uffo
09.01.10, 03:01
'sprawiedliwy nie potrzebuje praw' mawial pewien....zasluzony. Ale
moralnosc to nie wymysl religijnego umyslu? Starozytni Grecy juz
prawili filozoficznie o moralnosci. Byly tam sekty watpicieli,
ekstatykow i innych teoretykow.Skad wziela sie zatem moralnosc i
dokad zmierza ten nieuchwytny stwor? A moze nieuchronnie zwiazana
jest ona z religijnoscia? Od jakosci jednostek zalezy jakosc
spoleczenstwa, a zatem jak wyglada taki proces zwiekszania sie
jakosci jednostki? Czyz nie poprzez spelnianie pragnien? A nie
powstrzymywanie i tlumienie emocji? (Trzymanie sie dekalogu i
tradycji) Poprzez intensywne (emocjonalnie) tarcia miedzy
jednostkami, doswiadczenia radosci, zawodow, bolow, skomplikowanych
konfiguracji miedzyludzkich? Narzeka sie wlasnie na wolnosc i brak
moralnosci. A ja mysle ze narzekac trzeba na jakosc refleksji nad
doswiadczeniami wolnosci. Czy np. po ostatnich dwoch wojnach,
kobiety instynktownie i masowo nie porzucily czasem roli kur i
gospodyn domowych, oddajac sie doswiadczaniu wolosci i
samodzielnosci, azeby, m.inn., wymusic na mezczyznach, na systemie
patriarchalnym, glebsza refleksyjnosc, wyksztalcic w nich wieksza
wrazliwosc na innych, zdolnosc do wyobrazania w sobie skutkow,
konsekwencji pewnych czynow, azeby moc wyksztalcic w koncu pewna
naturalna ewolucyjnie zdobyta, samodyscypline moralna? wczucie w
druga istote, azeby nie popadac w egozim zaraz po wyzwoleniu sie
spod parasola religijnego? Bo czym byla moralnosc czlowieka
religijnego? Jesli nie tchorzliwym trzymanie wlasnego demona pod
klucem rytualow moralnych? Czy taka moralnosc, moralnosc czynow, tez
jest prawdziwa? czy tylko udawana?