Dodaj do ulubionych

Road to Hell, czyli pan prawak Michalski...

14.07.10, 08:13
Road to Hell
Cezary Michalski
13.07.2010

Dzisiejszy felieton to w zasadzie kalendarium, tyle że z mocną pointą. Albo,
jeśli wolicie, teoria spiskowa, tyle że oparta na faktach (jak wszystkie
spiskowe teorie).



Harcerze zaproponowali sensowny kompromis w sprawie krzyża na Krakowskim
Przedmieściu, sensowny kompromis w sprawie znacząco pustych krzeseł w Sejmie
wypracował Konwent Seniorów. Pełniący obowiązki przewodniczącego klubu PiS
Marek Kuchciński, który nieopatrznie zgodził się na likwidację sejmowych
miejsc pamięci w bliżej nieokreślonym „za jakimś czasie” zrozumianym przez
wicemarszałka Niesiołowskiego jako „zaraz po wakacjach”, aby nie popaść w
niełaskę jako mięczak uzupełnił natychmiast kompromis warunkiem, jakim ma być
wmurowanie w Sejmie dodatkowej tablicy upamiętniającej tragicznie zmarłą
prezydencką parę. Ale i tak, mimo tych wszystkich drobniejszych już przeszkód,
wydawało się – nawet takim pesymistom i apokaliptykom jak ja - że gorączka
pourazowa opadnie i zaczną się zwyczajne w demokratycznych parlamentach
kłótnie o budżet, o emerytury, o podwyżki dla nauczycieli, o takie czy inne
reformowanie opieki zdrowotnej… Ale wtedy niespodziewanie Joachim Brudziński
wypowiedział w „Kropce nad i” swoją słynną kwestię: „Donald Tusk zostawił
ciało prezydenta w błocie… w ruskiej trumnie na deszczu. Taki premier nie
zasługuje na mój szacunek”. Każdemu, komu wydawało się że Brudzińskiemu
autentycznie puściły nerwy, albo też że po prostu zbyt intensywnie usiłował
przypodobać się prezesowi i po prostu ździebko przeszarżował, przestało się
tak wydawać, kiedy z dokładnością do kilkunastu minut „Gazeta Polska” wpuściła
do Internetu fragment najnowszego wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, w którym
Kaczyński ujawnia, że kiedy Sikorski zadzwonił do niego z informacją o
katastrofie smoleńskiej, ten odpowiedział mu: „To wynik waszej zbrodniczej
polityki - nie kupiliście nowych samolotów” i rzucił słuchawką (tak po
prawdzie, przygotowywany przez pisowskiego szefa MON Radosława Sikorskiego
przetarg na Embraery zablokował jego następca, ś.p. Aleksander Szczygło, bo
wyznawał obowiązującą w całej rodzinie Kaczyńskich wersję, że Sikorski
„ustawił przetarg”, żeby „kręcić lody”wink. Jarosław Kaczyński dodał także – we
fragmencie wywiadu „ujawnionym” równolegle z „podgrzewającym” telewizyjnym
wystąpieniem Brudzińskiego - iż Tusk i Sikorski przez cały czas kampanii „bali
się”, że on ujawni słowa, które powiedział wtedy Sikorskiemu, zanim rzucił
słuchawką. A kiedy jechał na identyfikację zwłok brata, jego samochód był
podobno celowo blokowany przez Rosjan. A to wszystko dopiero fragment wywiadu,
i dopiero początek nowej polityki Jarosława Kaczyńskiego.


Pomysł na Polskę od dawna jest taki - żeby nikt nie mógł rządzić w tym kraju,
żeby ten kraj zawsze pozostawał bez rządu. Ponieważ w gruncie rzeczy byłem,
jestem i pozostanę starym prawicowym paranoikiem (i tak dość długo udawałem
nawróconego na racjonalność centrystę na tym poczciwym i gościnnym lewicowym
portalu), sądzę, że symfonię anarchii w Polsce grają zarówno zagraniczne
orkiestry, jak i lokalni przywódcy klanów. Tak jak grali ją w czasach
Targowicy i innych późnosarmackich „konfederacji”. Nie wiem, do której z tych
dwóch kategorii należy Jarosław Kaczyński, ale on sam tak długo o
przynależność do zagranicznych orkiestr oskarżał wszystkich swoich
przeciwników politycznych, że w końcu taki paranoik jak ja zaczął o to
podejrzewać jego samego. Tak czy inaczej, Jarosław Kaczyński absolutnie
świadomie, korzystając z pretekstu, jakim jest katastrofa smoleńska,
postanowił doprowadzić do sytuacji, w której, skoro Polską nie może rządzić on
sam, bo przegrał - jego zdaniem, nieuczciwie - kolejno wybory parlamentarne i
prezydenckie, wobec tego zrobi wszystko, i na każdy sposób, żeby Polską nie
dało się rządzić w ogóle.

I pomyśleć, że Jarosław Kaczyński mógł to wszystko robić dzisiaj jako
prezydent-elekt RP, a nie „zaledwie” jako charyzmatyczny szef największej
partii opozycyjnej (właśnie dlatego nie było mi to wszystko tak zupełnie
obojętne, jak rozmaitym znudzonym radykalnym estetom). No i gdzie są wszyscy
moi dawni koledzy, dziennikarze „Rzeczpospolitej”, którzy pseudoksiężowską
mową rozpływali się nad tym, jak to narodowa żałoba zmieni na lepsze klimat
polskiej polityki. Tere-fere. Zmieniła ją w piekło.

www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/RoadtoHell/menuid-291.html
Obserwuj wątek
        • diabollo Re: Road to Hell, czyli pan prawak Michalski... 14.07.10, 22:52
          grzespelc napisał:

          > Nie. Po co? Ja igrzyska niedawno miałem, były w RPA, i drugich nie potrzebuję.

          Czcigodny Grzespelcu, napewno warto to przeczytać. Nie w perspektywie igrzysk
          (ja to sprzedają stabloidowane media udające poważnych obserwatorów życia
          politycznego), raczej - czysto psychologiczno - socjologicznej.

          Oczywiście tekst dla ludzi o bardzo mocnych nerwach...
          Pomyśleć, że facet o tak paranoidalnej osobowości "otarł się" o prezydenturę
          (nigdy w jego wygraną nie wierzyłem wbrew wyraźnemu przygnębieniu strony
          przeciwnej).
          Wnoski są takie, że demokracja to nie nie zabawa, wygląda na to, że polskie
          społeczeństwo jednak w większości zachowało się bardzo odpowiedzialnie.
          I to jest pozytywne w tym całym koszmarze.

          Kłaniam się nisko.
    • diabollo Samobójczy odwet Kaczyńskiego 15.07.10, 08:15

      Samobójczy odwet Kaczyńskiego

      Agata Nowakowska

      Od poniedziałku Jarosław Kaczyński i politycy PiS nie mówią o niczym innym jak o
      smoleńskiej tragedii. A z tym większą furią, że przez trzy miesiące taktycznie -
      jak się okazuje - milczeli. Dziś ta frustracja i żądza odwetu wylały się na dobre.
      Według Beaty Kempy "moralnie" winni katastrofy prezydenckiego samolotu są
      wszyscy, którzy krytykowali Lecha Kaczyńskiego. Czyli co najmniej 44 proc.
      narodu, bo tyle nie darzyło go zaufaniem przed katastrofą. Zdaniem Joanny
      Kluzik-Rostkowskiej winien jest premier Tusk, bo "gdyby była zgoda co do
      wspólnej wizyty prezydenta z premierem, toby nie było tej tragedii". To nie ma
      sensu; mogli co najwyżej zginąć obaj.

      Joachim Brudziński ubolewa, że Tusk zostawił ciało prezydenta RP w "ruskiej
      trumnie", na czarnej folii, w błocie. Czym ruska trumna jest gorsza od polskiej?
      Kto w takiej chwili słałby do Smoleńska czerwony dywan? Przecież po powrocie do
      Polski prezydent miał królewski pogrzeb na Wawelu!

      Wszystkich przebija Jarosław Kaczyński. Przyznaje, że Tusk zaprosił go, by
      wspólnie polecieli do Smoleńska. Przyznaje, że sam nie zgodził się, by
      kondolencje składali mu Tusk i Putin. Nie przeszkadza mu to jednak snuć teorii
      spisku. Skoro 96 ofiar katastrofy to według prezesa "polegli" - to znaczy, że
      ktoś ich zabił. I że nie chodziło tylko o to, by dosięgnąć jego brata, ale także
      jego samego, bo o tym, że nie leci do Smoleńska, nikt poza bratem nie wiedział.

      PiS ma pełne prawo, podobnie jak my wszyscy, domagać się wyjaśnienia przyczyn
      katastrofy. Ale te oskarżenia wzniecają już otwarcie wojnę domową (kiedy mówił
      to wcześniej Andrzej Wajda, PiS go zakrzyczał).

      Odrażające jest używanie tragedii smoleńskiej do politycznej i osobistej zemsty.
      Zginęła nie tylko rodzina Kaczyńskiego i politycy PiS! Zginęło kilkadziesiąt
      innych osób! Co ich rodziny mogą czuć, słuchając prezesa PiS? Przecież ich
      rodziny mimo bólu nie oskarżają żadnych polityków. A jeśli teraz gniew i
      desperacja popchną je do oskarżania np. zmarłego prezydenta?

      O co chodzi Kaczyńskiemu? Odpowiedź najprostsza - to zachowanie spontaniczne.
      Taki Kaczyński właśnie jest: nienawistny, skrajnie podejrzliwy. A ukaranie
      winnych śmierci brata stało się dla niego misją, celem życia.

      A może boi się, że wyjdą na jaw fatalne dla zmarłego prezydenta fakty -
      wskazujące na to, że pilotów Tu-154 nakłaniano do lądowania? Może Kaczyński chce
      je swoimi oskarżeniami z góry zdezawuować?

      A może to nowa strategia PiS? Nie mamy bowiem do czynienia z pojedynczymi
      wypowiedziami, lecz z serią rozpisaną na wielu polityków tej partii, nawet
      uznawanych dotąd za gołębie, jak Kluzik-Rostkowska. Sam Kaczyński zaś "rozkręca
      się" z wywiadu na wywiad.

      Strategia taka byłaby dla PiS samobójcza. W kampanii wyborczej Kaczyński zdołał
      wyjść z zaklętego kręgu twardych wyznawców. Poszerzył elektorat swój i partii o
      środowiska centrowe. Pokazał im twarz bez nienawiści, wzywał do zakończenia
      wojny polsko-polskiej, nawet do współpracy z rządem.

      Jednak w ostatnich wywiadach daje dowód perfidii. Oto na potrzeby kampanii można
      przywdziać dowolną maskę, którą zrzuca się jak wąż skórę. Tak oszukani wyborcy
      mogą się w przyszłości już nie nabrać.

      A może Kaczyński wysyła sygnał do fanatycznych zwolenników, którzy w kampanii
      poczuli się zdradzeni? Zdradzeni orędziem do Rosjan, umizgami do SLD, odwrotem
      od IV RP i dekomunizacji. Mówieniem, że dla młodych ludzi PRL jest tak odległy
      jak Powstanie Warszawskie, że postkomuna się skończyła, a nastała lewica.

      Najtwardsi z twardych nie mieli 4 lipca dokąd uciec, bo wybór był tylko między
      Kaczyńskim a Komorowskim, ale w wyborach parlamentarnych mogą sobie znaleźć
      alternatywę. Może prezes komunikuje im teraz: patrzcie, to ten sam Jarosław
      Kaczyński, jakiego znacie.

      Tak czy siak, obrał kurs na zniszczenie PiS. Strach przed nawiedzonym prezesem
      PiS - przed tym, co zrobi, jeśli dostanie znów władzę - niejednego
      wykształciucha przyprawia o gęsią skórkę. To zmobilizuje elektorat PO, nawet
      gdyby rząd Tuska nie kiwnął już palcem przy modernizowaniu kraju.

      PiS przypomina historię o lemingach. Co jakiś czas, gdy populacja jest za duża,
      ruszają one truchtem nad ocean popełnić zbiorowe samobójstwo.

      wyborcza.pl/1,75968,8138147,Samobojczy_odwet_Kaczynskiego.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka