sisi_kecz
01.07.10, 20:34
Nie ukrywam, że jestem fatalistką.
Nie stoi to w żadnej sprzeczności z wesołym usposobieniem, miłościa
do zmian i nowych wyznań, ale w przypadku zaistnienia choroby mocno
daje znać o sobie.
Endokrynolog obiecał mi poprawę funkcjonowania już po tygodniu.
Podeszłam sceptycznie i nadal podchodzę, bo raz ze nie słychać na
forum o tym, że po tabletce jak ręką odjął, a dwa że owszem mam
lepszy nastrój i samopoczucie ale to może być chwilowa para, która
zaraz sie ulotni.
W każdym razie do rzeczy, pytam wieloletnie kombatantki problemów
tarczycowych:
- czy wierzycie, lub doświadczyłyście tego, aby doustne przyjmowanie
sztucznych hormonów absolutnie postawiło Was na nogi i przywróciło
do stanu sprzed choroby?
pytam, bo :
-sztuczne hormony, to twór niedoskonały, nie ma mozliwości
doskonałej regulacji dawki, jak wtedy kiedy odpowiednią ilość
wydziela tarczyca.
-lewotyroksyna to łatanie niedoboru, a nie leczenie przyczynowe,
przeciwciała i tak atakuja tarczycę, więc chociaż jest to jałowe
(bez udziału zewnetrznych wirusów czy bakterii) zapalenie narządu,
to jednak stan zapalny cały czas istnieje w naszym organizmie.
- cały czas sie zastanawiam, na ile zdarza sie mieszanie objawów
tarczycowych z innymi, a zatem nawet po wyrównaniu hormonów nie
znikną sprawy takie jak np. nerwica w nielubianej pracy, sucha skóra
po mamie, czy wrodzone lenistwo

Tu żartuję troszkę, ale po prostu nie wierzę, że hormonami zmieni
sie konstytucję człowieka.
Jak to ktoś napisał przy okazji kwestii świńskich hormonów, że na
tych sztucznych to jedynie sie wegetuje.
No taka juz jestem fatalistka, więc napiszcie, że sie mylę i będzie
naprawdę dobrze !
duze pozdro!!!