Zamordowana? Jakie to ma znaczenie skoro nie żyje?

23.03.11, 23:23
Urszula Olszowska, 24-letnia fotoreporterka "Gazety Krakowskiej", w lipcu zeszłego roku wyszła z domu z plecakiem i górskim ekwipunkiem. Nie wróciła. Policjanci nie ruszyli w góry - bo za wysoko. A ratownicy TOPR-u zlekceważyli kluczowy trop w sprawie.

Ojciec Urszuli sam poszedł w góry. We wrześniu dotarł do Doliny Pięciu Stawów Polskich w Tatrach. Pracownica schroniska, którą wypytywał o córkę, skojarzyła nazwisko dziewczyny z dowodem osobistym. Skąd się wziął dowód? Razem z plecakiem przynieśli go do schroniska przypadkowi turyści - półtora miesiąca wcześniej!

Turyści, którzy przynieśli znalezione rzeczy, byli bardzo zdenerwowani. - Obok plecaka leżała zakrwawiona chusteczka Urszuli oraz jej ubrania. Na plecaku i w środku także były plamy krwi. Ci ludzie bardzo się martwili, że właścicielka bagażu może potrzebować pomocy, nalegali, by zawiadomić odpowiednie służby, zostawili swój numer telefonu - mówi nasz informator znający sprawę.

Nikt się tym nie zajął. Dopiero po wizycie ojca w Dolinie Pięciu Stawów pracownica schroniska zawiadomiła policję, ona zaś poleciła TOPR-owi przeszukać rejon, z którego przyniesiono plecak. W potoku Roztoka znaleziono ciało dziewczyny. Zwłoki zbyt długo leżały w wodzie, by ustalić przyczynę śmierci.

Po odnalezieniu ciała policjanci znów nic nie zrobili, by wyjaśnić sprawę. - Przez dwa miesiące nie odbyły się oględziny w miejscu znalezienia zwłok. Nie przesłuchano świadków, którzy znaleźli plecak ofiary. Nie sprawdzono jej telefonu komórkowego - mówi poseł Jan Widacki, który na prośbę rodziny zaangażował się w sprawę wyjaśnienia śmierci Urszuli.

Z prokuratorskich ustaleń wynika, że policjanci nie sprawdzili telefonu komórkowego, bo... się rozładował, a w komendzie nie było ładowarki do tego typu modelu.

Wobec bezczynności śledczych rodzina postanowiła spróbować samodzielnie wyjaśnić okoliczności śmierci dziewczyny. Ojciec Urszuli jesienią znów poszedł w góry, w rejon potoku Roztoka.

- Dokonał kolejnego wstrząsającego odkrycia. Znalazł jej pelerynę i ślady, które wskazywały na to, że dziewczyna mogła się z kimś szarpać albo nawet uciekać. Policjanci nie zebrali tych dowodów, bo w ogóle nie pojawili się w tym miejscu. Zrobił zdjęcia i chciał je oddać policji albo prokuraturze, ale nigdzie nie chciano ich przyjąć. Narzekano, że zdjęcia są zbyt dużego formatu - opowiada nasze źródło.

Jednak śledczy z Zakopanego nie mają sobie nic do zarzucenia. Tłumaczą, że "tak postępuje się we wszystkich tego typu przypadkach, bo policjanci nie są przeszkoleni do wędrówek w niedostępne Tatry Wysokie".

Gazeta Wyborcza.
    • oby.watel Re: Zamordowana? Jakie to ma znaczenie skoro nie 25.03.11, 11:29
      Co oznacza takie stwierdzenie opinii lekarza medycyny sądowej, który przeprowadził sekcję zwłok: "Wszystkie stwierdzone u denata obrażenia powstały na krótki czas przed jego zgonem od zadziałania narzędzia twardego, tępego lub tępokrawędzistego."?

      Według polskiego bezmiaru sprawiedliwości - samobójstwo. Prokurator, który prowadził sprawę, jest oszczędny w słowach. - To było targnięcie się na własne życie. Sąd uznał wszystko, co ustaliliśmy w toku postępowania. Zebrany materiał dowodowy potwierdził, że był to samodzielny wyczyn. Śledztwo zostało umorzone i nic więcej w tej sprawie nie mogę powiedzieć.

      Nie zostały pobrane próbki DNA, nie zbadano tego, co miał pod paznokciami. Policja upierała się, że chłopak skoczył z czwartego piętra. Potem stopniowo podnosiła poprzeczkę - z szóstego, aż stanęło, że z dziesiątego. Tego się nie da ustalić, bo każdy wyskakujący z okna jak wiadomo zaciera za sobą ślady. To czywiste.
Pełna wersja