, by były to dobrze wydane 200 zł.
Pełna wersja