ola_dom dół jak.... 19.05.14, 11:20 Od kilku dni - mniej więcej od tygodnia - mam taki zjazd nastroju, że to już jest nie do zniesienia. Stało się to w zasadzie jednego dnia i tak (póki co) zostało. Co ważne - nie ma ku temu żadnego powodu, nic się nie wydarzyło, nic się nie stało. O tak po prostu z samości. Charakterystycznym objawem jest poczucie w okolicy serca jak po długotrwałym płaczu (nie płaczę, staram się trzymać formę) - coś jak głębokie westchnienie - trudno to precyzyjnie opisać, ale jak kto kiedy trochę popłakał, to pewnie wie. W oczach też mam czasem wrażenie, jakbym się właśnie porządnie spłakała. Wprawdzie nie płaczę, ale chyba głównie dlatego, że sobie na to nie pozwalam. Bo to mi wcale nie pomaga (wbrew niektórym zaleceniom), tylko rozwala jeszcze bardziej. Poza tym - NIE MAM POWODÓW DO PŁACZU! Więc o co chodzi??? Może jedna wskazówka - mniej więcej w tym samym czasie, kiedy się TO zaczęło, skończyłam brać chrom (200 mg) i wróciłam do żelaza (Biofer). Żelazo jakiś czas temu odstawiłam, bo choć ferrytynę miałam lichą, to w którymś momencie po żelazie miałam wrażenie, że dudni mi serce i łapię zadyszkę na trzecim schodku. Teraz na początku też tak było, chyba trochę się uspokoiło, ale teraz z kolei mam wrażenie, że boli mnie po tym żelazie brzuch. Fakt, to też humoru nie poprawia. Czy może to być kwestia żelaza/chromu? Jeśli tak - to czy ktoś wie, co i dlaczego tak działa? Jak po kilku kolejnych dniach nie przejdzie, to wrócę do chromu. W sumie zaczęłam go brać, żeby opanować manię na słodycze - i pomógł. Ale żeby odstawienie tak wpłynęło na nastrój? A może to tylko zbieg okoliczności...? No płakać się chce i tyle Odpowiedz Link
harmoniak Re: dół jak.... 19.05.14, 11:34 To raczej hormony są rozchwiane. Tak bym stawiała. Trzymaj się Odpowiedz Link
ola_dom Re: dół jak.... 19.05.14, 11:47 harmoniak napisała: > To raczej hormony są rozchwiane. Tak bym stawiała. Trzymaj się Dziękuję Na razie jestem 3 tydzień na dawce 100 (podniesionej z 88) i mam takie wrażenie, że to nie jest dobra dawka dla mnie. Nawet nie to, że za mała (to pewnie swoją drogą), ale po prostu niedobra. Za jakieś 2 tygodnie zrobię badania i pewnie od razu wskoczę na 106. Ale może coś mi się poprawi w nastroju do tej pory - oby... Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: dół jak.... 19.05.14, 12:10 Chrom też wpływa na nastrój ola_dom, jest wręcz polecany przy lęku i depresji. Możesz spokojnie do niego wrócić. Jak stoisz z magnezem? Żelazo bardzo zaburza jego wchłanianie. Stąd może być dudnienie serca. A u mnie nic tak cudownie nie zahamowało depresji i płaczliwości jak magnez właśnie, w odpowiedniej formie i dawce. Zacznij brać po 6 tabletek SlowMagu dziennie, w 3-4 dawkach, w odstępie co najmniej 2 godzin w obie strony od żelaza. Głowa do góry! Odpowiedz Link
ola_dom Re: dół jak.... 19.05.14, 12:32 pindzia.lindzia napisała: > Chrom też wpływa na nastrój ola_dom, jest wręcz polecany przy lęku i depresji. > Możesz spokojnie do niego wrócić. Wczoraj zaczęłam szukać informacji o chromie i jego wpływie na depresję i znalazłam (na szybko i pobieżnie) dwie wykluczające się . Ale wiem, że znasz temat i w takim razie zamawiam chrom. Skoro pomaga także na lęki, to przyda się jeszcze bardziej. I pomyśleć, że sama na niego wpadłam drogą "dedukcji" - jak mi się wówczas wydawało. A to znowu chyba jednak była intuicja z samej podświadomości . > Jak stoisz z magnezem? Żelazo bardzo zaburza jego wchłanianie. Stąd może być dudnienie > serca. A u mnie nic tak cudownie nie zahamowało depresji i płaczliwości jak magnez właśnie, w > odpowiedniej formie i dawce. Zacznij brać po 6 tabletek SlowMagu dziennie, w 3-4 dawkach, w > odstępie co najmniej 2 godzin w obie strony od żelaza. Jem dużo magnezu - 2 tabletki po 225 mg cytrynianu Swansona dziennie (na noc), w odstępie od żelaza przynajmniej 4 godziny. A wczoraj, jak mnie zdołowało do reszty, to w ciągu dnia łyknęłam jeszcze trochę chlorku magnezu CZDA - ok. 1,5 ml. Chyba ciut pomogło. Poza tym przeważnie co rano smaruję brzuch oliwą magnezową. Dość mocną, bo szczypie. Ale może przez to żelazo powinnam brać jeszcze więcej magnezu? W końcu może u mnie 4 godziny odstępu niekoniecznie działają, nie pierwszy to raz, kiedy przekonuję się, że mój organizm działa dość dziwacznie i niekoniecznie zgodnie z ogólnie przyjętymi i sprawdzonymi regułami. > Głowa do góry! nie dam się, bo WIEM, że nie mam powodów do takiego stanu. Mam nadzieję wkrótce to także POCZUĆ... Odpowiedz Link
mama_dorota Re: dół jak.... 19.05.14, 12:46 Ola, miałam bardzo podobną sytuację. Wiem, że już to czytałaś, ale przeczytaj ponownie kilka postów od tego miejsca: forum.gazeta.pl/forum/w,94641,132742632,145782738,Re_Nowe_wyniki_i_wnioski.html?wv.x=2. Dół pojawił się ok. 2 tygodnie po podniesieniu dawki, stąd szukałam nawet pomocy na forum, bo byłam zaniepokojona. To trwało kilka dni i przeszło. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dół jak.... 19.05.14, 12:59 mama_dorota napisała: > Ola, miałam bardzo podobną sytuację. (...) > Dół pojawił się ok. 2 tygodnie po podniesieniu dawki, stąd szukałam nawet pomocy na forum, > bo byłam zaniepokojona. To trwało kilka dni i przeszło. Dziękuję mamo-doroto! To cenna informacja. Że po prostu trzeba przeczekać. Choć chrom już i tak zamówiony, bo czułam, że mi służył. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: dół jak.... 19.05.14, 13:12 Ja nie mam nic przeciwko chromowi, tylko dzielę się doświadczeniem . Sama się wtedy nieźle zmartwiłam. I płaczliwa byłam. Odpowiedz Link
ola_dom Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 12:41 Pod koniec lutego moja endo zaniepokojona TSH poniżej normy (przypomnę, że moje TSH ZAWSZE było bliskie nadczynności, od zawsze poniżej 1,0) poleciła mi wrócić z dawki 100 na 88 mcg. Tym bardziej, że na 100 wskoczyłam sobie sama bez niczyjego błogosławieństwa. A ponieważ na tej setce wcale nie czułam się aż tak świetnie, to uznałam, że zdecyduję się na taki "eksperyment", choć z drugiej strony skłaniałam się też ku zwiększeniu dawki - ale objawy miałam dość niejednoznaczne - było mi nieprzyjemnie gorąco, dudniło mi serducho - myślę: "może to faktycznie za dużo, całe życie w niedoczynności, więc może organizm nie potrzebuje więcej niż 50%?". Zmniejszyłam więc, no i po miesiącu wyniki zjechały na 30-33%. Samopoczucie tak samo... Oczywiście wskoczyłam z powrotem na 100 mcg i po miesiącu wyniki wyglądają tak: FT4 40.26% [wynik 1.24, norma (0.93 - 1.7)] FT3 31.67% [wynik 2.76, norma (2 - 4.4)] Pierwszy raz procenty mi się tak rozjechały. Tragedii pewnie nie ma, ale wyniki niespecjalnie imponują - no i daleko im do tych wyników, które miałam poprzednio na dawce 100 mcg (61% i 66%). Samopoczucie niezmiennie dość liche. Jakoś ciągnę, ale do dobrostanu wciąż na tyle daleko, że nawet nie za bardzo widzę światełko w tunelu. Tak więc eksperyment się nie powiódł w żadnym razie - choć dał cenną nauczkę i świadomość tego, jak się czuję na za małej dawce. Od piątku łykam 106,5 mcg. Czuję się może troszkę lepiej, znowu czuję jakby miłe mrowienie w łydkach i stopach - mam nadzieję, że to schodzi obrzęk. Czasami czuję też tarczycę w gardle i muszę uważać, żeby się nie zakrztusić (mam takie skłonności - a raczej miewam je okresowo - jak na przykład teraz). Chwilami dudni mi też trochę w głowie. Ale tu akurat mogą być rozmaite przyczyny, nerwy i tym podobne... Gruba jestem jak byłam, choć JAKBYM przestawała rosnąć...? Ogólnie - z ostatniego doła na szczęście udało się wygrzebać, a teraz mam wrażenie, jakbym z mozołem czołgała się ku lepszemu. Ale chyba już bardziej siłą rozpędu niż z jakimiś wielkimi oczekiwaniami... Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 14:21 Zamierzasz poprzestać na 106, czy pójdziesz wyżej? Taka różnica pomiędzy to i tak jest super. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 14:39 mama_dorota napisała: > Zamierzasz poprzestać na 106, czy pójdziesz wyżej? Trudno powiedzieć, choć sądząc po poprzednich wynikach i samopoczuciu na 100, pewnie przyda się zwiększyć do 112. Na razie zobaczę, jak mi pójdzie na 106. Odpowiedz Link
natder Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 14:58 Ola, jakbym miała wróżyć, to wydaje mi się, że na wyższej dawce t4 wyniki zaczną ci się rozjeżdżać i trzeba będzie wdrożyć także t3 żeby były w miarę wyrównane. Ale mogę się mylić Trzymaj się Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 15:21 natder napisała: > Ola, jakbym miała wróżyć, to wydaje mi się, że na wyższej dawce t4 wyniki zaczną ci się > rozjeżdżać i trzeba będzie wdrożyć także t3 żeby były w miarę wyrównane. Oj, nie krakaj! Wcześniej na 100 miałam 61-63% - ślicznie równiutko. Potem na 88 mcg 31-36% - także równiutko. Dlatego też uważam, że eksperyment się nie powiódł na całej linii, bo także procenty się rozjechały. > Trzymaj się A w ogóle cieszę się, że się odzywasz, bo chciałam Ci podziękować za natchnienie - bowiem zapisałam się w końcu na terapię na NFZ. Wprawdzie termin za dwa miesiące, ale cóż to dwa miesiące w porównaniu z tyloma latami życia, które na tę terapię zbierałam . Nie wiem, czy gdybyś nie pisała o tym, że można się wyprostować w ramach NFZ, poszukałabym takiej możliwości na własną rękę. A w każdym razie nie teraz. Więc jestem bardzo wdzięczna za uparte powtarzanie w wielu wątkach, że można i da się. Nie poszło na darmo Odpowiedz Link
natder Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 16:48 No to super Wprawdzie terapia to bardzo ciężka praca nad sobą - ale wierz mi, warto. Pół roku głos w mojej głowie przekonywał mnie, że niepotrzebnie się za to wzięłam, nie zmienię przeszłości, nie mam na to wpływu. Wydawało mi się, że już dawno pogodziłam się z ze swoim losem. Taka terapia to też koszty emocjonalne. Wiele wylanych łez. A ja przecież dam sobie radę sama Zawsze daję Nawet swoje leczenie umiem poprowadzić bez lekarza ;D Efekty nie będą widoczne od razu Czasem zastanawiam się, jak to działa. Najpierw długo, długo nic, niby pewne rzeczy wiesz, rozumiesz na poziomie świadomości ale swoich zachowań i reakcji nie da się zmienić z dnia na dzień. A potem nagle przychodzi taki dzień, że te same co zawsze sytuacje wywołują zupełnie inną niż dotychczas reakcję. To jest dopiero hardcore Nie jest łatwo. Ludzie przyzwyczaili się do mnie takiej jaką byłam zawsze i duże zdumienie budzi fakt, że reaguję inaczej niż dotychczas. Choćby moje dzieci - koniec z matką będącą wielofunkcyjnym urządzeniem domowym a i w pracy stawiam granice i nie daję się wykorzystywać. Ostatnio moja współpracownica stwierdziła, że nie idzie ze mną wytrzymać i że się zwalnia. Poprosiłam na rozmowę, wyłożyłam rzeczowo swoje zastrzeżenia, wyraziłam chęć odebrania informacji zwrotnej... i nadal pracujemy razem. Kiedyś próbowałabym się dostosować, byle jakoś ten układ działał. I od razu energii potrzebuję mniej I dawka tyroksyny do zmniejszenia Trzymam kciuki, najtrudniejsze są początki bo ciężko się przed kimś otworzyć ale jak już raz się wejdzie na tę drogę to zazwyczaj podąża się nią wytrwale Takie odkrywanie siebie jest naprawdę świetną sprawą i dużo lżej się dzięki temu żyje Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 17:32 natder napisała: > No to super > Wprawdzie terapia to bardzo ciężka praca nad sobą - ale wierz mi, warto. Oj wiem, wiem. Bo to nie jest tak, że nigdy wcześniej niczego ze sobą nie robiłam... Od dość dawna "poczyniam" rozmaite próby, więc wiem, ile zdrowia, bólu głowy i łez to kosztuje. Ale brakowało mi takiej regularnej terapii, bo mam poczucie, że jednorazowe "strzały", nawet mocne i wartościowe - nie zawsze wszystko U MNIE rozwiążą. Ale na stałą terapię nie mam zwyczajnie kasy. Więc możliwość przeprowadzenia jej na NFZ...! To jak prezent > Najpierw długo, długo nic, niby pewne rzeczy wiesz, rozumiesz na poziomie świadomości ale > swoich zachowań i reakcji nie da się zmienić z dnia na dzień. > A potem nagle przychodzi taki dzień, że te same co zawsze sytuacje wywołują zupełnie inną > niż dotychczas reakcję. To jest dopiero hardcore Nie jest łatwo. To jest niezwykłe - coś, co wiesz "od zawsze" nagle do Ciebie dociera i wtedy wiesz, że tak naprawdę, nigdy nie rozumiałaś, o co rzeczywiście w tym chodzi... Jak olśnienie. > I od razu energii potrzebuję mniej I dawka tyroksyny do zmniejszenia > Trzymam kciuki, najtrudniejsze są początki bo ciężko się przed kimś otworzyć Dziękuję . Przyda się na pewno, bo już na samą myśl się denerwuję... Ale nie zamierzam zrezygnować ani stchórzyć, o nie. Odpowiedz Link
natder Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 17:52 I tego się trzymaj Bardzo ciężko jest spojrzeć na swoją sytuację z dystansu, z innego punktu widzenia. W końcu dzieciaki w rodzinie dysfunkcyjnej, aby przetrwać, uparcie modelują swoją psychikę tłumacząc, usprawiedliwiając, minimalizując problemy. Najpierw robimy to względem rodziców a potem innych ludzi wokół. Najpierw próbujemy się dostosować do sytuacji a potem wchodzimy już na stałe w role ofiar choć jesteśmy mistrzami zosiosamowatości i ekspertami od pomagania Mści się to potężnie - na zdrowiu również, a może przede wszystkim. Ważne - dać sobie czas, odmrażać emocje, gromadzić wiedzę, czytać, jest sporo książek o DDA i współuzależnieniu, (szczególnie polecam "Język wyzwolenia" Melody Beattie, książka do codziennych medytacji, ciężko zdobyć i słona cena ale warto. Dla mnie jak Biblia a może raczej jak mądry rodzic - przewodnik, którego nie miałam). Będzie dobrze Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 17:54 Powodzenia! Dawka tyroksyny na razie jeszcze do zwiększenia. Terapia będzie bardziej skuteczna przy dobrych poziomach hormonów, myślenie bardziej opanowane, pamięć lepsza, a potem to może faktycznie da się zejść i z tyroksyny, a przynajmniej samopoczucie będzie lepsze. Zaczęłaś od dobrej strony. Powodzenia! Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 20:24 Dzięki Dziewczyny Liczę się z tym, że to pewnie nie będzie moja dawka docelowa, choćby dlatego, że stosuję antykoncepcję, a i kruszyną też już nie jestem. Ale poczekam modelowo miesiąc i wtedy zrobię badania. Za książką się rozejrzę, na razie trzepię na dziesiątą stronę "Toksycznych rodziców" i "Szantaż emocjonalny". Trochę mi uświadomiły i unaoczniły moją obecną sytuację, naświetliły, co robić, a czego nie. Byle teraz tylko wcielić to w życie... Natomiast jak do tej pory największą rewolucję przeżyłam po "Przebudzeniu" deMello - ale to było jakieś 10 lat temu. To był przewrót, szok w zasadzie, bo w ogóle nie brałam pod uwagę, że można TAK myśleć, reagować i postrzegać świat. I że to, jak się czuję, MOŻE być - a właściwie JEST - kwestią mojego wyboru. Może pora też sobie ją odświeżyć? Choć teraz raczej powinnam zająć się czymś bardziej ukierunkowanym i konkretnie traktującym o "problemie". Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Skutki "eksperymentu" 09.06.14, 21:34 Olu, ale ty prawie nie pdoniosłaś dawki. To 6,25 to przy twoich wynikach tyle, co nic. Powinnaś podnieść o 25, a przynajmniej o 12,5. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 10.06.14, 09:31 mama_dorota napisała: > Olu, ale ty prawie nie pdoniosłaś dawki. To 6,25 to przy twoich wynikach tyle, > co nic. Powinnaś podnieść o 25, a przynajmniej o 12,5. Trochę się cykam, bo przed "eksperymentem" po miesiącu na dawce 100 mcg miałam wyniki na poziomie 61-66%. I do tego się odniosłam, bo wydaje mi się, że teraz muszę nadrobić "straty poeksperymentowe", bo przecież przed zmniejszeniem dawki wyniki rosły mi równo i, że tak powiem, wprost proporcjonalnie. Więc nie będę już szaleć, tym bardziej, że chwilami czuję się dziwnie. Oczywiście może to być spowodowane upałem, ale to właśnie dzięki tyroksynie zaczęłam w zeszłym roku znosić upały lepiej, a dzisiaj serce znowu trzepocze mi w gardle i kręci mi się w głowie. O.K., mogą to być także nerwy z ostatnich dni - ale na pewno tego nie wiem, więc grzecznie poczekam do następnych badań. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Skutki "eksperymentu" 10.06.14, 10:24 > a dzisiaj serce znowu trzepocze mi w gardle i > kręci mi się w głowie To są najprawdopodobniej objawy niedoczynności. Podnieś choć do 112,5. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Skutki "eksperymentu" 10.06.14, 10:32 mama_dorota napisała: > > a dzisiaj serce znowu trzepocze mi w gardle i kręci mi się w głowie > To są najprawdopodobniej objawy niedoczynności. Podnieś choć do 112,5. Niby wiem, że to jest to, ale te objawy przyszły po zwiększeniu dawki, na 100 ich nie miałam . Więc na razie biorę na przeczekanie. No i upały też się zaraz mają skończyć, więc jeśli po upałach mi nie minie, to spróbuję wziąć 112. Odpowiedz Link
ola_dom Procenty w górę! 11.07.14, 20:09 Wczoraj zrobiłam badania po miesiącu na dawce 106,5. Nie jest źle: ft4 66.23% [wynik 1.44, norma (0.93 - 1.7)]; ft3 52.08% [wynik 3.25, norma (2 - 4.4)] Samopoczucie chyba nieco - nieco lepiej, choć akurat na to mają także ostatnio u mnie wpływ "czynniki zewnętrzne". Ale i za nie się zabrałam - pora na terapię. Po prostu. Muszę troszkę poprawić przemianę, bo była już lepsza. Ale w sumie tragedii nie ma. Spróbuję znowu wdrożyć żelazo, które jakiś czas temu odstawiłam, bo mi serce trzepotało jak głupie. Może to pomoże; przed najładniejszymi wynikami, jakie miałam do tej pory, faktycznie łykałam Biofer. Zobaczymy. Aha - i zwiększę dawkę do 112,5. Także dlatego.... że dawka 106 była dość upierdliwa w osiągnięciu, a i tak wynikom jeszcze daleko do nadczynności, samopoczuciu także. Więc - do przodu, także z tyroksyną Odpowiedz Link
muktprega1 Re: Procenty w górę! 12.07.14, 08:57 Gdybym była na Twoim miejscu to na razie pozostałabym na tej dawce, żeby trochę ten organizm miał jakąś szansę na ustabilizowanie się. Chcesz dodać Ft4, a przecież już masz je wyższe niż Ft3, moim zdaniem powiększysz tę różnicę. Skupiłabym się właśnie teraz na niedoborach dość intensywnie i to one teraz są moim zdaniem potrzebne bardziej niż podniesienie dawki w tej chwili, co oczywiście nie wyklucza podniesienia w przyszłości. A jaką TY podejmiesz decyzję? Odpowiedz Link
ola_dom Re: Procenty w górę! 12.07.14, 19:45 W zasadzie już podjęłam decyzję - od dziś dawka 112,5. Przeważnie do tej pory nie miałam problemów z przemianą - aż do czasu "eksperymentu" ze zmniejszeniem dawki ze 100 na 88. Wcześniej na 100 miałam bardzo równiutko: FT4 66.70% [wynik 18.67, norma (12 - 22)] FT3 61.89% [wynik 5.39, norma (3.1 - 6.8)] a po zejściu na 88 wszystko się posypało. Nie od razu, bo najpierw równiutko zeszło na ok. 30% - a potem się porozjeżdżało. Teraz już wraca do normy, moim zdaniem nie jest źle. A ja się od rana czuję dobrze. A nawet bardzo dobrze - pogoda jest wyjątkowo ohydna, powinno chcieć się spać - a ja mam naprawdę dużo energii. To prawda, że to dopiero pierwszy dzień, a ja generalnie dobrze znoszę podnoszenie dawki - to przeważnie sama przyjemność dla mnie - zwyżka energii, lepszy nastrój, zaczynam sikać jak człowiek, aż nogi odzyskują normalny wygląd. Za miesiąc oczywiście nowe badania - ale czuję, że to może już być dawka docelowa. No chyba, że wreszcie schudnę, jak dojdę do eutyreozy . W końcu też o TO chodzi... Odpowiedz Link
ola_dom ROCZNICA :) 06.08.14, 13:26 No właśnie - dzisiaj mija mi rok z tyroksyną Zleciało nie wiem kiedy. Przyznam, że rok temu spodziewałam się, że dzisiaj będę już znowu szczupła, zgrabna, pełna energii i ochoty na wszystko Aż tak różowo nie jest.... Ale nie jest też źle. Bez wątpienia lepiej niż rok temu, w zasadzie bez porównania. Choć wcale nie jestem szczuplejsza (ale chyba w ostatnich miesiącach wreszcie przestałam rosnąć), chce mi się nieco więcej niż przed rokiem, w upały nadal się męczę - ale nie zdycham na serce i wszystko inne. Przez ten rok z dawki 25 doszłam do 112,5. Byłoby trochę szybciej, gdyby nie zejście z dawki kilka miesięcy temu (jak się pani doktor przestraszyła TSH poniżej normy) - ale cóż - czasem trzeba się przekonać, jak jest na zmniejszonej dawce, choćby po to, żeby mieć pewność i argumenty dla lekarza. I to w zasadzie tyle na ten moment, chciałam się z Wami podzielić "tą ważną chwilą" i przy okazji podziękować za całą wiedzę i wsparcie, które tu miałam od pierwszego wpisu. Nie tylko dotyczące tarczycy (natder najlepiej wie, o czym piszę ) Zabrzmiało jak pożegnanie ale się nie żegnam, o nie. Niebawem wrócę z nowymi wynikami, bo będę się na pewno zastanawiać, czy podnieść tyroksynę do 125, bo to już pewnie nie będzie takie oczywiste. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: ROCZNICA :) 06.08.14, 13:41 Wszystkiego dobrego Olu . Mam wielką nadzieję, że następny rok będzie lepszy. U mnie tak było . Odpowiedz Link
ola_dom Re: ROCZNICA :) 06.08.14, 14:09 Dziękuję Ja też mam pewność, że teraz będzie już coraz lepiej. W końcu najpierw musiało się wszystko poukładać, z tego bałaganu, którego mi narobiła niedoczynność. Odpowiedz Link
ola_dom Znowu zapomniałam....;/ 04.09.14, 15:02 No właśnie - znowu zapomniałam rano łyknąć tyroksynę. I zorientowałam się dopiero godzinę temu - bo znienacka poczułam dawno niespotykaną kulkę w gardle - typowy "globusik". Tym razem wiem na pewno, że zapomniałam rano połknąć Euthyrox, bo teraz mam już pojemniczek na tabletki na każdy dzień tygodnia - cóż to za wygodna rzecz! Jak widać - także do tego, żeby sprawdzić, czy się aby nie zapomniało.... Piszę o tym głównie dlatego, że niedawno rozmawiałyśmy tutaj o tym, czy jedną pominiętą dawkę czuć, czy nie. Ja miałam bardzo silne objawy zawsze, jak szłam na badania - bez tabletki. Tym razem nie miałam typowych objawów - ale i sytuacja jest nietypowa, bo jestem w domu i mam dość ograniczoną aktywność (jakiś czas temu złamałam nogę i teraz już wprawdzie chodzę - ale nie przesadzam z tym). Więc typowa telepka, pocenie ani zawroty głowy tym razem mnie nie dopadły. Ale tarczyca dała o sobie znać - kulkę czuję cały czas . Dobrze, że znam już tego przyczynę, bo najpierw mocno się zdumiałam, prawie zaniepokoiłam . Odpowiedz Link
ola_dom Re: Znowu zapomniałam....;/ 04.09.14, 15:34 Jasne! Od razu, jak się zorientowałam, że się zgapiłam. Ale kulka, póki co, wciąż siedzi. Odpowiedz Link
pies_z_laki_2 Re: Znowu zapomniałam....;/ 05.09.14, 18:37 Podobnie kiedyś musiałam przesunąć wieczorną / nocną dawkę na dość późny poranek, cały dzień potem gniotło mnie w okolicach szyi Ale co zabawne, w ogóle tego ze sobą nie powiązałam, dopiero teraz jak czytam twojego posta Odpowiedz Link
ola_dom Re: Znowu zapomniałam....;/ 05.09.14, 18:50 ja jestem trochę wyczulona na "globusa", bo lata temu, jak dopiero ledwie przeczuwałam, że mogę mieć coś nie tak z tarczycą, to zawsze globusik kojarzył mi się z tarczycą. Którą leczyłam w dzieciństwie, no ale potem przez lata już nie miałam z jej strony żadnych objawów (poza nerwowością i zaparciami - NIC), to jednak gdzieś tam z tyłu głowy ta tarczyca mi ćwierkała. I zawsze byłam absolutnie pewna, że "kulka w gardle" to od tarczycy - a nie od refluksu, jak się kiedyś upierała jakaś lekarka. Odpowiedz Link
ola_dom Wyniki jak złoto :) 11.09.14, 09:00 Kochane, odebrałam wczoraj wyniki po dwóch miesiącach na dawce 112,5 i..... Tadam! Same popatrzcie: FT4 74.03% [wynik 1.5, norma (0.93 - 1.7)] FT3 73.33% [wynik 3.76, norma (2 - 4.4)] Patrzę na nie, patrzę i nie mogę się napatrzeć . Szczerze mówiąc od samego początku wejścia na tę dawkę czułam, że to chyba w końcu TO. Jakieś takie miałam podskórne "czucie". Teraz wydaje się, że słuszne. A co do samopoczucia... Dość trudno je teraz miarodajnie ocenić, bo ostatnie tygodnie spędziłam uziemiona w domu wskutek złamanej nogi. W takiej sytuacji dość trudno obiektywnie ocenić poziom energii, dostatek sił, a nawet nastrój - wiadomo... ALE - mimo wszystko wydaje mi się, że jest - i będzie - coraz lepiej. W przyszłym tygodniu wracam do "normalnego" życia i do pracy, więc będę mogła łatwiej ocenić, czy za wynikami idzie równie fajne samopoczucie. Aha - moja noga podobno zrosła się bardzo ładnie, choć pierwszy lekarz upierał się przy operacji i straszył, że takie złamania zrastają się trudno i prędzej czy później operacja jest potrzebna. Ostatni lekarz powiedział, że jest świetnie i noga nie powinna mi w przyszłości dokuczać. A ja jestem przekonana, że to wielka zasługa porządnych dawek wit. D (ok. 5000), które łykam od ponad roku. Co ciekawe - dopiero któryś z kolei lekarz, w zasadzie pod koniec zrastania się nogi, zasugerował łykanie tej witaminy... Jak powiedziałam, że już łykam i że "aż tyle", to zainteresował się, co to za preparat. I wiedział także, że tabletki nie mają sensu. Myślę, że warto napisać, kto to był - dr Bartłomiej Bartoszcze, także oprócz jego świadomości nt. witaminy D wart polecenia. Reasumując - pozostaję na tej dawce, na razie wydaje się bardzo odpowiednia, a może ew. zimą zwiększę ją minimalnie. Zależy, jak będę się czuła. Na razie - "dobrze jest, nie trza psuć ". Odpowiedz Link
harmoniak Re: Wyniki jak złoto :) 11.09.14, 09:17 Gratulacje, to świetna wiadomość! Czasami jest tak, że musi minąć trochę czasu na dobrych wynikach, zanim samopoczucie będzie tak totalnie fantastyczne. Wyniki powtórzyłabym za 2-3 miesiące, wcześniej Odpowiedz Link
ola_dom Re: Wyniki jak złoto :) 11.09.14, 09:28 Na to liczę - że jak wrócę do normalnej aktywności, to samopoczucie będzie coraz i coraz lepsze. Fizyczne - bo psychiczne już się poprawiło. Badania planuję właśnie za mniej więcej tyle. A jutro idę do nowej endo (nowej, bo firma zmieniła mi abonament i moja endo nie przyjmuje w nowym centrum medycznym) i bardzo jestem ciekawa, jak zareaguje na moją dawkę i wyniki bez TSH... W sumie to nie chcę od niej nic poza wypisaniem recept, skierowań i pozwolenia mi dbać o siebie tak, żebym się dobrze czuła. "Tylko" tyle.... Odpowiedz Link
ola_dom Re: Wyniki jak złoto :) 13.09.14, 19:50 Dziękuję Wam Dziewczyny Niestety - wizyta u nowej endo (gin-endo Mikłasz-Kupis w Enel-Medzie) była pierwszą - i raczej ostatnią. Po pierwsze - sama przyznała, że akurat na tarczycy nie zna się aż tak dobrze. Po drugie - zdziwiła i zaniepokoiła się, "dlaczego aż taka duża dawka??" - łykam 112 mcg. Po trzecie - sakramentalne pytanie - "jakie miała pani najwyższe TSH?". Które to TSH miałam w życiu najwyższe 0,7. Ale jak zasunęłam o przysadce, że najwyraźniej szwankuje u mnie, skoro przy tak niskim TSH miałam równie niskie ft4 - ale nikt się tą zależnością nie zainteresował, a przecież sama się nie skieruję na badanie przysadki - spuściła z tonu i zaczęła się upierać przy tym, co już wcześniej mówiła, że powinnam udać się do endokrynologa ogólnego i pokazać mu swoje najgorsze wyniki sprzed leczenia, etc. Po czwarte - wkurwiłam się okrutnie, bo wyczytała w archiwach, jak z 6 lat temu byłam tam u dr Braszkiewicza i żaliłam się (MIĘDZY INNYMI) na to, że znienacka i bez powodu utyłam kilka kilo (od tamtego czasu kolejne - w sumie już naście), to wyjechała z tekstem, że miała już takie pacjentki, które podbierały matkom Euthyrox na odchudzanie! Wyobrażacie sobie?!!! Ponieważ już w trakcie tej wizyty "odpuściłam" sobie tę lekarkę, to nie chciało mi się użerać, powiedziałam tylko, że wtedy i tak się całkiem nieźle czułam, a rok temu w końcu dowlekłam się powłócząc nogami do dr Juchnickiej (z którą się znają) z błaganiem o ratunek, bo nie byłam już w stanie funkcjonować. Może i coś do niej dotarło, bo jakby ciutkę zmiękła, no i powtórzyła tylko, żebym skonsultowała się z endokrynologiem, bo ona nie ma (bo i nie ma) żadnej mojej historii, na podstawie której mam stosować Euthyrox, i tak dalej. Żeby nie było - to miła lekarka i wizyta przebiegała w miłej atmosferze. Na niektóre jej momenty zapiekliłam się dopiero po wyjściu, jak do mnie dotarło, że zostałam np. posądzona o to, że się odchudzam Euthyroksem... A ja póki co wciąż jestem grubsza niż przed rozpoczęciem leczenia.... A przecież wcale nie zamierzam go z tego powodu przerywać Tylko... co teraz?? Co mam zrobić z moim cholernym, nadczynnym od samego początku TSH??? Do kogo iść??? Na razie zapisałam się na listopad do dr. Smędek - bo widziałam, że kiedyś polecał ją piesek_z_laki, a w internecie ma dobre opinie. Ale czy potraktuje mnie poważnie i uwierzy, że naprawdę nie zamierzam robić sobie krzywdy, tylko chcę wreszcie czuć się jak człowiek??? -- Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość. (Jacques Tati) Odpowiedz Link
zanyen Re: Wyniki jak złoto :) 13.09.14, 22:34 Kurczę, a ja po swojej ostatniej wizycie to prawie miałam wrażenie, że mnie lekarka o lekomanię posądza, z powodu tego podnoszenia dawki... Nie gniewaj się, ale trochę mnie uspokaja fakt, że innym też się zdarzają takie historie przy wizytach u lekarza No, ale kurczę! Ostatecznie to przecież nie są cukierki i przecież nikt sobie tego nie łyka tak o, bez powodu, nooo... Odpowiedz Link
ola_dom Re: Wyniki jak złoto :) 14.09.14, 08:34 E tam, nie mam się za co gniewać - w sumie także po to tutaj o tym wszystkim piszemy, żebyśmy nawzajem wiedziały, że nie jesteśmy wielbłądami i "jedynymi takimi" kosmitkami na świecie . I że podobne przypadki się nam zdarzają - a co za tym idzie - że trzeba się na nie uodpornić i nie zrażać takim traktowaniem. Lekarz też człowiek - tak samo może być głupi, ograniczony i/albo zwyczajnie zły. Chyba cała rzecz w tym, że Euthyrox niektórym faktycznie pomaga schudnąć - co normalne, skoro nadwaga jednym z objawów niedoczynności, którą Euthyrox leczy. Ja także na to liczę, choć przez ostatni rok jeszcze troszkę utyłam, a nie schudłam - ale poza tym pomógł mi w zasadzie na wszystko inne. Więc mimo, że jestem jeszcze trochę grubsza, to absolutnie nie zamierzam z niego rezygnować, bo w końcu zaczynam żyć i funkcjonować. Odpowiedz Link
zanyen Re: Wyniki jak złoto :) 14.09.14, 09:40 Ja rozumiem, że niektórzy mogą chcieć brać euthyrox właśnie z tego powodu. Sama raczej nie mam problemów z wagą, ale rozumiem, że niektórzy mogą mieć takie pomysły. Ale jednak trochę się dziwię lekarzom, że podejrzewają pacjentów o takie motywacje - wystarczy przeczytać listę objawów niedoczynności i spróbować sobie wyobrazić życie z takim zestawem (!). Przecież życie w niedoczynności to jak życie w letargu (!). Odpowiedz Link
ola_dom Re: Wyniki jak złoto :) 14.09.14, 10:10 No wiesz - nie ważę jeszcze stu kilo, nie jestem łysa, oczy jeszcze mi widać spod powiek - bo się STARAM I NIE PODDAJĘ. Ubieram się, maluję, wyglądam młodo jak na swój wiek, "trzymam fason" - czyli nie mamroczę słabym głosem, podaję rękę energicznie - ogólnie pewnie sprawiam wrażenie zdrowej, energicznej osoby. Raczej nie wyglądam na "chorą". Więc cóż może komuś takiemu dolegać? Pewnie chce się trochę odchudzić, no bo cóż innego. A że poza gabinetem i poza światem zewnętrznym wyglądam zupełnie inaczej... Może powinnam wyglądać jak zdechła ścierka, żeby mi lekarz uwierzył Odpowiedz Link
zanyen Re: Wyniki jak złoto :) 14.09.14, 13:16 Wiem, wiem, ja to doskonale rozumiem Ja sama leczę się krótko, ale zaczęłam od przekopania się przez informacje w różnych miejscach internetu i z różnych źródeł - a akurat w weekend miałam okazję spotkać się z osobą, która jest wiele lat po wycięciu tarczycy, wiele lat się leczy na tarczycę i na milion różnych rzeczy, a nigdy nie miała robionych badań ft3 i ft4 - no bo lekarz nie kazał. Już nie mówię o braniu tabletki i za chwilę jedzeniu nabiału na śniadanie... No powiem szczerze, że mnie to trochę zagięło, bo ja przez ten krótki czas już zdążyłam zrobić kilka eksperymentów, rozpoznaję, kiedy jest ok mniej więcej, ogarniam, jaka jest różnica między tarczycą a przysadką, bo ja chcę po prostu czuć się normalnie i mieć siłę, a nie co kontrolę truć lekarzowi, jak źle się czuję, bo on o tym zapomni 5 minut po moim wyjściu, a to ja się będę z tym męczyć. Tak, że nie ma co się poddawać i trzeba się uprzeć czasem, tak mi się wydaje (chociaż ja się stresuję, jak idę do lekarza...) Poza tym... wiesz, ja choruję na skórę, po mnie to widać bardzo... ale też mam problem z tym, bo cokolwiek nie powiem, że mi zimno, czy że szybko się męczę, no to lekarze kwitują, że to przez skórę i że nic się nie da. Więc zarówno wygląd osoby zdrowej, jak i ewidentnie chorej niczego tak z marszu nie załatwia... Odpowiedz Link
pies_z_laki_2 Re: Wyniki jak złoto :) 15.09.14, 03:19 > Na razie zapisałam się na listopad do dr. Smędek - bo widziałam, że kiedyś polecał ją > piesek_z_laki, a w internecie ma dobre opinie. No tak, byłam u niej raz, czy dwa, ale głównie po recepty... poza tym kilka lat wstecz, może coś się od tamtej pory u niej zmieniło? Ale czy można ją polecić? Hm... ciekawa jestem twojej o niej opinii, napisz jakie wrażenia po wizycie A może nie musisz do endo, może wystarczy internista? Odpowiedz Link
ola_dom Re: Wyniki jak złoto :) 15.09.14, 20:56 pies_z_laki_2 napisała: > A może nie musisz do endo, może wystarczy internista? No niestety nie wystarczy - skoro już gin-endo zalamentowała nad "taką dużą dawką" i podkreślała, że ONI TAM MUSZĄ mieć jakieś podstawy do wypisywania mi recept na tę - kosmiczną przecież - dawkę, w związku z czym wpisała mi do karty konieczność konsultacji z endokrynologiem ogólnym - żeby aby na pewno potwierdził, że potrzebuję te zatrważające 112 mcg tyroksyny.... Trochę się obawiam, że jak dr Smędek nie okaże się dość ogarnięta, to mi wpisze kolejną jakąś bzdurę w kartę - i każdy następny lekarz będzie na mnie patrzył coraz gorzej... A od poprzedniej endo mam kwitek na 88 mcg. No kurna - nie wystarcza mi.... Jak byłam z powrotem na dawce 88, to mało nie padłam, a wyniki mi zjechały niżej niż przed leczeniem. Ale z tą lekarką w zasadzie nie było rozmowy. Wyglądała, jakby się bała cokolwiek zdecydować. Niestety - nie mam pewności, że druga endo będzie lepsza... Piesku - a Ty do kogo chodzisz? Wiem, że też masz TSH poniżej norm. Jestem skłonna iść do jakiegokolwiek lekarza, który będzie rozumiał, że chcę się po prostu dobrze czuć, że obserwuję swój organizm, dbam o niego, nie łykam Euthyroksu jak cukierków na odchudzanie, i że nie chcę sobie robić krzywdy, bo już dość krzywdy doznałam od niedoczynności... I żeby mi ten lekarz wystawił zaświadczenie, z którym pójdę do internisty i nie będę się musiała tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, choć moje TSH na to wskazuje... Odpowiedz Link
ola_dom Puchnę jak balon...:( 01.10.14, 10:33 POMOCY....!!! Zupełnie nie wiem, jak sobie z tym poradzić... Od kilku tygodni puchną mi strasznie nogi, w sumie cała jestem obrzęknięta, czuję się jak balon. Wyniki mam prześliczne, ogólnie nie czuję się najgorzej - ale ta opuchlizna jest nie do zniesienia. Jakiś czas temu prawie nie siusiałam - i było dla mnie zrozumiałe, że jestem opuchnięta. Ale teraz sikam całkiem normalnie - a nogi jak balony. Wczoraj po całym dniu ledwie doczłapałam się do domu, czułam, jakbym musiała dźwigać po dwie tony na nogę... CO ROBIĆ???? Łykam: 113 mcg tyroksyny (ostatnie wyniki na poziomie ok. 74% oba - przepiękne) 3 orzechy brazylijskie Biofer 2 tabletki witamina D 5000 (Puritan's Pride) cytrynian magnezu 225 x 2 czegoś za dużo/za mało, czegoś brakuje? Mam wrażenie, że w końcu przestałam tyć, ale ta ilość wody, którą muszę dźwigać, jest nieznośna i mam poczucie, że dodaje mi kilka dobrych kilogramów. Jak się jej pozbyć???? Odpowiedz Link
pies_z_laki_2 Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 05:41 Nie wiem co ci jest, ale sok pomidorowy, pietruszka i natka pietruchy działają moczopędnie. Odpowiedz Link
muktprega1 Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 09:32 A jakie masz przy tym ciśnienie? A czy na początku rzutu (jak jeszcze nie ma odzwierciedlenia w wynikach) nie puchniesz? Zrobiłabym tak jak Piesek, naturalne środki do wykorzystania. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 10:15 Z powodu puchnięcia dostałam od endo skierowanie na badanie moczu i kreatyninę. No a jak to nie pomoże, to może jednak warto ponownie oznaczyć hormony. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 10:55 Piłam już sok pomidorowy (wtedy średnio pomógł), poza tym - teraz całkiem nieźle sikam, najlepiej po wypiciu rano wody z sokiem z połówki cytryny, no i po zielonej herbacie, którą też piję właśnie po to, żeby sikać. No i sikam... Ale opuchnięta jestem niezmiennie, dzisiaj czuję to wyraźnie także na twarzy. Nie za bardzo mam jak zmierzyć teraz ciśnienie, ale przeważnie mam niskie, a nie czuję też, żeby coś się zmieniło (o ile umiem to "wyczuć") - ale też nigdy nie miałam problemów z ciśnieniem innych niż te, że przeważnie było za niskie. Nie mam pojęcia, jak jest u mnie przy rzutach - czy w ogóle je mam...? Przeciwciała zawsze miałam niskie, na przestrzeni lat nigdy nie przekroczył norm. Więc trudno mi to ocenić, bo chyba też nie mam typowego Hashimoto (cała tarczyca, przeciwciała w normie). Badania robiłam całkiem niedawno - 3 tygodnie temu, a spuchnięta jestem przynajmniej od tamtej pory. Wcześniej spędziłam 6 tygodni na kanapie z nogą w gipsie, więc "warunki" były niemiarodajne i ciężko ocenić, czy puchłam czy nie - wiadomo. Jak się nie poprawi, to poproszę o skierowanie na badania, o których pisze mama_dorota - dziękuję! I dziś wpadłam też na jeden pomysł - być może wzmogła mi się alergia na nabiał, który wciąż jadam, a po którym faktycznie zawsze bardziej lub mniej puchłam. Od jutra go odstawiam i zobaczę, na ile pomoże. Bardzo Wam dziękuję. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 11:13 A widzisz, o dietę też miałam zapytać, tylko raczej myślałam, że mogłaś wprowadzić coś nowego. Odpowiedz Link
zanyen Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 11:48 Czarna kawa też działa moczopędnie, mnie bardzo pomaga na nadmiar wody (ale nie każdy pija kawę - no i wiadomo, że magnez się wypłukuje). Odpowiedz Link
ola_dom Re: Puchnę jak balon...:( 02.10.14, 11:52 zanyen napisał(a): > Czarna kawa też działa moczopędnie, mnie bardzo pomaga na nadmiar wody No właśnie - mi wcale nie za bardzo pomaga. Prędzej zielona herbata. Ale czasem choćbym zjadła pęczek natki i popiła litrem soku pomidorowego - nic to nie da . Nie wiem dlaczego, ale czasami mój organizm nie chce reagować na nic. Poza magnezem - to jest po prostu mój cud, odkrycie życia i w ogóle - tyle że akurat w przypadku zaparć. NIC NIGDY W ŻYCIU nie działało tak niezawodnie i bezpiecznie, i łagodnie zarazem. Odpowiedz Link
ola_dom Podniosłam dawkę, bo... 13.10.14, 12:42 .... już nie mogłam ze sobą wytrzymać. Spuchłam cała jak jakiś balon - budziłam się opuchnięta, nie mieściłam się rano w buty, na twarzy maska od rana do wieczora, okulary słoneczne uwierają i zostawiają dołki na nosie - no po prostu zgroza i masakra... To jedno, co mnie skłoniło do podniesienia dawki. Drugie - znowu szorstkie łokcie. Które już przecież zrobiły się ładne i gładkie - po raz pierwszy od wielu lat. A teraz znowu się o nie "podrapałam". Trzecie - w te piękne, ciepłe dni nagle czułam wieczorami, że robi mi się zimno od środka - coś, czego już nie pamiętałam, bo teraz zawsze mi ciepło. O wieczornym spadku energii nie wspominając. I w dodatku uświadomiłam sobie, że ostatnie wyniki robiłam po blisko dwóch miesiącach spędzonych bardzo "stacjonarnie" wskutek złamanej nogi - byłam unieruchomiona, nie za wiele się ruszałam - wprawdzie chodząc o kulach zużywałam o wiele więcej energii niż chodząc zwyczajnie na dwóch nogach - ale jednak w sumie aktywności fizycznej miałam mniej. Więc pomyślałam, że pewnie mniej tyroksyny mi wystarczało. I to wszystko sprawiło, że uznałam, że chyba trzeba mi więcej tyroksyny. Pal licho łokcie, pal licho marznięcie wieczorami - to wszystko da się znieść. Ale ta puchlina doprowadzała mnie do rozpaczy, nie mogłam rano włożyć żadnych butów, nie mogłam ruszać twarzą, palce jak serdelki - jeden koszmar. I NIC nie pomagało, ewentualnie ledwie i mało zauważalnie. Piszę o tym w czasie przeszłym, bo choć dopiero od dziś jestem na nowej dawce - 119 mcg (poprzednie 3 miesiące 113), to już czuję, że mogę chodzić i buty nie cisną. No i generalnie od rana czuję się lepiej. Choć wcale nie sikam więcej. Mam nadzieję, że tak zostanie przynajmniej na dłużej Będę dawać znać, jak się sytuacja rozwija. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Podniosłam dawkę, bo... 13.10.14, 13:20 A ja też musiałam podnieść dawkę o 12,5, choć nic się nie zmieniło zbytnio w moim funkcjonowaniu. Co więcej, pamiętam, że rok temu we wrześniu musiałam dawkę podnieść, a w grudniu obniżyć (wprawdzie przeszłam wtedy na jakiś czas na letrox, ale to chyba nie miało większego znaczenia). Tak mi się to mocno kojarzy z tym, że na domowym regulatorze temperatury od lat we wrześniu musimy ustawiać 21-22 stopnie, a w listopadzie/grudniu spokojnie nam wystarcza 20 stopni. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Podniosłam dawkę, bo... 13.10.14, 14:46 mama_dorota napisała: >Co więcej, pamiętam, że rok temu we wrześniu musiałam dawkę podnieść, a w grudniu obniżyć A skąd wiedziałaś, że należy obniżyć dawkę? Zrobiłaś badanie? Poczułaś? Jak? Pytam, bo na razie mam za sobą tylko podnoszenie dawki ze względu na marne samopoczucie potwierdzone wynikami. Poza jednym epizodem zmniejszenia dawki - wskutek niskiego TSH, którego przestraszyła się moja endo. Ale to inna bajka i inna historia. Innymi słowy - do tej pory jeszcze nigdy nie miałam za wysokiej dawki. Zastanawiam się, czy zorientuję się, kiedy będzie za wysoka (o ile będzie), bo przecież badania po kilku dniach od zwiększenia nie będą miarodajne. Dlatego też zwiększam pomaleńku, o 6 mcg, bo już w sumie mam dawkę całkiem niemałą. Ale trochę cykora mam... Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Podniosłam dawkę, bo... 13.10.14, 18:14 > A skąd wiedziałaś, że należy obniżyć dawkę? Zrobiłaś badanie? Poczułaś? Jak? Wtedy akurat wyszło mi to w badaniach. Miałam ft4 ciut powyżej normy, ale choć jeszcze podczas badań (dla lekarza) czułam się dobrze, to kilka dni po badaniach pojawiły się problemy z zasypianiem, zbyt wczesnym budzeniem się, natrętnymi myślami, ktorych nie byłam w stanie się pozbyć. Mam wrażenie, że trudno o jakiej uniwersalne wytyczne na temat tego, jak wygląda nadczynność polekowa. Z niedoczynnością jest chyba łatwiej. Ja mam zresztą dość nietypowe objawy jednego i drugiego. W historii swojego leczenie odnotowałam już niskie tętno w nadczynności, w zasadzie nie zdarza mi się w tym stanie tętno wysokie, więc nie mam innej rady, niż to, co właśnie robisz, czyli wolne podnoszenie i obserwacja. Sama tak robię i dzięki temu nawet w nadczynności polekowej nie doświadczyłam jakiejś katastrofy, tylko pogorszenie samopoczucia, które po badaniach lub analizie prowadziło do wniosku, że dawkę trzeba obniżyć lub też nie było wiadomo, co robić, więc pozostawał eksperyment. Przez 2-3 dni brałąm dawkę niższą i obserwowałam, co się dzieje. Tak działam wtedy, gdy badania nie mają sensu, bo daną dawkę przyjmuję za krótko lub wtedy, gdy nie mogę ich wykonać. No ale tu już działa jakieś doświadczenie, którego ty także przecież nabywasz, Latem na przykład, pływając rodzinnie na jachcie, miałam objawy jak przy grypie i po kilku dniach doszłam do wniosku, że chłod odczuwany w tych warunkach wymaga podniesienia dawki. Trudno by mi było wtedy zrobic badania, więc przeanalizowałam sytuację i zadziałałam tak, jak mi się wydawało. I trafiłam. Nawet gdy nasze rozważania pójdą w złą stronę, to przy takich minimalnych zmianach będzie można się o tym szybko przekonać. A gdy już dojdziesz do wniosku, że przedobrzyłaś, to odstawienie hormonu na 1-2 dni, a potem przejście na trochę niższą dawkę zazwyczaj szybko stawia do pionu. Tak to u mnie wygląda. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Podniosłam dawkę, bo... 14.10.14, 09:22 Dziękuję mamo_doroto - też już wiem, że każdy ma "swoje" objawy nadczynności i niedoczynności, i trzeba nauczyć się je obserwować. Tak właśnie robię, ale Wasze doświadczenie i spostrzeżenia są dla mnie także ważne, bo zwracają uwagę na coś, co może sama bym przegapiła i nie powiązała z tarczycą. No i dlatego podnoszę dawkę po troszku, żeby nie zrobić sobie kuku. Od wczoraj czuję się ogólnie nieźle, nogi mam z pewnością mniej opuchnięte - ale też rano robię im naprawdę zimny prysznic, co także pomaga. Jedyna niedogodność, jaką czuję, to lekki globusik w gardle od wczoraj. I chyba lekki refluks. Ale refluks może też być po wczorajszym przejedzeniu.... Będę się przyglądać. Odpowiedz Link
ola_dom Spieszę donieść, 15.10.14, 15:04 że oczywiście 6 mcg tyroksyny więcej pomogło mi w cudowny sposób . Praktycznie już pierwszego dnia obrzęk zaczął schodzić, kolejne dni (dzisiaj trzeci) są coraz lepsze. Ogólnie także czuję się coraz lepiej, mam więcej energii, mój facet wczoraj przed 23:00 spytał: "- a właściwie, to dlaczego Ty jeszcze nie śpisz...?" bo przecież do tej pory zaraz po "dobranocce" ścinało mnie spanie. Zastanawia mnie tylko, w jaki nieodgadniony sposób pozbywam się tej całej puchliny - bo ani nie sikam więcej, ani się nie pocę - generalnie - nie wydalam tych płynów - a one ZNIKAJĄ....? Nie jest to zagadka, którą muszę rozwiązać, bo najważniejsze, że czuję się wreszcie lepiej, ale zwyczajnie mnie ciekawi - w jaki czarodziejski sposób się ich pozbywam? Odpowiedz Link
djpa Re: Spieszę donieść, 15.10.14, 15:07 Może to nie woda się zatrzymywała, tylko śluz (obrzęk śluzowaty, śluzakowaty). I może dlatego moczopędne rzeczy nie działały? I dlatego tyroksyna tak świetnie na to zadziałała? Odpowiedz Link
ola_dom Re: Spieszę donieść, 15.10.14, 17:13 djpa napisała: > Może to nie woda się zatrzymywała, tylko śluz (obrzęk śluzowaty, śluzakowaty). Obrzęk śluzowaty mam na 100%, sporo ostatnio o nim czytałam, szukałam informacji, jak się go pozbyć - no i wszędzie tylko, że "odpowiednia dawka hormonów, ale że może się utrzymywać jeszcze po kilku miesiącach od ustabilizowania tarczycy"... To co się w takim razie dzieje ze śluzem? "Rozszerza się" i zmniejsza? Czy jak? Ktoś wie? Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Spieszę donieść, 15.10.14, 17:05 Mierzysz ilość oddawanego moczu? Może nie częściej, a więcej? Odpowiedz Link
ola_dom Re: Spieszę donieść, 15.10.14, 17:15 Nie mierzę skrupulatnie, ale zwracam uwagę i na częstotliwość, i na ilość Więc moje szacunki są z grubsza - ale na pewno nie wysikałam tyle, ile mi od poniedziałku zeszło z nóg, i zewsząd. Tzn. - tak mi się wydaje, a obserwuję się dość uważnie, nie mam wyboru przy chorej tarczycy. Odpowiedz Link
myszka19891 Re: No dobra, moja kolej... 13.10.14, 17:35 Ola czy moglabys mi powiedziec jakie sa jeszcze inne fora tarczycowa bo przeczytalam twoj watek i widzialam ze czytalas jakies 3 a ja znam tylko to... i czy mogła bys zerknac na moj watek i zobaczyć wyniki moje dzisiejsze i cos podpowiedziec? Pierwszy raz badalam ft3 i ft4 a lecze sie juz ok 3 lata... Odpowiedz Link
ola_dom Re: No dobra, moja kolej... 14.10.14, 09:24 myszko - regularnie śledzę też forum Tarczyca dorosłych i dzieci: forum.gazeta.pl/forum/f,24712,Tarczyca_doroslych_i_dzieci.html i forum Hashimoto: forum.gazeta.pl/forum/f,24776,Hashimoto.html Na obu spotkasz wiele znajomych stąd Odpowiedz Link
ola_dom dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 19:09 Kolejna zagwozdka - pewnie nie ostatnia.... Po 6 tygodniach na nowej dawce (119) zrobiłam badania i oto wyniki: FT4 72,73% [wynik 1,49, norma (0,93 - 1,7)] FT3 55,42% [wynik 3,33, norma (2 - 4,4)] Dla porównania - wyniki z 10 września na dawce 113: FT4 74.03% [wynik 1.5, norma (0.93 - 1.7)] FT3 73.33% [wynik 3.76, norma (2 - 4.4)] Dawkę podniosłam na 119 po miesiącu od poprzedniego badania z tymi pięknymi wynikami, jak nie byłam w stanie włożyć żadnych butów, bo byłam tak spuchnięta. Nie robiłam wtedy badań. Efekt podniesienia dawki był natychmiastowy - następnego dnia włożyłam nowe buty. Ale poprawa nie trwała długo - co tu kryć - nie czuję się ostatnio najlepiej. Więc postanowiłam sprawdzić, co tam widać w hormonach - no i widać jak wyżej... Teraz moje przemyślenia-wyjaśnienia: - piękne wyniki na dawce 113 mcg robiłam po półtora miesiąca unieruchomienia - złamałam nogę i choć wprawdzie każdy ruch kosztował mnie o wiele więcej wysiłku nic normalnie, to jednak w sumie aktywności miałam o wiele mniej - widać mniej tyroksyny wystarczało; - nietypowy u mnie rozjazd między procentami (przeważnie mam je równiutko) być może jest spowodowany tym, że w dniu badania brało mnie choróbsko (grypa żołądkowa), o czym dowiedziałam się dopiero w ciągu dnia (nie poszłabym na badanie wiedząc, że mnie rozkłada...). Czy choroba może obniżać tak nagle FT3? Jem pilnie orzechy, od 3 tygodni znowu biorę żelazo i witaminę B complex, do tej pory przemiana nie szwankowała. Czy duży stres także obniża FT3? Z dnia na dzień? A teraz moje obawy - biorę już dawkę 119, być może powinnam ją podnieść do 125 mcg, bo też znowu jestem podpuchnięta i ociężała. ALE - nie mogę zapominać, że ja wciąż mam tarczycę w normalnym rozmiarze, wyjściowe TSH miałam zawsze poniżej 1, jedyne co sugerowało wdrożenie tyroksyny, to dość niski wyjściowy poziom FT4 (ok. 13%) i objawy. Nigdy nie miałam także podwyższonych przeciwciał, więc wydawać się mogło, że mojej tarczycy wystarczy UZUPEŁNIENIE hormonów - a teraz biorę w zasadzie pełną dawkę jak na mnie - i ciągle mało? Do czego to ma dojść....? Głupio mi to pisać, ale pierwszy raz tracę nadzieję i wiarę w sens... Wiem, że nie mogę (ani nie chcę) odstawić tyroksyny, bo zdycham bez niej już tego dnia, kiedy rano jej nie biorę idąc na badanie - ale ile ja mam jej łykać??? Nie boję się dużej dawki jako takiej, kiedy jest potrzebna, ale ja nie ważę 100 kilo, a poza tym - mam całą swoją tarczycę... Dlaczego w takim razie wyniki są wciąż tak nisko? Aha - stosuję antykoncepcję, od zeszłego cyklu biorę "mocniejszą", bo coś wyszło nie tak na USG i większa dawka hormonu z antyków ma pomóc to "rozbić". Może to też ma wpływ? No i wciąż biorę tę tyroksynę "nielegalnie", bo glejt od lekarza mam na 88 mcg, a i to dostałam "na wyrost"... Pogubiłam się i zaczynam tracić nadzieję, co tu kryć... Odpowiedz Link
jurmik Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 20:29 Nie rozumiem, co to znaczy, że bierzesz taką dawkę "nielegalnie", bo masz glejt od lekarza na dawkę 88. Ty masz brać taką dawkę, przy której będziesz się dobrze czuła i przy której będziesz miała dobre wyniki (w takiej właśnie kolejności - masz się dobrze czuć, a czy to osiągniesz przy poziomie 78% czy 46% - to już chyba nieważne). Glejt, jak to nazywasz, nie jest dla Ciebie, tylko dla rodzinnego, by Ci wypisywał receptę na Eutyrox. A endo po prostu powiesz, że zaczęłaś brać więcej, bo źle się czułaś. Moja endo daje każdej pacjentce taki kwit dla lekarza rodzinnego, żeby nie trzeba było do niej latać co chwilę na wizytę, ale pozwala, a nawet radzi, ze czasem trzeba zmieniać dawki. Przecież cukrzycy, którzy biorą insulinę, sprawdzają sobie cukier kilka razy w ciągu dnia i od wyniku zależy, ile insuliny biorą. A co za różnica, czy uzupełniamy brakującą insulinę czy brakującą tyroksynę - to hormon i to hormon. Cukrzyków się uczy, jak mają dobierać sobie dawki, kiedy ją mają zwiększyć lub zmniejszyć - to dlaczego nie uczy się tych z niedoczynnością tarczycy? (moja endo uczy). Może trzeba pytać swoich endo, czy do końca życia mam brać zawsze taką samę dawkę? A jak nie, to od czego to zależy? Kiedy są powody do zmiany? Niech tłumaczą tak, jak lekarze od cukrzycy (moja ciotka bierze insulinę i chodzi do diabetologa, więc wiem). Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 22:44 jurmik napisała: > Glejt, jak to nazywasz, nie jest dla Ciebie, tylko dla rodzinnego, by Ci wypisywał receptę na Eutyrox. Zgadza się. I ja się zgadzam. Tylko wskaż mi proszę endo, który się z tym zgodzi, biorąc pod uwagę, że u pacjentki: TSH od zawsze poniżej 1 żadnych przeciwciał tarczyca wielkości 15 ml - tyle, że z guzkami wolne hormony w normie, no, raptem ft4 w samym dole normy jedyne, co przemawia za niedoczynnością, to objawy. Mało konkretne, za to liczne. Przy takich wynikach nawet bardzo litościwy endo da co najwyżej 50 mcg - "dla wyrównania". A 90% pogoni mnie jako wariatkę, chcącą odchudzić się Euthyroksem. > A endo po prostu powiesz, że zaczęłaś brać więcej, bo źle się czułaś. Tak powiedziałam, jak podniosłam sama z zaleconego 75 na 88, a potem jeszcze na 100. "- Pani Olu, proszę zmniejszyć do 88, to TSH takie niskie (poniżej normy), jeszcze dostanie pani częstoskurczu (?) i dopiero będzie kłopot". I to były słowa mojej cudownej endo, jedynej, która w ogóle się mną zajęła i wdrożyła Euthyrox. Każdy inny lekarz na "tak wielką dawkę" wznosi ręce i oczy do nieba.... Do kogo ja mam pójść???? Bo przecież skądś muszę brać recepty..... Na razie korzystam z okazji i kupuję tyroksynę w aptece bez recepty - znalazłam taką koło teściów - 350 km ode mnie. Ale nie mogę traktować tego jako stałego źródła Euthyroksu, bo nigdy nie wiadomo, jak długo tak się uda. Dlatego potrzebuję GLEJTU. Kto mi taki wypisze? Ja - jak widać choćby po moim wątku - bardzo uważnie obserwuję swój organizm, nie szafuję dawką, badam się, podnoszę o ociupinkę i tylko wtedy, jak czuję, że padam z nóg i obrzęk nie daje już wytrzymać. Ale jak mam to wytłumaczyć lekarzowi? Skoro on "wie swoje"? Odpowiedz Link
myszka19891 Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 22:51 A jestes pewna ze to tarczyca jest winna twojemu samopoczuciu ? Skoro wyniki są dobre a masz objawy to moze inny jest tego powód? Domyślam się, że orientowalas sie i badalas tez w innych kierunkach, ale dziwne ze tsh i hormony ok, usg ok przeciwcial nie ma i to musi byc tarczyca??? Dziwne aż może jestes jakims bardzo rzadkim przypadkiem, ciekawe co na to powiedziałaby dr Mizan-Gross z Gdańska do ktorej chodzi wiele dziewczyn i sobie chwali... Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 23:02 myszka19891 napisał(a): > A jestes pewna ze to tarczyca jest winna twojemu samopoczuciu ? Już niczego nie jestem pewna, poza jednym - po Euthyroksie wraca do mnie życie. Tak było od pierwszego dnia zażywania, i tak jest za każdym razem, jak zwiększę dawkę po tym, jak już padam na twarz. Od razu czuję ulgę i poprawę. > Domyślam się, że orientowalas sie i badalas tez w innych kierunkach, Niespecjalnie, bo nie mam zaufania ani cierpliwości do lekarzy. Ale objawy mam typowo tarczycowe, historię rodzinną także, a w dzieciństwie leczyłam już niedoczynność tarczycy. Do końca podstawówki. > Dziwne aż może jestes jakims bardzo rzadkim przypadkiem Nie wiem, czy jestem rzadkim, ale z całą pewnością nie na wszystko reaguję typowo - mam też samozdiagnozowaną celiakię - a w życiu miałam biegunkę może z 5 razy, jestem wysoka i nie miałam nigdy anemii, a przez większość życia miałam idealnie wklęsły brzuch, nawet jak korzystałam z WC raz na trzy dni. A gluten mnie zatyka zamiast przeczyszczać - no jakoś tak odwrotnie niż na ogół bywa... Tak samo np. zatyka mnie po wszelkich strączkowych - a nieźle załatwiam się po.... mięsie. No takie po prostu fiksum-dyrdum. Odpowiedz Link
myszka19891 Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 23:15 Mi z kolei podniesienie dawki raczej nic nie pomoglo bo dalej sie czuje jak sie czulam, ale za tydzien sprawdze wyniki i zobacze co dalej... tez jestem dziwnym przypadkiem, bo czesto nie reaguje na leki :p np kiedys dostalam tabletke nasenna po ktorej inni spali jak zabici a ja nie moglam zasnąć i nic mi po niej nie było. Odpowiedz Link
zanyen Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 22:58 Poleciłabym Ci lekarza, ale on jest z Wrocławia. Nie wiem, gdzie Ty mieszkasz. Pisałam o nim ostatnio na forum. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 23:05 zanyen napisał(a): > Poleciłabym Ci lekarza, ale on jest z Wrocławia. Nie wiem, gdzie Ty mieszkasz. > Pisałam o nim ostatnio na forum. W Warszawie.... Pojechałabym i do Wrocławia - gdybym miała pewność, że dostanę ten kwit dla rodzinnego. Ale miałam taką pewność u mojej endo, o której pisałam - aż usłyszałam od niej o tym częstoskurczu i bardzo wyraźnie było widać (czy też coś zostało powiedziane), że pani doktor "nie podpisze się" pod dawką 100 mcg. A co dopiero wyższą...? Odpowiedz Link
zanyen Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 23:12 Nie dam Ci gwarancji, że dostaniesz ten kwit. Ale uważam, że ten lekarz jest w porządku, ja osobiście mu ufam i będę się go trzymać. Jacek Daroszewski, Nauczycielska 2, Wrocław 71 322 92 68 (telefon do rejestracji) Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 21:29 zanyen napisał(a): > Jacek Daroszewski, > Nauczycielska 2, Wrocław > 71 322 92 68 (telefon do rejestracji) Dziękuję Odpowiedz Link
zanyen Re: dawka w górę - procenty w dół... 28.11.14, 20:55 Ja Cię rozumiem. Jak ostatnio byłam w tej klinice endo, to podczas wizyty profesorów się dowiedziałam, że w ogóle w moim przypadku jakiekolwiek leczenie jest bez sensu, bo kto daje tyroksynę przy tsh 4,5 i po co, przecież to się obserwuje. I nieważne, że akurat ta pani profesor widziała mnie akurat pierwszy raz na oczy, a moich dokładnych wynikach i samopoczuciu nie miała zielonego pojęcia. Tak samo lekarka, która mnie prowadziła na widok mojego tsh poniżej normy od razu kategorycznie stwierdziła, że mam obniżać dawkę. Dopiero na moje pytanie o wolne hormony rzuciła na nie okiem i okazało się, że są one w normie. O tym, że żadnych objawów nadczynności nie mam i że właśnie gwałtownie się ochładza już nawet nie wspominam. Zeszłam z dawki na chwilę, czemu nie. Dałam radę 3 dni, po czym stwierdziłam, że niestety, ale 50 to dla mnie kategorycznie za mało i koniec. Trudno, mój drugi endokrynolog wygląda na takiego, który zniesie taką samowolkę. Jeśli bierzesz mocniejszą antykoncepcję, to może większe ilości estrogenów blokują przyswajanie tyroksyny i może trzeba po prostu jeszcze podnieść dawkę? Ja 1,5 miesiąca temu odstawiłam antyki i wolne hormony poszły mi od razu w górę, mimo że dawki nie zmieniałam. Odpowiedz Link
natder Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 08:38 Ola ja bym sobie jeszcze dała na wstrzymanie. Sama ostatnio doświadczyłam boleśnie jak duży wpływ może mieć infekcja na poziom hormonów. Córka zaraziła mnie grypą, to moja pierwsza infekcja odkąd jestem na tyroksynie - i niestety posypałam się zupełnie. Myślę, że właśnie dochodzę do siebie a jestem 3 tygodnie po chorobie. Twoje wyniki nie są złe a kiepskie samopoczucie to objaw niskiego ft3. Ja bym poczekała 2-4 tygodnie, powtórzyła badania i wtedy ew. dawka do korekty. Zastanawiam się też, czy nie pomogłoby ci samo t3- włączone np. na tydzień, tak, żeby wyrównać poziom hormonów i troszkę pomóc organizmowi wrócić do normy. Nie wiem, czy ktoś robił takie eksperymenty na sobie Choć odstawienie t3 też może spowodować potem kilka czy kilkanaście dni gorszego samopoczucia więc tak czy siak - myślę, że jedyną opcją jest uzbroić się w cierpliwość i przetrwać Trzymaj się! Odpowiedz Link
muktprega1 Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 09:45 Zgadzam się z Natder, nie ruszałabym dawki, ale ja już 10 września z tak doskonałymi wynikami zostałabym na tej dawce nadal oczekując, że stopniowo organizm będzie się przyzwyczajał do tego poziomu, to jest proces który trwa i trzeba dać organizmowi szansę na wysycenie wszystkich komórek ciała, bo najpierw widzisz wynik (bardzo dobry przecież) a dopiero po kilku miesiącach jest zmiana odczuwalna w organizmie Dla porównania - wyniki z 10 września na dawce 113: FT4 74.03% [wynik 1.5, norma (0.93 - 1.7)] FT3 73.33% [wynik 3.76, norma (2 - 4.4)] Prawdopodobne, że rozjechały się w wyniku infekcji jak piszesz, też nie wykonywałabym żadnych ruchów tylko powtórzyła badania za np miesiąc i wtedy podjęła decyzję Po 6 tygodniach na nowej dawce (119) zrobiłam badania i oto wyniki: FT4 72,73% [wynik 1,49, norma (0,93 - 1,7)] FT3 55,42% [wynik 3,33, norma (2 - 4,4)] Odpowiedz Link
harmoniak Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 11:43 "Czy choroba może obniżać tak nagle FT3? " To możliwe, nie badam się jednak na tyle często, żeby to na 100% potwierdzić. Gdybyśmy miały podręczny aparat do mierzenia poziomu hormonów, to byłoby coś Wyniki nie są złe. "Aha - stosuję antykoncepcję, od zeszłego cyklu biorę "mocniejszą"" Zrób w takim razie koniecznie badania za miesiąc, możliwie, że będziesz musiała zwiększyć dawkę przez antyki. Sytuacja rzeczywiście trochę niejasna, jednak wydaje mi się, że teraz potrzebujesz czasu na jednej, stałej dawce. Moja siostra też miała duży problem z puchnięciem, teraz jest lepiej, ale bierze Novo (5 mcg). Mogłabyś wypisać krótko, jakie masz objawy? Puchnięcie, coś jeszcze? Może być wydruk z testu Odpowiedz Link
djpa Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 21:44 Mi w czasie choroby bardzo pomaga leżenie w łóżku i dodatkowa dawka T3. 2-3 dni większej dawki T3 i wracam do poprzedniej. Zdrowieję ładnie, tak standardowo jak ludzie ze zdrową tarczycą. A kiedyś każde przeziębienie to był koszmar i parę tygodni męki z mega katarem. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 22:10 djpa napisała: > Mi w czasie choroby bardzo pomaga leżenie w łóżku i dodatkowa dawka T3. Akurat na chorowanie nie mogę narzekać - może także dlatego, że w chorobie kładę się do łóżka i nie ma zmiłuj - także dlatego, że nie mam siły na nic innego. Ale być może dzięki temu zdrowieję także w 2-3 dni. Tylko zachorowuję teraz łatwiej niż powinnam - w zeszłym tygodniu jakieś choróbsko (ok. 3 dni), teraz grypa żołądkowa (2 dni). I nie był to wynik "niedochorowania" poprzedniej infekcji, bo naprawdę czułam, że jestem już zdrowa. Nie należę do osób, które chodzą do roboty z gorączką i na antybiotyku - o nie. Jak jestem chora, to choruję, aż wyzdrowieję. I przeważnie nie trwa to długo, ale zawsze pozwalam sobie "wychorować" chorobę. Także dlatego, że chorując nie za bardzo mam siłę robić cokolwiek.... Odpowiedz Link
zanyen Re: dawka w górę - procenty w dół... 30.11.14, 14:06 ola_dom, możesz aktywować profil? chciałabym się o coś spytać Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 30.11.14, 22:25 zanyen napisał(a): > ola_dom, możesz aktywować profil? chciałabym się o coś spytać nie bardzo wiem, jak... póki co można pisać na ola_dom@op.pl Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 21:51 Dziękuję muktprego, natder i harmoniaku - tego było mi trzeba - spojrzenia z boku, dystansu i doświadczenia. I potwierdzenia, że infekcja może obniżyć FT3. Jak pisałam - te piękne wyniki na dawce 113 miałam po dwóch miesiącach unieruchomienia. Złamałam nogę - po prostu. Zdjęli mi gips na koniec sierpnia, kiedy jeszcze było ciepło - więc, co ważne - nosiłam głównie klapki. Ale zrobiło się chłodniej, musiałam włożyć kryte buty i okazało się, że się w żadne nie mieszczę.... Stopy jak balony, całe nogi i reszta mnie zresztą też. Próbowałam się odwodnić na różne sposoby (pisałam o tym w wątku - "puchnę jak balon") i nic nie pomagało. W desperacji (miesiąc po zrobieniu tamtych "pięknych" wyników) zwiększyłam dawkę o 6 mcg - i już tego samego dnia odczułam poprawę i zmieściłam się w buty... A teraz zrobiłam badania głównie kontrolnie, bo minęło 6 tygodni od zmiany dawki - i niezmiernie się zdziwiłam widząc takie wyniki. Ale z drugiej strony - odpowiadają one mojemu samopoczuciu. A co mi głównie dolega? Znowu puchnę (choć nieco mniej, na szczęście mogę nosić buty, w które się wtedy zmieściłam), ale puchną mi powieki - "daszki" co rano, czasem aż do końca dnia, stare pierścionki nie mieszczą się na palcach (ale nie z utycia, bo zdarzają się dni, kiedy paluszki znowu mam chude na wieczór); brakuje mi energii, wieczorami znów przysypiam; smutno mi znowu bardziej niż powinno; wciąż jestem gruba i ociężała, (obrzęk?) libido może o oczko lepiej niż przed rozpoczęciem leczenia, ale daleko do stanu sprzed zachorowania - i do poziomu satysfakcjonującego ; od lata znowu wypadają mi włosy, mimo że łykam witaminę D nieprzerwanie od półtora roku - ale to akurat może być skutek sporej dawki rentgena, jaką przyjęłam w związku ze złamaniem. To najdotkliwsze objawy, jakie mi teraz dokuczają. Skapcanienie - najogólniej mówiąc. Odpowiedz Link
natder Re: dawka w górę - procenty w dół... 29.11.14, 22:39 Ola to może być po infekcji ale może też odbijać się nowa antykoncepcja. Pewnie najmądrzej będzie powtórzyć badania za parę tygodni. Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: dawka w górę - procenty w dół... 30.11.14, 14:35 Zgadzam się z dziewczynami, że to antykoncepcja albo infekcja. Na odporność bierzcie Omega-3 (ale nie pierwsze lepsze), najlepszą dawkę i cenę ma Omega-3 Forte firmy Nutro-Pharma, jedna tabletka dziennie, pierwsze efekty są po 3 miesiącach. To generalnie taki suplement cud, bo i na odporność ma działać i na nastrój, zdolności intelektualne, zapobiega chorobom serca, zbija cholesterol itd. Ja go biorę już 4 lata i tak jak wcześniej byłam bardzo chorowita i tylko ciągle antybiotyk, tak teraz tylko bardzo silny stres mnie rozkłada, a kiedyś brałam nawet te dyski na astmę, chociaż astmy nie mam, bo bardzo się dusiłam i nie potrafiłam wykonać spirometrii. W razie infekcji polecam kurację witaminą C, wszystko dokładnie jest opisane na Akademii Witalności, co ważne dla nas, witamina C też pomaga na zmęczone nadnercza, co więcej ostatnio "wyleczyłam" nią bliską osobę z depresji lekoopornej (dawka 5g dziennie), a już myślałyśmy, że tylko renta jej zostanie. Teraz czuje się jak 7 lat temu zanim zachorowała, a dużo złego się wydarzyło przez ten czas i myślałyśmy, że to niemożliwe. Mnie na wypadanie włosów bardzo pomógł szampon Seboradin z czerwoną etykietą, chociaż przyczyny wypadania najprawdopodobniej nie usuwałam(nie wiem, czy chodzi o hormony tarczycy, o wysoką prolaktynę po Solianie, a może o niskie żelazo). Butelka kosztuje jakieś 25zł, ale szampon jest niesamowicie wydajny (mi starczył na rok, stosuję do drugiego mycia, trzymam 6 minut), ma bardzo ładny skład (wiem, że ma SLS, ale jest dużo ziół i witamin) i przede wszystkim włosy są po nim piękne i bardzo wolno się przetłuszczają, więc nawet jeśli nie powstrzyma u Ciebie wypadania, to takie świeże włosy dają wrażenie, że jest ich więcej, niż w rzeczywistości. Trzymaj się ola_dom! Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 30.11.14, 22:35 Dzięki natder . Tę "mocniejszą" antykoncepcję mam brać przez 3 cykle, jeszcze dwa przede mną. Wytrzymam, a potem zobaczę, co i jak z tarczycą. Dzięki pindziu-lindziu. Przyjrzę się omega 3 - dzięki za konkretne namiary. A co do chorowania - prawdę mówiąc zdziwiłabym się, gdybym po ostatnich przejściach nie zachorowała... Stres to mało powiedziane, jestem wykończona psychicznie i nerwowo - to i łapię byle co, nie dziwię się wcale. Ale omega 3 także na cholesterol się przyda. Ja się cholesterolu jakoś specjalnie nie boję, ale przynajmniej lekarze mniej będą marudzić... Do mycia włosów używam od dłuższego czasu Dermeny - też jest niezły - no i nie uczula mnie. A to dla mnie podstawowe kryterium przy doborze szamponu, bo uczulają mnie niemal wszystkie... A im więcej ziół, tym większe (dla mnie) ryzyko. Włosy nie wypadają mi na szczęście garściami, ale przywykłam do tego, że nie wypadały mi już wcale (dzięki witaminie D), a teraz trochę ich gubię, co się dokłada do psucia samopoczucia w komplecie z innymi przykrościami... "Spożywam" też w sumie sporo witaminy C - 5 dni w tygodniu co rano sok z połówki cytryny - to chyba całkiem niezła porcja. Ale co by nie robić - jak się ma taki stres, to żadna witamina nie pomoże, żeby nie zachorować Jeszcze raz dziękuję Wam za rady i wsparcie Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: dawka w górę - procenty w dół... 30.11.14, 23:23 Ola_dom pozwolę się nie zgodzić - połówka cytryny dziennie to za mało. Lekarze ortomolekularni piszą, że o ile jedzenie jest dobrym źródłem bioflawonoidów (działających synergiczne z witaminą C), to są marnym źródłem witaminy C. Większość zwierząt produkuje witaminę C w swoich organizmach na swój własny użytek, w przeliczeniu na masę przeciętnego człowieka człowieka 25 g dziennie! I do tego jedzą mnóstwo owoców i roślinności (taki goryl w samych owocach spożywa 5 g dziennie, a przecież produkuje też własną!). Dodatkowo u zwierząt ta produkcja wygląda tak jak powinna działać zdrowa tarczyca, czyli dostosowuje swoje wydzielanie do warunków, poziomu stresu. Dlaczego my jej nie produkujemy? To dobre pytanie, ale bardzo żałuję, że tak jest, tym bardziej, że leki dla ludzi testuje się na szczurach, która mają swoją produkcję witaminy C i przez to wyniki badań mogą wychodzić niemiarodajne, a wpływ witaminy C na człowiek wciąż jest pomijany w mainstreamie. Oczywiście, dochodzi też wpływ firm farmaceutycznych, które zbijają fortunę na leczeniu chorób, które można by wyleczyć tanią witaminą C (nawet nowotwory!). Naprawdę poczytaj sobie na Akademii Witalności. Mnie ostatnio witamina C wyleczyła z bardzo ciężkiego przeziębienia po grypie żołądkowej, które u mnie całe życie kończyło się antybiotykiem, w sumie zjadłam ponad 70 g. Dodatkowo, pewnie Cię zainteresuje, że witamina C reguluje poziom hormonów kobiecych i czasem można nawet odstawić leki utrzymując odpowiednią dobową dawkę witaminy C. Odpowiedz Link
harmoniak Re: dawka w górę - procenty w dół... 01.12.14, 10:58 Pindzia.Lindzia, jaki preparat wit. C polecasz? Olu, piszesz: "Tę "mocniejszą" antykoncepcję mam brać przez 3 cykle, jeszcze dwa przede mną. Wytrzymam, a potem zobaczę, co i jak z tarczycą." Nie wiem czy masz na myśli to, że zrobisz badania za 3 miesiące? Jeśli tak, to myślę, że to niedobry pomysł. Jest szansa (ale nie 100% ), że przez mocniejsze antyki będą Ci spadać hormony tarczycy. 3 miesiące to kawał czasu. Jeśli, biorąc pod uwagę najgorszy scenariusz, hormony będą spadać, to kolejne 3 miesiące może Ci zająć ich podniesienie. Razem 6 miesięcy. Myślę, że nie warto ryzykować. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 09:48 harmoniak napisała: > Nie wiem czy masz na myśli to, że zrobisz badania za 3 miesiące? Jeśli tak, to myślę, że to > niedobry pomysł. Jest szansa (ale nie 100% ), że przez mocniejsze antyki będą Ci spadać > hormony tarczycy. Tak właśnie myślałam - że może nie być sensu robić badań wcześniej. Ale w takim razie się zastanawiam, że jak przez antyki faktycznie spadną mi hormony, to może jeszcze w trakcie tej "kuracji antykoncepcyjnej" warto będzie trochę skorygować dawkę. Tylko muszę teraz zwrócić uwagę, żeby nie iść chora na badanie Odpowiedz Link
muktprega1 Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 10:25 Ale w takim > razie się zastanawiam, że jak przez antyki faktycznie spadną mi hormony, to mo > że jeszcze w trakcie tej "kuracji antykoncepcyjnej" warto będzie trochę skorygo > wać dawkę. Uważam, ze słusznie myślisz W "Jak żyć z Hashimoto" lekarze piszą: wprowadzenie antykoncepcji zwiększa zapotrzebowanie na tyroksynę o ok 25 jednostek (średnio o tyle trzeba podnieść dawkę) i odwrotnie. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 10:50 muktprega1 napisała: > W "Jak żyć z Hashimoto" lekarze piszą: > > wprowadzenie antykoncepcji zwiększa zapotrzebowanie na tyroksynę o ok 25 jednostek > (średnio o tyle trzeba podnieść dawkę) i odwrotnie. No tak, ale ja stosuję antykoncepcję od lat - a teraz po prostu dostałam "mocniejszą". Więc zasadę "25 mcg więcej" trudno zastosować w tym przypadku, bo trudno powiedzieć, o ile "mocniejsza" są nowe antyki od starych... Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 09:44 pindzia.lindzia napisała: > Ola_dom pozwolę się nie zgodzić - połówka cytryny dziennie to za mało. Lekarze > ortomolekularni piszą, że o ile jedzenie jest dobrym źródłem bioflawonoidów (działających > synergiczne z witaminą C), to są marnym źródłem witaminy C. Nie śmiem nawet polemizować Nie zgłębiałam nigdy za bardzo tematu witaminy C, wydawało mi się, że pół cytryny to cała masa witaminki I dołączam do pytania harmoniaka - JAKĄ w takim razie brać? Słyszałam o dobroczynnym wpływie dużych dawek witaminy C i chętnie ją wdrożę, tym bardziej, że wydaje się nie mieć specjalnie skutków ubocznych. Tylko jaką? Odpowiedz Link
zanyen Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 11:44 W aptekach można kupić wit. C w postaci musujących tabletek 1000 mg wit C (kosztuje coś około 10 zł) - dobrze się przyswaja, tylko często kwaśne to jest bardzo. Biorąc duże dawki wit. C należy uważać na nerki, bo to tędy jej nadmiar jest wydalany. 1000 mg na dzień to taka dość konkretna dawka, potrafi zadziałać jak dobra kawa (lub tyroksyna ;P), bo przyśpiesza metabolizm i trochę ożywia. Ratowałam się wit C w ostatnich latach czasem, mgr na niej pisałam. Wiadomo, panaceum to to nie jest, ale razem z wit. z grupy B, żelazem, magnezem i wit d3 warto to sobie dorzucić. Odpowiedz Link
ola_dom Re: dawka w górę - procenty w dół... 02.12.14, 12:21 zanyen napisał(a): > W aptekach można kupić wit. C w postaci musujących tabletek 1000 mg wit C (kosztuje coś około 10 zł) ze słodzikiem...? unikam musujących, bo przeważnie są z aspartamem, albo tym podobnym syfem; ale harmoniak założyła wątek, gdzie podała link podsunięty przez pindzie.lindzię, gdzie jest bardzo ciekawe info o kwasie askorbinowym lewoskrętnym (czy jak mu tam) i konkretny namiar. Zamierzam się temu przyjrzeć w domu. Odpowiedz Link
pies_z_laki_2 Re: dawka w górę - procenty w dół... 04.12.14, 17:04 Najlepsza, choć niestandaryzowana) jest naturalna z owoców róży (susz, herbatka, prasowane tabletki itp) albo acerola. No i warzywa liściowe typu natka, kolorowe typu papryka. Cytryna wcale nie ma dużo wit. C Odpowiedz Link
ola_dom o wypadaniu włosów 05.12.14, 09:42 Przeczytałam dzisiaj w WO, że na wypadanie włosów może mieć także wpływ przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych. A przecież, jak miałam nogę w gipsie, to przyjęłam chyba z 50 zastrzyków przeciwzakrzepowych... Może to jest dodatkowe wyjaśnienie na to, że włosy wypadają mi bardziej niż przed tą całą hecą ze złamaniem? Tak czy siak - od złamania nogi w lipcu się zaczęło, ale na szczęście powoli się to uspokaja. I chyba rosną mi nowe włosy. Będę miała nowsze Odpowiedz Link
mama_dorota Re: o wypadaniu włosów 06.12.14, 20:10 Powodzenia z tym nowszym przyrostem Olu Odpowiedz Link
margolcia_63 Re: o wypadaniu włosów 06.12.14, 23:51 Naturalna, lewoskrętna witamina C w solidnej dawce 1000 mg jest do nabycia w Calivicie, tylko trochę drogawa. Za 100 tabletek trzeba zapłacić ok. 60-70 zł. Ponoć z owoców cytrusowych i owoców dzikiej róży? Buk raczy wiedzieć, czy na prawdę, ale w każdym bądż razie lewoskrętna. Okresowo biorę i jak na razie żyję. Odpowiedz Link
margolcia_63 Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 00:03 www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&frm=1&source=web&cd=10&cad=rja&uact=8&ved=0CGoQFjAJ&url=http%3A%2F%2Fwww.isuplementy.pl%2Fc1000-naturalna-witamina-1000mg-p-87.html&ei=NomDVIGJDoX3UMKGgPAH&usg=AFQjCNF2McvsnbmW-zInaaVrO7PkgjiJZA&bvm=bv.80642063,d.d24 Jeśli ktoś by reflektował, to warto zapisać się do Klubu Calivity, wówczas można uzyskać upust na kilkanaście złotych. Najlepiej jak ktoś się zapisze i kupuje dla większej liczby osób to jeszcze coś można targować. Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 00:24 Za 40-60 zł na Allegro możesz kupić 1 kg lewoskrętnej witaminy C. Zapewniam, że nie ustępuje w niczym tej "naturalnej". Jest napisane o tym na Akademii Witalności. Przeliczcie sobie, ile trzeba kupić tamtej, żeby wyszedł Wam kilogram. Odpowiedz Link
ola_dom Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 18:11 pindzia.lindzia napisała: > Za 40-60 zł na Allegro możesz kupić 1 kg lewoskrętnej witaminy C. co właśnie dziś uczyniłam - tylko jeszcze taniej, a jest, tak jak trzeba, lewoskrętna CZDA Dzięki pindziu.lindziu, raz jeszcze dziękuję. A że to przeogromna ilość, to zamierzam stosować ją także zewnętrznie - na buzię. W końcu nie od dziś wiadomo o jej dobroczynnym wpływie na cerę. Odpowiedz Link
ola_dom Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 18:12 mama_dorota napisała: > Powodzenia z tym nowszym przyrostem Olu Dziękuję! Pochwalę się, jak za jakiś czas włosy wrócą do stanu sprzed tego lata Odpowiedz Link
lucyna_maj Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 18:47 Dziewczyny, mam pytanie praktyczne...kupujecie 1 kg Wit C w proszku jak myślę, jak ją potem przyjmujecie? Rozpuszczacie? W czym i w jakich proporcjach? No i kwestia sprzedawcy, macie sprawdzonego? Odpowiedz Link
ola_dom Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 21:03 lucyna_maj napisała: > Dziewczyny, mam pytanie praktyczne...kupujecie 1 kg Wit C w proszku jak myślę, > jak ją potem przyjmujecie? Rozpuszczacie? W czym i w jakich proporcjach? No i kwestia > sprzedawcy, macie sprawdzonego? to mój pierwszy zakup, więc na razie niewiele poradzę - sama będę się posiłkować informacjami z linka podanego w wątku "Witamina C". Czyli wątku z polecanej przez pindzię.lindzie Akademii Witalności. Sprzedawcy nie mam sprawdzonego, kupiłam od takiego, który ma różne preparaty chemiczne - licząc na to, że są O.K. Jak inaczej miałabym go sprawdzić...? Odpowiedz Link
lucyna_maj Re: o wypadaniu włosów 07.12.14, 22:50 Sprawdzony to np taki o którym wiesz ze sprawdzonego źródła, że sprzedaje dobre preparaty, bo nikogo po nich szlag nie trafił Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: o wypadaniu włosów 08.12.14, 06:38 Ja polecam użytkownika minerały-ziemi, sprzedaje witaminę C farmaceutyczną 1kg, taka wysoka tuba z żółtą nakrętką, już dwa razy u niej kupowałam, kwaśna jak to witamina C i już paru osobom pomogła przy grypie czy przeziębieniu. Można się naciąć, bo np. cytrynian magnezu to już ma mnóstwo podrób na Allegro. Odpowiedz Link
muktprega1 Re: o wypadaniu włosów 08.12.14, 09:31 Ja mam zaufanie do Zielonego sklepu, oni zaopatrują się u producentów bezpośrednio, a teraz nawet patrzę, ze są duże zniżki na wit C, a która z nich byłaby ok w/g Was? www.zielonysklep.com.pl/search?st_search[name]=wit+c+&st_search[and_search]=1&sort_by=default&sort_order=desc&page=2 Odpowiedz Link
ola_dom Re: o wypadaniu włosów 08.12.14, 09:33 lucyna_maj napisała: > Sprawdzony to np taki o którym wiesz ze sprawdzonego źródła, że sprzedaje dobre > preparaty, bo nikogo po nich szlag nie trafił No wiem. Ale nie wiem, jak to sprawdzić Odpowiedz Link
ola_dom Re: o wypadaniu włosów 08.12.14, 11:46 muktprega1 napisała: > Organoleptycznie, czyli na sobie Ano właśnie Wypróbuję i dam znać. Ale bardzo zaniepokoiło mnie to, co napisała pindzia.lindzia o cytrynianie magnezu Swansona... Wprawdzie wygląda na to, że ten, który teraz mam, jest dobry (bo widzę, że działa), ale jak mieć pewność? Nie trzymam się raczej jednego sprzedawcy, zresztą ten, u którego kupowałam, nie zawsze wystawia akurat wtedy, kiedy potrzebuję magnezu... Odpowiedz Link
pindzia.lindzia Re: o wypadaniu włosów 09.12.14, 08:36 Muktprega1, ja z tych produktów w Zielonym Sklepie znam ten www.zielonysklep.com.pl/olimp-gold-witamina-c-1000-forte-30-kapsulek.html i polecam, z tym że on nigdy nie kosztował 40 zł, w drogiej aptece koło mojego domu kosztuje 25 zł, ale wciąż 12 zł to bardzo atrakcyjna cena. W zasadzie jest to jedyny Polski produkt z witaminą C wart uwagi, ale wciąż, taka cena to niezłe zdzierstwo. ola_dom, oryginał można poznać po wyglądzie opakowania, można też kupować prosto u producenta. Wierzę też w uczciwość Marleny ze sklepiku Akademii Witalności, chociaż nigdy nie sprawdzałam. A co do uczciwości, to podobno nawet w aptekach trafiają się podróby, więc, jak zwykle, pozostaje ufać swoim odczuciom. Chyba że ktoś jest obcykany w chemii i wymyśli jakieś eksperymenty na testowanie magnezu Odpowiedz Link
ola_dom wyniki na równi z samopoczuciem.... 05.02.15, 15:33 3 tygodnie temu skończyłam "terapeutyczną" mocniejszą antykoncepcję i teraz postanowiłam sprawdzić poziomy hormonów. W sumie odpowiadają samopoczuciu - czyli w jakiś pokrętny sposób jest nieźle.... Na dawce 119 mcg od października: FT4 48,05% [wynik 1,31, norma (0,94 - 1,71)] FT3 53,53% [wynik 3,31, norma (2,02 - 4,43)] Czuję się marnie, ociężała i smutna. Ale - jak napisałam - wyniki to odzwierciedlają. Zdaję sobie sprawę, że ta antykoncepcja namieszała mi w wynikach, ale nie bardzo miałam wyjście, musiałam podjąć to leczenie. Z początkiem roku podniosłam dawkę (na podstawie samopoczucia) na 125 mcg na jakiś tydzień, ale miałam wtedy takie okropne migreny, że przestraszyłam się, to to może za dużo tej tyroksyny jednak i wróciłam na 119. Ale zdaje się, że przyczyna tamtych migren była inna (co także brałam pod uwagę). Jak wczoraj zobaczyłam najnowsze wyniki, to oczywiście od dziś rana jestem na dawce większej o 6 mcg, w sumie 125, nie ma litości.... Zastanawia mnie tylko jedno..... CO SIĘ DZIEJE Z TĄ CAŁĄ TYROKSYNĄ, KTÓRĄ ŁYKAM??? Przecież to już jest solidna dawka, na takiej powinnam mieć wolne hormony w górze normy, obawiając się prędzej nadczynności, a nie bujać się ledwie gdzieś pośrodku normy....? I czy kiedyś ta tarczyca i dawka tyroksyny wreszcie mi się ustabilizują, czy jeszcze długo będę latać do laboratorium co miesiąc-dwa i sprawdzać, dlaczego wciąż nie czuję się dobrze.... Aha - przy okazji zbadałam też ferrytynę - słusznie, bo mam: ferrytyna 13.72% [wynik 31,8; norma (13 - 150)] I właśnie wróciłam z apteki z Bioferem, który skończyłam łykać jakoś w starym roku, jak widać - pochopnie... Mam wielką nadzieję, że wyższa dawka tyroksyny do spółki z żelazem sprawią, że wrócę do żywych, bo na razie ciągnę ostatkiem sił (ale muszę mieć chyba wyjątkowo zasobne te "ostatki", patrząc, ile miesięcy już tym ostatkiem ciągnę.... ) Odpowiedz Link
muktprega1 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 05.02.15, 17:15 > I czy kiedyś ta tarczyca i dawka tyroksyny wreszcie mi się ustabilizują, czy je > szcze długo będę latać do laboratorium co miesiąc-dwa i sprawdzać, dlaczego wci > ąż nie czuję się dobrze.... no i tu masz odpowiedź: > ferrytyna 13.72% [wynik 31,8; norma (13 - 150)] niestety przy naszej chorobie warunek - to trzymanie na dobrym przynajmniej środkowym poziomie: - magnezu - D3 - ferrytyny - B12 ale o tym już pisze w każdym wątku Powodzenia w walce, ja jestem ustabilizowana od jakichś 3 lat na 125 tyroksyny i 17 T3 - Thybon, ale co jakieś 3-4 m-ce badam naprzemiennie te parametry wyżej i z własnego doświadczenia wiem, że są potrzebne (pryz dobrym poziomie) jakieś dawki podtrzymujące, które każdy sam musi sobie wypracować, bo wszystkie parametry spadają bez uzupełniania supli. Nie ciagniemy z pożywienia tego co organizm potrzebuje przy chorobie tarczycy i już Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 05.02.15, 17:35 muktprega1 napisała: > no i tu masz odpowiedź: > > ferrytyna 13.72% [wynik 31,8; norma (13 - 150)] Pamiętam, że podkreślane jest co i rusz, że ferrytyna jest niezbędna do PRZEMIANY - a przemiana akurat praktycznie nigdy mi nie szwankowała. Zresztą - ferrytynę miałam przeważnie słabą, a hormony na lepszym poziomie niż teraz... Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 07.02.15, 15:58 Nie wiem jak jest z powiazaniem ferrytyny i przemiany,bo ja miałam dobrą przemianę przy niskiej ferrytynie. Z postępem leczenia FT4 i ferrytyna mi urosły, a potem FT3 spadło i potrzebowałam sięgnąć po novo. Samopoczucie natomiast znacznie mi się poprawiło po uzupełnieniu zapasów żelaza, a największy wpływ na moje samopoczucie miało uzupełnienie b12. Odpowiedz Link
muktprega1 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 07.02.15, 17:37 > Pamiętam, że podkreślane jest co i rusz, że ferrytyna jest niezbędna do PRZEMIA > NY - a przemiana akurat praktycznie nigdy mi nie szwankowała. > Zresztą - ferrytynę miałam przeważnie słabą, a hormony na lepszym poziomie niż > teraz... > nie tylko do przemiany, ale i dobrego samopoczucia, tak niski poziom to po prostu anemia, wiec dopóki żelazo będzie leżało na podłodze, Twoje samopoczucie również, ale to przecież wiesz, a czy coś z tym zrobisz? Jakieś zelazo brałaś? Zrobiłaś 2-tygodniową przerwę w jego suplementacji? Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 00:00 Tak się zastanawiam czy może powodem tych nawracających niedoborów nie są zniszczone kosmki jelitowe. Czy któraś z Was jest długo na diecie BG i może nie musi suplementować? Rozważam zmianę diety - jakaś przekonująca argumentacja jest mi potrzebna Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 12:57 Ola jest na diecie bezglutenowej. Do tego długo była w niedoczynności bez leczenia. Ono niedoborów chyba jeszcze nie uzupełniła. Odpowiedz Link
zanyen Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 07.02.15, 12:15 W sumie to na ulotce Euthyroxu i Letroxu jest napisane, że dawka podtrzymująca mieści się w zakresie 100 - 200, więc może to wcale nie jest tak, że 100 - 125 to już jest taka mega kosmiczna dawka? Tzn. ja wiem, że każdy reaguje inaczej, itd., ale może po prostu mniej więcej tyle potrzeba do normalnego metabolizmu i funkcjonowania? Ja sama się nad tym zastanawiam, bo widzę po sobie, po swoim samopoczuciu, wynikach, itd., że mój organizm też zeżera tę tyroksynę nie wiem, na co i jak sobie nie dołożę, to niestety, ale jestem zombie. Nawet bliscy zauważają, że jednego dnia jestem smutna i zdechła, a w następnych jest jakoś "normalnie" (bo sobie dołożyłam hormonu...) W ogóle to wśród znajomych mam parę osób z hashi i niedoczynnością, z tego, co wiem, to żadna z nich raczej nie szpera po necie i raczej się one słuchają lekarzy (święte tsh!) i powiem Wam, że ja osobiście jestem przerażona, bo dziewczyny, które się leczą niby po kilka lat nie wiedzą podstawowych rzeczy (np. o niedoborach czy o badaniu wolnych hormonów) i chodzą ciągle niedoczynne. I to jest dla mnie naprawdę przerażające. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 07.02.15, 15:52 Dla mnie najbardziej przykre jest obserwowanie osób, które sama zidentyfikowałam jako wymagające leczenia, jak ślepo wierzą lekarzom, do których trafiły i są leczone na pół gwizdka, nieskuteczne, tym bardzie, że przy takim leczeniu łatwo o zniechęcenie i wniosek, że szkoda na to kasy. Czasem mi się zdaje, że więcej z tego szkody niż pożytku. A wystarczyłoby tylko trochę się nauczyć. A u ciebie Olu źle samopoczucie może powodować tak nieoptymalny poziom hormonów, jak i słabe zapasy żelaza. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 19:35 Dziękuję Dziewczyny. Odpowiem hurtowo: tak, jestem na diecie bezglutenowej, właśnie mija piąty rok. Dieta jest bezwzględna i bez żadnych ustępstw. Brałam Biofer przez zeszły rok, ale nie przez cały - po miesiąc-dwa, potem np. miesiąc przerwy. Ostatnie dwa miesiące łykania Bioferu skończyłam w połowie grudnia. Teraz zaczynam znowu. Na żelazo na receptę raczej nie mam szans, bo żelazo we krwi zawsze miałam w normie... Ale przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz - od mniej więcej września prawie codziennie rano piję wodę z cytryną. Jakieś 40-50 minut po tyroksynie. Czy jest możliwe, żeby ta cytryna utrudniała mi wchłanianie tyroksyny? Nie wiem, w każdym razie na razie zarzucam cytrynę, zobaczymy. Aha - od początku roku łykam także enzymy trawienne (Super Enzymes) - dziękuję adzie1214 za polecenie ich. Wydaje mi się, że mi służą, brzuch trochę "wygodniejszy" i jakby przyjemnie ciepły. Miałam kupić betainę HCL, ale ponieważ nie mam pewności, czy nie wyhodowałam sobie jakichś wrzodów (gastroskopia dopiero w kwietniu), to wolałam nie ryzykować. A Super Enzymes także mają trochę betainy w składzie, więc ta opcja wydała mi się bezpieczniejsza. I jeszcze skoro o trawieniu - w ostatnich dniach przed podniesieniem dawki miałam okropny refluks. Już wcześniej miałam podejrzenia, że jest to objaw niedoczynności (oczywiście nie wpadłabym na to sama, zwróciłam uwagę na refluks po lekturze forum), po kilku dniach wyższej dawki właściwie refluks minął. I na koniec optymistycznie - z każdym dniem czuję się po troszku lepiej, mam więcej energii, a i humor także coraz lepszy . Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 19:52 Mam jeszcze jedno pytanie. Czy po odstawieniu glutenu miałaś kiedyś rzut hashi? Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 20:58 Sorry, że odpowiem znów za Olę. Ona nie ma hashi. Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 21:04 Szczęściara pozdrawiam Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 21:47 Niekoniecznie. Ja dostałam receptę na euthyrox mimo wyników w normie tylko dlatego, że z przeciwciał i usg wyszło hashimoto. Różne osoby z niedoczynnością, lecz wynikami w normie mają często problem z uzyskaniem leczenia pomimo wielu objawów. Odpowiedz Link
zanyen Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 22:09 Mi z usg, przeciwciał i tsh lekko powyżej normy wyszło hashi z subkliniczną niedoczynnością (ft4 miałam na dolnej granicy normy), jedna lekarka dała mi małą dawkę na próbę, druga kategorycznie orzekła, że przy moim tsh to się nic nie powinno dawać, z trzecim lekarzem się dogaduję. Objawów miałam masę (w teście forumowym na początku leczenia 43 pkt, wczoraj, po pół roku - 20). Dlatego myślę, że naprawdę trzeba o tym hashi mówić jak najwięcej, i o tych dobrych zwyczajach związanych z badaniami, niedoborami też. @ola_dom - super, że czujesz się lepiej jeśli chodzi o żelazo, to dla mnie sorbifer był super - w 2 miesiące znikła mi anemia z morfologii. Biofer nic mi nie dawał, a po zwykłym żelazie strasznie bolał mnie żołądek. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 09:11 Dzięki Ja co prawda nie jestem przekonana, że mam Hashimoto, bo nie miałam nigdy ani przeciwciał za dużo, ani nie mam pomniejszonej tarczycy, ale moja lekarka powiedziała, że zna mnie na tyle, żeby stwierdzić, że to hashi. Mogę się skłaniać ku jej teorii dlatego, że mam (prawdopodobnie) celiakię, czyli też chorobę autoimmunologiczną, a one lubią się kolegować. Ale nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek miała jakiś rzut Hashimoto. Nie kojarzę niczego takiego, no chyba że dawno, dawno temu. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 08.02.15, 20:57 OLu, Biofer nie nadaje się do uzupełniania niedoborów. Jest za słaby. Jeśli nie możesz uzyskać recepty na terdyferon lub sorbifer, to zaopatrz się w Iron Puritan's Pride z zawartością żelaza 65 mg. Taki ja uzupełniałam przez 6 miesięcy i jeszcze teraz po ponad roku bez żadnego suplementu z żelazem mam ferrytynę w środku normy. Woda z cytryną raczej nie powinna być problemem wg mnie. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 09:15 mama_dorota napisała: > OLu, Biofer nie nadaje się do uzupełniania niedoborów. Jest za słaby. Jeśli nie możesz uzyskać > recepty na terdyferon lub sorbifer, to zaopatrz się w Iron Puritan's Pride z zawartością żelaza 65 mg. Zastanawiałam się nad tym żelazem (PP), ale obawiałam się bólu brzucha. Ja i tak mam z nim wieczne problemy i boli mnie nieustannie, a Biofer łykałam i przynajmniej nie miałam przykrości z tej strony. Ale może w takim razie spróbuję następnym razem Iron PP. A może na razie łykać więcej Bioferu? Bo biorę po 2 tabletki dziennie, tak jak zalecają. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 10:33 Możesz jeszcze spróbować Prenatal Classic. Jest dostępny w aptekach bez recepty, ma zdaje się 60 mg żelaza w formie fumaranu, który powinien być łagodniejszy dla żołądka, niż siarczan (z preparatów z mojego wcześniejszego postu), tylko to jest preparat wielowitaminowy, trudno stwierdzić jak to się wchłania. Ja brałam go dość długo, ale potem przeszłam na ten Iron PP i dopiero wtedy mi się ferrytyna podniosła. Możliwe, że wcześniej uzupełniały się zapasy w szpiku, więc nie mam zdania. Do tego gdy ja brałam Prenatal Classic, nie zawierał on jodu, teraz, niestety, zawiera, sama musisz to przemyśleć. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 12:50 mama_dorota napisała: > Możesz jeszcze spróbować Prenatal Classic. Oj nie, jestem przesądna i przewrażliwiona w "tym temacie", bałabym się, że zapeszę, albo co podobnego naprawdę... . Wolę jednak regularny żelaz z Allegro . Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 12:57 > Oj nie, jestem przesądna i przewrażliwiona w "tym temacie", bałabym się, że zap > eszę, albo co podobnego naprawdę... . Mnie się nic "takiego" nie przytrafiło ale też wolę to z PP Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 17:18 Zajrzyj do mojego wątku- udało mi się podnieść żelazo dość szybko forum.gazeta.pl/forum/w,94641,155231851,156233039,Romans_z_Euthyroxem_.html?s=1&v=2 Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 17:27 Podnieść żelazo łatwo, ale tu chodzi o zapasy żelaza, które najlepiej odzwierciedla poziom ferrytyny. Jest to białko, które służy do ukrywania żelaza, aby się nie utleniało. Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 09.02.15, 17:35 Fe poszybowało z 3.47% (27.11) na 24.28%(6.02)- biorę 4x 18mg Ferrochel Iron- Albion (Swanson); badanie po przerwie 9dn., wcześniej brałam Chelaferr 1kaps. - z badania ferrytyny oczywiście Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 10:43 kudlata67 napisał(a): > Fe poszybowało z 3.47% (27.11) na 24.28%(6.02)- biorę 4x 18mg Ferrochel Iron- Albion (Swanson); Dzięki za wskazówkę - moje główne obawy względem suplementów żelaza to te, że po wielu boli brzuch. Który mnie i tak nieustannie boli, bo jest histeryczny. Więc będę niezmiernie wdzięczna za osobiste doświadczenia, szczególnie od osób, które także reagują na różne suplementy "brzuchem". Odpowiedz Link
kudlata67 Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 12:53 Na samym początku brałam Ascofer, po nim miałam ból brzucha. Myślę, że dużo zależy od napełnienia żołądka. Staram się brać suple po posiłku mimo, że nie zalecają w ulotkach. Na pusty żołądek boli mnie nawet po wapnie. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 13:30 kudlata67 napisał(a): > Na samym początku brałam Ascofer, po nim miałam ból brzucha. Myślę, że dużo zależy od > napełnienia żołądka. Staram się brać suple po posiłku mimo, że nie zalecają w ulotkach. Na > pusty żołądek boli mnie nawet po wapnie. Wielkie dzięki, to mnie przekonuje. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 13:42 Ja też zazwyczaj brałam żelazo około posiłku. Inne suplementy niekoniecznie. Odpowiedz Link
ola_dom Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 13:52 Mój tato (chemik) sam ma niedobory żelaza i musi je czasem łykać. I jasno wytłumaczył - żelazo najlepiej brać na czczo, bo przyswaja się w kwaśnym środowisku - to dość proste i nie ma co z tym dyskutować. Jak żołądek jest zawalony jedzeniem, to kwas solny trawi jedzenie, a nie żelazo. Ponieważ my z powodu rannej tyroksyny nie możemy brać żelaza na czczo - więc biorę je w jak największej odległości od tyroksyny, co wypada akurat przed obiadem. I właśnie PRZED. Po Bioferze ani Chelaferze brzuch mi nie dokuczał. Ale do tej pory brałam tylko te preparaty. Odpowiedz Link
zanyen Re: wyniki na równi z samopoczuciem.... 10.02.15, 14:49 Ja parę lat temu brałam chyba właśnie Ascofer... tzn. próbowałam brać, bo bóle brzucha miałam po nim straszne, parę razy łyknęłam przed wyjściem na uczelnię, bo nie wiedziałam, że to od tego, i myślałam, że na zajęcia dojadę po własnym pogrzebie. Tragedia. Potem brałam Biofer, brzuch nie bolał, ale anemię jakoś nadal miałam. Teraz jesienią brałam Sorbifer z posiłkiem, bo przed też mnie coś tam gniotło. Z posiłkiem dało radę i po jednym opakowaniu w morfologii anemii już nie było. Muszę sprawdzić, jak teraz jest. Odpowiedz Link
ola_dom Poproszę o radę, 16.12.15, 22:07 choć w sumie i tak niewielki mam wybór, jeśli chodzi o leczenie. Moje ostatnie wyniki: FT4 63,64% [wynik 1,42; norma (0,93 - 1,7)] FT3 71,67% [wynik 3,72; norma (2,0 - 4,4)] a wyniki z sierpnia: FT4 59,74% [wynik 1,39; norma (0,93 - 1,7)] FT3 47,92% [ wynik 3,15, norma (2,0 - 4,4)] Od sierpnia zmieniło się jedynie to, że od 1 września odstawiłam antykoncepcję, bo wykańczały mnie cotygodniowe migreny i koszmarny obrzęk całego ciała. Na migreny pomogło, na puchlinę niestety nie . Jestem na dawce 132,5 od końca kwietnia. Od dzisiaj podniosłam na 137,5, bo nie wytrzymuję już z tymi obrzękami, dodatkowo zdumiała mnie przewaga ft3 nad ft4 - pierwsza taka u mnie, od kiedy wdrożyłam tyroksynę dwa lata temu. Trochę już głupieję, aż się boję myśleć, do jakiej dawki dojdę, tym bardziej, że mam nadal całą tarczycę, TSH wyjściowo było poniżej 1,0, przeciwciała w normie, wyjściowo także ft4 było w normie, tylko nisko. Jedyny czas, kiedy zaczęłam "wracać do ludzi", miał miejsce w maju, podczas drugiego tygodnia wakacji w Egipcie. Podejrzewałam, że może od moczenia się w słonej wodzie, ale teraz zaczynam się zastanawiać, czy może to np. od jodu? Nie wiem, jakie jest stężenie jodu w Morzu Czerwonym, ale może ja jednak nie mam tego Hashi, tylko pospolitą niedoczynność? Faktem jest, że w drugim tygodniu zaczęłam odzyskiwać kostki w nogach, wcięcia w palcach, nawet nogi stały się wyraźnie szczuplejsze. Niestety - na krótko . Właściwie nie wiem, o co mam pytać i prosić... Ale już nie wiem, gdzie szukać przyczyny tego mojego podłego samopoczucia, czuję się przeważnie jak wielki, ciężki grzmot . Z maską na twarzy pozbawioną mimiki, z trzema szparami na oczy i usta. Moje zdjęcia mnie przerażają. Co robić??? Mam nadzieję na zajęcie się diagnozą przysadki, która jest wyraźnie leniwa, skoro tak samo nisko trzyma TSH i FT4. Ale na razie to tylko nadzieja. Poza tym - jak się okaże, że przysadka nawala, to jak się ją leczy? Ilekroć szukałam, nigdy nie znalazłam nic sensownego na jej temat, poza guzami . Ale to wtedy raczej inne objawy, niż mam. Aha - robiłam próbę z odstawieniem nabiału, bo kiedyś pomogło mi na ociężałość i obrzęki. Bez rezultatu tym razem . Odpowiedz Link
zanyen Re: Poproszę o radę, 05.01.16, 14:24 No dobra, a co w takim razie z tą prawdopodobną celiakią, o której piszesz kilka postów niżej? Może masz coś jeszcze do zdiagnozowania? Jeszcze jakaś alergia/ stan zapalny/ coś...? Odpowiedz Link
ola_dom Re: Poproszę o radę, 06.01.16, 12:53 zanyen napisał(a): > No dobra, a co w takim razie z tą prawdopodobną celiakią, o której piszesz kilka postów niżej? > Może masz coś jeszcze do zdiagnozowania? Jeszcze jakaś alergia/ stan zapalny/ coś...? Glutenu nie jem od 6 lat, diety przestrzegam w 200% bez żadnych odstępstw, więc glutenu już winić nie mogę. Ale być może jakieś alergie tak. Tymczasem odstawiam czekoladę, zobaczymy. Obawiam się jednak, że powinnam odstawić cukier i większość węglowodanów i to mnie ogromnie smuci . Ale mogę nie mieć wyjścia. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Poproszę o radę, 06.01.16, 17:55 Witaj Olu! Dawno już czytałam twój wątek i nie pamiętam, czy próbowałaś pójść z wolnymi hormonami trochę wyżej, tak powyżej 80% i jakie były efekty. Dla mnie takie hormony są za niskie, czułabym się przy nich jak dętka, miałabym problemy ze snem, energią, suchą skórą, z puchnięciem mniej się zmagałąm, ale też się zdarzało. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Poproszę o radę, 07.01.16, 12:48 mama_dorota napisała: > Dawno już czytałam twój wątek i nie pamiętam, czy próbowałaś pójść z wolnymi hormonami > trochę wyżej, tak powyżej 80% i jakie były efekty. Nie odważyłam się nigdy z kilku powodów - już i tak biorę naprawdę dużą dawkę, którą sama sobie zaordynowałam (oczywiście po regularnych badaniach), a na którą kilku endokrynologów (ze dwóch) wzniosło oczy do nieba... Poza tym - ja mam wciąż całą tarczycę, wyjściowe TSH miałam zawsze poniżej 1,0, a wolne hormony w normie, choć nisko. Przeciwciała zawsze dobre. Więc ta moja niedoczynność była od zawsze pod znakiem zapytania, choć objawy były dość jasne. I tyroksyna na początku pomogła mi niezmiernie, ale z czasem ta poprawa niknęła. Na obecnej dawce zdarza mi się lekkie telepanie serca. I wewnętrzne gorąco, dość nieprzyjemne. Na szczęście nie są te dolegliwości na tyle uciążliwe, żebym myślała o zmniejszeniu dawki, ale zwiększenie już napawa mnie dużą obawą. Ostatni "glejt" od endo mam na 88 mcg... I zastanawiam się, czy to wszystko u mnie faktycznie bierze się z niedoczynności...? Pod koniec stycznia mam zaplanowaną wizytę u nowego endokrynologa, który - mam nadzieję - zajmie się przysadką, bo to jest w sumie zastanawiające, że równie nisko miałam zawsze TSH i ft4. A może też poszuka innej przyczyny tego, że się czuję podle. Odpowiedz Link
muktprega1 Re: Poproszę o radę, 07.01.16, 14:56 Ja podobnie jak Dorota, gdybym miała Ft4 na 60%, to mam klasyczne objawy niedoczynności, nie tak drastyczne, ale jednak odczuwalne. Hormony trzymam na ok 80% Sama zobaczysz, czy po tej zwyżce będzie lepiej, czego Ci baaardzo życzę Odpowiedz Link
ola_dom Re: Poproszę o radę, 07.01.16, 15:53 muktprega1 napisała: > Sama zobaczysz, czy po tej zwyżce będzie lepiej, czego Ci baaardzo życzę Dziękuję, w ogóle dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Wciąż jeszcze liczę, że hormony "same" mi się podniosą, jak się organizm uspokoi po odstawieniu antykoncepcji. Pierwsze objawy zmiany na lepsze już widzę - odpuściły mi migreny. Ale też dopiero po 2-3 cyklach bez antyków, więc nie od razu. Mam nadzieję, że dalsze zmiany też za tym pójdą. A podnosić dawkę naprawdę już się obawiam...:/. No nic, zobaczymy. Odpowiedz Link
mama_dorota Re: Poproszę o radę, 13.01.16, 08:43 Ola, przemyśl to dobrze. Teraz sprawa wygląda tak, że chcesz mieć poukładane z endo i źle się czujesz. Potencjalnie, bo oczywiście pewności nie mamy, możesz czuć się dobrze i szukać lekarza, który je zaakceptuje. Ja na twoim miejscu zrobiłabym próbę i podniosła choć o 6,25 mikro. Jeśli będzie lepiej, to będziesz wiedziała, czy tędy droga. Z drugiej strony, skoro masz całą tarczycę, to zastanawiać może podaż jodu. Mojej córce, gdy rok temu (wtedy 13 lat) zawsze po powrocie ze szkoły kładła się na kilka godzin do łóżka "bo zimno i zmęczona" zrobiłam badania tarczycy i widząc ft4 na poziomie 20% (kilka lat temu miała pośrodku normy) kupiłam kelp i jak go brała przez kilka tygodni nastąpiła poprawa. Teraz znów coś się działo (nie mogła spać), a ponieważ dziewczę miesiączkuje, to bierze kelp i żelazo. Dałam jej to bez badań, bo ona nie znosi ryb, a za mięsem też nie przepada. Po kilku dniach jest dobrze. Za 2-3 tygodnie odstawimy. Kelp to suplement diety, tak jakbyś jadła wodorosty. Dziewczyny, komentujcie jeśli się ze mną nie zgadzacie. U Oli Hashimoto nie stwierdzono, wiec w zasadzie może brać jod. Odpowiedz Link
jurmik Re: Poproszę o radę, 13.01.16, 09:24 Ja też się zastanawiam, dlaczego mając tarczycę, nie mając Hashimoto musisz brać tyle Eutyroxu, co ludzie po operacji wycięcia tarczycy. Dlaczego ta Twoja tarczyca nie działa? Może to, że brałaś coraz więcej Eutyroxu też jakoś pogorszyło sytuację - nie wiem. Ja też bym spróbowała z jodem, zgadzam się z mamą dorotą . A w ogóle to zapytaj endo, niech Ci powie, dlaczego musisz brać Eutyrox czyli dlaczego tarczyca nie działa - jakaś przyczyna przecież musi być. Odpowiedz Link
ola_dom Re: Poproszę o radę, 13.01.16, 10:23 jurmik napisała: > Ja też bym spróbowała z jodem, zgadzam się z mamą dorotą. Potwierdzacie moje przypuszczenia. Najbardziej zastanowiło mnie to, że tak bardzo poprawiło mi się nad morzem - gdzie ani nie przestrzegałam zdrowej diety (po za tym, że nie jadłam glutenu), ani specjalnie nie uprawiałam sportów (pływanie, ale nie wyczynowo) - a obrzęki poschodziły mimo wielkiego upału. I przeanalizowałam wszystko, co wtedy jadłam i łykałam - i nie było to nic innego, niż w czasie poza urlopem. I wpadł mi do głowy ten jod. Spróbuję z nim. > A w ogóle to zapytaj endo, niech Ci powie, dlaczego musisz brać Eutyrox czyli dlaczego > tarczyca nie działa - jakaś przyczyna przecież musi być. Masz kontakt do dr House'a? Większość lekarzy, u których byłam, interesowało wyłącznie TSH i byli oburzeni, że przy TSH poniżej normy biorę w ogóle tyroksynę. Sama podejrzewam już przysadkę. Zobaczymy, co mi powie kolejny endo - jest ponoć świeżo po specjalizacji, pełen zapału i nowej (oby) wiedzy. Aha - początkowo po Euthyroksie czułam się fantastycznie, życie zaczęło do mnie wracać. Ale potem przestało. Liczę się z tym, że będę musiała łykać jakąś tam ilość tyroksyny już do końca życia - ale i tak wciąż coś łykam, żeby poczuć się jakkolwiek lepiej, więc mogę znieść tę myśl Odpowiedz Link
jurmik Re: Poproszę o radę, 13.01.16, 17:04 Sorry, namiarów na dr House'a nie mam, a szkoda! Ale musisz próbować, może ktoś w końcu wyjaśni Ci, na co chorujesz, bo jak mówi moja endo, niedoczynność jest zawsze spowodowana jakąś chorobą - coś tej Twojej tarczycy tarczycy musi dolegać, że nie chce czy nie może produkować tyle hormonów, ile organizm potrzebuje. A może faktycznie z przysadką masz coś nie tak, skoro masz ciągle niskie TSH - w końcu to TSH pobudza tarczycę do pracy, więc jak jest go mało, to i tarczyca słabo pracuje. Co do kolejnego endo - to, że jest świeżo po specjalizacji niekoniecznie musi być zaletą. To tak, jak z nowo upieczonym kierowcą - ma świeżutkie prawo jazdy, głowę ma pełną nowej wiedzy, ma pełno zapału - tylko doświadczenia w prowadzeniu samochodu brak... Ale może akurat w Twoim przypadku będzie z nowym lepiej niż z poprzednimi - oby! Odpowiedz Link