Dodaj do ulubionych

Minister ds. (nie)dyskryminacji

19.09.10, 22:42
Myślałem, że większych absurdów niż nietolerancyjny Rzecznik Praw Obywatelskich nie będzie w Polsce, a tu proszę:

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8397163,Minister_ds__rownouprawnienia__szkola_katolicka_moze.html
Niech ktoś to skomentuje za mnie, bo ja cenzuralnie nie potrafię... wrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Obserwuj wątek
    • gaika Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 19.09.10, 23:34
      grzespelc napisał:

      > Myślałem, że większych absurdów niż nietolerancyjny Rzecznik Praw Obywatelskich
      > nie będzie w Polsce, a tu proszę:
      >
      > wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8397163,Minister_ds__rownouprawnienia__szkola_katolicka_moze.html
      > Niech ktoś to skomentuje za mnie, bo ja cenzuralnie nie potrafię... wrrrrrrrrr
      > rrrrrrrrr

      Życia Ci ułatwiać nie będę smile

      Nie pierwszy i nie ostatni występ pani minister zainstalowanej w celu podgrzewania fikcji.
        • stephen_s Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 13:09
          > 1. Bardzo wiele mna status szkól publicznych.

          Hm. Co ten status w praktyce oznacza?

          > 2. Skoro szkoła katolicka może dyskryminowac, to dlaczego nie każdy inny pracod
          > awca?

          Nie mówię, że to nie powinno działać w obie strony... Jakby ktoś stworzył szkołę o zdeklarowanym profilu laicko-liberalnym, też powinien mieć prawo powiedzieć, że nie zatrudni danego nauczyciela, bo ma on np. zbyt konserwatywne poglądy.
          • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 14:08
            przy zatrudnianiu nauczyciela pracodawca powinien kierowac sie jego kwalifikacjami, a nie zyciem prywatnym. taka sama dyskryminacja byloby niezatrudnianie osob hetero zyjacych w zwiazkach nieformalnych, rozwodnikow i panien z dzieckiem, ewentualnie zwolnienie z pracy nauczyciela gdy ten sie rozwodzi. chyba nie masz watpliwosci, ze takie rzeczy nie powinny sie zdarzac nigdzie, a tym bardziej w szkole, bo jest to zwyczajnie niewychowawcze. jacy ludzie i jacy przyszli pracodawcy wyrosna z tych uczniow?
            • stephen_s Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 14:18
              > przy zatrudnianiu nauczyciela pracodawca powinien kierowac sie jego kwalifikacj
              > ami, a nie zyciem prywatnym.

              A jeżeli życie prywatne stoi w rażącej sprzeczności z zasadami obowiązującymi w danej instytucji?

              Zastanów się: czy broniłabyś katolika, któremu odmówiono pracy w Faktach i Mitach?
              • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 17:09
                >
                > A jeżeli życie prywatne stoi w rażącej sprzeczności z zasadami obowiązującymi w
                > danej instytucji?

                to jakis absurd. prywatnie mozesz miec 5 kochanek i 3 kochankow i nikt nie powinien cie z tego powodu zwolnic z pracy. ba, nie powinien wypytywac cie o twoje zycie seksualne na rozmowie kwalifiakcyjnej.

                no chyba ze prywatnie lubisz sie upijac do nieprzytomnosci i zawalasz robote, albo przychodzisz do pracy skacowany i nie wywiazujesz sie z obowiazkow. tylko ze pijanstwo uderza w wykonywanie obowiazkow sluzbowych, a bycie homo raczej nie wplywa na to jak uczysz matematyki czy historii. na to jak uczysz wplywa twoje wyjsztalcenie, zaangazowanie i talent. i na to ma zwracac uwage pracodawca.



                >
                > Zastanów się: czy broniłabyś katolika, któremu odmówiono pracy w Faktach i Mita
                > ch?

                tak, bronilabym. zreszta nie znam FiM i wiec trudno mi o tym pisac. za to nie dziwilabym sie, gdyby nie przyjeto ateisty do katolickiego zgromadzenia zakonnego lub katolika do kosciola czcicieli glazow narzuctowych. ale ten watek nie dotyczy wyznawanego swiatopogladu tylko zycia prywatnego, ktore nie ma wplywu na wykonywanie obowiazkow zawodowych. poza tym zdaje sie kosciol katolicki nie odrzuca homoseksualistow (tylko ich seks) wiec tym bardziej nie rozumiem dlaczego gej nie moze uczyc w szkole matematyki, co w tym zlego? ciekawe tez skad pracodawca wie, ze delikwent jest homo? pyta o to na rozmowie? jesli tak to zdaje sie lamie prawo.
          • grzespelc Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 15:21
            Jakby ktoś stworzył szkoł
            > ę o zdeklarowanym profilu laicko-liberalnym, też powinien mieć prawo powiedzieć
            > , że nie zatrudni danego nauczyciela, bo ma on np. zbyt konserwatywne poglądy.

            Łomatko, Stephen!!
            O to właśnie chodzi, żeby nie NIKT nie dyskryminował ludzi. Co mają poglądy czy orientacja seksulana do tego, czy ktoś jest dobrym matematykiem albo filologiem, czy nie?
    • tygrysgreen Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 11:41
      to fakt, pani minister jest bardziej panią ministrantką.
      ale z drugiej strony dziwię się, po co homoseksualiści się pchają do kościoła czy jego placówek. masochizm jakiś?
      to tak jakby fanatyczny katolik szukał zatrudnienia w "Faktach i mitach" albo w "Nie".
      • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 14:11
        tygrysgreen napisała:

        > ale z drugiej strony dziwię się, po co homoseksualiści się pchają do kościoła c
        > zy jego placówek. masochizm jakiś?

        bo sa katolikami?

        ja bym nie chciala, aby istnieli pracodawcy, ktorzy nie zatrudniaja kobiet, bo to grzech. i tez czulabym sie dyskryminowana z tego powodu.
          • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 00:09
            stephen_s napisał:

            > A ja nie raz się rozbiłem przy szukaniu pracy o to, że pracodawca z góry założy
            > ł, że nie zatrudnia mężczyzn.

            to zwykla dyskryminacja byla.



            > No i co mam zrobić?

            jedni walcza o swoje prawa, inni siedza cicho. zalezy co wybierzesz wink

        • tygrysgreen Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 15:09
          > bo sa katolikami?
          no właśnie. tego nie mogę zrozumieć. przecież bycie lub niebycie katolikiem nie jest sprawą wrodzoną czy poza świadomym wyborem. są kościoły akceptujące homoseksualizm, jeżeli ktoś potrzebuje religii to dlaczego wybiera akurat taką, która go kopie.

          przypomina mi to sprawę lesbijek, którym katolicka szkoła odmówiła przyjęcia dziecka. szczegółów nie pamiętam, ale też nie rozumiem. czyżby naprawdę myślały, że organizacja która traktuje je jak trędowate naprawdę najlepiej nadaje się do wychowywania ich dziecka?

          • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 17:20
            tygrysgreen napisała:

            > > bo sa katolikami?
            > no właśnie. tego nie mogę zrozumieć. przecież bycie lub niebycie katolikiem nie
            > jest sprawą wrodzoną czy poza świadomym wyborem. są kościoły akceptujące homos
            > eksualizm, jeżeli ktoś potrzebuje religii to dlaczego wybiera akurat taką, któr
            > a go kopie.


            pewnie dlatego, ze zostali wychowani w tej religii, sa wierzacy, tylko ze w pewnym momencie uswiadomili sobie ze sa homo. nie chca rezygnowac z wiary, nie wierza, ze bog uwaza ich milosc za zla, podczas gdy hierarchia tak twierdzi. to chyba tak jakby rodzice wychowujacy cie od zawsze powiedzieli ci nagle ze masz znikac z ich zycia bo jestes homo.


            >
            > przypomina mi to sprawę lesbijek, którym katolicka szkoła odmówiła przyjęcia dz
            > iecka. szczegółów nie pamiętam, ale też nie rozumiem. czyżby naprawdę myślały,
            > że organizacja która traktuje je jak trędowate naprawdę najlepiej nadaje się do
            > wychowywania ich dziecka?

            przypuszczam, ze to byla szkola dla wszytskich dzieci, nie tylko dla katolickich. czesto takie szkoly maja dobry poziom. pewnie owe lesbijki poczuly, ze ich dziecko jest dyskryminowane. zreszta lesbijki moga byc przeciez katoliczkami, a takze oczekiwac, ze w szkole bedzie sie mowic o szcunku dla rodzicow, a nie potepiac ich czy obrazac. rownie dobrze taka szkola moglaby nie przyjac dziecka rodzicow rozwiedzionych, dziecka nieslubnego, dziecka z invitro, itp. za to dziecko mordercy i gwalciciela pewnie zostaloby przyjete, hehe wink
            • chickenshorts Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 19:43
              Pani Min. Radziszewska jest jedną z tych osób wśród naszych polityków, w które najwyraźniej Bóg bardzo wierzy, więc dziwiłoby, gdyby nie odpłacała Bogu podobnym komplementem. A przecież to żadna tajemnica, że Jahwe cięty strasznie na gejów i lesbijki... strasznie! Poczytajcie słowo boże i dajcie spokój pani Min. od woli boskiej.
              • gaika Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 20.09.10, 22:38
                chickenshorts napisał:

                > Pani Min. Radziszewska jest jedną z tych osób wśród naszych polityków, w które
                > najwyraźniej Bóg bardzo wierzy, więc dziwiłoby, gdyby nie odpłacała Bogu podob
                > nym komplementem. A przecież to żadna tajemnica, że Jahwe cięty strasznie na ge
                > jów i lesbijki... strasznie! Poczytajcie słowo boże i dajcie spokój pani Min. o
                > d woli boskiej.

                Mamy prawo sprzeczne ze słowem bożym!!! Co teraz!?
                • diabollo Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 07:31
                  gaika napisała:

                  > chickenshorts napisał:
                  >
                  > > Pani Min. Radziszewska jest jedną z tych osób wśród naszych polityków, w
                  > które
                  > > najwyraźniej Bóg bardzo wierzy, więc dziwiłoby, gdyby nie odpłacała Bogu
                  > podob
                  > > nym komplementem. A przecież to żadna tajemnica, że Jahwe cięty strasznie
                  > na ge
                  > > jów i lesbijki... strasznie! Poczytajcie słowo boże i dajcie spokój pani
                  > Min. o
                  > > d woli boskiej.
                  >
                  > Mamy prawo sprzeczne ze słowem bożym!!! Co teraz!?

                  No jak to co? Cywilizacja Śmierci...

                  Kłaniam się nisko.
              • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 00:12
                A przecież to żadna tajemnica, że Jahwe cięty strasznie na ge
                > jów i lesbijki... strasznie! Poczytajcie słowo boże i dajcie spokój pani Min. o
                > d woli boskiej.

                tak po prawdzie to nie wiemy co slowo boze mowi o gejach, wiemy jedynie jak jest interpretowane przez rozne koscioly wink
                • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 09:39
                  karafka_do_wina napisała:

                  > tak po prawdzie to nie wiemy co slowo boze mowi o gejach,

                  skoro "nie wiemy" to służę uprzejmie:

                  (13) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
                  Księga Kapłańska 20;13

                  • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 12:17
                    > (13) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, pop
                    > ełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągn
                    > ęli.
                    > Księga Kapłańska 20;13

                    to bylo dawno i nieprawda wink podobnie jak "zab za zab". poza tym nie wolno wyrywac cytatow z kontekstu bo traca wlasciwy sens, ale panowie biskupi bardzo lubia to robic. w dzisiejszych czasach w kosciele wszystko jest kwestia interpretacji. mozna taki cytac brac doslownie, mozna go calkiem odrzucic (jak "oko za oko"), albo jeszcze co innego wymyslic. wszystko w rekach hierarchow, tylko ze na szczescie nie ma obowiazku ich sluchac, poniewaz nie sa oni zrodlem absolutnej madrosci (przykladow na to mamy wiele, ich interpretacja fragmentow biblii prowadzi nieraz do takich absurdow jak zaprzeczanie sobie samym wink)
                    • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 14:37
                      karafka_do_wina napisała:

                      > to bylo dawno i nieprawda

                      oświadczyłaś, że nie wiesz co słowo Boże mówi o gejach, więc Ci uprzejmie przytoczyłam.

                      Mówisz interpretacja. I najeżdżasz na hierarchów.

                      OTÓŻ!!!! W kościele katolickim dawno zrezygnowano z karania śmiercią czy więzieniem. Obecnie, w czasach w których przyszło nam żyć, kościół stoi na stanowisku, że homoseksualista jest osobą ludzką godną szacunku, jak i każda inna osoba. Natomiast jego czyn, czyli współżycie seksualne z tą samą płcią, jest niemoralne i niezgodne z naturą (przeznaczeniem) i jako takie jest grzechem śmiertelnym, grzechem sodomskim.

                      Prawosławie - stanowisko jak u katolików.

                      Protestantyzm - bardzo różnie - od grzechu sodomskiego i wykluczania ze zboru do ślubów i ordynacji na biskupa.

                      Islam homoseksualistów karze śmiercią.

                      Ortodoksyjny judaizm uważa, że tylko jawnogrzeszny czyn homoseksualny skutkuje śmiercią, a i to należy delikwentów wcześniej upomnieć, aby się nie afiszowali. Jeśli działają w skryciu - grzeszą, ale nikt ich nie uśmierci.

                      Buddyzm i hinduizm uważają homoseksualizm za czyn wielce niemoralny.

                      Zasada "oko za oko" z jednej strony wychowawczo bardzo mądra, bo pasująca do natury człowieka, który dotąd podskakuje, aż się na własnej skórze przejedzie.... a z drugiej strony zasada nie pasuje do chrześcijańskiej doktryny, która każe przebaczać i 77 razy (gdy winowajca prosi!!!).
                      Jezus kazał miłować nawet nieprzyjacioły, a więc ta zasada została niejako pozostawiona w czeluściach wieków...
                      Dziś stosuje ją islam - i widzimy do czego prowadzi zemsta i pamiętliwość.

                      • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 00:10
                        a000000 napisała:

                        > oświadczyłaś, że nie wiesz co słowo Boże mówi o gejach, więc Ci uprzejmie przyt
                        > oczyłam.
                        >


                        ja widze to inaczej. w biblii sa tylko slowa - dopiero rozpoznanie ich sensu jest zrozumieniem slowa bozego. oczywiscie nie musisz sie ze mna zgadzac i mozesz brac doslownie wyrwane z kontekstu cytaty. w takim razie rowniez doslownie powinnas wziac ten (ten sam fragment z ktorego pochodzi twoj cytat):

                        Jeżeli kto obcuje cieleśnie z kobietą mającą miesięczne krwawienie i odsłoni jej nagość, obnaża źródło jej krwi, a ona też odsłoni źródło swojej krwi, to oboje będą wyłączeni spośród swojego ludu.

                        sa ludzie, ktory uprawiaja seks podczas miesiaczki, zwlaszcza pod koniec gdy krwawienie nie jest juz tak obfite. powiedzialabym, ze to standardowe zachowanie wiekszosci zdrowych ludzi. rozumiem, ze wg ciebie sa oni dewiantami, ktorych bog potepia? wink

                        a dlaczego kosciol zlekcewazyl ten nakaz (nadal ten sam fragment):

                        Będziecie odróżniać zwierzęta czyste od nieczystych, ptaki nieczyste od czystych. Nie będziecie plugawić siebie samych przez zwierzęta i ptaki ani przez wszystko, co się roi po ziemi, przez wszystko, co oddzieliłem od was jako nieczyste.

                        dlaczego katolicy zjadaja nieczyste zwierzeta skoro bog tego zabrania?? wink

                        wybacz, ale kazdy rozsadny czlowiek rozumie, ze nie mozna brac kazdego zdania z biblii i twierdzic, ze wlasnie tak ma byc, bo to jest slowo boze. tak naprawde to NIKT nie wie co bog mysli o gejach i o seksie podczas miesiaczki. jedynie hierarchowie i inni koscielni "uczeni w pismie" wink twierdza, ze ta wiedze posiedli. co nie oznacza, ze maja racje.





                        kościół stoi na stanowisku
                        > , że homoseksualista jest osobą ludzką godną szacunku, jak i każda inna osoba.

                        skoro tak, to dlaczego nie moze pracowac jako nauczyciel w szkole katolickiej?





                        > Natomiast jego czyn, czyli współżycie seksualne z tą samą płcią, jest niemoraln
                        > e i niezgodne z naturą (przeznaczeniem) i jako takie jest grzechem śmiertelnym,
                        > grzechem sodomskim.

                        a skad dyrektor szkoly katolickiej moze wiedziec czy kandydat na nauczyciela uprawia seks homoseksualny?

                        co do niezgodnosci z natura to polemizowalabym: z natury jestesmy biseksulani.




                        > Zasada "oko za oko" z jednej strony wychowawczo bardzo mądra, bo pasująca do na
                        > tury człowieka, który dotąd podskakuje, aż się na własnej skórze przejedzie....

                        jasne, bardzo madra: gwalciciela nalezy zgwalcic, morderce zamordowac, o kogos kto nas wyzywa i obraza, tez wyzwac i obrazic. mysle, ze powinnismy te metode wychowawcza wprowadzic do naszych szkol smile

                        • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 11:47
                          karafka_do_wina napisała:

                          > ja widze to inaczej.

                          oczywiście wolno Ci, Twoja sprawa czy stosujesz się do zasad podanych przez jakąkolwiek religię, czy też sama sobie te zasady ustalasz. To jest kwestia Twojego sumienia a także funkcjonowania w takim a nie innym społeczeństwie. To TY jesteś panią swojego życia, nikt Ci niczego nie narzuci. Sama wybierasz, ale wraz z konsekwencjami. Bo dziećmi nie jesteśmy i wiemy, że każdy wybór niesie jakieś konsekwencje.

                          Pytasz dlaczego, dlaczego, dlaczego.... otóż dlatego, że katolicy nie są ortodoksyjnymi Żydami.
                          Właśnie dlatego nie są, bo odstąpili od judaizmu i wprowadzili SWOJE zasady. Św Paweł, twórca chrześcijaństwa, nadał nowe znaczenia i nowe kierunki. I pewne zasady POTWIERDZIŁ a pewne uznał za nieistotne. I tu już nie chodzi o takie drobiazgi jak koszerność, ale wprowadził wielki rozłam w rozumieniu Ludu Wybranego. Dla Żydów, Ludem Wybranym są wyłącznie Żydzi. Natomiast Paweł, pomny na stwierdzenie Jezusa, że królestwo Boże nie jest z TEGO świata, orzekł, że narodowość nie ma znaczenia, ważny jest stosunek do bliźniego. I dlatego Paweł zerwał z dotychczasową doktryną żydowską, że ważni są tylko Żydzi, a goje to rasa pośledniejsza.... (nie masz Żyda ni Greka...) Wprowadził wyłom w rozumieniu pojęcia "bliźni". Od tej pory to miał być każdy , również poganin. Nie tylko Żyd.

                          Równocześnie Paweł był ascetą, wręcz ortodoksyjnym.... (jak każdy neofita - bo trzeba Ci wiedzieć, że Paweł był Żydem, który prześladował Jezusa..... jednakże to on został wybrany i usłyszał: pójdź za mną...).... i jak każdy asceta do grzeszności miał stosunek bardzo jednoznaczny. Pewnie dlatego jedzenie parzystokopytnych było dla niego mniejszym problemem, niż homoseksualizm czy małżeńska niewierność. Pewnie nie zauważyłaś, ale w Dekalogu nie ma przykazania o koszerności. A o seksualności - jest. Dlatego koszerność można uznać za prawo lokalne, nadane przez Mojżesza (zresztą w tamtych warunkach genialne!!!), a Dekalog jest ponadczasowy, bo dany przez Boga... Paweł to zauważył, dlatego przy Dekalogu pozostał, natomiast prawo mojżeszowe pozostawił Żydom.

                          Co do zasady "oko za oko". Ciekawe, że zauważyłaś i pogardliwie skwitowałaś tylko pierwszą cześć mojej wypowiedzi, a co z druga częścią? Niewygodna?

                          • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 12:13


                            a000000 napisała:

                            oczywiście wolno Ci, Twoja sprawa czy stosujesz się do zasad podanych przez jak
                            > ąkolwiek religię, czy też sama sobie te zasady ustalasz. To jest kwestia Twojeg
                            > o sumienia a także funkcjonowania w takim a nie innym społeczeństwie. To TY jes
                            > teś panią swojego życia, nikt Ci niczego nie narzuci. Sama wybierasz, ale wraz
                            > z konsekwencjami. Bo dziećmi nie jesteśmy i wiemy, że każdy wybór niesie jakieś
                            > konsekwencje.

                            nie wiem po co to piszesz, bo raczej nie odkrylas ameryki. dodam tylko tyle, ze konsekswencja moich wyborow jest szacunek dla blizniego i bardzo sie ciesze ze otrzymalam od boga wystraczajaco rozumu aby dojrzec brak milosci blizniego w niektorych naukach kosciola katolickiego. nalezy traktowac powaznie slowa jezusa, ktory ostrzegal przed faryzeuszami.

                            moje pytania byly retoryczne i mialy ci uswiadomic, to co w skrocie juz napisal nizej uffo: wybierasz z tekstu starego testamentu tylko to co ci pasuje. twierdzisz, ze czesci nakazow boga katolicy nie stosuja, bo nie sa ortodoksyjnymi Zydami, bo sw. Pawel, itd. a czesc powinni stosowac. strasznie wybiorczo traktujesz tekst biblii.

                            prawda jest taka, ze rzucajac cytatami z biblii w taki sposob jak ty to robisz mozna udowodnic aboslutnie wszystko. np to, ze wojna jest ok i nalezy mrodowac swoich wrogow, oraz inne takie kwiatki.

                            > Co do zasady "oko za oko". Ciekawe, że zauważyłaś i pogardliwie skwitowałaś tyl
                            > ko pierwszą cześć mojej wypowiedzi, a co z druga częścią? Niewygodna?

                            co niby mialo byc niewygodne? to ze jesus nawolywal do wybaczania i milosci? przeciez to oczywiste. szkoda tylko, ze tylu katolikow o tym nie wie i nie stosuje w stosunku do np. homoseksualistow.

                            • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 14:46
                              karafka_do_wina napisała:

                              >co niby mialo byc niewygodne? to ze jesus nawolywal do wybaczania i milosci? przeciez to >oczywiste. szkoda tylko, ze tylu katolikow o tym nie wie i nie stosuje w stosunku do np. >homoseksualistow.

                              Ależ stosuje... tyle, że nie można, w imię miłości bliźniego, pozwolić na ZMIANĘ czy zniszczenie zasad. Zasadą jest że czyn homoseksualny jest grzechem śmiertelnym.
                              To ciekawe, co proponujesz... znaczy się, gdy moje ukochane dziecko zechce włożyć w rękę ogień, to mam je pochwalić?

                              > moje pytania byly retoryczne i mialy ci uswiadomic

                              a to przepraszam, że się odezwałam. A uświadamiać mi nic nie musisz.
                              • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 19:47
                                >
                                > Ależ stosuje... tyle, że nie można, w imię miłości bliźniego, pozwolić na ZMIAN
                                > Ę czy zniszczenie zasad. Zasadą jest że czyn homoseksualny jest grzechem śmiert
                                > elnym.

                                jakich zasad? skad wzielas ta zasade? jesli wciaz masz na mysli ten fragment ST, ktory wczesniej cytowalas, to juz ci napisalam (oraz takze uffo) ze traktujesz go bardzo wybiorczo, a przez to nie jestes wiarygodna. poza tym nie ma tam nic o zwalnianiu z pracy lesbijki.


                                > To ciekawe, co proponujesz... znaczy się, gdy moje ukochane dziecko zechce włoż
                                > yć w rękę ogień, to mam je pochwalić?

                                alez skad, masz je zbesztac za popelnienie grzechu smiertelnego wink
                                chodzi ci o to, ze dzieci, ktore maja nauczycielke lesbijke, przemieniaja sie w lesbijki? wink



                                > a to przepraszam, że się odezwałam. A uświadamiać mi nic nie musisz

                                prosze bardzo smile
                                • kora3 Wybiórcze traktowanie i dzieci 30.09.10, 21:26
                                  Wiesz Karafko, ogólnie to wybiórcze traktowanie Biblii i naginanie jej do wlasnych potrzeb najczesciej rzekomo "interpretujac" to niejako domena KRK Nie muszą się tym za bardzo martwic, bo wiekszosc z wyznawców tegoz koscioła, na ogół w odróznieniu od wyznanawców innych kosciołów nie zna Biblii, wiec i taksie nie zastanawia, bo i nie wie nad czymsmile
                                  Zapis o współzyciu czy tez nawet prezentowaniu narządów rodnych podczas miesiączki jest barczo jasny, czytelny i tridno go podciagac pod ajkas "metafore" z kosmosu, wiec trzeba było go olać, bo był zbedny zwyczajnie, do niczego nie służył głosicielm słowa Bozego w wersji KRK po prostu Jak sie dobrze zastanowic i przyjrzec to Kosciół przez całe wieki dzieki "tzw" interpretacji Biblii po prostu wybierał sobie to z obu testamentów, co mu pasowało i czesc, rezte olewając, albo przekabacajac i już

                                  Swoja drogą - ten zapis o gejach też smile Bo jesli brac go tak, jak jest napisany - to w oczach Boga naganny jest wyłącznie seks mesko-meskismile Damsko-damski jest ok, bo nie ma o nim ani slowa Zatem lesbijskie zwiazki Kosciół powienien akceptowac.

                                  Nie wykluczam, ze mogłby ktos z "uczontch w Pismie" powiedzieć, iz o kobiecym seksie nie wspomniano, bo go wówczas nie było, ale bedzie to ewidentne kłamstwosmile Nie tylko był, ale takze był b. popularny we wszelkiego rodzaju haremach i mniej oficjalnych miejscach, gdzie mezczyxni których było na to stac gromadzili nałoznice i niewplnice. z racji faktu, ze kobiety te nie mogły z normalną czestotliwoscią współzyc z tym facetem (bo było ich duzo, a on jedensmile) wykazywały aktywnosc seksualna w ramach swej płci nie bedac koniecznie hooseksualne, taka aktywnosc jest bowiem domeną srodowisk zamnietych jednopłciowych.

                                  Skad zapis tylko o meskm homoseksie? Wg mnie stąd, ze baraszkujące wspólnie kobiety podniecaja wiekszosc facetów, szczególnie, gdy mają szanse się dołączyc. Przed wiekami tez tak było. poniewaz faceci z urzedu byli kastą wyzszą i to ONI pisali Biblie, wiec dlaczegózby mieli pozbawić się takiej rozrywki, jak mozliwosc seksu z dwoma kobietami , albo z kilkoma na raz?

                                  Poza tym z tym obcowaniem smile (jakie fajne słowo) - jak wszyscy wiemy (mam nadzieje, ze nikt tu nie jest z innej planety) niemało par hetero współzyje analnie bo lubi. Teraz rodzi sie pytanie: czy to jest obcowanie jak z kobietą? jak z mezczyzna? O ile mnie wiadomo KRK nie ogranicza małzonków sakramentalnych co do seksualnosci byle tylko współzyli z własną zona/mezem i wytrysk nastapił w pochwie ( swoją droga to tez ciekawe - przy dopusczonych przez KRK metodach NPR, które własciwie stosowane sa pewne na 100 proc. smile nie ma chyba znaczenia, czy wytrysk bedzie w pochwie, czy na sufit - w ciaze przy tych metodach się nie zachodzi smile). Czy zatem seks analny małoznków nie zakończony wytryskiem poza pochwą jest grzechem, czy nie?smile Czy takie obcowanie jest dozwolone?

                                  Na te pytania nikt nie odpowie, choc seks analny w wykonaniu hetero ma długa historie i bynajmniej nie ejst zankiem dzisiejszych "rozpasanych" czasów smile Ten sposób współzycia znany był od zarania i stosowany nie tylko jako srodek antysmile, ale takze w sytuacjach, kiedy dziewictwo było wyznacznikiem bytu, albo niebytu panny. W ten sposóbspełniali sie kochankowie, którym nie dane było się móc zaslubić, a kochali się i chcieli byc blisko, w ten tez sposb gwałcone były kobity, którym sprawca nie chcoał złamac zycia, albo byc osrkazony o gwalt.

                                  Wracajac do pani pożal się Boze minister. Cały zcas twierdziła, ze przytaczała jedynie prawo unijne, które daje zwiazkom wyznaniowym prowadzacym działalnosc w sferze publicznej (czyli np szkoły) prawo do wyboru pracownika takze ze wzgledu na jego światopoglad i postawe moralną zgodna z kryteriami zwiazku. Nie znam unijnego prawa i nie wiem , czy takie jest w tym zakresie, ale nawet jesli jest to pani mnister nie tylko o tym mówiła, a poza tym takie prawo jest złe i od tego jest minstet ds niedyskryminacji, zeby to powiedziała, a nie sam bedąc homofobem z satysfakcją to oznajmiał.

                                  Osobiscie jestem zdania, ze ja bym sie nie pchala tam, gdzie mnie nie chcą, jak ktos tu juz napisał Tylko, ze mozemy dojsc do takiego absurdu, ze nzjada się grupy spoleczne, którzy nigdzie się nie beda mogły "pchac" , bo nikt nie bedzie ich chcial.
                                  Nie pzemawiaja do mnie argumenty typu: modelka musi byc młoda, wysoka i ładna, orezenter czy dziennikarz radiowy nie moze miec wady wymowy itp To prawda ale to nie sąś przejawy dyskryminacj tylko WYMOGI dotyczace zawodu, a takie wymogi dotyczace wykonywanego zawodu sa w prawie kazdym zawodzie i dotycza czasem aparycji, ale czesciej po prostu predyspozycji fizycznych i psychcznych i nic w tym nie ma dziwnego.

                                  Juz sobie wyobrazam wrzaski, gdyby jakś agencja modelek oglosiła, ze katoliczek nie przyjmuje na castingismile Dyskryminacja, dysktyminacja....I to byłaby dyskryminacja. Samo wyznanie nie moze byc podstawą do odrzucenia kandydatki na modelke, jesli kandydatka spełnia warunli fizyczne i sobowosciowe, a takze dostosuje się do wymogów. a te sa takie, ze modelka musi zcase pozować nago, czasem topless, czasm skapo ubrana itd Jesli JEJ wyznanie pozwala na spełnienie takze tych wymogów, ok.

                                  Nauczyciel np matematyki moze byc brzydki, gruby, rudy, niski i jakikolwiek inn byle znał zie na przedmiocie i na dydaktyce. Prawo inijne jest latego głupie, ze aby zarejestrowac zw wyznaniowy wystarczy o ile się nie myle 15 osóbsmile wystarczy, zeby taki zwiazek zaisał sobie zasade, że wg icH WIARY najwazniejsza jest aparycja, albo np. miłosc do wezy i już beda mogli załozyc szkołę, w ktorej uczyc bedą mogli tylko piekni ludzie, albo miłosnicy wezy.

                                  A tak zupełnie na marginesie, choc to sprawa wagi niemniejszej niz waga duskryminacji. Otóz jesli dziecko ma pecha miec rodziców kołtunów, a takowi wpuchają nochal w prywatne zycie ( w tym seskualne np nauczycieli, sąsiadów itp) to tylko szkola moze mu jakos pomóc ie zostać kołtunem. Bo kołtunowi jest xle. Ludziom bywa z nim xle, wiec go izoluja id normalnego srodowiska i pozostaje mu zycie tylko wsród takich jak on. Nie ma powodu by skazywać niewinne dzieci za kołtunstwo rodziców, wiec przykład nauczyciela który nie ejst dziełem jednej sztancy z ich mamusią i tatusiem kołtunami moze mu tylko pomóc smile
                  • uffo Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 16:16
                    czy to nie dziwne ze w oryginale to miejsce brzmi nastepujaco: 'Jesli czlowiek (albo: mezczyzna) bedzie kladl sie z samcem (albo: ludzkoscia), tak jak z kobiecoscia.....'
                    .......beda p/oddani smierci.' samo slowo smierc mozna rozumiec jako smiertelnosc, a slowa 'karani' nie widze. Jak zwykle ortodoksi przeginaja swoje bezplodne paly, a cnotki-dorotki leca za nimi w ogien. Tylko ze caly ten akapit odnosi sie historii Lota, jego zony i ich dwoch cnotliwych coreczek. Kiedy to przybyli do nich aniolowie, Lot wpuscil ichdo domu. Na co zbiegla sie ludnosc calej Sodomy (w alternatywnym tlumaczeniu: ludnosc, mezczyzni, samce i samice) chcac z nimi spolkowac. Dobrotliwy Lot zaproponowal im wtedy iz w zamian za mezczyzn/ludzi/aniolow da im swoje dwie coreczki ktore nie doswiadczyly jeszcze mezczyzn, czytez spolkowania z meczyznami. I co, w takim kontekscie zakazu spolkowania mezczyzn z mezczyznami, wynika, iz wolno gwalcic maloletnie dziewice?! Byleby nie pieprzyc sie z samcami/aniolami?! Ha,ha,ha,ha... rozbrajajaca jest ta moralnosc ortoodoksikow. Tylko ze wlasciwie nie do smiechu. Jezus skasowal cala ta obrzydliwa, doslowna interpretacje Pism Mojzesza, powykrecanych przez durnych/cwanych kaplonow, i nakazal Milowac sie nawzajem. A konsekwencji owego milowania nie trzeba sobie zbytnio komplikowac naciaganymi interpretacjami. ''Milowanie sie nawzajem' nie ma ograniczen plciowych! A to co tam Pawelki czy Piotrusie pododawaly w tym wzgledzie to juz belkot kaplanski. O metaforycznym znaczeniu nie/spolkowania czy nie/obcowania intymnego czlowieka z 'samcza ludzkoscia' w taki sam sposob jak z 'kobiecoscia', nie bede sie wypowiadal bo to dosyc skomplikowana i osobista sprawa. Kazdy kto chce moze sam sobie zinterpretowac ten wers w ramach rzetelnie udostepnionych znaczen i tlumaczen.


                    a000000 napisała:

                    > karafka_do_wina napisała:
                    >
                    > > tak po prawdzie to nie wiemy co slowo boze mowi o gejach,
                    >
                    > skoro "nie wiemy" to służę uprzejmie:
                    >
                    > (13) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, pop
                    > ełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągn
                    > ęli.
                    > Księga Kapłańska 20;13
                    >
                    --
                    • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 16:42
                      > czy to nie dziwne ze w oryginale to miejsce brzmi nastepujaco: 'Jesli czlowiek
                      > (albo: mezczyzna) bedzie kladl sie z samcem (albo: ludzkoscia), tak jak z kobi
                      > ecoscia.....'

                      nie wiemy jak to miejsce brzmiało w oryginale. Mamy dostępne tylko różne tłumaczenia.

                      A cały akapit wcale się nie odnosi do Lota i jego zadziwiającego czynu ofiarowania rozpustnikom własnych córek (który to opis jest zapewne metaforą i nie wolno go interpretować literalnie), tylko dotyczy zasad, którym wini poddać się ci, którzy chcą należeć do Ludu Wybranego (niekoniecznie izraelici!!!).

                      (1) Dalej Pan powiedział do Mojżesza:
                      (2) Mów do Izraelitów: Ktokolwiek spośród synów Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się w Izraelu, na jedno ze swoich dzieci Molochowi, będzie ukarany śmiercią. Miejscowa ludność ukamienuje go.
                      (3) Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i wyłączę go spośród jego ludu, ponieważ dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, splugawił mój święty przybytek, zbezcześcił moje święte imię.
                      (4) Jeżeli miejscowa ludność zasłoni oczy przed takim człowiekiem, który dał jedno ze swoich dzieci Molochowi, i nie zabije go,
                      (5) to Ja sam zwrócę oblicze moje przeciwko takiemu człowiekowi i przeciwko jego rodzinie i wyłączę go spośród jego ludu, jak również i tych wszystkich, którzy go naśladują, którzy uprawiają nierząd z Molochem.
                      (6) Także przeciwko każdemu, kto się zwróci do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać z nimi nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu.
                      (7) Uświęćcie się więc i bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty. Ja, Pan, Bóg wasz!
                      (8) Będziecie strzec ustaw moich i wykonywać je. Ja jestem Pan, który was uświęca! (9) Ktokolwiek złorzeczy ojcu albo matce, będzie ukarany śmiercią: złorzeczył ojcu lub matce, ściągnął śmierć na siebie.
                      (10) Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica.
                      (11) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z żoną swojego ojca, odsłania nagość ojca: będą ukarani śmiercią oboje, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
                      (12) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z synową, będzie razem z nią ukarany śmiercią: popełnili sromotę, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
                      (13) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
                      (14) Jeżeli kto bierze za żonę kobietę i jej matkę, dopuszcza się rozpusty: on i ona będą spaleni w ogniu, aby nie było rozpusty wśród was.
                      (15) Ktokolwiek obcuje cieleśnie ze zwierzęciem wylewając nasienie, będzie ukarany śmiercią. Zwierzę także zabijecie.
                      (16) Jeśli kobieta zbliży się jakiegoś zwierzęcia, aby z nim się złączyć, zabijesz i kobietę, i zwierzę. Oboje będą ukarani śmiercią, sami śmierć na siebie ściągnęli.
                      (17) Jeżeli kto weźmie swoją siostrę, córkę swojego ojca albo swojej matki i będzie oglądał jej nagość, a ona będzie oglądać jego nagość, jest to czyn haniebny, oboje będą zgładzeni w obecności synów ich ludu. Ten, kto odsłonił nagość swojej siostry, zaciągnie winę.
                      (18) Jeżeli kto obcuje cieleśnie z kobietą mającą miesięczne krwawienie i odsłoni jej nagość, obnaża źródło jej krwi, a ona też odsłoni źródło swojej krwi, to oboje będą wyłączeni spośród swojego ludu.
                      (19) Nie będziesz odsłaniał nagości siostry swojej matki albo siostry swojego ojca, to byłoby to samo, co obnażyć własne ciało. Oni poniosą za to winę.
                      (20) Ktokolwiek obcuje ze swoją ciotką, odsłania nagość swojego wuja. Poniosą oni swój grzech - umrą bezdzietnie.
                      (21) Ktokolwiek bierze żonę swojego brata, popełnia kazirodztwo. Odsłonił nagość swojego brata - będą bezdzietni.
                      (22) Będziecie strzec wszystkich moich ustaw i wszystkich moich wyroków i będziecie je wykonywać, aby was nie wypluła ziemia, do której was wprowadzam, abyście mieszkali w niej. (23) Nie będziecie postępować według obyczajów narodu, który wypędzam przed wami. Ponieważ wszystkie te rzeczy czynili, napełnili Mnie obrzydzeniem.
                      (24) Dlatego powiedziałem wam: wy posiądziecie ich ziemię, Ja sam daję wam ją w dziedzictwo, ziemię opływającą w mleko i miód. Ja jestem Pan, Bóg wasz, który oddzieliłem was od innych narodów.
                      (25) Będziecie odróżniać zwierzęta czyste od nieczystych, ptaki nieczyste od czystych. Nie będziecie plugawić siebie samych przez zwierzęta i ptaki ani przez wszystko, co się roi po ziemi, przez wszystko, co oddzieliłem od was jako nieczyste.
                      (26) Będziecie dla Mnie święci, bo Ja jestem święty, Ja Pan, i oddzieliłem was od innych narodów, abyście byli moimi.
                      (27) Jeżeli jaki mężczyzna albo jaka kobieta będą wywoływać duchy albo wróżyć, będą ukarani śmiercią. Kamieniami zabijecie ich. Sami ściągnęli śmierć na siebie.

                      (Ks. Kapłańska 20:1-27, Biblia Tysiąclecia)

                      podkreślenie moje - to jest przyczyna nadania tak ostrych nakazów.

                      co do tych pogardliwie potraktowanych "dziewic"... moim zdaniem chodzi tu o pogwałcenie świętej tradycji gościnności. To jest metafora - LEPIEJ oddać własne małoletnie córki, niż uchybić gościom. Ja się z tym nie zgadzam, ale ja nie jestem plemieniem Israela, które aby przetrwać, musiało trzymać się twardego prawa.

                      • uffo Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 17:02
                        datuj sobie cytowanie, bo to nie jest kontekst wystepowania danej sytuacji i slow odnoszacych sie spolkowania tzw. 'mezczytzn z mezczyznami'. Protestanckie tlumaczenia, bardziej szanujace wolnosc ludzka i rxetelnosc tekstu, opatruja ten cytat wlasciwymi odnosnikami, kierujacymi wlasnie do opowiesci o Locie. Poza tym wiemy jaka jest etymologia, a Twoja wybiorczosc odnosnie tego co metaforyczne a co nie jest conajmniej swawolna. Jasne ze opowiesc o Locie jest metafora, ale nie jedynie dlatego iz doslownosc gwaltu na dziewicach obraza Twoje poczucie godnosci i czlowieczensrtwa. Cala Biblia jest metafora, tak samo Dekalog i prawa i przepisy. Dlatego w ogole pojawila sie postac Jezusa, ktory wystepowal wlasnie przeciwko takim doslownym i kretackim tlumaczeniom przekazu Mojzesza, jakie Ty reprezentujesz i glosisz odnosnie homoseksuazlimu.
                  • grzespelc Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 21.09.10, 18:24
                    > (13) Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, pop
                    > ełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągn
                    > ęli.

                    Ale lesbijka nie obcuje z mężczyzną, więc o co chodzi? tongue_out

                    Poproszę o fragment w Biblii, z którego wynika, że lesbijka nie może być nauczycielką. W innym wypadku uznam, że żadnej motywacji nie ma.
                      • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 22.09.10, 11:21
                        grzespelc napisał:

                        > "W innym wypadku uznam, że żadnej motywacji nie ma."
                        >
                        > Oczywiście żadnej religijnej.

                        Grzesiu, nie jestem dyrektorem szkoły, który lesbijce odmówił przyjęcia do pracy, więc nie wiem czym się ON motywował.
                        Mogę Ci powiedzieć co JA bym zrobiła na miejscu dyrektora szkoły. Otóż NA PEWNO liczyłabym się ze zdaniem rodziców, co do wychowania ICH dzieci i na siłę bym nie propagowała ani treści ani zachowań sprzecznych z ICH światopoglądem. Bo to RODZICE wychowują wedle własnego światopoglądu, i jeśli posyłają do szkoły RELIGIJNEJ to wiadomo jakie są ich zamierzenia co do wychowania dziecka.
                        Także NIESTETY ale w szkole religijnej nie powinno być miejsca dla wszystkich jawnogrzeszników - nie tylko homoseksualistów, ale i rozwodników, złodziei, kłamców.... Nauczyciel stanowić ma dla ucznia WZÓR. To nie jest zwykły zawód, to jest POWOŁANIE!!!
                        Pewnie dlatego że ostatnimi czasy uczyniono z tego zwykły zawód - takie marne są wyniki nauczania.

                        Pytam: PO CO osoba żyjąca na bakier z zasadami katolickimi pcha się do szkoły katolickiej???
                        Uważam, że jest to prowokacja. Następny krok w niszczeniu religijnych wartości. Aby na bazie zarzutu o dyskryminację dorwać się do wychowania dzieci, do których dostępu bronią rodzice. I wszczepić im nowinki, że homo to cacy i taki sam jak każdy inny, religia kłamie.

                        Pytasz o motywację religijną. Oto ona: ZGORSZENIE.

                        • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 23.09.10, 02:25
                          przypomne, ze w dyskusji z pania minister byla mowa po prostu o lesbijce, a nie o lesbijce urzadzajacej orgie, o ktorych wie 5 sasiednich ulic. bycie lesbijka to sianie zgorszenie? homoseksualisci to jawnogrzesznicy jak zlodzieje i klamcy?? od kiedy to kk tak naucza?

                          wciaz nie napisalas jakie sa powody religijne zwolnienia lesbijki z pracy.

                        • marcinlet Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 10:04
                          a000000 napisała:

                          > Także NIESTETY ale w szkole religijnej nie powinno być miejsca dla wszystkich j
                          > awnogrzeszników - nie tylko homoseksualistów, ale i rozwodników, złodziei, kłam
                          > ców.... Nauczyciel stanowić ma dla ucznia WZÓR. To nie jest zwykły zawód, to je
                          > st POWOŁANIE!!!
                          > Pytam: PO CO osoba żyjąca na bakier z zasadami katolickimi pcha się do szkoły k
                          > atolickiej???
                          >
                          > Pytasz o motywację religijną. Oto ona: ZGORSZENIE.

                          Azerko ty może trochę odpocznij bo zupełnie nie ogarniasz tematu. Orientacja seksualna nie jest światopoglądem ani promowaniem go. Równie dobrze można powiedzieć, że heteroseksualista swoją orientacją promuje tradycyjne wartości.
                          • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 10:55
                            marcinlet napisał:

                            > Azerko ty może trochę odpocznij bo zupełnie nie ogarniasz tematu.

                            o wiesz... temat ogromniasty.... z ogarnięciem nie tylko ja mam kłopoty... lepsiejsze ode mnie gadające telewizyjne głowy nie ogarniają i bzdury gadają...

                            Pani Radziszewska mówi o obowiązującym w Unii PRAWIE do określonego światopoglądu dla kościołów, związków wyznaniowych i organizacji religijnych, które to są wyłączone z pojęcia "dyskryminacja na tle obyczajowym".
                            Gdyby szkoła państwowa nie przyjęła do pracy lesbijkę żyjącą w jawnym związku homo z POWODU tej jawności właśnie, to byłaby dyskryminacja. Ale szkoła religijna ma prawo dobrać kadrę wedle określonego światopoglądu i nie może być za to oskarżana o dyskryminację.

                            W omawianym przypadku - pani nie została odrzucona ze względu na swoją preferencję, tylko ze względu na jawnogrzeszny tryb życia.

                            Teraz Ciebie zapytam: czy TY ogarniasz problem i rozumiesz, że między samą preferencją a wprowadzaniem treści gorszących do przestrzeni wspólnej jest różnica?

                            W szkole wyznaniowej katolickiej związek homoseksualny jest zgorszeniem i jako taki nie może pojawić się w przestrzeni gdzie są po katolicku wychowywane dzieci. Nauczyciel to wzór i nie może żyć sprzecznie z tym czego naucza. Tak samo nie może uczyć religii ksiądz który żyje w jawnogrzesznym związku... bo to zgorszenie jest.

                            Sądzę, że do szkoły koranicznej czy rabinistycznej katolickiej zakonnicy by nie przyjęto, nawet na nauczycielkę matematyki czy rysunków. Czy to jest dyskryminacja?

                            • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 13:00
                              a000000 napisała:

                              > W omawianym przypadku - pani nie została odrzucona ze względu na swoją preferen
                              > cję, tylko ze względu na jawnogrzeszny tryb życia.


                              Azerko, ty chyba naprawde nie ogarniasz tego tematu.
                              Oto pytanie do i odpowiedz Radziszewskiej:

                              Zdeklarowana lesbijka nie dostaje pracy w szkole katolickiej, z uwagi na swoje preferencje. Szkoła zostanie pozwana do sądu?

                              – Oczywiście nie! I właśnie nowa ustawa precyzuje takie sytuacje (wcześniej nie było to uregulowane). Szkoły katolickie czy wyznaniowe mogą się kierować własnymi wartościami i zasadami, i mają prawo odmówić pracy takiej osobie.


                              link

                              jak pisalam wczesniej, a czego najwyrazniej nie zrozumialas, w tej dyskusji jest mowa o lesbijce zdeklarowanej (czyli po coming oucie), a nie, jak twierdzisz prowadzacej jawnogrzeszny tryb życia. czyli pani minister uwaza, ze mozna odmowic zatrudnienia osobie majacej odpowiednie kwalikacje do pracy nauczyciela, tylko z tego powodu ze przyznala sie do swoich preferencji seksulanych.

                              tak na marginesie - czego w ten sposob szkola katolicka nauczy swych uczniow, wsrod ktorych na pewno jest/bedzie co najmniej kilku homoseksualistow? ano tego, ze lepiej nie przyznawac sie do swojej orientacji, czyli zyc w klamstwie. to maja byc wartosci chrzescijanskie?
                              • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 16:55
                                karafka_do_wina napisała:

                                mowa o lesbijce zdeklarowanej (czyli po coming oucie), a nie, jak twierdzisz
                                > prowadzacej jawnogrzeszny tryb życia.

                                to jest to samo, bo ta pani żyje oficjalnie z druga panią i o tym mówi publicznie.

                                Sądzę, że osoba homoseksualna, nie rozpowiadająca o swoim życiu, czyli grzeszna, nikomu by nie przeszkadzała, ale osoba rozpowiadająca czyli jawnogrzeszna jest zgorszycielem, więc niestety.... Zgorszenie jest grzechem wielkim... lepiej aby kamień młyński itd...

                                To co podajesz, to jest wypowiedź niezależna od omawianej sytuacji lesbijki, która pracy nie dostała. Swoją drogą - po co ona się pcha do takiej szkoły?



                                • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 17:41
                                  a000000 napisała:
                                  >
                                  > to jest to samo, bo ta pani żyje oficjalnie z druga panią i o tym mówi publiczn
                                  > ie.
                                  >

                                  nie, to nie jest to samo.

                                  Coming out (of the closet) (od ang. to come out of the closet[1] - wyjść z szafy) – proces samodzielnego ujawniania własnej orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej (stanowiącej mniejszość w społeczeństwie) przed innymi ludźmi (np. rodziną, przyjaciółmi, znajomymi czy współpracownikami). Proces ten zawiera w sobie fakt uświadomienia sobie własnej, odmiennej od heteroseksualnej, orientacji seksualnej oraz naukę samoakceptacji jako geja, lesbijki lub osoby biseksualnej (coming out przed samym sobą).




                                  > Sądzę, że osoba homoseksualna, nie rozpowiadająca o swoim życiu, czyli grzeszna
                                  > , nikomu by nie przeszkadzała,

                                  no to niezla hipokryzja panuje wsrod katolikow. zreszta nie od dzis wiadomo, ze lubia zamiatac trudne sprawy pod dywan.




                                  ale osoba rozpowiadająca czyli jawnogrzeszna jes
                                  > t zgorszycielem, więc niestety.... Zgorszenie jest grzechem wielkim... lepiej
                                  > aby kamień młyński itd...

                                  tak, tak, homoseksualisci po coming oucie powinni ustawowo dostawac kamien mlynski oraz darmowy transport do najblizszej rzeki.
                                  no i zapomnialas, ze zgorszenie dotyczy tylko ortodoksyjnych katolikow, nikt inny sie nie gorszy.



                                  >
                                  > To co podajesz, to jest wypowiedź niezależna od omawianej sytuacji lesbijki, k
                                  > tóra pracy nie dostała. Swoją drogą - po co ona się pcha do takiej szkoły?

                                  byc moze nie zauwazylas, ale to jest wypowiedz, ktora jest tematem tego watki.

                                  • a000000 Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 19:51
                                    karafka_do_wina napisała:

                                    > no to niezla hipokryzja panuje wsrod katolikow.

                                    to nie hipokryzja tylko gradacja grzeszności.

                                    > no i zapomnialas, ze zgorszenie dotyczy tylko ortodoksyjnych katolikow, nikt in
                                    > ny sie nie gorszy.

                                    no i co z tego? przecież mówimy o szkole katolickiej. Innych też to gorszy, może nawet bardziej niż katolików.... tak bardzo, że głowy ścinają... ale to mały szczegół, katolicy i tak są najgorsi.

                                    a kamień młyński dotyczy ZGORSZYCIELI. Nie homoseksualistów, nie morderców, nie złodziei.... tych, którzy GORSZĄ maluczkich. Tak, tak - księży też.
                                    • karafka_do_wina Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 24.09.10, 23:43
                                      a000000 napisała:

                                      > to nie hipokryzja tylko gradacja grzeszności.

                                      akceptacja homoseksualisty pod warunkiem, ze ten sie do swoich sklonnosci nie przyznaje to nic innego jak zwykla hipokryzja.



                                      > no i co z tego? przecież mówimy o szkole katolickiej. Innych też to gorszy, moż
                                      > e nawet bardziej niż katolików.... tak bardzo, że głowy ścinają... ale to mały
                                      > szczegół, katolicy i tak są najgorsi.
                                      >
                                      > a kamień młyński dotyczy ZGORSZYCIELI. Nie homoseksualistów, nie morderców, nie
                                      > złodziei.... tych, którzy GORSZĄ maluczkich. Tak, tak - księży też.

                                      mnie gorszy kosciol katolicki gloszacy bzdury o homoseksualistach.

                                      nadal nie widze wyjasnienia dlaczego lesbijka nie moze dostac pracy w szkole katolickiej. no chyba, ze chodzi o to ze gorszy samym faktem, ze jest lesbijka. takie traktowanie jest jednak niezgodne nie tylko z prawami czlowieka, ale i z nauka kk.
                            • marcinlet Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 25.09.10, 10:39
                              a000000 napisała:

                              > Gdyby szkoła państwowa nie przyjęła do pracy lesbijkę żyjącą w jawnym związku h
                              > omo z POWODU tej jawności właśnie, to byłaby dyskryminacja. Ale szkoła religijn
                              > a ma prawo dobrać kadrę wedle określonego światopoglądu i nie może być za to os
                              > karżana o dyskryminację.
                              Tylko, że jak już wielokrotnie wspomniano, orientacja seksualna nie jest światopoglądem.

                              > W omawianym przypadku - pani nie została odrzucona ze względu na swoją preferen
                              > cję, tylko ze względu na jawnogrzeszny tryb życia.
                              Bycie lesbijką to jeszcze nie jest jawnogrzeszny tryb życia. Poza tym: może być lesbijka całe życie wierna jednej kobiecie, może być heteroseksualista zdradzający żonę na prawo i na lewo. Chyba, że grzechem jest przyznanie się do tego, że jest się homo.

                              > Teraz Ciebie zapytam: czy TY ogarniasz problem i rozumiesz, że między samą pref
                              > erencją a wprowadzaniem treści gorszących do przestrzeni wspólnej jest różnica?
                              JA ogarniam przynajmniej to, że nic w artykule nie napisano o tym, jakoby ta kobieta miała wprowadzać jakiekolwiek gorszące treści.

                              > W szkole wyznaniowej katolickiej związek homoseksualny jest zgorszeniem i jako
                              > taki nie może pojawić się w przestrzeni gdzie są po katolicku wychowywane dziec
                              > i.
                              Uważasz, że każdy nauczyciel opowiada uczniom o swoich związkach?
    • karafka_do_wina ciag dalszy wypowiedzi pani R. 22.09.10, 11:29
      Abstarhujac od swiatopogladu pani minister R., wypowiada sie ona jak osoba ograniczona. Najlepsze sa twierdzenia pani pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowania o tym, ze w pewnych sytuacjach mozna odejsc od zasady rownego traktowania! hehe, to brzmi jak dowcip wink

      video 1

      video 2
      • chickenshorts Re: ciag dalszy wypowiedzi pani R. 22.09.10, 13:15
        karafka_do_wina napisała:

        > Abstarhujac od swiatopogladu pani minister R., wypowiada sie ona jak osoba ogra
        > niczona.

        Ależ nie! Nie wolno abstrahować od jej światopoglądu, bo to właśnie ów światopogląd ogranicza i pustoszy mózgi...

        > Najlepsze sa twierdzenia pani pełnomocnik Rządu ds. Równego Traktowani
        > a o tym, ze w pewnych sytuacjach mozna odejsc od zasady rownego traktowania! he
        > he, to brzmi jak dowcip wink
        >
        > video 1
        >
        > video 2

        Wszystko wskazuje na to, że pani min. nie tylko nam zalazła za skórę; i tu powstaje następne pytanie - pytanie o odwagę rządzących nami:
        tinyurl.com/36tq4yp

        A wracając do światopoglądów, wiary i 'słów bożych'... Wydaje mi się, że lepiej niż wielu agnostyków czy ateistów, czy racjonalistów tutaj, rozumiem, że wielu ludziom usunąć Boga i słowo boże z życia i światopoglądu to to samo, co wyrwać ontologiczny dywanik spod własnych fenomenologicznych nóg, ale na litość (boską), drodzy wierzący, nie utożsamiajcie rywala Baala z panteonu bogów Hitti i tych 'mądrości' sprzed trzech tysięcy lat z dzisiejszymi ambicjami i potrzebami dzisiejszych ludzi...
      • diabollo Re: ciag dalszy wypowiedzi pani R. 22.09.10, 21:50
        Dramat. Ten tekst obnażający orientację seksualną (homoseksualną) adwersarza jest dyskwalifikujący... a dla ministra od równego traktowania obywateli. To już jakieś odwórcenie pojęć. Coś jak u Orwella, "Rok 1984", ministerstwo bezpieczeństwa, gdzie torturuje się ludzi nazywało się "Ministerstwem Miłości".

        Kłaniam się nisko.
    • grgkh Re: Minister ds. (nie)dyskryminacji 23.09.10, 19:54
      A co za bzdury wygadywał wczoraj w TVN mój ulubieniec (poza dogmatyzmem kościelnym jest on całkim rozsądnym człowiekiem) Stefan N. W podobnym tonie.

      Ludzie religii są jej NIEWOLNIKAMI. Przekształcają świat na jedną "modłę". I gotowi sa dla niej oddać życie i wszystkie inne ideały. A w Polsce takich "bardzo religijnych" ludzi jest na pęczki.

      I dlatego wciąż twierdzę, że religia to największe zło tego świata. Zamienia ludzi w dogamtycznych, fundamentalistycznych niewolników, którzy dla religii zrobią wszystko. dla których dobro innych ludzi jest nieistotne, a ich prawo do współistnienia poglądów w życiu publicznym nie istnieje.

      Dogmat wyklucza istnienie innych poglądów. Religia zawsze będzie migrowała w tym kierunku. A zaczyna się od założenia, że bóg istnieje. Otóż jest to kłamstwo - bóg nie istnieje.
    • stephen_s A ja nadal nie rozumiem :(( 24.09.10, 10:08
      Słucham o tej wypowiedzi w mediach któryś już dzień i ciągle nie rozumiem, co R. takiego strasznego powiedziała?

      Szkoła ma wychowywać. Szkoła wyznaniowa wychowuje w duchu wartości danego wyznania. Homoseksualizm stoi w sprzeczności z wartościami katolicyzmu. Czemu szkoła katolicka nie miałaby powiedzieć, że wolałaby nie mieć homoseksualisty wśród kadry..?
      • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 24.09.10, 11:04
        stephen_s napisał:

        > Słucham o tej wypowiedzi w mediach któryś już dzień i ciągle nie rozumiem, co R
        > . takiego strasznego powiedziała?

        Nic nie powiedziała takiego strasznego. Przypomniała obowiązujące prawo. I dała do zrozumienia, że jako minister rządu musi to prawo przestrzegać. A wymaga się od niej, aby dla interesu jednostki - prawo złamała.

        Co mi się nie podobało - to, że w rozmowie wytknęła homoseksualiście, że wie, kto jest jego partnerem. To jest prywatna sprawa tego pana i nikogo nie powinno obchodzić. ALE! zadziwiła mnie reakcja. Skoro związek homoseksualny to rzecz naturalna i nic w tym złego nie ma, to SKĄD takie oburzenie? czego ten pan się wstydzi i dlaczego? Raczek inteligentnie by powiedział: tak, mam partnera, proszę: oto on!
        Pani Radziszewska chciała być nowoczesna i trendy, a wyszło jak wyszło. Okazuje się że w naszym społeczeństwie istnieją obszary o których się nie mówi.... a zjawisko to jest tworzone i wspomagane przez media, które robią wielkie halo z niczego.
        • grgkh Spróbuję Ci to wyjasnić 24.09.10, 18:54
          Azerko, posłuchaj...

          Katolicy zagwarantowali sobie w konstytucji prawo do ochrony swoich uczuć. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że istnieją prywatne uczucia ważniejsze ZE WZGLĘDU NA PRYWATNY POGLĄD, niż wszystkie pozostałe uczucia wszystkich pozostałych obywateli.

          Religia jest stawiana ponad resztą tego, co siedzi w naszej świadomości. A przecież ranienie innych uczuć może boleć równie mocno. Dlaczego ten system tak postępuje? Odpowiedz może być tylko jedna: bo chce, z założenia, stawać ponad prawem. Domaga się wyróżnienia, ochrony, której, w takim samym stopniu odmawia innym. A przecież odmawia, bo żądanie uprzywilejowanie to jest żądani, by to, co nie jest uprzywilejowane BYŁO TRAKTOWANE GORZEJ.

          Czy rozumiesz tę zasadę nierówności?

          Może wydało Ci się to nie na temat, ale czytaj dalej...

          Pani R. użyła informacji o homoseksualiście jako argumentu w rozmowie. Poszukaj sobie treści tej rozmowy. Przyjrzyj się, w którym momencie to powiedziała i czy miało to związek z poprzednimi wypowiedziami i JAKA była zamierzona celowość użycia tego argumentu. No, jaka? Powiedz mi, PO CO ONA TO, akurat wtedy właśnie powiedziała? Jeśli to było nieistotne, to po co właśnie po to i właśnie wtedy sięgnęła?

          Jeśli powiedziała to niepotrzebnie, to nie powinna pełnić publicznej funkcji o takim znaczeniu, bo urzędnik na tym stanowisku nie powinien w takich momentach rozmowy sięgać po takie argumenty.

          A teraz wrócę do ranienia. Ten homoseksualista, być może, z jemu tylko wiadomych względów, nie chciał rozgłaszać informacji o swojej orientacji seksualnej. Wiadomo, w Polsce tacy ludzie są, ze względu na religię, która ich tego uczy, pod pręgierzem. Zresztą KAŻDY CZŁOWIEK MA PRAWO DO PRAYWATNOŚCI. Analogicznie jak nie musimy zdradzać swego stosunku do wiary, wyznania, tak samo nie musimy ogłaszać tego, jaką mamy orientację. Niektórzy ludzie, prywatnie, wstydzą się tego i jest to ich sprawa, a sprawa naszej delikatności jest nie wkraczać z buciorami w ich prywatne życie.

          Religia chroni prawem "swoje" uczucia, ale bez pardonu depcze uczucia innych.

          Czy teraz Ci sie trochę rozjaśniło?

          Nie jestem wierzący, ale wydaje mi sie całkowicie naturalne, ze każdy człowiek ma prawo do ochrony swoich uczuć. Nie religijnych tylko. Każdych. I nikt nie ma prawa nikogo niszczyć, znęcać się, naciskać itp. Bo ja jestem po prostu człowiekiem i idee humanistyczne, te z czasów rewolucji francuskiej, oświecenia, a nawet i te starożytne są mi bliskie. Ja nie udaję, że będąc wierzącym, znając dekalog staję się "bliski bogu". Bo od boga ważniejsi są dla mnie ludzie i ich uczucia. I empatia.

          Czy powiedziała ona coś strasznego, pytasz? Nie chcę dawać przykładu, co mógłbym powiedzieć o Tobie, bo jestem ponad takie zagrywki, ale sobie możesz przypomnieć coś z naszych dawniejszych rozmów. Zdarzało się. Uraziłem Twoje uczucia. Czy Tobie zdarzało się urażać moje? Czy ja mam jakieś uczucia, które - według Ciebie – można by chronić jak Twoje religijne? Czy może się tak zdarzyć, pomyśl…

          Pani R. piastuje funkcję, która ja obliguje do całkiem innych zachowań. A ona jeszcze ma czelność dziwić się, że ktoś ma do niej pretensje. Zresztą - tak mi sie wydaje - przepraszała. czyżby przepraszała nie czując się winna? Aż tak jest przesiąknięta hipokryzją? W każdym przypadku skompromitowała się.

          I sprawa a tymi szkołami. Moje zdanie jest takie:

          Program szkół nie jest dowolny. Układany jest dla wszystkich uczniów określonych poziomów nauczania jednakowo. Czy to szkoła świecka, czy katolicka. Ponadto państwo, wobec wszystkich obywateli, zobowiązuje się dbać o standardy: zakres wiedzy, potwierdzenie tego papierkiem itd. A szkoły katolickie, jeśli dają takie potwierdzenie, to akceptują pewne ogólne warunki. One, żeby dostać certyfikat do pełnienia swojej funkcji, muszą spełniać określone kryteria. A więc nie powinny stawać ponad prawem. Ale stają ponad prawem np. wtedy, gdy po cichu, pokątnie mówi się, że ksiądz jest pedofilem, a jednak dopuszcza się go do kontaktu z małoletnimi. Wtedy wolno, prawda? Wiele jest przykładów, że tolerowano takie zjawisko. Natomiast homoseksualista, poza życiem prywatnym, od którego wszyscy powinni trzymać się z daleka ze swoja krytyką, jest całkiem zwyczajnym człowiekiem. Czy tak jest, czy nie jest?

          Chcę Twojej odpowiedzi na to pytanie.

          A więc taki zwyczajny człowiek nie może być w żaden sposób dyskryminowany, bo żyjemy w państwie prawa. szkoła, nawet ta katolicka, ale przecież realizująca program szkół na tym poziomie jak inne, musi traktować kadrę nauczycielska bez dyskryminacji.

          Ale tu się znów odzywa religijna potrzeba przekształcania świata na enklawę swoich, ziomali, zagarniania na własność, a tego nie da się zrobić bez niszczenia inności. W tym tkwi zło religii. Wydaje się jej członkom, że świat należy TYLKO do nich i że jedyną dobrą receptą na życie jest ta religijna. Bo religia pochodzi od boga, bo jest najlepsza. W tej megalomanii tkwi zło.

          A Ty tego nie widzisz. Nie czujesz zła nierówności traktowania. Bo religia zmienia sposób myślenia. Bo trzeba myśleć tak, jak guru nakaże, a kto sie wyłamuje, ten jest zły i będzie potępiony.
          • a000000 Re: Spróbuję Ci to wyjasnić 24.09.10, 21:05
            grgkh napisał:

            > Azerko, posłuchaj...

            postaram się.

            > Katolicy zagwarantowali sobie w konstytucji prawo do ochrony swoich uczuć.

            NIEPRAWDA. Chronione są uczucia RELIGIJNE, wszystkich wyznań, nie tylko katolików.

            że istnieją prywatne uczucia ważniejsze
            > ZE WZGLĘDU NA PRYWATNY POGLĄD, niż wszystkie pozostałe uczucia wszystkich pozos
            > tałych obywateli.

            też prywatne. Powiedziałabym tak: istnieją prywatne uczucia, które są ważniejsze, bo chronione, od innych prywatnych uczuć. Te chronione to religijne oraz tak zwane dobra osobiste. Jeśli ktoś NIE POSIADA uczuć religijnych lub nie reaguje na naruszanie dóbr osobistych - to taki ktoś nie jest dyskryminowany, gdyż nie można dyskryminować z powodu czegoś czego nie ma.
            Inaczej - moje uczucia religijne podlegają ochronie.... ale wszelkie inne moje uczucia są tak samo traktowane, jak i Twoje uczucia.

            > Pani R. użyła informacji o homoseksualiście jako argumentu w rozmowie.

            Nie wiem po co. Z tego co mówiła wynika, że dlatego, iż ten pan jest znanym lobbystą na rzecz praw homoseksualistów i jako taki jest stronniczy.


            > A teraz wrócę do ranienia. Ten homoseksualista, być może, z jemu tylko wiadomyc
            > h względów, nie chciał rozgłaszać informacji o swojej orientacji seksualnej.

            No właśnie nie. Sam publicznie o tym mówi i się afiszuje. Jeśliby trzymał tą wiadomość (zresztą jakąkolwiek wiadomość) w tajemnicy, a pani by tajemnicę zdradziła....no!!! to Tusk miałby poważny problem.

            >Zresztą KAŻDY CZŁOWIEK MA PRAWO DO PRAYWATNOŚCI.

            oczywista oczywistość. I nikt nie ma prawa wyciągać jego tajemnic na forum publiczne.... poza nim samym. Gdy sam o tym powie - a przy tym jest osoba publiczną, no to ma pozamiatane.
            Osoby publicznej nic nie chroni, jeśli sama coś ogłosi.

            > Religia chroni prawem "swoje" uczucia, ale bez pardonu depcze uczucia innych.

            Nieprawda. Religia katolicka plotkowanie i oszczerstwa traktuje jak grzech. Także o deptaniu innych, niereligijnych uczuć mówi: miłuj bliźniego - przekładając na język świecki: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

            >Czy ja mam jakieś uczucia, które - według Ciebie – można by chronić jak Twoje religijne?

            Uczucia religijne to zupełnie inny zbiór uczuć, właściwy tylko osobom religijnym. Pozostałe uczucia mamy dokładnie takie same i prawo je chroni w takim samym zakresie. Jeśli NIE POSIADASZ uczuć religijnych to nie podpadasz pod ustawę.

            Natomiast homoseksualista, poza życiem prywatnym, od którego wszyscy pow
            > inni trzymać się z daleka ze swoja krytyką, jest całkiem zwyczajnym człowiekiem
            > . Czy tak jest, czy nie jest?
            >
            > Chcę Twojej odpowiedzi na to pytanie.

            odpowiadam: dokładnie TAK. To taki sam człowiek jak każdy inny. Jak ja czy Ty. Ma takie same prawa obywatelskie i takie same obowiązki.

            > A więc taki zwyczajny człowiek nie może być w żaden sposób dyskryminowany,

            dyskryminowany - absolutnie nie może być. ALE. Tu różnimy się rozumieniem słowa "dyskryminacja". Bo ja NIE UWAŻAM, że brak przywilejów to dyskryminacja. Bo ja nie uważam,ze gdy kandydat nie spełnia wymogów a więc zostaje jest odrzucony - mamy dyskryminację.
            Bo ja uważam, że pracodawca ma prawo postawić warunki jakie musi spełnić kandydat, aby został pracownikiem. Warunki zgodne z prawem. I o tym mówi pani Radziszewska - prawo unijne wyłącza z ustawy nakazującej równego traktowania bez względu na różnice światopoglądowe: kościoły, związki wyznaniowe oraz przedsięwzięcia typu religijnego jak szkoły czy szpitale wyznaniowe właśnie. Wszystkie kościoły i wyznania!!! islam, judaizm, buddyzm... wszystkie mają prawo w szkole prowadzonej wedle zasad ich religii wymagać od pracowników lojalności wobec zasad tej religii. Takie jest PRAWO.

            A szkoły katolickie, jeśli dają takie
            > potwierdzenie, to akceptują pewne ogólne warunki. One, żeby dostać certyfikat d
            > o pełnienia swojej funkcji, muszą spełniać określone kryteria.

            Dotyczące programu nauczania.

            A więc nie powin ny stawać ponad prawem. Ale stają ponad prawem np. wtedy, gdy po cichu, pokątni
            > e mówi się, że ksiądz jest pedofilem, a jednak dopuszcza się go do kontaktu z m
            > ałoletnimi. Wtedy wolno, prawda?

            Absolutnie nie wolno!!!! wówczas mamy skandal, a dyrektor wpuszczający do szkoły takiego powinien z hukiem trzaskiem wylecieć...
            Powinien powiadomić biskupa, że takich to a takich powodów TEN ksiądz nie będzie dopuszczony do zajęć z dziećmi.
            Jeśli tego nie robi - to jaki to ma związek z religią? Kontakt pedofila z dzieckiem to straszne zgorszenie, o którym to pojęciu już tu pisałam, a którego sedna karafka nadal nie rozumie...
            Religia o gorszycielach wypowiada się jednoznacznie.

            Wydaje się jej członkom, że świat należy TYLKO
            > do nich i że jedyną dobrą receptą na życie jest ta religijna. Bo religia pocho
            > dzi od boga, bo jest najlepsza. W tej megalomanii tkwi zło.

            Czynisz DOKŁADNIE tak samo. Tobie się wydaje, że życie BEZ Boga jest jedyną receptą na życie, bo Twój światopogląd jest przecież taki logiczny i racjonalny (zapomniałeś że tylko dla ciebie... tak jak i kiedyś misjonarze zapominali...). Tak, w tego rodzaju megalomanii tkwi zło.

            >Nie czujesz zła nierówności traktowania.

            sądzę, że każdy z nas w swoim życiu przynajmniej raz doznał goryczy nierównego traktowania, więc podaruj sobie takie uwagi.

            Wynoszenie się ponad innych jest PYCHĄ. Bardzo wielki grzech, pierwszy z grzechów głównych. Nierówne traktowanie wynika z pychy.
            I w tej chwili NIE MÓWIĘ o rozwiązaniach prawnych.

            Pani Radziszewska jest jaka jest... ale nie można mieć jej za złe, że nie chce złamać prawa. Dziś słyszałam, jak pan Legierski jej zarzucał, że jak śmie informować szkołę że ta ma prawo odmowy zatrudnienia lesbijki, a nie broni tej lesbijki, nawet wbrew prawu. Tak jakby homoseksualizm predysponował do jakichś szczególnych względów.

            grgkh! nie musisz mnie pouczać. Wiele rozumiem, może nie potrafię tego przekazać, ale zapewniam Cie, że masz o mnie bardzo błędne pojęcie.

            • grgkh O łamaniu zasady równości 24.09.10, 23:43
              a000000 napisała:

              > grgkh napisał:

              > > Katolicy zagwarantowali sobie w konstytucji prawo do ochrony swoich uczuć.
              >
              > NIEPRAWDA. Chronione są uczucia RELIGIJNE, wszystkich wyznań, nie tylko
              > katolików.

              Prawda. W Polsce decydującą rolę w rządzeniu odgrywa praktycznie TYLKO jedna religia. inne się nie liczą. To pod ich wpływem powstał ten zapis. Ale KORZYSTAJĄ na tym także inne religie. A teraz przeczytaj dokładnie co ja napisałem, i czy to jest prawda, czy nieprawda.

              > > że istnieją prywatne uczucia ważniejsze ZE WZGLĘDU NA PRYWATNY POGLĄD,
              > > niż wszystkie pozostałe uczucia wszystkich pozostałych obywateli.

              > też prywatne.

              Tak. Przecież tak piszę.

              > Powiedziałabym tak: istnieją prywatne uczucia, które są ważniejsze,

              Dobrze, że to piszesz. Zgadzam się z tym. I inne prywatne - mniej ważne. Religia ustaliła, że moje uczucia są WYŁĄCZNIE MNIEJ WAŻNE. Nie godzę się na to. To niesprawiedliwe. Moje uczucia w rywalizacji muszą przegrywać, bo można je niszczyć, ośmieszać, a religijne będą, bez względu na swoją nonsensowność, zawsze górą.

              > bo chronione, od innych prywatnych uczuć. Te chronione to religijne oraz tak
              > zwane dobra osobiste.

              Prywatne czyli osobiste? Niby to samo?...

              > Jeśli ktoś NIE POSIADA uczuć religijnych lub nie reaguje
              > na naruszanie dóbr osobistych - to taki ktoś nie jest dyskryminowany,
              > gdyż nie można dyskryminować z powodu czegoś czego nie ma.

              Owszem, jest. W tym państwie żyją ludzie, którzy część swoich uczuć (dóbr osobistych) mają pod specjalna ochroną. Ja też mam bardzo ważne dla mnie uczucia, tak samo ważne, a jednak nikt ich nie chce chronić. A więc jestem dyskryminowany, gdyż nie mogę skorzystać z tego przywileju dotyczącego moich uczuć prywatnych. Poza tym bóg nie istnieje, co jest udowodnione, a więc tym dziwniejsza jest ta ochrona.

              > Inaczej - moje uczucia religijne podlegają ochronie.... ale wszelkie inne moje
              > uczucia są tak samo traktowane, jak i Twoje uczucia.

              Azerko, przecież mówię - mam pewną porcję uczuć, które dla mnie są TAK SAMO ważne, jak te religijne dla Ciebie. Czy to rozumiesz? Tak samo. Przywilej łamie zasadę równości. Dlaczego?

              PS. Miło mi, że przestałaś się na mnie boczyć. Lubię sobie z Tobą pogawędzić. smile
            • grgkh Re: Spróbuję Ci to wyjasnić 25.09.10, 01:37
              a000000 napisała:

              > grgkh napisał:

              > > Pani R. użyła informacji o homoseksualiście jako argumentu w rozmowie.
              >
              > Nie wiem po co. Z tego co mówiła wynika, że dlatego, iż ten pan jest znanym lob
              > bystą na rzecz praw homoseksualistów i jako taki jest stronniczy.

              Chyba błądzisz. Zgodnie z ta regułą Tobie nie powinno być wolno wypowiadać się publicznie na temat bo:
              - jesteś lobbystką w sprawach religii (na forach są dowody na to)
              - wypowiadasz się WYŁĄCZNIE pro-religijnie
              - jesteś wierząca, a więc z założenia MUSISZ być stronnicza.

              Innym odmawiasz, a sobie pozwalasz? Czyżby znów jakieś nierówne, uprzywilejowane traktowanie swoich? Znów stawiasz siebie (swój system) ponad prawem?

              Oczekuję, że się przyznasz do błędu: To nie jest dobry argument. Każdy człowiek ma swoje poglądy i można powiedzieć, że nie jest wtedy bezstronny. To jakiś absurd. Gdzie tu logika?

              > > A teraz wrócę do ranienia. Ten homoseksualista, być może, z jemu tylko
              > > wiadomych względów, nie chciał rozgłaszać informacji o swojej orientacji
              > > seksualnej.
              >
              > No właśnie nie. Sam publicznie o tym mówi i się afiszuje. Jeśliby trzymał tą
              > wiadomość (zresztą jakąkolwiek wiadomość) w tajemnicy, a pani by tajemnicę
              > zdradziła....no!!! to Tusk miałby poważny problem.

              Nie, kochanieńka... W Polsce homoseksualiści są dyskryminowani, pokazywani palcami (przez katolików zwłaszcza) jak źli. A to tacy sami ludzie jak inni. Oni nie "afiszują" się. Zaczęli dopominać się o równe traktowanie. Czy mam Ci poszukać wypowiedzi hierarchów KRK, którzy negatywnie wyrażają się o homoseksualizmie? A może sama znajdziesz coś na potwierdzenie? Bardzo Cie o to proszę. Znajdź i zacytuj, a będę wiedział, że zgadzasz się z opinią o prześladowaniu innych orientacji seksualnych przez KRK.

              Ja też występuję publicznie - tu i teraz - w ich obronie, ale wcale nie znaczy to, że jestem gejem. Afiszuje się. I co mi chcesz udowodnić?

              Manipulujesz, Azerko.

              > >Zresztą KAŻDY CZŁOWIEK MA PRAWO DO PRYWATNOŚCI.
              >
              > oczywista oczywistość. I nikt nie ma prawa wyciągać jego tajemnic na forum
              > publiczne.... poza nim samym. Gdy sam o tym powie - a przy tym jest osoba
              > publiczną, no to ma pozamiatane.

              Nie. A kto to jest osoba publiczna. Czy ja tez jestem nią już? Czy moje tajemnice należy rozgłaszać?

              Naciągasz granice tak, jak Ci to jest wygodne. Prawo nie pozwala zdradzać publicznie czyjejś orientacji seksualnej i wyznawanej religii. Te sprawy są chronione. I tak samo chroniona jest informacja o tym, czy jestem ateistą, czy wierzącym.

              > Osoby publicznej nic nie chroni, jeśli sama coś ogłosi.

              I mnie też. Ale nikt nie musi mówić prawdy, a Ty nie wiesz, co prawdą jest. I nikt potem nie ma prawa używać tej wiedzy jako argumentu w dyskusji. Czy to rozumiesz? To nie informacja sama w sobie, ale wykorzystywanie tej informacji jest zabronione. A przecież "ujawnienie" nie jest równoznaczne z potwierdzeniem prawdy. Sąd w czasie lustracji oddalił posądzenie Wałęsy o współpracę z SB, ale jest takie grono ludzi, myślących jak Ty, że wolno rozpowszechniać przypisane mu przez kogoś innego kłamstwo. I tak się krzywdzi - zapewne - niewinnego człowieka. A każdy życie ma tylko jedno i krzywda pozostawia ślad w psychice, powoduje cierpienie.

              Dla Ciebie to jest nieistotne. Dla Ciebie człowiek się nie liczy. Ważny jest system, religia i jej absurdalna interpretacja. A przecież z nauk Jezusa, jeśli ktoś go potrafi dobrze rozumieć, wynika coś zupełnie innego.

              > > Religia chroni prawem "swoje" uczucia, ale bez pardonu depcze uczucia
              > > innych.
              >
              > Nieprawda. Religia katolicka plotkowanie i oszczerstwa traktuje jak grzech.

              Ale ludzie wierzący czynią inaczej. Dlaczego? To oznacza, że religia jest bez sensu. Nie potrafi nauczyć moralności. Uczy hipokryzji i bezmyślności.

              > Także o deptaniu innych, niereligijnych uczuć mówi:
              > miłuj bliźniego - przekładając na język świecki:
              > nie czyń drugiemu co tobie niemiłe.

              A czy Ty miłujesz homoseksualistę? Szczerze poproszę...

              > > Czy ja mam jakieś uczucia, które - według Ciebie – można by chronić
              > > jak Twoje religijne?
              >
              > Uczucia religijne to zupełnie inny zbiór uczuć, właściwy tylko osobom
              > religijnym.

              Nie, Azerko. Uczucia religijne powstają w pewnym obszarze mózgu. To jakiś jego stan. Mogę Ci zaręczyć, że potrafię przeżywać nie gorzej od Ciebie: Kocham obiekt mych uczuć. Poświęcam się (rzadziej ale się zdarza). Jestem mu oddany. Gloryfikuję go (ale rozsądnie, bez zaślepienia). Itd. Mam ten sam rodzaj uczuć, choć ich podmiotem nie jest bajkowy wytwór mojej wyobraźni, ale cała masa innych obiektów.

              > Pozostałe uczucia mamy dokładnie takie same i prawo je chroni
              > w takim samym zakresie. Jeśli NIE POSIADASZ uczuć religijnych
              > to nie podpadasz pod ustawę.

              Prawo nie chroni uczuć. Pewnie kiedyś zdarzyło Ci się z tego powodu cierpieć i żadna ochrona przed tym Cie nie zabezpieczyła. Prawo chroni SYSTEM RELIGIJNY. Zgraję ludzką, której pewna część (nie wszyscy), dzięki tej ochronie, czuje się bezkarna, ponad prawem. Masz przykłady z księżmi pedofilami unikającymi odpowiedzialności karnej i ostatnią "aferą gruntową", o której prasa pisała już wiele lat temu, ale nikt "nie miał śmiałości" ruszyć tego bagna.

              > > Natomiast homoseksualista, poza życiem prywatnym, od którego wszyscy
              > > powinni trzymać się z daleka ze swoja krytyką, jest całkiem zwyczajnym
              > > człowiekiem. Czy tak jest, czy nie jest?
              > >
              > > Chcę Twojej odpowiedzi na to pytanie.
              >
              > odpowiadam: dokładnie TAK. To taki sam człowiek jak każdy inny.

              A więc trzeba wykazać odrobinę empatii i nie krzywdzić go, nie czynić tak, by czuł się dyskryminowany, prześladowany...

              > Jak ja czy Ty.
              > Ma takie same prawa obywatelskie i takie same obowiązki.

              Obowiązki pewnie tak, ale faktycznych praw nie ma takich samych. Bo KRK wytresował sporą grupę Polaków na homofobów. Czekam na twoje cytaty z obelgami ludzi kościoła lub blisko z nim związanych pod adresem homoseksualistów. Są takie. Przytocz coś.

              > > A więc taki zwyczajny człowiek nie może być w żaden sposób
              > > dyskryminowany,

              > dyskryminowany - absolutnie nie może być. ALE. Tu różnimy się rozumieniem słowa
              > "dyskryminacja". Bo ja NIE UWAŻAM, że brak przywilejów to dyskryminacja. Bo ja
              > nie uważam,ze gdy kandydat nie spełnia wymogów a więc zostaje jest odrzucony
              > - mamy dyskryminację.

              Mój wymóg: nie życzę sobie, by ocena z religii trafiała na świadectwo. W ten sposób dyskryminowani są ci, którzy na lekcjach religii nie "załatwili" sobie u katechety podwyższenia średniej ocen. Załatw mi to. I Ty mówisz, że religia nie ma łamiącego równość uprzywilejowania?

              > Bo ja uważam, że pracodawca ma prawo postawić warunki jakie musi spełnić
              > kandydat, aby został pracownikiem. Warunki zgodne z prawem.

              Nieprawda. Religia i orientacja seksualna to ten rejon, o który NIE WOLNO PYTAĆ!!! a co dopiero wyciągać wniosków dla siebie korzystnych z odpowiedzi. Gdyby ten nauczyciel po pedofilsku molestował dzieci, jak niektórzy, bezkarni w tym procederze księża, to co innego. Ale dopóki homoseksualista nie jest pedofilem, dopóty nie może to wypływać jako argument w dyskusji. TO JEST WYŁĄCZNIE PRYWATNA SPRAWA.

              Azerko, czy Ty rozróżniasz te strefy? Widzę, że nie. Czy pyta się nauczycieli o to, czy uprawiają seks analny w domu? Czy nawet gdyby to powiedzieli komuś, to wolno to rozgłaszać i traktować ich jak "gorszych"? A księża pedofile latami, z szeptana wiedzą otoczenia uprawiali swoja działalność. Bezkarnie. Przenoszeni z parafii do parafii. BO RELIGIA JEST UPRZYWILEJOWANA.

              I to mnie wkurwia. Sorry. To nie do Ciebie. Nie umiem przechodzić bez emocji obok takiej nierówności traktowania ludzi. Ale Ciebie to też p
            • grgkh Re: Spróbuję Ci to wyjasnić 25.09.10, 01:40
              a000000 napisała:

              > I o tym mówi pani Radziszewska - prawo unijne wyłącza z ustawy nakazującej
              > równego traktowania bez względu na różnice światopoglądowe: kościoły,
              > związki wyznaniowe oraz przedsięwzięcia typu religijnego jak szkoły czy szpitale
              > wyznaniowe właśnie. Wszystkie kościoły i wyznania!!! islam, judaizm, buddyzm...
              > wszystkie mają prawo w szkole prowadzonej wedle zasad ich religii wymagać
              > od pracowników lojalności wobec zasad tej religii. Takie jest PRAWO.

              Nie mów mi o prawie. We Francji zakazano noszenia burek. To jest prawo, czy bezprawie? Czy państwo może zadbać o równouprawnienie i likwidację uprzywilejowania, jeśli chce, czy nie?

              Według zdrowych zasad, homoseksualista ukrywający swoja orientację powinien być tak samo traktowany jak ujawniający ją. Bo to jest łamanie zasad. Bo takie są prawa człowieka, najbardziej elementarne zasady, których polska, za sprawą religijnych fundamentalistów wciąż nie podpisała. Alicja Tysiąc wygrała sprawę z mottem nierówności traktowania (choć NIE TAKIE JEST PRAWO!!!), bo musiała się odwoływać do wyższej instancji. Polska jest zaściankiem, średniowieczem. A szkoła jest po to, by DOBRY nauczyciel przekazał wiedzę, a nie by religijny kacyk-dyrektor dbał o zachowanie czystości zasad religii. Takiego chce państwa. Nie katechetów pedofilii krytych przez purpuratów, ale ludzi otwartych, życzliwych i pragnących równości. A Ty mi proponujesz podziały i enklawy hodujące religijne bojówki. I tresurę pod egida państwa, z której wynika, że ktoś nieakceptowany przez homofoba ma rządzić w strefie publicznej, która ma wychować nie następnych homofobów, ale porządnych obywateli.

              > > A szkoły katolickie, jeśli dają takie potwierdzenie, to akceptują pewne ogólne warunki.
              > > One, żeby dostać certyfikat do pełnienia swojej funkcji, muszą spełniać określone
              > > kryteria.
              >
              > Dotyczące programu nauczania.

              I uczenia dzieci zasad równości traktowania. Podobno moralność to "specjalność" KRK. Czego więc w ten sposób uczymy? Nienawiści? Pokazujemy, że warto być homofobem?

              > > A więc nie powinny stawać ponad prawem. Ale stają ponad prawem
              > > np. wtedy, gdy po cichu, pokątnie mówi się, że ksiądz jest pedofilem,
              > > a jednak dopuszcza się go do kontaktu z małoletnimi. Wtedy wolno, prawda?
              >
              > Absolutnie nie wolno!!!! wówczas mamy skandal, a dyrektor wpuszczający do
              > szkoły takiego powinien z hukiem trzaskiem wylecieć...
              > Powinien powiadomić biskupa, że takich to a takich powodów TEN ksiądz nie
              > będzie dopuszczony do zajęć z dziećmi.
              > Jeśli tego nie robi - to jaki to ma związek z religią?

              A wszystkie afery pedofilskie z udziałem księży? A homoseksualizm wśród kleryków? Ten jest tolerowany? Jest. Bo swoich się nie skrzywdzi, bo swoi są uprzywilejowani i bezkarni. Taka jest praktyka.

              > Kontakt pedofila z dzieckiem to straszne zgorszenie, o którym to pojęciu
              > już tu pisałam, a którego sedna karafka nadal nie rozumie...
              > Religia o gorszycielach wypowiada się jednoznacznie.

              Co z tego, że się oficjalnie wypowiada, jeśli w praktyce czyni inaczej? Nie widzisz tej hipokryzji?

              > > Wydaje się jej członkom, że świat należy TYLKO do nich
              > > i że jedyną dobrą receptą na życie jest ta religijna. Bo religia
              > > pochodzi od boga, bo jest najlepsza. W tej megalomanii tkwi zło.

              > Czynisz DOKŁADNIE tak samo.

              Nie.

              > Tobie się wydaje, że życie BEZ Boga jest jedyną receptą na życie,
              > bo Twój światopogląd jest przecież taki logiczny i racjonalny
              > (zapomniałeś że tylko dla ciebie... tak jak i kiedyś misjonarze zapominali...).
              > Tak, w tego rodzaju megalomanii tkwi zło.

              Znam wielu katolików, którzy są bardzo porządnymi ludźmi. Religia im nie zaszkodziła. Ale jest ogromna rzesza takich, których religia wywiodła na manowce. Popatrz ile w nich nienawiści do takich jak ja. To oni przez tysiące lat takich jak ja eksterminowali, gnębili, palili na stosach. Straszne słowo "niewierny", szczególnie dla takich np. islamistów. To robi z ludzi religia. Nie daje zabezpieczenia żadnego, choć obiecuje je. A więc kłamie. I tego systemowego kłamstwa nie akceptuję.

              Azerko, ja nie chcę religii wytępić. Niech sobie będzie. Ale musi oddać WSZYSTKIE przywileje, bo jej się nie należą. Musi przestać kłamać i dopuścić w debacie publicznej uczciwa dyskusję, co jest prawdą, a co nią nie jest. Chcę prawdy i równego traktowania systemów. To systemowi religijnemu zarzucam, ze produkuje dogmatyków, czyli ludzi nie chcących dyskutować, nie poddających w wątpliwość swoich fałszywych "prawd objawionych". Tylko tego chcę. A do ludzi nic nie mam. To biedni, zmanipulowani, straceni ludzie.

              Prawdziwy człowiek wątpi we wszystko i wciąż szuka prawdy. Religijny uważa, że ja posiadł i za nią zabije.

              > > Nie czujesz zła nierówności traktowania.
              >
              > sądzę, że każdy z nas w swoim życiu przynajmniej raz doznał goryczy
              > nierównego traktowania, więc podaruj sobie takie uwagi.

              Kiedy to prawda. Powiedz mi, DLACZEGO RELIGIA MUSI BYĆ UPRZYWILEJOWANA? Przywilej to presja, to zmuszanie siłą reszty ludzi do podporządkowania się.

              > Wynoszenie się ponad innych jest PYCHĄ. Bardzo wielki grzech, pierwszy
              > z grzechów głównych. Nierówne traktowanie wynika z pychy.
              > I w tej chwili NIE MÓWIĘ o rozwiązaniach prawnych.

              A więc zrównaj religię z innymi poglądami z naszych głów. Czy potrafisz?

              > Pani Radziszewska jest jaka jest... ale nie można mieć jej za złe,

              Można mieć za złe. Ona nie nadaje się na to stanowisko.

              > że nie chce złamać prawa.

              Gdyby nie powiedziała o tym homoseksualiście to złamałaby prawo?

              A w kwestii szkół wystarczyłoby, żeby wypowiedziała oświecony, subiektywny, niedyskryminujący pogląd. Ale ona nie rozumie, co to jest dyskryminacja. To fundamentalistka religijna. To oszołomka. Gdyby tacy dorwali się wszędzie do władzy, to mielibyśmy w nas drugi Iran.

              > Dziś słyszałam, jak pan Legierski jej zarzucał, że jak śmie informować
              > szkołę że ta ma prawo odmowy zatrudnienia lesbijki, a nie broni tej lesbijki,
              > nawet wbrew prawu. Tak jakby homoseksualizm predysponował do jakichś
              > szczególnych względów.

              To parszywe, dyskryminujące prawo TRZEBA ZMIENIĆ! Trzeba religię odsunąć od wpływu na władzę, bo nigdy to nie nastąpi.

              > grgkh! nie musisz mnie pouczać.

              Ja Cię pouczam? A Czy Ty jesteś jakaś nietykalna, że nie wolno mi wyrazić swojego poglądu? To jest pouczanie? Jestem Twoim nauczycielem lub rodzicem? Chyba coś Ci się pomyliło. Azerko, to jest forum. Ciebie tu nie ma. Nie istniejesz dla mnie. Istnieje Twój tekst wpisany w okienko. Dyskutuję z tym tekstem, a nie z Tobą. Tekstu się nie da pouczać. A Ty za bardzo się przyzwyczaiłaś do nieomylności przypisywanej temu religijnemu chłamowi. Za bardzo Ci się wydaje, że te przywileje są wam należne na zawsze. To relikt. Trzeba to zmienić. U Ciebie pewnie to niemożliwe, ale systemowo.

              > Wiele rozumiem, może nie potrafię tego przekazać, ale zapewniam Cie,
              > że masz o mnie bardzo błędne pojęcie.

              O Tobie nie mam pojęcia i nie chcę mieć. Ale Twoje poglądy zdążyłem dość dokładnie poznać. Azerko - DOGMATYZM! Brak chęci do szukania prawdy. Bo Ty ją znasz.
              • grzespelc Re: Spróbuję Ci to wyjasnić 26.09.10, 17:57
                > A w kwestii szkół wystarczyłoby, żeby wypowiedziała oświecony, subiektywny, nie
                > dyskryminujący pogląd. Ale ona nie rozumie, co to jest dyskryminacja. To fundam
                > entalistka religijna. To oszołomka.

                Przeczytałem cały wywiad. Aż tak źle nie jest. Pani Radziszewwska po prostu - wbrew temu, co deklaruje - nie rozumie, co to jest (nie)dyskryminacja.
        • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 19:17
          a000000 napisała:

          Przypomniała obowiązujące prawo. I dała
          > do zrozumienia, że jako minister rządu musi to prawo przestrzegać. A wymaga si
          > ę od niej, aby dla interesu jednostki - prawo złamała.

          A które obowiązujące prawo zezwala pracodawcy olać kodeks pracy?

          Którego prawa musi przestrzegać Radziszewska, a ludziska domagają się od niej łamania tegoż?
          • karafka_do_wina Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 17:25
            omg! stephen, moze zapytaj o to ustawodawce?

            pracodawca zatrudna czlowieka aby pracowal dla niego i dlatego interesuja go kwalifikacje, doswiadczenie zawodowe, a nie orientacja seksualna, stan cywilny, ilosc dzieci, fakt posiadania kochanki/kochanek, sposob ozdywiania sie pracownika, rodzaj ulubionej muzyki, oraz gdzie ow lubi spedzac wakacje. to nie sa rzeczy, ktore wplywaja na wykonywanie obowiazkow zawodowych, fachowowsc, sumiennosc.

            sam pisales, ze miales problem podczas szukania pracy, bo mowiono ci wprost, ze nie przyjma cie z powodu twojej plci, a nie braku kwalifikacji. uwazasz, ze to bylo ok? a gdybys teraz zostal zwolniony, bo pracodawca dowiedzial sie, ze jestes hetero, a on woli homo, to tez uznalbys ze mial prawo to zrobic?

            dodam jeszcze, ze tylko w polsce zdarzaja sie takie rzeczy, ze potencjalny pracodawca mowi ci, ze cie nie chce bo jestes facetem, a nie kobieta. w normalnym kraju mialby po czyms takim powazne klopoty. efekt jest taki, ze dyskryminajcja jest znacznie mniejsza. wsrod sprzedawcow w sklepach zbiutami/ciuchami pracuja rowniez faceci, wsrod pielegniarek jest sporo facetow (pielegnierzy), a wsrod budowlancow zdarzaja sie kobiety i nikogo to nie dziwi. i do takiego stanu powinnismy, jako spoleczenstwo, dazyc, a nie popierac wypowiedzi takie jak ta radziszewskiej.
            • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 17:51
              Wiesz, ja Ci powiem tak: owszem, wkurza mnie, że nie mogłem dostać pracy z powodu płci. Ale z drugiej strony, nie mam zielonego pojęcia, czy powinno się zakazywać pracodawcom takich praktyk. W gruncie rzeczy prywatna firma chyba ma prawo decydowania, kogo zatrudnia...

              To jest po prostu trudne pytanie z gatunku: czy można zakazać głupoty?

              Inna rzecz jest taka, że jednak będę się upierał, że w szkole katolickiej nauczyciel ma nie tylko uczyć, ale też wychowywać w duchu tego światopoglądu. No więc, jeśli do pracy w takiej szkole zgłosiłby się ktoś, by byłby zdeklarowanym i aktywnym homoseksualistą, to chyba powstałby tu pewien konflikt.

              Wyobrażasz sobie, żeby np. Helsinska Fundacja Praw Człowieka zatrudniła kogoś, kto spełnia wymagania w sensie umiejętności, ale np. deklaruje się otwarcie jako zwolennik tortur i kary śmierci?
              • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 19:21
                stephen_s napisał:

                > Wiesz, ja Ci powiem tak: owszem, wkurza mnie, że nie mogłem dostać pracy z powo
                > du płci. Ale z drugiej strony, nie mam zielonego pojęcia, czy powinno się zakaz
                > ywać pracodawcom takich praktyk. W gruncie rzeczy prywatna firma chyba ma prawo
                > decydowania, kogo zatrudnia...

                Nie o to chodzi kogo zatrudnia, bo to pracodawca wybiera spośród kandydatów, tylko z jakiego powodu nie chce zatrudnić, bądź zwalnia.
                Możemy dyskutować, czy się powinno, czy nie powinno, ale się zakazuje.

                > Inna rzecz jest taka, że jednak będę się upierał, że w szkole katolickiej naucz
                > yciel ma nie tylko uczyć, ale też wychowywać w duchu tego światopoglądu. No wię
                > c, jeśli do pracy w takiej szkole zgłosiłby się ktoś, by byłby zdeklarowanym i
                > aktywnym homoseksualistą, to chyba powstałby tu pewien konflikt.

                Ilu spotkałeś w swojej karierze szkolnej nauczycieli/nauczycielek, którzy ucząc i wychowując deklarowali, że są aktywnymi i zdeklarowanymi heteroseksualistami. Na matematyce, historii, polskim...? Lub propagowali nachalnie heteroseksualizm na chemii.

                > Wyobrażasz sobie, żeby np. Helsinska Fundacja Praw Człowieka zatrudniła kogoś,
                > kto spełnia wymagania w sensie umiejętności, ale np. deklaruje się otwarcie jak
                > o zwolennik tortur i kary śmierci?

                Stephen, wybacz, ale co Ty pleciesz?
                • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 20:34
                  > Nie o to chodzi kogo zatrudnia, bo to pracodawca wybiera spośród kandydatów, t
                  > ylko z jakiego powodu nie chce zatrudnić, bądź zwalnia.
                  > Możemy dyskutować, czy się powinno, czy nie powinno, ale się zakazuje.

                  To, że się zakazuje, to wiem. Ale właśnie o to chodzi, żebyśmy się zastanawiali, czy tak być powinno.

                  > Ilu spotkałeś w swojej karierze szkolnej nauczycieli/nauczycielek, którzy ucząc
                  > i wychowując deklarowali, że są aktywnymi i zdeklarowanymi heteroseksualistami
                  > . Na matematyce, historii, polskim...? Lub propagowali nachalnie heteroseksuali
                  > zm na chemii.

                  Naprawdę uważasz, że jeśli o nauczycielu wiadomo, że jest homoseksualistą (a wiadomo to o kimś zazwyczaj dlatego, że się zdeklarował), to nie wprowadza to jakiegoś dysonansu w szkole katolickiej?

                  > Stephen, wybacz, ale co Ty pleciesz?

                  Nie rozumiem, co niby plecę? Pokazuję analogiczną sytuację.
                  • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 20:53
                    stephen_s napisał:


                    > To, że się zakazuje, to wiem. Ale właśnie o to chodzi, żebyśmy się zastanawiali
                    > , czy tak być powinno.

                    Dziwiłeś się krytyce minister Radziszewskiej (od stania na straży równego traktowania).

                    > Naprawdę uważasz, że jeśli o nauczycielu wiadomo, że jest homoseksualistą (a wi
                    > adomo to o kimś zazwyczaj dlatego, że się zdeklarował), to nie wprowadza to jak
                    > iegoś dysonansu w szkole katolickiej?

                    Jeżeli nauczyciel ‘propaguje’ wśród dzieci heteroseksualizm nie nadaje się do pracy z powodu swojej orientacji seksualnej?

                    W jaki sposób deklarują swoją orientację hetero?

                    > Nie rozumiem, co niby plecę? Pokazuję analogiczną sytuację.

                    Nie bardzo.

                    Umiejętności obrońcy praw człowieka polegają na obronie praw człowieka, nie zaś na ich kontestowaniu.
                    Zwolennik tortur i kary śmierci nie ma umiejętności do bycia obrońcą praw człowieka.

                    Umiejętności nauczyciela matematyki polegają na znajomości matematyki i posiadaniu kwalifikacjach pedagogicznych.
                    Tej samej matematyki uczą się dzieci w szkołach katolickich i publicznych.

                    • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 22:04
                      > Dziwiłeś się krytyce minister Radziszewskiej (od stania na straży równego trakt
                      > owania).

                      Owszem - bo nie rozumiem, w czym ta wypowiedź kłóci się z jej funkcją? Tak rozumiane "równe traktowanie" to pewien absurd.

                      > Jeżeli nauczyciel ‘propaguje’ wśród dzieci heteroseksualizm nie nad
                      > aje się do pracy z powodu swojej orientacji seksualnej?

                      Wiesz, jeśli uczyłby by w jakiejś hipotetycznej szkole, gdzie stosunki heteroseksualne są uważane za niemoralne, to... tak, powiedziałbym, że do takiej pracy się nie nadaje.

                      > Zwolennik tortur i kary śmierci nie ma umiejętności do bycia obro
                      > ńcą praw człowieka.

                      Dokładnie. A do pracy w szkole mającej uczyć uczniów katolickiej hierarchii wartości nie ma zdolności nauczyciel, którego życie jest tych wartości zaprzeczeniem.

                      > Umiejętności nauczyciela matematyki polegają na znajomości matematyki i posiada
                      > niu kwalifikacjach pedagogicznych.
                      > Tej samej matematyki uczą się dzieci w szkołach katolickich i publicznych.

                      Ale w szkole katolickiej dzieci też uczą się określonej hierarchii wartości. Jak te wartości ma im przekazywać ktoś, kto sam tych wartości nie przestrzega?
                      • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 23:39
                        stephen_s napisał:


                        > Owszem - bo nie rozumiem, w czym ta wypowiedź kłóci się z jej funkcją? Tak rozu
                        > miane "równe traktowanie" to pewien absurd.

                        Ty możesz wyrazić swoją opinię: Twoim zdaniem istniejące prawo to absurd.
                        Nie wiem, co jest niezrozumiałego w fakcie, że nie powinien tego mówić minister obecnie panującego nam rządu, powołany do stania na straży tego prawa, nie zaś do torpedowania go. Nie rozumiem niezrozumienia.


                        > Wiesz, jeśli uczyłby by w jakiejś hipotetycznej szkole, gdzie stosunki heterose
                        > ksualne są uważane za niemoralne, to... tak, powiedziałbym, że do takiej pracy
                        > się nie nadaje.

                        Nie o tym mówię. Chcę Ci pokazać, że przekazywanie nieodpowiednich treści nie wiąże się z orientacją seksualną a, nazwijmy to, brakiem wyczucia.
                        Jeśli w szkole(jakiejkolwiek) nauczyciel heteroseksualny będzie się zachowywał nieodpowiednio(epatował otoczenie swoim życiem seksualnym np.), nie zostanie zwolniony z powodu orientacji seksualnej, a braku kwalifikacji pedagogicznych. To samo dotyczy homoseksualistów. Tacy, którzy przekraczają granice, powinni być zwalniani. Natomiast za sam fakt bycia homoseksualistą?
                        A co z rudymi? Gdyby jakaś religia uznawała, że obecność rudych w otoczeniu jest niemoralna, państwo powinno to usankcjonować?


                        > Dokładnie. A do pracy w szkole mającej uczyć uczniów katolickiej hierarchii war
                        > tości nie ma zdolności nauczyciel, którego życie jest tych wartości zaprzeczeni
                        > em.

                        No nie, Stephen, zdecyduj proszę, czy mówisz o zatrudnieniu na podstawie wyznawanych wartości, czy kwalifikacji(jak powiedziałeś- umiejętności). Nie jest istotne jaki światopogląd wyznaje delikwent, tylko czy zna się na działce ‘prawa człowieka’. Może być ateistą, katolikiem, muzułmaninem, miłośnikiem polowań, seksu analnego czy wierzyć w UFO
                        (nie mylić z Uffo, którego nie trzeba brać na wiarę, bo jest).


                        > Ale w szkole katolickiej dzieci też uczą się określonej hierarchii wartości. Ja
                        > k te wartości ma im przekazywać ktoś, kto sam tych wartości nie przestrzega?

                        Rozumiem, że nie mówimy o nauczycielach religii?
                        • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 12:49
                          > Nie wiem, co jest niezrozumiałego w fakcie, że nie powinien tego mówić minister
                          > obecnie panującego nam rządu, powołany do stania na straży tego prawa, nie zaś
                          > do torpedowania go. Nie rozumiem niezrozumienia.

                          OK, z tego punktu widzenia krytykę Radziszewskiej rozumiem. Zresztą nie od dziś wiadomo, że na swoim stanowisku ona się nie sprawdza.

                          Tyle, że jak czytam, co mówią ludzie, to Radziszewska nie jest krytykowana za to, że nie wykonuje swoich obowiązków i że olewa prawo, którego pilnowania ma przestrzegać. Jest krytykowana za samą ową wypowiedź. Pewnie jakby była np. ministrem rolnictwa i powiedziała coś takiego, to tak samo by ją za to krytykowano...

                          > Jeśli w szkole(jakiejkolwiek) nauczyciel heteroseksualny będzie się zachowywał
                          > nieodpowiednio(epatował otoczenie swoim życiem seksualnym np.), nie zostanie zw
                          > olniony z powodu orientacji seksualnej, a braku kwalifikacji pedagogicznych. To
                          > samo dotyczy homoseksualistów. Tacy, którzy przekraczają granice, powinni być
                          > zwalniani. Natomiast za sam fakt bycia homoseksualistą?

                          Za sam fakt bycia homoseksualistą? Nie. Natomiast zauważ, że przecież nie chodzi o kogoś, kto swój homoseksualizm ukrywa. Jeśli dyrekcja szkoły wiedziałaby, że dany nauczyciel jest homoseksualistą, to pewnie dlatego, że on tego nie ukrywa, tylko otwarcie prowadzi takie a nie inne życie. Nawet jeśli nie narzuca on uczniom swojego homoseksualizmu, to sama jego obecność w szkole katolickiej wprowadza pewne niewygodne zamieszanie. Bo z punktu widzenia uczniów, szkoła deklaruje, że uczy ich pewnych wartości... a jednocześnie jeden z nauczycieli tych wartości ewidentnie nie przestrzega.

                          > A co z rudymi? Gdyby jakaś religia uznawała, że obecność rudych w otoczeniu jes
                          > t niemoralna, państwo powinno to usankcjonować?

                          Usankcjonować w sensie, że szkoła owej religii nie zatrudnia rudych? Dlaczego nie?

                          > No nie, Stephen, zdecyduj proszę, czy mówisz o zatrudnieniu na podstawie wyznaw
                          > anych wartości, czy kwalifikacji(jak powiedziałeś- umiejętności). Nie jest isto
                          > tne jaki światopogląd wyznaje delikwent, tylko czy zna się na działce ‘[i
                          > ]prawa człowieka’[/i].

                          No zaraz zaraz. Sama powiedziałaś, że zwolennik tortur nie może pracować w HFPC, bo podważa prawa człowieka, których ma bronić. Teraz zaś mówisz, że światopogląd nie ma znaczenia... Więc jak to jest?

                          Hipotetyczny zwolennik tortur może przecież merytorycznie znać się na zagadnieniach praw człowieka. Może jednocześnie prywatnie te prawa mieć gdzieś. Czy więc w takiej sytuacji mógłby pracować w HFPC?

                          > Rozumiem, że nie mówimy o nauczycielach religii?

                          Zapominasz, że nauczyciel w szkole nie tylko uczy danego przedmiotu, ale też wychowuje. Domyślam się, że w szkole katolickiej wszyscy nauczyciele mają wychowywać dzieci w duchu wartości katolickich. Jak w duchu w tych wartości może wychowywać ktoś, o kim dzieci wiedzą, że sam tych wartości nie przestrzega?
                          • grzespelc Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 18:06
                            > Hipotetyczny zwolennik tortur może przecież merytorycznie znać się na zagadnien
                            > iach praw człowieka. Może jednocześnie prywatnie te prawa mieć gdzieś. Czy więc
                            > w takiej sytuacji mógłby pracować w HFPC?

                            Słusznie. Też mi się wydaje, że w ten sposób należy to traktować. Przez analogię katechezę mógłby prowadzić nawet wojujący ateista, jeżeli posiadałby wystarczającą wiedzę o danej religii. W praktyce byłyby to zapewne sytuacje bardzo wyjątkowe, bo kto mając gdzieś prawa człowieka angażowałby się w ich czynną obronę? Ale hipotetycznie taką sytuację można dopuścić. W końcu nie można z góry zakładać, że ktoś ma zamiar źle wykonywać obowiązki. Ale chyba jednak taka osoba słusznie nie zostałaby zatrudniona, gdyby przy podobnym poziomie kompetencji konkurent miałby też entuzjastyczne nastawienie do tematu.
                            • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 09:58
                              > Słusznie. Też mi się wydaje, że w ten sposób należy to traktować. Przez analogi
                              > ę katechezę mógłby prowadzić nawet wojujący ateista, jeżeli posiadałby wystarcz
                              > ającą wiedzę o danej religii.

                              Nie widzisz absurdu tego typu sytuacji..?
                              • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 10:49
                                stephen_s napisał:

                                > > Słusznie. Też mi się wydaje, że w ten sposób należy to traktować. Przez a
                                > nalogi
                                > > ę katechezę mógłby prowadzić nawet wojujący ateista, jeżeli posiadałby wy
                                > starcz
                                > > ającą wiedzę o danej religii.
                                >
                                > Nie widzisz absurdu tego typu sytuacji..?

                                oczywiście, że taka sytuacja byłaby schizofreniczna. Ateista mógłby być dobrym nauczycielem religioznawstwa - nigdy religii. Żadnej religii.

                                Ze światopoglądem jest ten problem, że KAŻDY uznaje swój światopogląd za ten najlepszy, najwłaściwszy, najprawdziwszy. I aby drugiemu człowiekowi przekazać jakiś światopogląd (na tym polega lekcja religii) , trzeba być wiarygodnym. A jaką wiarygodność mają słowa "jest jeden Bóg" w ustach ateisty?



                          • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 21:26
                            stephen_s napisał:

                            >
                            > Tyle, że jak czytam, co mówią ludzie, to Radziszewska nie jest krytykowana za t
                            > o, że nie wykonuje swoich obowiązków i że olewa prawo, którego pilnowania ma pr
                            > zestrzegać. Jest krytykowana za samą ową wypowiedź. Pewnie jakby była np. minis
                            > trem rolnictwa i powiedziała coś takiego, to tak samo by ją za to krytykowano..

                            Ona nie udzielała wypowiedzi jako ciocia- Radziszewska –Dobra- Rada, która ma swoją opinię, ale jako minister rządu. W dodatku w kwestii dotyczącej regulacji prawnych. A więc sama owa wypowiedź jest naganna, bo wprowadza w błąd, obnaża niekompetencję i wzmacnia tendencje dyskryminacyjne i tak dość powszechnie umocowane. Gdyby była ministrem rolnictwa, również powinna być za to krytykowana(to raczej oczywiste, czyż nie?), jednak jej wypowiedź na obecnym stanowisku kłócić się z nim bardziej nie może.

                            >
                            > Za sam fakt bycia homoseksualistą? Nie. Natomiast zauważ, że przecież nie chodz
                            > i o kogoś, kto swój homoseksualizm ukrywa.

                            Nie za sam fakt? Przecież jeśli ukrywa, to ten fakt w świadomości innych nie istnieje- faktu brak.

                            >Jeśli dyrekcja szkoły wiedziałaby, ż
                            > e dany nauczyciel jest homoseksualistą, to pewnie dlatego, że on tego nie ukryw
                            > a, tylko otwarcie prowadzi takie a nie inne życie. Nawet jeśli nie narzuca on u
                            > czniom swojego homoseksualizmu, to sama jego obecność w szkole katolickiej wpro
                            > wadza pewne niewygodne zamieszanie. Bo z punktu widzenia uczniów, szkoła deklar
                            > uje, że uczy ich pewnych wartości... a jednocześnie jeden z nauczycieli tych wa
                            > rtości ewidentnie nie przestrzega.

                            Obecność czarnoskórego pracownika też może wprowadzić niewygodne zamieszanie. Życie często bywa mało wygodne.

                            To znaczy zakładasz, że właśnie homoseksualiści(stki) mają w zwyczaju po wejściu do pokoju nauczycielskiego informować grono o ilości odbytych stosunków i ich rodzaju? Dlaczego nie martwi Cię takie możliwe zachowanie hetero? W obu przypadkach jednakowo, będzie ono nie do zaakceptowania przez pracodawcę i może stanowić podstawę do wypowiedzenia umowy. Dlaczegoś się uparł, że homo manifestuje i narzuca, a hetero jest dyskretny i praktycznie aseksualny w ‘przestrzeni pracowniczej’?

                            Jak można narzucić uczniom homoseksualizm?


                            > Usankcjonować w sensie, że szkoła owej religii nie zatrudnia rudych? Dlaczego n
                            > ie?

                            Wysoki, garbaty, w okularach, ciemnoskóry, kobieta, mężczyzna...dlaczego nie?

                            A gdyby tak ‘nazizujący’ pracodawca odmawiał zatrudnienia homoseksualisty i powiedzmy Roma oraz Żyda –też dlaczego nie?

                            Tu oczywiście będziemy się różnić. Ja jednak zdecydowanie uważam, że jeżeli dla uprzedzeń (gdziekolwiek ukorzenionych) jest coraz mniej miejsca- należy to traktować w kategoriach postępu cywilizacyjnego, nie zaś ‘cywilizacji śmierci’.

                            Jeżeli Twoim zdaniem można kogoś dyskryminować z dowolnie wybranego powodu, to ja się tylko utwierdzam w przekonaniu, że takie biurokratyczne, odgórnie narzucone regulacje są po prostu niezbędne.


                            > No zaraz zaraz. Sama powiedziałaś, że zwolennik tortur nie może pracować w HFPC
                            > , bo podważa prawa człowieka, których ma bronić. Teraz zaś mówisz, że światopog
                            > ląd nie ma znaczenia... Więc jak to jest?

                            Dokładnie tak jak powiedziałam. Obrońca praw człowieka może być katolikiem, ateistą i muzułmaninem -światopogląd nie ma znaczenia.

                            > Hipotetyczny zwolennik tortur może przecież merytorycznie znać się na zagadnien
                            > iach praw człowieka. Może jednocześnie prywatnie te prawa mieć gdzieś. Czy więc
                            > w takiej sytuacji mógłby pracować w HFPC?

                            Z każdym postem wekslujesz na trochę inne zagadnienie. Najpierw były umiejętności (kwalifikacje do wykonywania konkretnej pracy), potem światopogląd, a następnie sprzeczność między prywatnymi przekonaniami a wykonywanym zawodem.

                            Wracając do tego, co napisałeś pierwotnie- ktoś może być obrońcą praw człowieka (mieć odpowiednie kwalifikacje), uznając jednocześnie karę śmierci i prawo do tortur. No więc taki delikwent nie posiada zawodowych kwalifikacji, bo obrońca praw człowieka broni praw człowieka a nie nie broni. Co to ma wspólnego ze światopoglądem? Natomiast jeżeli broni tych praw efektywnie i kompetentnie, to co kogo obchodzi, co o tym mówi w domu.

                            >
                            > Zapominasz, że nauczyciel w szkole nie tylko uczy danego przedmiotu, ale też wy
                            > chowuje. Domyślam się, że w szkole katolickiej wszyscy nauczyciele mają wychowy
                            > wać dzieci w duchu wartości katolickich. Jak w duchu w tych wartości może wycho
                            > wywać ktoś, o kim dzieci wiedzą, że sam tych wartości nie przestrzega?

                            Zapytam jeszcze raz-ilu spotkałeś w życiu nauczycieli, którzy wychowywali Cię poprzez informowanie o swoim życiu seksualnym?
                            • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 21:40
                              no dobrze gaiko, wejdźmy na ogólniejszy szczebelek.. Pytanie: czy pani Radziszewski, jako minister rządu, minister do spraw równości, powinna w imię tej równości łamać prawo?
                              Nie wnikajmy teraz, czy prawo wygląda tak, jak ona to sobie wyobraża. W JEJ przekonaniu TAK, a więc stoi przed problemem dość schizofrenicznym dla ministra: pogwałacić prawo, czy pogwałcić swoją misję.
                              Co na ten temat powiesz?
                              • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 21:51
                                a000000 napisała:

                                > no dobrze gaiko, wejdźmy na ogólniejszy szczebelek.. Pytanie: czy pani Radzisze
                                > wski, jako minister rządu, minister do spraw równości, powinna w imię tej równo
                                > ści łamać prawo?
                                > Nie wnikajmy teraz, czy prawo wygląda tak, jak ona to sobie wyobraża. W JEJ prz
                                > ekonaniu TAK, a więc stoi przed problemem dość schizofrenicznym dla ministra: p
                                > ogwałacić prawo, czy pogwałcić swoją misję.
                                > Co na ten temat powiesz?

                                Powiem, że wobec braku kompetencji własnych powinna wybyć. Bo jeżeli jej się wydaje, że prawo jest inne niż jest, to znaczy, że nie zgłębiła piastując stanowisko czas już jakiś. Co więcej, w następstwie krytyki nie sprawdziła, czy dobrze jej się wydaje.

                                Czyli-zamiast popadać w schizę, ustalić, że prawo jest kompatybilne z misją.

                                • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 26.09.10, 21:56
                                  gaika napisała:

                                  > Czyli-zamiast popadać w schizę, ustalić, że prawo jest kompatybilne z misją.

                                  po pierwsze ona jest przekonana, że właściwie rozumie prawo... zresztą nie tylko ona.
                                  A po drugie to JEJ misja polega na tym, że musi się zająć również casusem, gdy osoba czuje się dyskryminowana w majestacie prawa.
                                  Ma stać po stronie dyskryminowanych.... co ma zrobić z prawem, gdy koliduje? Może wystąpić do sejmu o zmianę.... ale co, gdy ta zmiana wprowadzi dyskryminację innych osób?

                                  • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 17:34
                                    a000000 napisała:

                                    > po pierwsze ona jest przekonana, że właściwie rozumie prawo... zresztą nie tylk
                                    > o ona.
                                    > A po drugie to JEJ misja polega na tym, że musi się zająć również casusem, gdy
                                    > osoba czuje się dyskryminowana w majestacie prawa.
                                    > Ma stać po stronie dyskryminowanych.... co ma zrobić z prawem, gdy koliduje? Mo
                                    > że wystąpić do sejmu o zmianę.... ale co, gdy ta zmiana wprowadzi dyskryminację
                                    > innych osób?

                                    Ale ona ma bronić dyskryminowanych, a nie tych, którzy się tak czują.
                                    • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 20:37
                                      gaika napisała:


                                      > Ale ona ma bronić dyskryminowanych, a nie tych, którzy się tak czują.

                                      a kto decyduje o tym co jest a co nie jest dyskryminacją?

                                      Nie rób uniku, odpowiedz na pytanie. Dla ułatwienia: osoba JEST dyskryminowana w majestacie prawa. Zmiana prawa prowadzi do dyskryminowania innej części społeczeństwa.


                                      • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 28.09.10, 18:59
                                        a000000 napisała:

                                        > a kto decyduje o tym co jest a co nie jest dyskryminacją?

                                        Przepisy.

                                        > Nie rób uniku, odpowiedz na pytanie. Dla ułatwienia: osoba JEST dyskryminowana
                                        > w majestacie prawa. Zmiana prawa prowadzi do dyskryminowania innej części społ
                                        > eczeństwa.

                                        Nie robię uniku, tylko fakt, że ktoś się czuje nie jest miarą, że jest.

                                        Jeśli nie dasz przykładu na dyskryminowanie w majestacie prawa, to w żaden sposób nie da się do tego odnieść.

                                        Istota rzeczy w prawie antydyskryminacyjnym polega na tym, żeby nie dyskryminować nikogo, a nie jednych w zamian za drugich.
                                        • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 28.09.10, 19:14
                                          gaika napisała:

                                          > Przepisy.

                                          KTÓRE? masz do nich jakiś link?

                                          Ustawy antydyskryminacyjnej jeszcze nie ma. Trwają prace. Które więc przepisy określają co jest dyskryminacją?

                                          Dyskryminacją w majestacie prawa jest narzucanie pracodawcy warunków, jakie musi zaakceptować przyjmując pracownika.
                                          • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 28.09.10, 23:03
                                            a000000 napisała:

                                            > KTÓRE? masz do nich jakiś link?

                                            > Ustawy antydyskryminacyjnej jeszcze nie ma. Trwają prace. Które więc przepisy o
                                            > kreślają co jest dyskryminacją?

                                            Kodeks Pracy i przepisy międzynarodowe.

                                            > Dyskryminacją w majestacie prawa jest narzucanie pracodawcy warunków, jakie mus
                                            > i zaakceptować przyjmując pracownika.

                                            Jakiś pracodawca jest nierówno traktowany w stosunku do innego pracodawcy?
                                            • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 18:59
                                              gaika napisała:

                                              > Kodeks Pracy i przepisy międzynarodowe.

                                              to znaczy? KONKRETNIE proszę. Szczególnie interesują mnie te przepisy międzynarodowe.

                                              Kodeksu Pracy mówi tak:

                                              Art. 113. Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze
                                              względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne,
                                              przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także ze względu na
                                              zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy -
                                              jest niedopuszczalna

                                              A ja się pytam CO JEST TĄ DYSKRYMINACJĄ. Kto to określa.
                                              Czy nieprzyjęcie do pracy człowiek który nie spełnia wymogów jest dyskryminacją?
                                              Czy w ogóle postawienie jakichś wymogów przez pracodawcę jest dyskryminacją?
                                              • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 19:26
                                                a000000 napisała:


                                                > to znaczy? KONKRETNIE proszę. Szczególnie interesują mnie te przepisy międzynar
                                                > odowe.

                                                Azerko,

                                                Dział pierwszy (przepisy ogólne) Kodeksu Pracy.

                                                Konstytucja RP

                                                Ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy


                                                Historycznie:

                                                Karta Narodów Zjednoczonych

                                                Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

                                                Europejska Konwencja Praw Człowieka

                                                Traktaty UE

                                                Dyrektywy Antydyskryminacyjne UE

                                                Inne konwencje i regulacje mające bardziej szczegółowy charakter(dotyczące płci, wieku, wyznania, orientacji, niepełnosprawności itd.)
                                                • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 21:59
                                                  gaika napisała:

                                                  .......

                                                  art.29 Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

                                                  2. W korzystaniu ze swych praw i wolności kaŜdy człowiek podlega jedynie takim
                                                  ograniczeniom,
                                                  które są ustalone przez prawo wyłącznie w celu zapewnienia odpowiedniego uznania i poszanowania praw i wolności innych i w celu uczynienia zadość słusznym wymogom moralności, porządku publicznego i powszechnego dobrobytu demokratycznego społeczeństwa

                                                  Innych przepisów nie przywołuję, powyższe wystarczy. I pewnie dlatego Dyrektywy Antydyskrymiacyjne wyłączają z nakazów organizacje w których określona moralność ma znaczenie zasadnicze.

                                                  Gaiko, ja się pytam, kto określa, co jest z co nie jest dyskryminacją. Te wszystkie przepisy mówią jedynie ogólnie, że nie wolno dyskryminować. I ja się z tym zgadzam. Ludzie są równi, mają takie same prawa i obowiązki. Nie zgadzam się z listą która wymienia powody, z jakich dyskryminować nie wolno. To jest źle... powinno być napisane, że nie wolno dyskryminować z JAKICHKOLWIEK powodów. Tyle, że moim zdaniem - dyskryminacja nie polega na równym traktowaniu, tylko na ograniczaniu dostępu do przynależnych praw i wolności. Prawo stanowione ogranicza te prawa w określony sposób - a mianowicie jeśli chodzi o słuszne wymogi moralne, porządek publiczny i dobrobyt kraju.
                                                  Brak dostępu do przywilejów (ustanowionych w konkretnym celu) , nie przyjęcie do pracy z powodu nie spełnienia wymogów - dyskryminacją nie jest.

                                                  Czekam na określenie Twojego rozumienia słowa dyskryminacja. Bo najwyraźniej mówimy o różnych sprawach.
                                                  • kora3 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 22:30
                                                    a000000 napisała:

                                                    > Brak dostępu do przywilejów (ustanowionych w konkretnym celu) , nie przyjęcie d
                                                    > o pracy z powodu nie spełnienia wymogów - dyskryminacją nie jest.
                                                    >
                                                    >


                                                    nie rozmydlaj Azerko smile
                                                    Jasne, ze nie jest ...tylko, ze WYMOGI powinny byc obiektywne, a nie subiektywne oraz odnosic się do wykonywania zawodu.

                                                    Dam Ci prosty przklad. Mój partner ma podkomennego, który jest Adwentystą Dnia Siódmego. Choc to wyznanie w formacj nie ma swego kapelana nie było powodu, zeby chłopaka nie przyjac. Speniał wszystkie warunk zarówno co o wyszkolenia, jak i zdrowotne, ale pojawił się pewnieb problem Mianowicie Adwentustom nie wolno w soboty pracowac - wcale A ta słuzba odbywa sie w systemie zmianowym i wypadają słuzby w sboty, niedziee i swieta (katolickie i inne). Chłopak uczciwiepowiedział , ze takie ma wymogi religijne. zasadniczo mój partner mógł go nie ptzyjąc do sego wydziału motywując to tym, ze odmawia on pracy w systemie zmianowym i nie bylaby to bynajmniej dyskryminacja, bo wymaga tego ta słuzba i koniec. ale zaproponowal, ze skoro jest jak jest to niechze ten choroazy dogada się z innymi tak, zeby pozamieniac sie słuzbami by nie wypadały mu w czasie kiedy pracowac nie moze. Jesli sie uda - ok. I udało się. Problem kolejny - szkolenia i obozy kondycyjne. Trzeba to odbywać i nikt terminu do chłopaka nie dostosuje. Ale on pogadał w swoim zborze i dostal jakas dyspense, ze szkolenie czy obóz to nie stricto praca. Dało się. Ale gdyby koledzy nie pozli mu na rekę....
                                                    Rzecz w tym ze szef, czyli w tym przypadku mój facet nie czepia się z urzedu: nie mozesz w soboty to do widzenia, nie ma Cie tu. Powiedział: dogadaj się, istawcie sobie, jak inni się pozamieniaja, mnie to nie przeszkadza.

                                                    Przepsy, które na przeman cytujecie z Gaika nie moga precyzowac kazdej sytuacji, w której mozna mówic o dyskryminacjismile To jasne Bo to czy mam y do czynieia z duskryminacja, czy tez tylko a moze az brakiem dobrej woli, czy tez po prostu pracodawca nie moze danej osoby przyjac wynika z kontekstu i MUSI byc rozpatrywane indywidualne Dlatego mowa o tym, ze nie wolno dyskryminować, a nie konkretnie na kolometrze, albo dwóch rolek papieru zapisać konkretnie.
                                                  • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 22:41
                                                    kora3 napisała:

                                                    >tylko, ze WYMOGI powinny byc obiektywne, a nie subiektywne oraz odnosic się do >wykonywania zawodu.

                                                    A co z zaufaniem pracodawcy do pracownika? To jest rzecz całkiem subiektywna.

                                                    Zdaję sobie sprawę, że przepisy to nie rolka papieru i wszystkich sytuacji objąć nie mogą. Tyle, że wówczas tworzy się FURTKA.
                                                  • kora3 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 23:48
                                                    a000000 napisała:
                                                    >
                                                    > A co z zaufaniem pracodawcy do pracownika? To jest rzecz całkiem subiektywna.

                                                    no skoro masz takie podejscie smile to pzyticze ci pewnien z zycia wziety dowcip. smile W penym urzedzie gminy zwolniło sie miejsce szefowej pewnego referatu - poszla na emetuture. Ogłoszono konkurs i zgłosily się 3 osoby
                                                    1 Absolwent jednej z wiidących akadmii ekonomiznej w kraju, z diktoratem z ekonomii i 15 letnim stazem w sektorze publicznym.
                                                    2 Emerytowna głowa ksiegowa duzej firmy, ostanio zatrudniona w sektorze yblicznym z 30 letnim stazem
                                                    3 Absolweny miejscwej szkoły prywatnej o charakterze ekonomcznym, staz w urzedzie gminy tutejszym z PUP jako referent, dwa lara pracy jako spec ds ekonomicznyc w prywatnej firmie
                                                    Oytanie kto wygrał konkurs?

                                                    Brat ziecia pana wójtasmile Na pytania dziennikarzy powiedzia, ze do tego młodego człowieka ma zaufanie, bo jest on z jego rodziny Ten pan juz wójtem nie jest smile

                                                    >
                                                    > Zdaję sobie sprawę, że przepisy to nie rolka papieru i wszystkich sytuacji obj
                                                    > ąć nie mogą. Tyle, że wówczas tworzy się FURTKA.


                                                    Ależ oczywiscie smile nie da sie uniknąc takiej sytuacji. Furtka la dyskryminacji bedzie ZAWSZE dlatgo poza przepisami jest potrzebny minister od niej Azerko Co to jest jrdziez, gwałt, oszustwo kodeksy dosc scisle okreslają a i tu są rzne wykladnie zaleznie od kwalifikacji
                                                    Moj faet mógł np nie lubic protestantów i nie przyjac chłopaka (teoretycznie, bo jemu zwisa, tak jak mnie, kto w co tam wierzy, byle był w porzadku) i nikt by mu nie udowodnił ze nie przyja go ze złosliwosci Gosc nie mzoe pracowac w soboty, powiedzial roofijalnie, a ta praca wymaga suzby na zmianach, szkolejn, obozów, takze w weekendy Koniec kropka
                                                  • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 01.10.10, 09:00
                                                    Korciu, pewnie powiesz, żem świnia szuja larwa i szczeżuja.... ale nie mogę sobie podarować...
                                                    i zatrzymam się nad bulwersującym mnie aspektem....to GŁOWA zgłosiła się do pracy? A co z resztą?

                                                    kora napisała:

                                                    > 2 Emerytowna głowa ksiegowa duzej firmy, ostanio zatrudniona w sektorze ybliczn
                                                    > ym z 30 letnim stazem


                                                    Korciu, apeluję!!! czytaj co piszesz!

                                                  • a000000 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 01.10.10, 13:16
                                                    kora3 napisała:

                                                    > a co do meritum co powiesz? jak z tym "zaufanuem pracodawcy" ? zgadzasz się,ze
                                                    > brat ziecia najlepszy?

                                                    zależy do czego. Jeśli chodzi o strażnika klucza do sejfu - to może i najlepszy?

                                                    Ale tak ogólnie, to za tego typu pytanie będziesz miała nakopane wiesz do czego....
                                                  • kora3 Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 01.10.10, 17:48
                                                    a000000 napisała:


                                                    >
                                                    > zależy do czego. Jeśli chodzi o strażnika klucza do sejfu - to może i najlepszy

                                                    mowimy o szefie referatu smile

                                                    > ?
                                                    >
                                                    > Ale tak ogólnie, to za tego typu pytanie będziesz miała nakopane wiesz do czego

                                                    jaks sie nie boje smile
                                                    > ....
                                                  • karafka_do_wina Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 22:48
                                                    kora3 napisała:
                                                    > Przepsy, które na przeman cytujecie z Gaika nie moga precyzowac kazdej sytuacji
                                                    > , w której mozna mówic o dyskryminacjismile

                                                    no wlasnie.

                                                    za wiki:
                                                    Dyskryminacja (łac. discrimino - rozróżniam) oznacza odmienne traktowanie różnych podmiotów, które znajdują się w podobnej sytuacji.

                                                    Podobieństwo sytuacji ocenia się w oparciu o obiektywne i weryfikowalne okoliczności istotne. Wyodrębnienie takich okoliczności zależy zawsze od kontekstu danej sprawy. Przepisy prawa zakazujące dyskryminacji ze względu na płeć, wyznanie, przynależność państwową etc. ustalają katalog cech, które, co do zasady, nie mogą być uznawane za okoliczności istotne.
                                                  • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 01.10.10, 17:05
                                                    karafka_do_wina napisała:

                                                    > kora3 napisała:
                                                    > > Przepsy, które na przeman cytujecie z Gaika nie moga precyzowac kazdej sy
                                                    > tuacji
                                                    > > , w której mozna mówic o dyskryminacjismile
                                                    >
                                                    > no wlasnie.

                                                    Dyrektywy unijne nakładają obowiązek określenia sytuacji, które zezwalają na dyskryminację, właśnie po to, żeby uniknąć dowolności i poszerzania jej zakresu.

                                                    Przepisy innych krajów są zazwyczaj b, szczegółowe. Przy ich interpretacji można się posiłkować nie tylko przykładowymi sytuacjami z życia wziętymi(pokazują co jest, a co nie jest dyskryminacją), ale i rodzajem ‘testów’, które obiektywizują ewentualne sporne okoliczności.

                                                    A w razie kompletnej niemożliwości porozumienia na bazie istniejących zapisów, jest jeszcze droga sądowa.

                                                    Nie w tym rzecz, żeby zapisy uwzględniały każdą indywidualną sytuację, ale by były klarowne na tyle, żeby nie wywoływać permanentnych sporów.
                                                    Czyli mają się dać łatwo zastosować w większości sytuacji.
                                                  • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 30.09.10, 23:33
                                                    a000000 napisała:

                                                    > Innych przepisów nie przywołuję, powyższe wystarczy. I pewnie dlatego Dyrektywy
                                                    > Antydyskrymiacyjne wyłączają z nakazów organizacje w których określona moraln
                                                    > ość ma znaczenie zasadnicze.

                                                    Azerko, napisałam skąd (historycznie rzecz ujmując ) wywiedziono dzisiejsze zapisy antydyskryminacyjne. Dyrektywy UE są dużo bardziej szczegółowe, a prawo poszczególnych państw -jeszcze bardziej.

                                                    Dyrektywy nie wyłączają nikogo. Dają pewien margines ‘zorganizowanym religiom’, ale ten margines nie jest dowolny. Stąd ta dyskusja.

                                                    > Gaiko, ja się pytam, kto określa, co jest z co nie jest dyskryminacją.

                                                    Twórcy ustaw określają i masz te definicje w KP zapisane.

                                                    > I ja się z tym
                                                    > zgadzam. Ludzie są równi, mają takie same prawa i obowiązki. Nie zgadzam się z
                                                    > listą która wymienia powody, z jakich dyskryminować nie wolno. To jest źle...
                                                    > powinno być napisane, że nie wolno dyskryminować z JAKICHKOLWIEK powodów.

                                                    To mamy zapisane w Konstytucji.

                                                    Ustawa służy uszczegółowieniu, a konieczność tegoż bierze się z kolei m.in. z ...przeszłych doświadczeń grup, które najczęściej bywały dyskryminowane.


                                                    Tyle,
                                                    > że moim zdaniem - dyskryminacja nie polega na równym traktowaniu, tylko na ogr
                                                    > aniczaniu dostępu do przynależnych praw i wolności. Prawo stanowione ogranicza
                                                    > te prawa w określony sposób - a mianowicie jeśli chodzi o słuszne wymogi moraln
                                                    > e, porządek publiczny i dobrobyt kraju.
                                                    > Brak dostępu do przywilejów (ustanowionych w konkretnym celu) , nie przyjęcie d
                                                    > o pracy z powodu nie spełnienia wymogów - dyskryminacją nie jest.

                                                    To prawda. Ale pracodawca musi dowieść, że wymóg jest niezbędny dla pełnienia konkretnej funkcji, czyli zasadniczy.

                                                    > Czekam na określenie Twojego rozumienia słowa dyskryminacja. Bo najwyraźniej mó
                                                    > wimy o różnych sprawach.

                                                    Rozumiałam, że mówimy o prawnych zapisach.

                                                    No to- nieuzasadnione nierówne traktowanie w dostępie do pracy.
                                              • kora3 Ale to jest dośc proste Azerko 30.09.10, 21:58
                                                Az dziw, ze TY - oswiadczona i swiatła kobieta pytasz o takie coś. Ale ok
                                                Otóz prawie kazde zajęcie zarobkowe (i nie tylko) wymaga spełnienia pewnych wymogów: intlektualnych, fizycznych, psychicznych i zdrowotnych Ciebie nie przyjeto do szkoly lotniczej , mnie by nie przyjeto jako modelke Ciebie w tym momence ograniczało zdrowie, nie wiek i wzrost (cinajmniejsmile) - proste Lotnik musi miec okreslone paramentry fizyczne (psychiczne też), a modelka tez fizyczne, ale inne i psychiczne też, ale inne.

                                                Bardzo srednio inteligentna osoba, naprawde bardzo srednio zauwazy, ze trudno ejst jakies kryterium, wymóg nazwac dyskrymnacją bez zadnego kontekstu. Ogólnie mozna powiedziec, ze z dyskryminacja zawodowa mamy do czynienia wówczas, gdy o odrzuceniu pracwnika decydują inne wzgledy iz kwalifikacje i predyspozycje wymagane snormalnie w tym zawodze, obiektywnie do jego wykonywania niezbedne. Człowieka bez dyplomu lekarza nie zatrudnia się jako lekarza i to nie ejst dyskryminacja. Ale jesli lekarza odrzuca się bo jest zcarny np to jest.
                                                Pracodawca ma prawo stawiac wymogi pracownikowi, ale tylko w zakresie dot. wykonywania przez niego pracy i fukcjonwania frmy, a nie co do prywatnego zycia. Są od tego wyjatki, ale badzo specyficzne i tez zwiazane z pracą Np. mnie nie wolno pisac o osobach, które sa mi bliskie. Nie jest to jednak duslryminacja, ale zupełnie zrozumaly wymóg, jeden z tych ktore w sferze osobistej obowiazuja w wieu zawodach. Np ani lekarz ani prawnik nie mzoe byc emocjonalnie zwiazny ze swym pacjentem i klientem
                                                • a000000 Re: Ale to jest dośc proste Azerko 30.09.10, 22:36
                                                  kora3 napisała:

                                                  > Az dziw, ze TY - oswiadczona i swiatła kobieta pytasz o takie coś.

                                                  Korciu, ja też się dziwię, że o takie rzeczy muszę pytać... bo najwyraźniej niektórzy zupełnie inaczej pojmują i prawo, i działanie państwa, i społeczeństwo, i rodzinę, i hierarchię wartości, i równość w końcu.... niż ja.

                                                  Dyskryminacja zawodowa jest oczywista. ALE. Powiedz mi: są dwie kandydatki na jedno miejsce. Obie mają identyczne kwalifikacje, identyczne umiejętności, doświadczenie... czyli mają taką samą przydatność zawodową. Pracodawca musi wybrać jedną. Wybiera ładniejszą. Czy ta brzydsza może się czuć zdyskryminowana????

                                                  Czy pracodawca MUSI przyjąć pracownika wedle narzuconej mu przez ministra/ustawę/rózne gremia...... procedury, czy też może wnieść w proces rekrutacji SWOJE wymogi?
                                                  W końcu pracodawca jest właścicielem majątku, który powierza pracownikowi. Pracownik ma dostęp do różnych spraw, często również osobistych pracodawcy. Czy pracodawca może powiedzieć, że Cygana do pracy nie przyjmie, bo nie ma do niego zaufania? Że homoseksualisty do nauczania cudzych dzieci nie przyjmie, bo ten mu nie zagwarantuje takiego wychowania, jakiego oczekują rodzice? których prawo do decydowania o wychowaniu dzieci jest konstytucyjnie nadrzędne.

                                                  Łatwo jest powiedzieć, że nie wolno dyskryminować. Ale określmy sobie, kiedy taka dyskryminacja występuje, a kiedy nierówne potraktowanie dyskryminacją nie jest. Czyje prawo do wolności jest nadrzędne: homoseksualisty w zakresie prawa do zatrudnienia tam gdzie on chce, rodziców w zakresie wychowania dzieci tak, jak oni chcą, czy w końcu dzieci - w zakresie prawa do wychowania zgodnego z Deklaracją Praw Człowieka w części dotyczącej słusznych wymogów moralności koniecznych do przygotowania młodego człowieka do życia w rodzinie. Przecież skoro rodzina to podstawowa komórka społeczna gwarantująca reprodukcję społeczeństwa, to nie można dziecku zafundować dysonansu poznawczego, gdy z jednej strony mówi się o roli rodziny, a z drugiej strony WZÓR jakim jest nauczyciel, tej roli nie wypełnia i jeszcze jest z tego dumny (mowa o tych co to publicznie się afiszują ze swoją preferencją).

                                                  Dla mnie jednakowoż zasadniczą przesłanką do nie/zatrudnienia homoseksualisty w szkole jest zdanie rodziców. Bo to oni mają konstytucyjny przywilej decydowania o światopoglądzie dzieci.... a skoro posyłają dziecko do szkoły wyznaniowej - to już tym samym deklarują swoje oczekiwania.

                                                  • karafka_do_wina Re: Ale to jest dośc proste Azerko 30.09.10, 23:00
                                                    odnosze wrazenie, ze wg ciebie cygan kradnie, bo ma to w genach, a homoseksualista demoralizuje z tego samego powodu. domyslam sie, ze odpowiada ci sytuacja gdy pracodawca nie chce zatrudnic polaka, bo polacy sa brudni i pija, albo kobiety, bo baby nadaja sie tylko do garow?
                                                  • kora3 A mnie bardziej interesuje, czy Azerka 30.09.10, 23:57
                                                    zgodzlaby sie na to, zeby z woli rodziców, ktorzy poslali dziecko do swieciej szkoly nie zatrudniac nauczycela deklarujacego sie jako katolik (jaki taki wyrózniający sie, np z Rady parfialnej, albo jakiegos innego kólka), bo przeciez bedziejako matematyk indoktrynowal dzieci po katolicku
                                                  • a000000 Re: A mnie bardziej interesuje, czy Azerka 01.10.10, 08:56
                                                    kora3 napisała:

                                                    > zgodzlaby sie na to, zeby z woli rodziców,

                                                    TAK.

                                                    Azerka docenia wagę matematyki.... i w tym względzie sama by optowała za dobrym fachowcem POMIMO jego nagannego życia prywatnego. Jedyne do czego by się posunęła, to szczera rozmowa z facetem - aby uszanował świeckość szkoły. I nie wnosił do matematyki JAKICHKOLWIEK treści światopoglądowych czy obyczajowych.

                                                    Ale od azerki nic nie zależy, może sobie tylko ponarzekać na forum.... a możni i tak ustawią ten świat po swojemu. brrrr



                                                  • kora3 Ale dlaczego z góry zakładasz, że 01.10.10, 09:25
                                                    zarowno katolik, jak homoseksualista MUSZA jakies watki dot wyznania i orientacji przemycac do pracy?
                                                    Pracowałam z wieloma katolikamii zaledwie paru miało tendecje do "nawracania" ludzi w pracysmile i z paroma homo o których orientacji dowiadywałam sie w całkiem pozafirnmowych okolicznosciach
                                                  • a000000 Re: Ale dlaczego z góry zakładasz, że 01.10.10, 13:13
                                                    kora3 napisała:

                                                    > zarowno katolik, jak homoseksualista MUSZA jakies watki dot wyznania i orientac
                                                    > ji przemycac do pracy?

                                                    bo fanatycy ideologii tak mają. Wszelkich ideologii.

                                                    gdyby mnie jakiś nawiedzony katolik w pracy ewangelizował, to bym sobie wyprosiła.
                                                    A homoseksualistę, jak wiesz, mam w rodzinie, i bardzo go lubię i cenię... ale on nie z tych co się afiszują...
                                                  • kora3 Re: Ale dlaczego z góry zakładasz, że 01.10.10, 13:53
                                                    a000000 napisała:
                                                    >
                                                    > bo fanatycy ideologii tak mają. Wszelkich ideologii.

                                                    Guzik prawda smile Moze mają taką cheć, ale wprowadzenie jej w czyn zalezy od tego, co im grozi za taką dzialalnosc. Mój eksmąz np. b. chetnie głosil swe oredzia wszedzie poza swoją włąsną pracą, bo raz mu przygrozono, ze jesli bedzie rozpiździał impreze firmową w piątek nawołując do jej bojkotu to go wywaląsmile i jakoś przeszło mu apostolowanie w swojej firmiesmile

                                                    > gdyby mnie jakiś nawiedzony katolik w pracy ewangelizował, to bym sobie wyprosi
                                                    > ła.


                                                    Pewnie tez, gorzej byłoby z wyproszeniem, gdyby to był współpracownik, wówczas wyprosic nie za bardzo jest jak smile i trzeba uzyc innych srodków

                                                    > A homoseksualistę, jak wiesz, mam w rodzinie, i bardzo go lubię i cenię... ale
                                                    > on nie z tych co się afiszują...


                                                    a nie pamietałam tego, ale coś mi swita teraz, ze wspominalaś.
                                                    Wiesz, dla mnie pojecie "afiszować się" też jest wzgledne. Nie tylko o homo. No bo tak: ja transparentu ani szarfy z napisem "moim partnerem jest ten i ten" nie noszę, ale też nie ukrywam kto nim jest, nie udaje, ze jesteśmy tylko znajomymi, czy wspóllokatorami, nie ukrywam, ze meiszkamy razem i zyjemy. I tearz pytanie: afiszowanie się li to, czy nie? Wg mnie normalnosc. To samo dotyczy homo, czy katolików. Wg mnie przedstawienie mi goscia przez kolegę "Mój partner, Imię" nie ejst afiszowaniem się tylko stwierdzeniem faktu, dokladnie takim samym, jakby był hetero i powuiedziałby "Moja dziewczyna, towarzyszka zycia, partnerka, zona Imię" . Podobnie katolik wracając w niedziele np. z koscioła czy idąc do niego zapytany skąd, czy dokąd idzie nie afiszuje sie odpowiadając "A do Koscioła , na mszę" - stwierdza fakty.
                                                  • a000000 Re: Ale dlaczego z góry zakładasz, że 01.10.10, 15:13
                                                    kora3 napisała:

                                                    >nie jest afiszowaniem się tylko stwierdzeniem faktu,

                                                    oczywiście. I takim samym stwierdzeniem faktu jest to co powiedziała Radziszewska. Jej rozmówca JEST czynnym lobbystą na rzecz praw homo i jako taki nie jest w wypowiedziach i ocenach bezstronny. Czyli - widz powinien ten aspekt wziąć pod uwagę.

                                                  • kora3 Re: Ale to jest dośc proste Azerko 30.09.10, 23:24
                                                    a000000 napisała:
                                                    >
                                                    > Korciu, ja też się dziwię, że o takie rzeczy muszę pytać... bo najwyraźniej nie
                                                    > którzy zupełnie inaczej pojmują i prawo, i działanie państwa, i społeczeństwo,
                                                    > i rodzinę, i hierarchię wartości, i równość w końcu.... niż ja.


                                                    Ale Azerko to jak Ty, czy ja sobie pojmujemy ww nie ma nic o rzeczy Ty najwyrazxniej chcez, zeby ktos przedstawi ci liste sytuacji (z kodesku) kte sa dusktyminacjasmile masz szanse taka zobaczyc, ale chyba tylko w ametykańskich kodeksach, bo tam obowiazuje prawo precedensu (nie wiem na jaką skale, nie podaje się za prawnika) smile
                                                    W Polsce,jako i w wiekszosc państw europejskich istnieją zapisy, które sąd zaleznie od KONTEKSTU mze interpretowac, czyli z grubsza to, czy w danej sytuacji dochodzi, czy nie do dydkryminacji.

                                                    >
                                                    > Dyskryminacja zawodowa jest oczywista. ALE. Powiedz mi: są dwie kandydatki na j
                                                    > edno miejsce. Obie mają identyczne kwalifikacje, identyczne umiejętności, doświ
                                                    > adczenie... czyli mają taką samą przydatność zawodową. Pracodawca musi wybrać j
                                                    > edną. Wybiera ładniejszą. Czy ta brzydsza może się czuć zdyskryminowana????


                                                    hmmmm smile no jak zwykle, biedna brzydulasmile Dobra smile na ogól jest tak, że aplikujacy nie zna wszystkich wrz z nim pretendujacych wiec dosc trudno dowiesc, ze nie został przyjety ze wzgledu na aparycję jesli nie jest ona podana jako kryterium. Zwykle osoba, która ma przekonanie ze jest mało atrakcyjna uwaza, ze to z tego powodu ja odrzucono, a bywa tak ze jest po prostu mało pewna siebie w zwazju ze swym (czasem niesłusznym) przekonaniem na swój emat i dlatego odpada. Ale odpowiadając na twe pytanie: nie, nie powinna się czuc dyskyminowana, natomiast jesli jej aplokacje odrzucono by juz na wstepie z dopsiekiem "nie bo pani jest paskudna" np to tak

                                                    >
                                                    > Czy pracodawca MUSI przyjąć pracownika wedle narzuconej mu przez ministra/ustaw
                                                    > ę/rózne gremia...... procedury, czy też może wnieść w proces rekrutacji SWOJE w
                                                    > ymogi?


                                                    Azerko droga jak juzpisałam pracodawca ma prawo miec swoje wymogi. Na ogól jednym znich bywa np w korporacjach (ale nie tylko) akcptacja przez zespół np. w swoim zyciu pracowałam w kilku firmach Azerko ale w zadnej nie padło w rozmowie, czy formularzu pytanie oorientacje seksualna. Padały natomiast pytania o stan cywilny i o planowane ciązesmile Nie miaam planów ciazowyc,a le i tak uwazałam te pytania za upokarzajace, choć, co chce podkreslic, rozumiałam pracodawce Woele kobiet idzie do pracy tylko po to, zeby zaraz zajsc w ciaze i isc na L04, a niemało ma tak, ze po prostu xle sie w ciazy czuje i musi skorzystac ze zwolnienia lekarskiego. Dla pracodawcy to pracownik "w plecy" i stad moje zrozumienie dla tych pytań Natomast pytania z kim sypiam, czy mieszksm z kms bez slubu, albo jakiegojestem wzyznania bym nie zdterzyla,

                                                    > W końcu pracodawca jest właścicielem majątku, który powierza pracownikowi. Prac
                                                    > ownik ma dostęp do różnych spraw, często również osobistych pracodawcy. Czy pra
                                                    > codawca może powiedzieć, że Cygana do pracy nie przyjmie, bo nie ma do niego za
                                                    > ufania


                                                    Masz na mysli Roma? Nie, nie moze powiedziećsmile Moze pomyslec i w praktyce tak zrobic, ze nie pzyjmie, obie to wiemy - ale jesli powie, a gosc ma to np nagrane to ajwna dysktuminacja. aparat państwa (poza i tak czesto ustawianymi konkursami na stanowiska w sektorze bidzetowym) nie ma mozlwosci z urzedu sprawdać kazdej firmyi kazdej rekrutacji. Dlatego nie da sie wyelimnowac tegoz jawiska, ale jesli nastapi i zostanie zgłoszone nie wolnoe go sankcjonowac. Stad pacodawca oznajmujacy ze nie przyjmie do pracy Roma, bo uwaza go za niegodnego zaufani przejawia skrajny rasizm i powinien zostac ukarany. Nie ma powodów z urzed nie darzyc kogoś zaufaniem, bo jest Romem.

                                                    Że homoseksualisty do nauczania cudzych dzieci nie przyjmie, bo ten mu
                                                    > nie zagwarantuje takiego wychowania, jakiego oczekują rodzice? których prawo do
                                                    > decydowania o wychowaniu dzieci jest konstytucyjnie nadrzędne


                                                    Nie ma powodu miec przekonania, ze mauczyciel homoseksualista bedzie tak, a nie inaczej wychowywał dzieci.
                                                    Azerko , czy zgodziabys isę, gdyby dyrektor szkoły odmówił przyjecia do pracy nauczyciela, który deklaruje sie jako katolik, bo podejrzewa (tak o , z urzedu), ze bedzie on nizgodnie z oczekiwaniami rodziców nauczał dzieci?
                                                    Teoretycznie miałby rację - skoro rodzice posylaja dzieci do szkoły publicznej, to jest swieckiej, a juz zwłaszcza tacy rodzice, którzy nie zadeklarowali checi pobierania przez ich latoroslu lekcji eligii, to znaczy, ze oczekują, ze wszystkie przedmioty, poza religią, na które ich dziecko nie uczeszcza, bedą przekazywane zgodnie z naukowym a nie religijnym punktem widzenia W zwiazku z tym historyk, czy matematyk, a tym bardziej np biolog deklarujacy się jako katolik wg nich mógłby byc jako nauczycel ich dziecka niepozadany Uwazałbys to zadtskruminacje katolików, czy nie? Ja tak Nie ma zadnych przesalnek, że taki nauczyciel bedzie indoktrynował religijnie Jesli zacznie, to co innego.
                                                    .
                                                    >
                                                    > Czyje prawo do wolności jest nadrzędne: homoseksualisty w zakresie prawa do
                                                    > zatrudnienia tam gdzie on chce, rodziców w zakresie wychowania dzieci tak, jak
                                                    > oni chcą, czy w końcu dzieci - w zakresie prawa do wychowania zgodnego z Dekla
                                                    > racją Praw Człowieka w części dotyczącej słusznych wymogów moralności konieczny
                                                    > ch do przygotowania młodego człowieka do życia w rodzinie.


                                                    Azerko, mylisz pojecia i rozmydlasz sorry jak zawsze. Matematyk, histoyk, otd nie naucza zycia w rodzibe tylko swego przedmiotu. smile nie wiem czy przedmiot "przygotowanie do zycia w rodzinie" funkcjonuje jeszcze i na jakich zasadach, ale nie sadze, zeby z urzedu powierzano nauczanie go homoseksualistomsmile Do zycia w rodzinie azerko najlepiej przygotowuje dom, rodzina Szkoła jesli juz uczy zycia w czyms, to w społeczeństwie. A w nim sa takze homoseksualisci. im szybciej dziecko bedzie o tym wiedziało i traktowało to normalnie tym wieksza szansa ze nie wyrosnie na kołtuna, nawetnajac kołtuńskich rodziców Powiadasz, ze to rodzice powinni decydowac? Hmmm wiesz, moja kolezanka miała akich rodziców , którzy kompletnie nie akceptowali lidzi, którzy byli tzw ludnoscią napływową, spoza Slaska, a juz szczgólnie ze wsi u nich w domu cenralnie mówiono, ze wsiok jest gorszy itd Woelu slazaków z duza nieufnoscia odnosiło się w tamtych zcasach d ludzi z zewnątrz, a juz gorol to ....
                                                    Powinni zwolnic 2/3 nauczycieli z mojej posrawówki smile bo rodzice raczej nie akceptowali smile


                                                    Przecież skoro rodzi
                                                    > na to podstawowa komórka społeczna gwarantująca reprodukcję społeczeństwa, to n
                                                    > ie można dziecku zafundować dysonansu poznawczego, gdy z jednej strony mówi się
                                                    > o roli rodziny, a z drugiej strony WZÓR jakim jest nauczyciel, tej roli nie wy
                                                    > pełnia i jeszcze jest z tego dumny (mowa o tych co to publicznie się afiszują z
                                                    > e swoją preferencją).


                                                    jak wyzej - Śląsk dla ślązaków, pełno wioch się nam tu najechało, az ciasno LUDZIOMsmile Ślazak jest dobry, ma tradycje, obcy zły i ma głupie zwyczaje, nie umie sie zachować, jest wsiok. Mała ojczyzna czyli region jest nadal dla wielu ludzi bardzo wazny, na szczescie rzadko już takie debilizmy z tego wychodza, jak ci opisałam.
                                                    Ty ciagle z tą reprodukcjasmile Azerka, człowiek nie ejst bykiem naseniowym ani krowa rozpłodową, zrozum to smile A co jesli nauczyciel jest singlem? Jaki przyklad daje? reprodukcujny?smile
                                                    >
                                                    [i] Bo to oni mają konstytucyjny przywilej decydowani
                                                    > a o światopoglądzie dzieci.... a skoro posyłają dziecko do szkoły wyznaniowej -
                                                    > to już tym samym deklarują swoje oczekiwania.


                                                    a tylko homoseksualisty? A jesli osoby, która ma tylko 1 dziecko? Bo rodzce chca uczyc dzieci, ze trzeba ich miec duzo? A jesli nie ma dzieci? A jak jest spoza regionu? A jak pani nauczycielka jest za ładna ?smile
                                                    >
                            • stephen_s Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 10:25
                              > Ona nie udzielała wypowiedzi jako ciocia- Radziszewska –Dobra- Rada, któr
                              > a ma swoją opinię, ale jako minister rządu. W dodatku w kwestii dotyczącej regu
                              > lacji prawnych. A więc sama owa wypowiedź jest naganna, bo wprowadza w b
                              > łąd, obnaża niekompetencję i wzmacnia tendencje dyskryminacyjne i tak dość pows
                              > zechnie umocowane. Gdyby była ministrem rolnictwa, również powinna być za to kr
                              > ytykowana(to raczej oczywiste, czyż nie?), jednak jej wypowiedź na obecnym stan
                              > owisku kłócić się z nim bardziej nie może.

                              Wiesz co? Po dokładniejszym przeczytaniu wypowiedzi Radziszewskiej i kontekstu, w jakim padła, zapytam: gdzie niby ona wprowadza w błąd? Przecież z kontekstu jest jasne, że R. nie mówi o obowiązującym prawie, ale ustawie, którą przyjął rząd.

                              > Nie za sam fakt? Przecież jeśli ukrywa, to ten fakt w świadomości innych nie is
                              > tnieje- faktu brak.

                              No przecież mówię, że *nie* chodzi o kogoś, kto swój homoseksualizm ukrywa.

                              > Obecność czarnoskórego pracownika też może wprowadzić niewygodne zamieszanie
                              >
                              . Życie często bywa mało wygodne.

                              Analogia z rasizmem nie jest tu uprawniona.

                              Wyobraź sobie, że jesteś uczniem w szkole katolickiej. Nie widziałabyś pewnej sprzeczności w sytuacji, kiedy większość nauczycieli i katechetów szkole mówiło Ci, że homoseksualizm jest grzechem - a jednocześnie jeden z Twoich nauczycieli był praktykującym homoseksualistą?

                              > Dlaczegoś się uparł, że homo manifestuje i
                              > narzuca, a hetero jest dyskretny i praktycznie aseksualny w ‘przestrzeni
                              > pracowniczej’?

                              O matko, w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że sam fakt, że ktoś zdeklaruje się jako homoseksualista (co zazwyczaj oznacza, że ta osoba swój homoseksualizm akceptuje) pracując w szkole katolickiej, podważa istotne wartości nauczane przez tęże szkołę.

                              A już pomijając to: co w sytuacji, gdy uczniowe *zapytają* owego nauczyciela, co sądzisz o homoseksualizmie? Jeśli odpowie tak, jak sam uważa, to wprost zakwestionuje wartości nauczane przez resztę kadry. Jeśli odpowie zgodnie z etyką katolicką, to wyjdzie na hipokrytę, bo uczniowie będą wiedzieć, że ten nauczyciel sam nie stosuje się do wartości, jakie im przekazuje. Nie widzisz, że tworzy to niezręczną sytuację?

                              To jest tak, jakby ktoś pracował w HFPC i w czasie pracy apelował o amnestie, przestrzeganie praw człowieka itd. - a w czasie wolnym chodził po mieście z transparentem "Kara śmierci dla morderców".

                              > Wysoki, garbaty, w okularach, ciemnoskóry, kobieta, mężczyzna...dlaczego nie?

                              Właśnie, dlaczego nie?

                              Wiesz, chodzi mi o to, że wiele norm postulowanych przez to czy inne wyznanie jest po prostu arbitralnych. Jestem w stanie wyobrazić sobie hipotetyczną religię, która nakazuje, by rude włosy farbować. I szkoła prowadzona przez taką religię miałaby prawo odmówić zatrudnienia komuś, kto ma rude włosy i ich farbować nie chce...

                              > A gdyby tak ‘nazizujący’ pracodawca odmawiał zatrudnienia homoseksu
                              > alisty i powiedzmy Roma oraz Żyda –też dlaczego nie?

                              Pytanie z ciekawości: czy jeśli "Gazeta Wyborcza" odmówiłaby zatrudnienia komuś, kto w CV przyznał się do działalności w Młodzieży Wszechpolskiej, to też uznałabyś, że owa osoba została zdyskryminowana ze względu na przekonania polityczne?

                              > Tu oczywiście będziemy się różnić. Ja jednak zdecydowanie uważam, że jeżeli dla
                              > uprzedzeń (gdziekolwiek ukorzenionych) jest coraz mniej miejsca- należy to tra
                              > ktować w kategoriach postępu cywilizacyjnego, nie zaś ‘cywilizacji śmierc
                              > i’.

                              Świetnie, ale musi istnieć jakaś równowaga między sprzeciwem wobec uprzedzeń, a dawaniem ludziom prawa do posiadania własnych poglądów.

                              > Dokładnie tak jak powiedziałam. Obrońca praw człowieka może być katolikiem, ate
                              > istą i muzułmaninem -światopogląd nie ma znaczenia.

                              Wiesz, opinia nt. dopuszczalności kary śmierci też jest częścią światopoglądu...

                              > Z każdym postem wekslujesz na trochę inne zagadnienie. Najpierw były umiejęt
                              > ności
                              (kwalifikacje do wykonywania konkretnej pracy), potem światopogląd
                              >
                              , a następnie sprzeczność między prywatnymi przekonaniami a wykonywa
                              > nym zawodem.

                              To są aspekty tego samego zagadnienia. Przestrzeganie danego światoglądu czy wartości jest też rodzajem kwalifikacji do wykonywania zawodu związanego z realizowaniem tychże wartości.

                              > Zapytam jeszcze raz-ilu spotkałeś w życiu nauczycieli, którzy wychowywali Cię
                              > poprzez informowanie o swoim życiu seksualnym?

                              Nie trywializuj problemu. Nauczyciele wychowują przez osobisty przykład.
                              • gaika Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 27.09.10, 17:31
                                stephen_s napisał:

                                > Wiesz co? Po dokładniejszym przeczytaniu wypowiedzi Radziszewskiej i kontekstu,
                                > w jakim padła, zapytam: gdzie niby ona wprowadza w błąd? Przecież z kontekstu
                                > jest jasne, że R. nie mówi o obowiązującym prawie, ale ustawie, którą przyjął r
                                > ząd.

                                To jest propozycja ustawy; rząd nie mógł jej ‘przyjąć’.

                                Ok., odniosła się do napisanej przez siebie ustawy. I nadal wprowadza w błąd. Dyrektywa unijna nie zezwala na dowolność w tej kwestii, więc oczywiście nauczycielka-lesbijka będzie miała prawo odwołać się do sądu, bo wszystko zależy od okoliczności. Zakres możliwej dyskryminacji musi być ściśle określony, a sam fakt b. dobrze uzasadniony przez pracodawcę.


                                > No przecież mówię, że *nie* chodzi o kogoś, kto swój homoseksualizm ukrywa.

                                No właśnie -czyli za sam fakt. Bo co możesz wiedzieć więcej poza tym, że ktoś ma orientacją homoseksualną?

                                > Analogia z rasizmem nie jest tu uprawniona.

                                Ku Klux Klaniarze odwoływali się do Biblii. Solidne i inspirujące źródło uprzedzeń.

                                Ktoś jest czarny, ktoś biały, ktoś hetero lub homo, ktoś jest kobietą, ktoś mężczyzną ktoś garbaty, a inny ktoś ma odstające uszy. Każda analogia tego typu jest uprawniona.

                                > Wyobraź sobie, że jesteś uczniem w szkole katolickiej. Nie widziałabyś pewnej s
                                > przeczności w sytuacji, kiedy większość nauczycieli i katechetów szkole mówiło
                                > Ci, że homoseksualizm jest grzechem - a jednocześnie jeden z Twoich nauczycieli
                                > był praktykującym homoseksualistą?

                                Pytam po raz kolejny inaczej-dlaczego dzieci mają być informowane o praktykach seksualnych swoich nauczycieli? Jakim sposobem? Czy będą informowane, który z nauczycieli bije żonę, jest rozwodnikiem, kłamie, stosuje antykoncepcję i ma dziecko z iv?

                                Homoseksualizm nie jest grzechem, więc jeżeli by to mówili, wprowadziliby mnie w błąd.

                                Homoseksualny katolik może być fantastycznym nauczycielem, a może nie być.

                                > O matko, w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że sam fakt, że ktoś zdeklaruje
                                > się jako homoseksualista (co zazwyczaj oznacza, że ta osoba swój homoseksualizm
                                > akceptuje) pracując w szkole katolickiej, podważa istotne wartości nauczane pr
                                > zez tęże szkołę.

                                No i co z tego, że swój homoseksualizm akceptuje. Kościół też akceptuje homoseksualizm.

                                W ogóle o to chodzi, bo jeśli wiadomo, że ktoś jest homo, to jakim sposobem jednocześnie wiadomo czy uprawia i co uprawia, a więc imputujesz, że w przypadku homo to oczywiste, a w przypadku hetero nie (jak uprawia seks, czy ma kochankę, czy jest bi, czy ogłada porno).

                                Pytałam, ale nie odpowiedziałeś- jak w katolickiej szkole deklaruje swój heteroseksualizm heteroseksualista?
                                I jak deklaruje dopuszczalne(lub nie) formy heteroseksualizmu?

                                > A już pomijając to: co w sytuacji, gdy uczniowe *zapytają* owego nauczyciela, c
                                > o sądzisz o homoseksualizmie? Jeśli odpowie tak, jak sam uważa, to wprost zakwe
                                > stionuje wartości nauczane przez resztę kadry. Jeśli odpowie zgodnie z etyką ka
                                > tolicką, to wyjdzie na hipokrytę, bo uczniowie będą wiedzieć, że ten nauczyciel
                                > sam nie stosuje się do wartości, jakie im przekazuje. Nie widzisz, że tworzy t
                                > o niezręczną sytuację?

                                Skąd wiesz, co powie reszta kadry? A pewnie powie, zgodnie z prawdą, że KK homoseksualistów ‘przytula’. (Nie wspomnę, że seks lesbijski nie jest w Piśmie napiętnowany, a mowa była o nauczycielce.)

                                Świat jest czarno- biały w świecie Kaczynskiego, ale w świecie katolików -już nie. Nie wszyscy katolicy mówią jednym głosem. I dzieci to widzą i wiedzą, bo pochodzą z różnych rodzin, środowisk, bo mają kontakt z dość barwną rzeczywistością. Szkoła katolicka nie jest zamkniętym, odizolowanym podziemiem(a wiem, co mówię). Nie twórz jakiejś fikcji. Czy dzieci nie wiedzą, że np.Bortnowska jest katoliczką? Że księża gwałcący dzieci nie są usuwani z posługi, a także, że ksiądz może być homo? Nie bądź Stephen świętszy od papieża.

                                > To jest tak, jakby ktoś pracował w HFPC i w czasie pracy apelował o amnestie, p
                                > rzestrzeganie praw człowieka itd. - a w czasie wolnym chodził po mieście z tran
                                > sparentem "Kara śmierci dla morderców".

                                To byłoby tak, gdyby ktoś w pracy potępiał homoseksualizm, uznawał za paskudztwo i szerzył nienawiść, a po pracy utrzymywał kontakty homoseksualne. O takiej sytuacji mówimy?

                                > Wiesz, chodzi mi o to, że wiele norm postulowanych przez to czy inne wyznanie j
                                > est po prostu arbitralnych. Jestem w stanie wyobrazić sobie hipotetyczną religi
                                > ę, która nakazuje, by rude włosy farbować. I szkoła prowadzona przez taką relig
                                > ię miałaby prawo odmówić zatrudnienia komuś, kto ma rude włosy i ich farbować n
                                > ie chce...

                                Niech sobie będą arbitralne. Rzecz w tym czy państwo legitymizuje uznanie kogoś za ‘zbrodniarza’, kto nie dokonał ‘zbrodni’.

                                Dlaczego dyskryminacja na bazie religijnej jest Twoim zdaniem uprawniona a na bazie nazizmu, ksenofobii już nie? Przecież naganny jest sam fakt dyskryminowania niezależnie od źródła, z którego ta dyskryminacja płynie.

                                > Pytanie z ciekawości: czy jeśli "Gazeta Wyborcza" odmówiłaby zatrudnienia komuś
                                > , kto w CV przyznał się do działalności w Młodzieży Wszechpolskiej, to też uzna
                                > łabyś, że owa osoba została zdyskryminowana ze względu na przekonania polityczn
                                > e?

                                Tylko z tego powodu? Dyskryminujące. Chyba że w Kodeksie Pracy stoi inaczejwink


                                > Świetnie, ale musi istnieć jakaś równowaga między sprzeciwem wobec uprzedzeń, a
                                > dawaniem ludziom prawa do posiadania własnych poglądów.

                                Właśnie prawo antydyskryminacyjne tę równowagę wprowadza. Żeby nie było widzimisię. A zatrudnianie homo nie jest jednoznaczne z wyznaniem miłosnym.

                                > Wiesz, opinia nt. dopuszczalności kary śmierci też jest częścią światopoglądu..

                                Albo Ty mnie nie rozumiesz, albo ja Ciebie.
                                Prawa człowieka są pewnym konstruktem. Jeżeli ktoś jest obrońcą tych praw, robi to zawodowo, to znaczy, że walczy o ich ochronę i dba o przestrzeganie. Jeżeli tego nie robi, nie jest obrońcą praw człowieka i nie kwalifikuje się do wykonywania tego zawodu. Nie ma umiejętności. Niezależnie od światopoglądu.

                                > To są aspekty tego samego zagadnienia. Przestrzeganie danego światoglądu czy wa
                                > rtości jest też rodzajem kwalifikacji do wykonywania zawodu związanego z realiz
                                > owaniem tychże wartości.

                                Ale przecież to zależy od konkretnej sytuacji.
                                W przypadku Fundacji światopogląd nie ma znaczenia. W przypadku bycia księdzem- ma.

                                > Nie trywializuj problemu. Nauczyciele wychowują przez osobisty przykład.

                                To Ty sprowadzasz problem to tej płaszczyzny, nie ja. Sam fakt bycia homo z pktu widzenia religijnego z niczym się nie kłóci.

                                Pokazuję, że życie seksualne nauczycieli nie stanowi elementu wychowania, a jeśli stanowi, to w takim przypadku nauczyciel, niezależnie od orientacji, do zawodu się nie nadaje.

                                Zazdroszczę Ci nauczycieli, którzy Cię wychowywali przez osobisty przykładsmile

      • diabollo Re: A ja nadal nie rozumiem :(( 25.09.10, 08:51
        stephen_s napisał:

        > Słucham o tej wypowiedzi w mediach któryś już dzień i ciągle nie rozumiem, co R
        > . takiego strasznego powiedziała?
        >
        > Szkoła ma wychowywać. Szkoła wyznaniowa wychowuje w duchu wartości danego wyzna
        > nia. Homoseksualizm stoi w sprzeczności z wartościami katolicyzmu. Czemu szkoła
        > katolicka nie miałaby powiedzieć, że wolałaby nie mieć homoseksualisty wśród k
        > adry..?
        >

        Bzdury piszesz, czcigodny Stepehenie.
        Według jakiś amerykańskich badań 50% katolickich księży ma skłonności homoseksulane.
        Z resztą - jaki facet może się dobrowolnie godzić na celibat?
        Chyba tylko taki, który nie akceptuje swojej seksualności.
        A w barbarzyńskich społeczeństwach o silnym wpływie fundamentalizmu religijnego takich jak w USA czy Polska, gdzie homoseksulizm jest potępiany - właśnie dla młodych homoseksualistów ich seksualność jest nieakceptowalnym dramatem.

        Wniosek dość karkołomny, ale powyżej chyba nieźle uzasadniony - Kościół Ginekologiczno-Katolicki musi piętnować homoseksualizm, bo inaczej zabrakło by chętnych do nowych kadr od których wymaga się celibatu (a celibatu KGK wymaga z kolei po to, aby sprawować kontrolę totalną nad swoimi funkcjonariuszami - jedną z najlepszych form kontroli jest wywoływanie poczucia winy).

        I Ty coś piszesz wychowaniu w przez tak poparaną instytucję? Wychowaniu do hipokryzji, poczuciai winy, kompleksów, nienawiści, dyskryminacji?

        A jeżeli chodzi o ową minister - to naprawdę Tusk powinen ją zczyścić.
        Nie można dyskryminować ludzi ze względu na to, że mają taką a nie inną orientację seksualną, polski kodeks pracy zabrania zadawania pytania o orientację pracownikowi.
        Radziszewska dostaje od nas pensje, aby bić się o dyskryminowanych, a nie uzasadniać dyskryminację i bronić popapranych instytucji z założenia dyskryminujących.

        Kłaniam się nisko.
    • diabollo Apel 25.09.10, 08:33
      Apel osób życia publicznego do premiera Donalda Tuska o zdymisjonowanie minister Elżbiety Radziszewskiej



      Warszawa, 24 września 2010 r.

      Sz. P. Donald Tusk

      Prezes Rady Ministrów

      Pełnomocniczka rządu do spraw równego traktowania, minister Elżbieta Radziszewska niejednokrotnie publicznie wypowiadała się w sposób budzący wątpliwość, czy rozumie i podziela ideę równego traktowania w sposób przyjęty przez społeczeństwa skupione w Unii Europejskiej, Radzie Europy i Organizacji Narodów Zjednoczonych.



      Od momentu powołania minister Radziszewskiej na urząd pełnomocnika rządu organizacje pozarządowe oraz media zwracały uwagę na jej brak kompetencji, woli współpracy oraz język dyskryminacji, jakiego używa. Wszelką miarę przekroczyła jednak jej niedawna telewizyjna wypowiedź, w której usiłowała zdyskredytować swojego rozmówcę ujawniając telewidzom jego orientację seksualną. To zdarzenie świadczy nie tylko o jej niezrozumieniu dla zasad równego traktowania, równości i tolerancji, ale też o osobistych uprzedzeniach. Takie zachowanie i poglądy dyskredytują ją całkowicie jako osobę, która w polskim rządzie odpowiada za sprawy równego traktowania. Zamiast afirmować te idee podsyca bowiem niechęć i nietolerancję.



      Bliskie są nam idee tolerancji i szacunku dla wyborów innych, na których zbudowana jest Europa. Z zadowoleniem przyjmujemy działania rządu promujące te wartości. Stanowczo protestujemy jednak, gdy osoby pełniące najważniejsze funkcje w państwie, publicznie okazują lekceważenie dla podstawowych praw człowieka.



      Wierząc, że podziela Pan nasze wartości i idee apelujemy o natychmiastową dymisję minister Elżbiety Radziszewskiej.



      Katarzyna Adamik, Małgorzata Adamowicz, Edwin Bendyk, Robert Biedroń, Henryka Bochniarz, dr Adam Bodnar, Sylwia Chutnik, Beata Czerwińska, prof. Romuald Dębski, Urszula Dudziak, Kinga Dunin, Agnieszka Dziedzic, Anna Dzierzgowska, Izabela Filipiak, Maja Frykowska (Frytka), prof. Małgorzata Fuszara, prof. Michał Głowiński, Maciej Gdula, dr Agnieszka Graff, Agnieszka Grzybek, Marek Gumkowski, Agnieszka Holland, prof. Zbigniew Izdebski, Olga Jackowska (Kora), dr Elżbieta Janicka, prof. Maria Janion, Aleksandra Józefowska, Katarzyna Kądziela, dr Jacek Kochanowski, Krystyna Kofta, prof. Mirosław Kofta, Marta Konarzewska, Yga Kostrzewa, Maciej Kowalewski, Nina Kowalewska-Motlik, Anna Kowalska, prof. Małgorzata Kowalska, dr Sergiusz Kowalski, Jadwiga Król, prof. Ireneusz Krzemiński, Henryka Krzywonos-Strycharska, Roman Kurkiewicz, Jolanta Kwaśniewska, Anna Kwiecień, Paweł Kwiecień, Anna Laszuk, Krystian Legierski, dr Paweł Leszkowicz, prof. Mikołaj Lew-Starowicz, Monika Lewicka, Magdalena Mosiewicz, Wanda Nowicka, Dorota Obidniak, prof. Wiktor Osiatyński, Piotr Pacewicz, Edward Pasewicz, Elżbieta Petrajkis-O’neil, Maria Pierzchała, Joanna Piotrowska, Michał Piróg, dr Grzegorz Południewski, Jacek Poniedziałek, Danuta Przywara, Anda Rottenberg, dr Monika Rudaś-Grodzka, prof. Wojciech Sadurski, Hanna Samson, Paula Sawicka, Sławomir Sierakowski, Kamil Sipowicz, prof. Piotr Stępień, Danuta Stołecka-Wójcik, prof. Zbigniew Szawarski, Kazimiera Szczuka, Tomasz Szypuła, prof. Magdalena Środa, Ewa Wanat, Dorota Warakomska, Monika Wieczyńska, Ewa Wojdyłło, prof. Sławomir Wołczyński, Henryk Wujec, Ludwika Wujec, Krystyna Zowczak-Jastrzębska.

      www.krytykapolityczna.pl/Aktualnosci/ApeleosobzyciapublicznegodopremieraTuskaozdymisjonowanieministerElzbietyRadziszewskiej/menuid-48.html
    • diabollo Radziszewska, normalna katoliczka 25.09.10, 09:20
      Radziszewska, normalna katoliczka

      Aleksandra Pezda 2010-09-24

      Pożaliła się w piątkowej "Rzeczpospolitej" w wywiadzie pod odważnym tytułem "Nie wstydzę się moich poglądów". Sama oskarżana o dyskryminację homoseksualistów, kreuje się na ofiarę. I chowa za infantylnie wyrażaną religijnością - "Jestem osobą wierzącą w Pana Boga"- deklaruje.
      Zgnębiona i podlegająca nagonce pani minister jest, jak sama o sobie mówi, tylko "normalną osobą, katoliczką, jak większość ludzi w tym kraju". To co - to znaczy, że niekatolicka mniejszość w tym kraju jest nienormalna? Czy też jest to tylko kolejna niezręczność pani minister?

      Radziszewska tłumaczy: "Katolicka szkoła ma prawo odmówić zatrudnienia osobie, która jawnie narusza jej zasady etyczne. Tak jak gmina żydowska niekoniecznie chce u siebie zatrudniać antysemitę".

      To dopiero adekwatne porównanie! Cechą niezbywalną antysemityzmu jest przecież wrogie nastawienie wobec Żydów. Przez to porównanie pani minister wykazała, że homoseksualiści to osoby, których główną dystynkcją jest, że... mają wrogie nastawienie do katolików. To dlatego nie powinni zatrudniać się w katolickich szkołach.

      Chyba że swój homoseksualizm ukryją. Bo według pani minister "wiadomo, że osoba, która jest zdeklarowaną lesbijką, postępuje wbrew katolickim zasadom". Co znaczy: osoba, która jest niezdeklarowaną lesbijką, nie postępuje wbrew katolickim zasadom. Czyli w domu, hulaj dusza! A w szkole - cicho sza!

      A poza tym antysemityzm to przestępstwo. Homoseksualizm też? Był już taki minister - Roman Giertych z LPR - który nam wmawiał podobnie i chciał zabronić "homoseksualnej propagandy". Rozumiem, że minister Radziszewska się przyłącza.

      wyborcza.pl/1,75968,8423629,Radziszewska__normalna_katoliczka.html
      • grgkh Re: Radziszewska, normalna katoliczka 25.09.10, 11:49
        To jest sposób myślenia - bezwzględna obrona idei, wbrew logice (czy tych ludzi nikt nie uczy logiki i tego, że nie wolno łamać jej zasad?). I dogmatyzm. Niekoniecznie ściśle religijny. Dowolny. Zasada, że JA MAM RACJĘ... bo ją mam, bo wiem.

        A nikt nie uczy tego tak starannie jak RELIGIA, która wmawia ludziom, że istnieje coś takiego jak WIARA, czyli ustanowienie tezy prawdą absolutną, i organizowanie świata wokół siebie pod tą ideę. Dogmatyzm naukowy czy innej rasy to skromne odpryski. To religia, największe zło tego świata, czyni z ludzi istoty wierzące, a więc dogmatyczne, a potem nienawidzące wszystkiego, co im w drogę wchodzi, bo dogmat jest święty.

        A po to, by akceptować inność, inne możliwe rozwiązania, by mozolnie zbliżać się do prawdy niezbędne jest wątpienie.

        Pani R. nie wątpi, że ma rację, bo za nią stoi bóg, absolut i prawda; a reszta świata to śmieci.
      • karafka_do_wina Re: Radziszewska, normalna katoliczka 25.09.10, 17:15
        widac, ze Rdziszewska nie wie co mowi. co gorsza - udowadnia, ze nie zadnej wiedzy na temat homoseksualizmu, a takze nauki kk. z kazda wypowiedzia coraz bardziej sie pograza. najlepsza rzecza byloby odwolanie jej z tego stanowiska, bo marne szanse sa na to ze zmadrzeje i zrozumie na czym powinna polegac jej funkcja. niestety nie zanosi sie na to:

        Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przyszłym tygodniu spotka się z pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania Elżbietą Radziszewską. Dodał, że na razie nie przewiduje jej dymisji.

        wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8425099,Tusk__nie_bedzie_dymisji_Radziszewskiej__Bedzie_spotkanie.html
        • chickenshorts Re: Radziszewska, normalna katoliczka... 26.09.10, 20:06
          ...Tuskowi nie przeszkadza!

          Tuskowi nie przeszkadza niekompetencja Radziszewskiej
          Ewa Siedlecka 2010-09-26, ostatnia aktualizacja 2010-09-26 14:48

          Jak widać premierowi niezbyt przeszkadza, że minister odpowiedzialna w jego rządzie za sprawy równości publicznie poniżyła swojego rozmówcę ujawniając jego orientację seksualną. I że zrobiła to w przekonaniu, że zdyskredytuje go w ten sposób w opinii publicznej, co świadczy o jej własnym stosunku do mniejszości seksualnych. Może pogrozi jej palcem, ale ogólnie jest z niej zadowolony, więc nie będzie się pozbywał użytecznego urzędniczki.

          Urzędniczki, która przy okazji minionych i nadchodzących wyborów nie zająknęła się w sprawie niedostępności lokali wyborczych dla osób niepełnosprawnych. Która nie domagała się ustawy o równym traktowaniu i zgodziła się firmować ogryzek pod nazwą "ustawa o wdrożeniu niektórych przepisów UE". Urzędniczki, która nie walczy o przyjęcie przez rząd równościowej polityki, a przez publiczne instytucje - równościowych procedur i standardów . Urzędniczki, jedynym śladem działalności której są konferencje i spotkania - najchętniej z kobietami wiejskimi, bo te - w odróżnieniu od feministek - niczego się nie domagają.

          Więcej...
          tinyurl.com/39htl5d

          • uffo Re: Radziszewska, normalna katoliczka... 26.09.10, 22:22
            ja juz nie raz glosilem swoja teorie, iz prawiczek to tylko prawiczek, i w sytuacji kiedy trzeba sie jasno definiowac zawsze bedzie bronil swoich, jak w rodzinie, skloconej, ale rodzinie.
            A poza tym monopol wladzy powoduje iz zaczyna sie bezczelnosc, a koncza pozory reprezentowania spoleczenstwa. Azeby istnialdynamizm, trzeba politykow trzymac w ryzachostrych przeciwienstw. A tu cala scene polityczna zawlaszczla de facto jedna frakcja, jedna mentalnosc, mniej lub bardziej konserwatywna, w zaleznscijak wiatry spoleczne wieja.
            Niemniej przychodzi mi na mysl nieuchronne skojarzenie z tym o czym pisal niegdys Milosz, a propos mentalnosci komunizmu polskiego, co prawda w tym skrajnym wydaniu. Mianowicie w czasach stalinizmu, zdaje sie ze mielismy wowczas UB-cje, wiec szef tego Urzedu, ponoc zawsze przed praca,chodzil raniutko na msze do kosciola. No i taki to byl z niego komunistyczny....kato....lick, albo katolicki komunista, pozal sie Boze. Moznaby sie pokusic o anaolgie tej mentalnosci z mentalnoscia pani katolickiej minister ds rownouprawnienia, broniacej rownosci wszystkich wyznan, plci i czego tam jeszcze, wlasna katolicka przasna piersia. Mozna sie usmiac. Wpierw idzie na msze, a potem na wywiad z gejem, ktorego obdziera publicznie z poczucia godnosci, a potem przeprasza, jesli urazila, i mowi ze jest za rownoscia.I ze co zlle to nie ona. Ale nie trzeba wielkiego wysilku umyslowego azeby domyslec sie o jaka rownosc tu chodzi, o te katolicka rownosc, gdzie szkoly publiczne zmonopolizowane sa nauczaniem jedynej prawomyslnej moralnosci krzyzowcow.
            A zreszta zawsze znajdzie jakas strzyga-fotyga.
      • kora3 Radziszwska to zwyczajna oszustka Diabollo 01.10.10, 00:10
        jest takie powiedzienie "Jesli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz" Odnosi sie zwykle do róznych beztalenć od znanych i mniej grafomanowsmile po głuchawych (wiem, ze to reginalizm, ale ja gol lubie, bo sama jestem głuchawa) pianistów, po niespełnionych malarzy ale do mnstrow też! Baba koniecznie cciała ministrem byc. a było pwoiedziec"Wiesz Doek, ja sie na takiego mnistra nie nadaje, z pogladami m nie wyjdze Wybacz"

        Rasista, homofob, kołtun nie moze byc takim minstrem i tyle a normalna nie jest Normalny czlowiek nie ocenia innych wg orientacji seksualenej, koloru skóry itd
        Mam kolege, pracuje (uwaga) w "Naszym Dzienniku"ma 4 dzieci. Fajny, mily gosc Zawsze mi podesle fote, a ja jemu Casem wypijamy razem kawe, albo piwo, jak jestem tam gdzie o mieszka Wie jaką mam sytuacje zyciiwą, aj wiem jaka om. On pokazuje zdjecia zdieci, aj kotów i samolotów i fajnie sie bawimy smile Czaem dołącza do nas kolega fotograf - autentyczny seksoholik i gej stylista smile i nikt nikogo nie bije To jesy normalnosc
    • grzespelc Nieco więcej faktów 29.09.10, 08:51
      Okazuje sie, że jużw ub. r. organizacje ochrony praw człowieka domagały suieodwołania pani Radziszewskiej, a w sierpniu protestowały przeciwko udziałowi tej pani w kapitule konkursu na bajlepszą pracę o dyskryminacji, argumentując, że pani Radziszewska nie tylko nic nie robi, ale sama ma poglądy dyskryminujące:
      wyborcza.pl/1,76842,8215329,Ostre__nie__dla_Radziszewskiej.html
      A pani RAdziszwska jeszce bardziej sięopogrąża publikując na swojej stroni internetowej listy z poparciem o przykłądowo takiej treści: "Homoseksualne lobby poczuło się tak mocne, że uderza nie tylko w Kościół katolicki i organizacje prawicowe czy katolickie, ale nawet w ministrów z Platformy Obywatelskiej, próbując "przywołać ich do porządku" i zmusić do przyjęcia języka charakterystyczna dla "homoseksualizmu politycznego".

      Źródło:
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8438736,Radziszewska_broni_sie_na_rzadowej_stronie__Same_wyrazy.html
      Biedna Radziszewska, te j.. pedały juz od roku ją niszczą, nie dają jej po prostu żyć.
      • gaika Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 18:23
        grzespelc napisał:

        > Niech mi ktoś jeszcze raz napisze, że PO to partia liberalna - ma w ryj.

        Kobiety biją!!!
        Ale jak równość to równość.


        Grześ, chyba się nie łudziłeś, że przed wyborami Tusk będzie drażnił lwa dodatkowo poza tym, co już wypełzło samo(!)

        Zresztą, przy wypowiedziach Niesioła, Gowina to R. jest aniołem. Nie ukrywajmy, że ci panowie to zasadnicze twarze PO (z frontu!)

        Trochę martwi jej deklaracja, że będzie jeszcze intensywniej dbała o równość. Może niech ona tak bardzo się już nie napina, a po prostu przeczyta parę tekstów ze zrozumieniem.
        • witekjs Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 19:19
          gaika napisała:


          > Trochę martwi jej deklaracja, że będzie jeszcze intensywniej dbała o rów
          > ność. Może niech ona tak bardzo się już nie napina, a po prostu przeczyta parę
          > tekstów ze zrozumieniem.

          Słuszna jest Twoja troska o jej napinanie się. U już nie młodej i sprawnej Pani, zawsze może to grozić wypadniętą rupturą.
          • gaika Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 19:30
            witekjs napisał:

            >
            > Słuszna jest Twoja troska o jej napinanie się. U już nie młodej i sprawnej Pani
            > , zawsze może to grozić wypadniętą rupturą.

            Czego nikt jej przecież nie życzy (stać mnie na solidarność kobiecą!).
        • grgkh Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 21:19
          gaika napisała:

          > Grześ, chyba się nie łudziłeś, że przed wyborami Tusk będzie drażnił lwa
          > dodatkowo poza tym, co już wypełzło samo(!)
          >
          > Zresztą, przy wypowiedziach Niesioła, Gowina to R. jest aniołem. Nie ukrywajmy,
          > że ci panowie to zasadnicze twarze PO (z frontu!)
          >
          > Trochę martwi jej deklaracja, że będzie jeszcze intensywniej dbała o rów
          > ność. Może niech ona tak bardzo się już nie napina, a po prostu przeczyta parę
          > tekstów ze zrozumieniem.

          Dobrze mówisz. Ale fundamentalistki religijnej nie da się zmienić. Ona przeczytała pewnie kiedyś pismo święte, wydawało jej się, że ze zrozumieniem, a teraz musiałaby temu zaprzeczyć.
        • grzespelc Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 23:18
          > Grześ, chyba się nie łudziłeś, że przed wyborami Tusk będzie drażnił lwa
          > dodatkowo poza tym, co już wypełzło samo(!)

          Z drugiej strony to lepiej. Skoro PO nie chce wyborców liberalnych czy lewicowych - ich problem. Będziemy głosować na innych.
      • grgkh Re: Nie będzie dymisji Radziszewskiej 30.09.10, 21:13
        grzespelc napisał:

        > Niech mi ktoś jeszcze raz napisze, że PO to partia liberalna - ma w ryj.

        PO to opór wobec PiSu. To nie jest partia, to konsolidacja pisowskich przeciwników. Tzw. "inne" kwestie mało się tu liczą.

        A Polska jest skatoliczała, bo taka tradycja. To durnowaty szacunek wobec dekalogu i jego świętej interpretacji. Dopóki my, opozycja wobec religii, jej dogmatów i jej apetytu na rządzenie, nie doczekamy się demokratycznie liczącej się reprezentacji w państwie, dopóty w żadnej partii nie można spodziewać się oficjalnej opozycji religijnej. Wobec religijnych komunałów wszyscy (demokratycznie, a więc jako wypowiadająca się większość) będą się uginali. I lewica jest tu bardzo dobrym przykładem, bo znacznie przyczyniła się do pozyskania przez KRK dzisiejszych przywilejów. Sprzedała nas. A ja już nigdy nie dam się nabrać na - z reguły jako kiełbasę wyborczą odgrzewaną - deklarację, że kiedyś można by na nich liczyć w akcji przeciwko kościołowi.

        Tusk pytany przez Lisa o Radziszewską stawał bardzo ostro w jej obronie i dopiero kilkakrotne nawracanie przez Lisa do sensu sprawy wywołało przez moment w nim zastanowienie. Zresztą nie liczę na skuteczność tego pytania. Pokazuje to natomiast, jak bardzo trudno dotrzeć do ludzi wierzących z czymś, co podważa autorytet "prawd wiary" serwowanych przez kościół.

        Do uczynienia naszego kraju miejscem właściwego rozumienia spraw związanych z religią jeszcze bardzo daleka droga. Całe szczęście, że świat się otworzył przed Polakami i przenikanie kulturowe odbywa się w lawinowym tempie. To szansa dla sporej części młodych. A starzy muszą wymrzeć, bo ich się nie zmieni.
    • kora3 Decyzja rodziców to absurd Azerko 01.10.10, 13:42
      Napisalaś, ze Ty nie uznałabyś za dyskryminację odrzucenie z punktu katolika, jako nauczyciela w swieckiej szkole. A ja tak. Nie ma żadnych przesłanek, by z urzedu niejako przewidywać, że katolik - matematyk zazcnie dzieci indoktrynować religijnie. Jesli zacznie to dopiero wówczas jest podstawa do interwencji w postaci rozmowy, upom,nienia, nagany, czy w końcu zwolnienia.
      Zakladanie z góry , ze osoba o okreslonym swiatopoglądzie, orientacji seksualnej, czy czymkolwiek innym NIE ZWIAZANYM Z WYKONYWANIEM ZAWODU bezdie na pewno indoktrynowała innych (np. dzieci) jest samo w sobie absurdalne i jest dyskryminacją.

      Załozmy jednak, że pójdziemy Twoim tokiem myslenia: rodzice decydują o tym kto ma uczyć ich dzieci, takze w zakresie całkiem prywatnego życia czyjegoś.

      No i ok. Załozmy, że rodzice mają taki poglad: kulturalny człowiek, na ktorego chcemy wychować swoje dziecko, dba o swój wygląd zewnętrzny, jest schudny, a strój swój dostosowuje do swej aparycji, do aury oraz sytuacji. Taka postawa wobec swojego wyglądu swiadczy o szacunku dla otoczenia.
      Zaloże się, że bniewiele znajdziesz osób, które temu zaprzecząsmile, czyli mozna przyjąc, ze wiekszosc ludzi, w tym, rodzicow dzieci podziela ten poglad. Wobec powyższego nalezy zwolnić nauczycielke, która wykazuje się brakiem gustu - zwyczajnie. Jakiż to bowiem przykład dla dziecka, ktoremu rodzice wpajają, ze staranny strój, podkreslający walory czlowieka, a ukrywający wady, to przejaw szacunku dla innych? Zły zdecydowanie.

      Takie przykłady mozna mnozyc do chodzac do coraz wiekszych absurdów. Np. rodzina jest wielodzietna i taki model pragnie przekazac takze swemu potomstwu. Ok. Czy pan nauczyciel np. plastyki, singiel, który singlem jest bo chce, zadowolony ze swego życia bez gromadki dzieci, jeżdzacy fajnym samochodem, dbrze ubrany jest własciwym przykładem dla takich dzieci? No niesmile Bo pokazuje, ze mozna być szczesliwym zyjąc inaczej. Kto zatem powinien uczyć zdieci wielodzietnych? No też wielodzietni, ale to mało raczej realne, bo wielodzietna matka rzadko ma mzliwosc rzetelnej pracy na etacie, chyba, ze ma nanię, albo obarczy opieką nad dziećmi kogoś z rodziny, nie o taki model jedak wszak chyba chodzi. A z nauczycielskiej pensji facet wielodzietnej rodziny nie utrzyma - no i klops.

      I mozemy sobie tak mnozyc przyklady dawania przykładu smile zlego wg rodzicow i dojdzmy do sytuacji, w której w zasadzie zaden człowiek z kwalifikacjami nauczyciela nie spełni oczekiwań wszystkich rodziców uzcniów. Bo a to bedzie miał za mało kasy, a to za duzo, a to bedzie za brzydki, albo za ładny, a to za konserwatywny, a to za liberalny, a to bedzie miał za mało dzieci, albo za dużo itd.

      I tu dochodzimy do sedna. Modelu rodziny uczy dziecko, czy tego chcemy, czy nie - jego rodzina. Czasem powiela ono model swej rodziny, a czasem wrecz pzreciwnie.
      Mój kuzyn - jedynak, który w najblizszym otoczeniu miał kupe kuzynostwa, które miało rodześńtwo od razu zapowiedział: chce mieć minimum dwoje dzieci. Ma troje- zadowolony. A kuzynka, najstrsza z 4 rodzeństwa ( w tym bliźniaki) nie ma dzieci i nie chciala mieć, dosc się jak mówi, naniańczyłą dzieci w dzieciństwie i już dziekujesmile
      A szkoła jesli ma uczyć zycia w czyms to w SPOŁECZEŃSTWIE. I pierwszym krokiem do takiej nauki jest poakzanie dzieciom, ze istnieje pzrynajmniej kilka obszarow zycia człowieka w tym publiczny i prywatny. I ze pewne sprawy, takie jak stan cywilny, preferecje seksualne, wyznanie, albo jego brak, zarobki, zdrowie itd moga byc przedmiotem dyskusji tylko wówczas, gdy dana osoba tego chce, a inaczej to zwyczajne plotkowanie, xle świadczace o roztzrasającym to, albo pytającym o to. Wierz mi, ze im szybciej dziecko sobie te zasade przyswoi tym dla niego lepiej. Wscibskim plotkarzom wcale nie ejst dobrze w zyciu.
      • a000000 Re: Decyzja rodziców to absurd Azerko 01.10.10, 15:00
        kora3 napisała:

        > Napisalaś, ze Ty nie uznałabyś za dyskryminację odrzucenie z punktu katolika, j
        > ako nauczyciela w swieckiej szkole.

        ajajajaj!!!! Korcia! na miły Bóg! gdzie ja tak napisałam???
        Napisałam , że odrzuciłabym NAWIEDZONEGO FANATYKA!!!!

        Zaraz zapytasz, skąd wiem, że nawiedzony. Otóż to! Jeśli wchodzi na rozmowę kwalifikacyjną i zaczyna "ewangelizować".... jesli wchodzi na rozmowę i z mety wali, że jest homo.... znaczy, jeśli od "samych drzwi" porusza temat, który w szkole czy innym miejscu pracy absolutne nie powinien być poruszany... to proszę następnego kandydata.
        Także, jeśli wiem, że dana osoba jest fanatykiem czy to religijnym, czy ateistycznym, czy aktywistą homo... to do pracy z dziećmi takiej osoby nie dopuszczę. Bo praca z dziećmi to RÓWNIEŻ wychowanie.

        W Polsce nie mamy świeckich szkół. Takie były za Stalina. Dziś mamy szkoły publiczne, prywatne i wyznaniowe .
        A państwo polskie nie jest świeckie, tylko neutralne światopoglądowo.
        Zasadnicza różnica.
    • kora3 Znow cos dla Azerki, acz nie tylko :) 01.10.10, 14:15
      Tak mi się nasunelo w zwiazku z mozliwoscią "oceny" nauczyciela na podstawie zycia prywatnego.
      Otóż: nie sami nauczyciele (na szczescie) na swiecie są i lekarzesmile
      Jednym z nich jest ginekolog - położnik, doktor nazwijmy go dla niepoznaki, K. Praktykuje on tu niedaleko i jest słynny. Z róznych przyczyn:smile Np. z tego ze jest zajebiscie drogi - owszem, jestem jego pacjentką, prawda, drogi. Przyjmuje obecnie tylko w prywatnym swoim gabinecie specjalistycznym. Zapisy, poza nagłyumi pzrypadkami stałych pacjentek - na miesiąc, 1,5 miesiąca wczesniej. Doktor K. słynie też z tego, że nie ma oporów, zeby wypisać pigułki, czy zalozyc spiralkę. Nie ma, sprawdziwlamsmile Wiesc gminna niesie, ze nie ma oprow takze z zabiegiem aborcji, nie na masową skale, ale dwie znajome mówiły, ze u niego zrobily, raczej nie klamią.

      Jeden z moich znajomych, młodszy taki chłopak, ultraprawicowy, fanatyczny katolik nazywał doktora K. w prywatnych rozmowach np. ze mną "doktor śmierć" nawiązujac do famy o aborcjach przede wszystkim no i do wiedzy o pigulach i spiralach. Nie podobało mu się też to, ze dokltor jest b. drogi, choc nie bierze on wszak ła[powek, tylko kase wg cennika, który jest w gabinecie, znaczy w poczeklani. Był zniesamczony, gdy mu powiedziałam, ze jestem pacjentką doktora K. z polecenia kolezanki (bez rekomendacji trudno sie dostac) lekarki i wg mnie to swietny fachowiec i miły czlowiek. Rozmowa ta miala mejsce jakies 3 lata temu. Niedawno kolega zadzwonił do mnie "Sluchaj... eeee ten... ty chodzi dalej do doktora K?" a ja,ze tak, ale nie mam jakiś kłopotów zdrowotnych, wiec chodze wg jego wskaszania raz na kwartał na kontrolę i raczej spotykam go na imprezach jazzowych zcesciej niż w gabinecie, ale o co chodzi. "Bo ...qrcze prośbe mam, nie zarekomndowałabyś mojej Asi (żony przyp. Korci)? Oczy zrobiłam. Do "doktora Śmierć" chce zonę posłać? "Eeee nie zartuj, bo nie am z czego. Jest w 2 miesiącu, ciaza zagrozona, tylko K. może pomóc, a nie ma dojscia i nie dostanie się"
      No i zadzwonilam do doktora K. "Kolezanka, kolegi zona, drugi miesiac, problemy, proszę Cię, ale uwazaj swiatopogladowo". Teraz Asia jest w 6 miesiacu, ciaża ok, prowadzi doktor K. bedzie z nim rodzic. Tearz nayraźniej stał się z "doktora smierć" doktorem zycie. Nachwalić się nie mogą: znakomite podejscie, delikatny, FACHOWIEC !!! od razu wiedział, co nie tak! miły, wszystko wyjasnia, nie straszy, ale nie bagatelizuje, przystepnie wszsytko mówi, mozna dzwonic okazdej porze dnia i nocy, nop aniol nie lekarz. a ze drogi? nooo to prywatny specjalistyczny gabinet z opieką pielegniarską, aneztezjologiem, najnowszym sprzetem nie mzoe być tanio.

      I jak sie to ludziom zmienia punkt widzenia np. na lekarza, nieprawdaż?smile