Polska szkoła antysemityzmu

31.05.11, 10:46
Wrzesień, początek roku szkolnego. Uczniowie pierwszej klasy klasycznej w I Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie nie zdążyli się jeszcze dobrze poznać. Jeden z nich znienacka podchodzi do kolegów z centymetrem i mierzy im obwód głowy, długość nosa. Do pomocy w "badaniach" ma jeszcze kilku chłopaków z klasy. Wyniki zapisuje w zeszycie. Potem porównuje z jakimiś książkami o "czystości rasy", które przynosił do szkoły.

Na stronie szkoły pręży dumnie pierś, a jakże, Jan Paweł II: Uniwersytet Papieski Jana Pawła II i Kuria Metropolitalna Krakowska wraz z I Liceum Ogólnokształcącym im. B. Nowodworskiego w Krakowie zapraszają do wzięcia udziału w ogólnopolskim projekcie edukacyjnym pt: "JAN PAWEŁ II W NASZYCH SERCACH I UMYSŁACH".

Niewykluczone, że uczeń prowadził swój projekt edukacyjny. "Badania" trwały miesiąc. Potem ich pomysłodawca zaczął przynosić do klasy radykalnie prawicowe czasopisma. Zaczęły się antysemickie odzywki w klasie. Rodzice w kwietniu na zebraniu zgłosili problem wychowawczyni. Rodzice ucznia, który prowadził "eksperyment" wezwano do szkoły. Matka przeprosiła. Tłumaczyła, że zachowanie syna to incydent, który się nie powtórzy. Szkole to wystarczyło.

Dowodem na to, że problem nie istnieje, ma być przeprowadzona wśród uczniów klasy klasycznej dwa tygodnie temu ankieta na temat atmosfery w szkole. Była anonimowa. Tylko dwóch wspomniało o antysemickich zachowaniach kolegi. Półtora tygodnia temu szkoła napisała w specjalnym protokole z rady pedagogicznej, że wydarzenia w klasie miały "charakter epizodyczny" i były "żartem". Prócz nauczycieli podpisali się pod nim uczniowie z samorządu. Znajduje się tam sformułowanie, że wydarzenia "nie wykraczały poza przyjęty standard medialny".

Tomasz Wojciechowski, psycholog, prezes fundacji na rzecz bezpieczeństwa i współpracy w szkole Falochron, ocenia: CytatUczniowie, którzy szerzą treści antysemickie, muszą ponosić za to odpowiedzialność. Nazwanie zdarzeń w tej klasie przez szkołę wygłupem to jakieś nieporozumienie. Nawet jeśli to wygłup, nie można na niego przymykać oczu. A oświadczenie, z którego wynika, że nic specjalnego się nie stało, bo politycy też szerzą antysemickie treści, to już kompletna pomyłka. Czy to znaczy, że jak ktoś znany robi coś głupiego, to my też możemy? Co to za nauka dla młodych ludzi? Nie reagując ostro na zachowanie kolegi, szkoła dała uczniom złą lekcję. Powinna stanowczo pokazać, że na antysemickie treści nie ma w niej miejsca. Powinna przypomnieć dzieciom, że nie ma na nie miejsca w Polsce. Że to jest karane.

W innym wątku omawialiśmy problem wolności słowa i mowy nienawiści. Tu mamy przykład jak na problem reaguje i czego uczy polska, zreformowana szkoła.
Pełna wersja