Dodaj do ulubionych

Chuj z Grecją, ale czy nie zbankrutuje...

14.07.11, 18:00
... sam Champion Światowej Demokracji i to w ciągu 3 tygodni?

****

Czy Ameryka może zbankrutować?


Mariusz Zawadzki

Żarty się skończyły - już za trzy tygodnie Ameryka może zbankrutować, jeśli politycy nie dogadają się w kwestii reformy finansów. Od wielu tygodni sekretarz skarbu Tim Geithner ostrzega, że 2 sierpnia zabraknie pieniędzy. Stany Zjednoczone już w maju osiągnęły maksymalny poziom długu publicznego wyznaczony przez Kongres - niecałe 14,3 bln dol.
Dlatego nie mogą emitować nowych obligacji, żeby z ich sprzedaży pokrywać bieżące wydatki państwa. Od 2 sierpnia Ameryka będzie wydawać tylko tyle, ile faktycznie zarabia.

3 sierpnia wypada termin wypłaty 23 mld dol. emerytom, ale - jak szacuje Bipartisan Policy Center - przychody z podatków będą tego dnia wynosić tylko 12 mld dol. - Nie jestem w stanie zagwarantować, że ludzie dostaną emerytury - stwierdził w telewizji CBS prezydent Barack Obama.

Rząd może oczywiście wypłacić je zgodnie z planem, o ile zrezygnuje ze spełnienia innych zobowiązań. Może np. zawiesić pensje niektórym urzędnikom czy żołnierzom walczącym w Afganistanie. Albo też złamać obietnicę wykupu obligacji z poprzednich lat. To jednak oznaczałoby, że największe mocarstwo nie jest w stanie spłacać swoich długów.

W tym tygodniu szefowie 470 amerykańskich firm, w tym Citigroup i Procter & Gamble, wysłali list otwarty do prezydenta Obamy i kongresmenów, w którym przestrzegają, że "bankructwo państwa może wywołać chaos na rynkach finansowych, a naszego kraju nie stać na takie ryzyko".

Odwrócenie czarnego scenariusza jest banalnie proste - wystarczy, że Kongres podniesie limit maksymalnego zadłużenia państwa. Robił to dziesięć razy w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Tym razem jednak jest inaczej, bo Republikanie, mający większość w Izbie Reprezentantów, się zbuntowali. Wiosną ogłosili, że podniosą limit tylko pod warunkiem, że administracja zgodzi się na drastyczne cięcia w wydatkach państwa.

Demokraci początkowo się ociągali, ale kilka tygodni temu Obama podchwycił propozycję Republikanów i sam włączył się do negocjacji. Zaproponował zmniejszenie deficytu o 4 bln dol. w ciągu dziesięciu lat, ale tylko 3 bln pochodziłby z cięć wydatków, a 1 bln - z podniesienia podatków.

Na to ostatnie absolutnie nie zgadzają się Republikanie, bo - jak twierdzą - rozwój gospodarki zostanie zahamowany. Negocjacje utknęły.

Demokraci przypominają, że podatki są dziś najniższe od półwiecza - głównie za sprawą republikanina George'a Busha, który je ostro zredukował. A ponieważ przy okazji posłał żołnierzy na dwie wielkie wojny (do Iraku i Afganistanu), dług państwa bije rekordy. "Washington Post" wyliczył, że jego połowa, czyli 7 bln dol., to właśnie wynik polityki Busha.

Średnie obciążenie na każde zarobione 100 tys. dol. - uwzględniając podatki federalne, stanowe i lokalne - wynosi dziś 23,6 tys., czyli prawie 5 tys. dol. mniej niż przed Bushem. Wzrost podatków nie będzie zatem żadną katastrofą, a dodatkowo jest moralnie wskazany. Z ulg korzystają m.in. koncerny naftowe, które notują rekordowe zyski, i właściciele prywatnych odrzutowców, których zakup mogą sobie odliczać od podatków. Milionerzy płacą niższe stawki podatkowe niż sprzątaczki, które u nich pracują, bo z pieniędzy zarobionych na giełdzie oddają państwu tylko 15 proc.

Jednak Republikanie są nieugięci: żadnych podwyżek podatków. Najbardziej radykalni z nich przekonują, że 2 sierpnia nic strasznego się nie stanie. Rząd będzie płacił to, co musi płacić (obligacje, pensje, emerytury), a przestanie łożyć na mniej istotne sprawy. W ten sposób oszczędności, których nie udało się wymusić na Obamie w negocjacjach, zostaną wymuszone przez sytuację. A podwyżki podatków nie będzie, bo na to potrzeba zgody Kongresu.

Jednakże szefowie Partii Republikańskiej zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i zaczynają się łamać. A dokładniej - szukać takiego rozwiązania, które uratuje państwo przed bankructwem, ale winę za zwiększenie długu publicznego zrzuci na Obamę.

We wtorek szef Republikanów w Senacie Mitch McConnell zaproponował, żeby awaryjnie przyznać prezydentowi prawo trzykrotnego zwiększenia długu publicznego do końca 2012 r. - w sumie o 2,5 bln dol. Decyzję prezydenta Kongres będzie mógł obalić tylko większością dwóch trzecich głosów.

"New York Times" komentował, że jest to przewrotne i cyniczne odrzucenie szansy na wielką reformę finansów. Republikanie nie mają aż tak dużej większości, więc jeśli propozycja McConnella przejdzie, będą bez żadnych konsekwencji głosować przeciwko zwiększaniu długu i gardłować, że Obama prowadzi kraj do ruiny. I w ten sposób Ameryka nie utonie, tylko będzie dryfować aż do wyborów prezydenckich w 2012 r. W których oczywiście utonie sam Obama.

wyborcza.pl/1,75477,9945033,Czy_Ameryka_moze_zbankrutowac_.html
Obserwuj wątek
    • uffo Re: Chuj z Grecją, ale czy nie zbankrutuje... 14.07.11, 18:39
      pewnie jak zazwyczaj i wilk i owce będą syte, a plebs pójdzie, też jak zwykle, z (pustymi) torbami. Wszyscy ostatnio psioczą na Obamę, i z lewa i z prawa. Kampanie prezydenckie już tuż, tuż. Walczą jak 'lwy'. Jeden zabija Osamę, drugi zabija gospodarkę (światową). Iskry lecą, gule chodzą, w gola pstrykają, kawiory wpierdalają, a na końcu dojdą do ciężko wypracowanego 'kompromisu' wink bezalkoholowego.
      • chickenshorts Re: Chuj z Grecją, ale czy nie zbankrutuje... 14.07.11, 19:21
        To niesamowite, że kraj, którego rząd musi pożyczać dziennie blisko 5 mld dolarów, żeby funkcjonować, jest ciągle uważany za potęgę gospodarczą. Wystarczyłoby odciąć USA od reszty świata na kilka dni, a 'potęga' leży i kwiczy. Dług publiczny o takich proporcjach jest w praktyce niespłacalny. Te wszystkie spotkania, debaty i próby 'naprawy finansów' to przecież farsa.

        tinyurl.com/6yyp6r7
        • grzespelc Słuszna uwaga 14.07.11, 19:37
          Aż dziw, że agencje ratingowe twardo trzymają wyceny amerykańskiego długu na najwyższym poziomie, tak jakby nie było absolutnie żadnego ryzyka... Ja tego śmiecia już dawno bym się pozbył.
          • grgkh Re: Słuszna uwaga 15.07.11, 20:04
            Coś mi się wydaje, że wszyscy widzą, że zanurzają się w otchłań fikcji, ale ta gra opiera się z założenia na fikcji, a wysadzenie w powietrze cokołu, na którym jest ustawiona to byłby... prawdziwy koniec świata. Na to nikt nie pójdzie. I nawet nie chodzi o to żeby to zmienić, bo tego układu finansów świata nie ma na co zmieniać.
    • uffo Re: Chuj z Grecją, ale czy nie zbankrutuje... 15.07.11, 03:03
      czempioni, jak wielcy prorocy, są po to by inni też chcieli i się uczyli i w siebie wierzyli. Ostatnie imperium zdycha, jak tylke innych wielkich autorytetów indywidualnych i instytucjonalnych w ostatnich czasach, ale to tylko bardziej sprawiedliwe rozłożenie sił i bogactw osiągnięć cywilizacyjnych, a nie przejęcie pałeczki przez inne mocarstwo.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka