diabollo
09.01.10, 11:05
Pod czarną banderą
Adam Ostolski
Czym jest ruch piracki? Co oznacza dla nas jego pojawienie się i pierwsze
sukcesy? Czy tematy, które podnosi, dotyczą wszystkich ludzi, czy reprezentują
tylko partykularne interesy związane z pewnym niszowym stylem życia? Czy są
znakiem jakiejś głębszej zmiany społecznej? Czy niosą ze sobą obietnicę
sprawiedliwszego społeczeństwa? Czy przeciwnie – sytuując się „poza lewicą i
prawicą” i skupiając uwagę na niszowych tematach, odwracają ją zarazem od
głównego frontu walki o kształt świata?
Ruch piracki łączy ze sobą trzy postulaty: głęboką reformę prawa autorskiego,
zniesienie patentów i ochronę prawa obywateli do prywatności.
Trzy hasła, wokół których piraci budują swój program, tylko pozornie dotyczą
wąskich i wyizolowanych problemów. W gruncie rzeczy są to propozycje reform o
głębokim transformacyjnym potencjale. Pomysł, by prawa autorskie faktycznie
służyły autorom, brzmi może skromnie, ale tak naprawdę jest rewolucyjny. Dziś
bowiem najczęściej są one narzędziem wyzysku pracy twórców przez wielkie
wytwórnie płytowe i filmowe oraz zawłaszczania wspólnego dobra kulturowego
przez wąską grupę inwestorów czerpiących rentę z obiegu idei. „Własność
intelektualna” raczej nie służy tym, którzy tworzą nowe wartości. Co gorsza,
na jej straży stoi coraz potężniejszy aparat państwa. Dziś walka z
„piractwem”, podobnie jak widmo terroryzmu, daje rządom pretekst do
gromadzenia danych o użytkownikach i użytkowniczkach internetu, śledzenia ich
aktywności w sieci, inwigilowania korespondencji elektronicznej itp. itd. Ten
aparat nie ma na celu ochrony dobra wspólnego. Służy raczej prywatnym
interesom, które na tym dobru pasożytują.
Podobnie z kwestią patentów. Piraci chcą je w ogóle zlikwidować, na pierwszy
ogień rzucając patenty farmaceutyczne. Podobnie jak prawa autorskie, również
patenty tylko pozornie są tematem niszowym. Patenty na oprogramowanie
oznaczają finansową kontrolę garstki rentierów nad obiegiem idei. Patenty na
organizmy żywe i lokalne technologie rolnicze – zgłaszane często przez firmy z
globalnej Północy – oznaczają wywłaszczanie mieszkańców Południa z praw do
wiedzy, którą przez wieki tworzyli. Patenty na leki są z kolei fundamentem
systemu, który jest wyjątkowo nieefektywny i społecznie niesprawiedliwy.
Istnieją dziś co najmniej cztery alternatywne projekty finansowania badan
farmaceutycznych. Każdy z nich byłby tańszy, promowałby bardziej innowacyjne
(a nie duplikacyjne) badania i zachęcałby do produkowania raczej leków
potrzebnych biednym niż marketingowych produktów farmaceutycznych dla bogatych.
Ale znaczenia ruchu pirackiego nie sposób w pełni zrozumieć tylko w oparciu o
jego program. Trzeba jeszcze przyjrzeć się jego historii. Szwedzka
Piratpartiet powstała w styczniu 2006, a wkrótce zaczęły powstawać podobne
partie w innych krajach. Nie był to początek ruchu, lecz moment jego
upolitycznienia, decyzji, że swoją wizję świata będzie realizował m.in.
próbując przekonać do niej wyborców i zabiegając o wprowadzenie do parlamentów
własnych przedstawicieli. Partie pirackie nawiązują do już istniejących ruchów
społecznych, pojawiających się wraz z powstaniem i upowszechnieniem internetu:
hackerów, ruchu otwartego oprogramowania, Creative Commons, czy ruchu przeciw
patentom na oprogramowanie, który w latach 2004-2005 skutecznie zablokował
przyjęcie przez Unię Europejską dyrektywy patentowej itp. itd. To na podstawie
tych walk i działań, jako ich kontynuacja, pojawiły się partie pirackie.
Pierwsze sukcesy? Na razie przede wszystkim w Szwecji. W kwietniu 2009
Piratpertiet stała się jedną z największych pod względem liczby członków
partii w kraju. W czerwcu wprowadziła do Parlamentu Europejskiego własnego
posła, a po wejściu w życie Traktatu lizbońskiego – dwoje posłów. Jednak
znaczenie polityczne ruchu pirackiego jest większe niż doraźne sukcesy. Partie
pirackie (czy szerzej: ruchy społeczne ogniskujące się wokół problemów
„własności intelektualnej” i polityki internetu) samym swym istnieniem
powodują realną zmianę. I to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze są dziś
najbardziej dynamicznie rozwijającym się ruchem społecznym w krajach
rozwiniętych. Na tle ogólnego kryzysu ruchów społecznych, który dotknął
zarówno związki zawodowe, jak i wrzucone w gorset NGO-izacji nowe ruchy
społeczne, ruch piracki imponuje zdolnością mobilizowania młodych ludzi i
wyciągania ich z prywatności. Ruchy pracownicze, ekologiczne czy feministyczne
rozwijają się dziś na globalnym Południu – to tam powstają najciekawsze
intelektualnie i politycznie idee zmiany świata. Piraci są zaś być może
najważniejszym ruchem społecznym globalnej Północy.
Po drugie powstanie ruchu pirackiego oznacza pożegnanie z sielankową wizją
społeczeństwa informacyjnego. Jeszcze w latach 90. wiele osób wierzyło, że
nowa technologia, zwłaszcza rozwój internetu, sama z siebie poszerzy zakres
ludzkiej wolności i równości. Dziś wiemy już, że społeczeństwo informacyjne
nie jest jakąś spełnioną utopią, lecz tylko – i aż – kolejnym poziomem walki,
nowym polem zmagań o kształt wspólnego świata. Rozwój technologii nie
spowodował po prostu poszerzenia wolności i równości. Przyniósł nowe formy
władzy, nowe formy prawa własności i akumulacji kapitału, ale także nowe ruchy
protestu i nową konfigurację społecznych walk o wolność.
Krytyka Polityczna od początku bierze udział w tej walce, od dawna również
interesujemy się tematyką piracką. Uczestniczyliśmy w europejskiej kampanii na
rzecz odrzucenia dyrektywy patentowej, na naszej witrynie pojawiają się teksty
Jarosława Lipszyca dotyczące wolnej kultury, a w ramach Uniwersytetu
Krytycznego na Nowym Wspaniałym Świecie regularnie odbywają się spotkania
Seminarium Panoptykon. Dziś uruchamiamy osobny serwis poświęcony tym
problemom, mając nadzieję, że lepsza informacja o ważnych wydarzeniach i
pogłębiona debata nad kierunkiem pirackiej polityki przyczyni się do walki o
świat, w którym wolność, równość i braterstwo-siostrzeństwo nie będą tylko
odległym marzeniem.
www.krytykapolityczna.pl/Serwis-piracki/Pod-czarna-bandera/menu-id-289.html