kora3
17.09.11, 16:44
JAk już się chyba wszyscy przekonaliśmy, wyjaśnieniem na wszystko jest "nie kazdy jest i nie kazdy ma" . Praktycznie wygląda tak: nasi znajomi zostali tak, jak my zaproszeni na wesele. W zeszłym tyg. - przyszli. Przez około miesiac na gg czytałam info od zaproszonej kobiety (33 lata, mezatka, 2 dzieci (6i 7 lat), niepracującej, ile to trzeba wydac na takie wesele. Nie jest to jakas dobra znajoma ( w odróznieniu od pana młodego (a od pewnego czasu jego już obecnej zony), ale ma mój nr wiec niech ze pisze. Po weselu pochwalili się z mezem, jak zaoszczedzili na nim. Otóż sukienkę pani miałą z innej imprezy, nie musiałą kupowc, buty to samo. To normalne, ja też miałam sukienkę na te wesele już chyba trzeci raz w zyciu. Kupiłam w maju na impreze przyjaciółki, potem "obiłam" nią jubileusz kolegi z innymi dodatkami, teraz wesele. Wszedzie pasowała, towarzycho sie nie powtarzało. Buty nówka na wesele to dla mnie kosmos, miałam 2 pary na wypadek czegoś tam (nie było wypadku). Pani freyzjera omineła, sama się czesała. Ja bym sie na tego typu impreze nie odwazyła, ale to z racji moich niesfornych włosów i dosc wymyslnej na te okolicznosc fryyzury. Pani "robiła" tylko paznokcie - koszt niewielki. Ja robię zawsze (włacznie z włąsnym slubem ) sama bo mam wprawe, kto nie ma - nie polecam. Jej maż miał garniotur już uzywany, nie nówka. Mój partner też. Tylko ludzie. Sukenka, czy garnitur na wesele nie muszą być ganz nowe m(u nas nie były jqako i u nich), ale muszą jakoś wygladać, choćby przez wzgląestetykę i szacunek dla zapraszajacych. To, ze coś nie jest nowe, nie znaczy, ze moze być wygniecione, zmechacone, oblezione czymś. Na to ostatnie mam uczulenie, bo mamy zwierzaki i praktycznie odkłaczacz u nas chodzi na okrągło. Ja rozumiem, ze mąz tej pani nie musi być na co dzień w pracy w gangu (koszmarne to jest, te gangole), ale to co miał na sobie, chyba z dna szafy wyciągnął i bez prasowania nałozył na siebie. To samo ona. Pralnia to naprawde niewielki wydatek. Serio nie stac ich było na to? Buty nie wyczyszczone, koszula zmieta, kark zarosniety. Kwiatów nie kupili (nie patrzyłam co dają, pani sqama się "pochwaliła"), bo zwiedną. W koperte dali smieszną kwote (pani sama mi powiedziała jak tanio "obili" wesele, nowozeńce na ten temat - nic). Starałąm sie nie komencić , ale w końcu powiedziałam, ze taka kwota nawet kosztu gosciny nie pokryła (skoro baba sama mówi ile dali), a gdzie coś dla młodych? Dowiedziałam sie ze "nie kazady ma , nie kazdego stać". To u licha! niech nbie idzie na wesele! Pomijam już sytuacje, w których bliska osoba naprawde jest w trudnej sytuacji materia;lnej i zapraszajacy o tym wiedza. Sama mam kilka takich osób w otoczeniu i nie przyszłoby mi do głowy dziwic sie skromnym prezentem, czy nawet jego brakiem, ale nie zdarzyło się zeby ktoś mi na proszoną impreze przyszedł zaniedbany, wymiety, nieświezy. Ta para w trudnej sytuacji nie jest - maż i jest szefem panny młodej, pewnie ze 4 razy wiecej od niej zarabia. Po prostu zlał ich, bo to "nikt wazny". Teraz mają wesele waznego goscia, to już kombinuja, jak odłozyc na grubszą koperte albo jakiś wymyślny prezent. NA tym weselu co byli razem z nami potrafi;li czekac z niestrawnoscią, aż po nas przyjedzxie zamówiony znajomy, zeby sie z nami zabrac i zaoszczedzić na taksi. Ło ludzie, co za buraki ....