diabollo
25.07.12, 19:37
Rodzina nepotyzmem silna
Magdalena Środa
Od dawna próbuję bronić tezy, że kult rodziny tradycyjnej i "świętej" uprawiany przez polityków, księży i ministrów od edukacji jest szkodliwy. Nie tylko z punktu widzenia obrony indywidualnych praw jej członków (np. przed przemocą), ale również z punktu widzenia demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. To właśnie w mitologizacji rodziny tkwią głębokie kulturowe przyczyny nepotyzmu naszych polityków, bo przecież PSL w tym strasznym grzechu nie jest odosobniony.
Przeciętna tradycyjna rodzina wychowuje do innych celów i wartości niż wartości demokratyczne i obywatelskie. Sfera prywatna wytwarza i umacnia takie więzi i cnoty, jak: miłość, troska, wdzięczność, wzajemna pomoc, dobroć, wybaczenie, ochrona. Celem domowego wychowania jest szczęście dzieci i dobrobyt bliskich. Pociechy uczy się raczej sprytu i troski o siebie, niż wdraża w postawy obywatelskie, chyba że chodzi o patetyczne deklaracje "ginięcia za ojczyznę" w sprawie beznadziejnej.
Rzadko która rodzina uczy dzieci praworządności, skrupulatności finansowej i podatkowej, pracowitości na rzecz wspólnoty, zaangażowania w pracę społeczną. Etyka "domowa", w dużej mierze oparta na etyce chrześcijańskiej, zamyka nas w świecie miłości, bezpieczeństwa, hedonizmu i wzajemnej, bynajmniej nie społecznej, troski. W niedzielę na mszy dochodzi jeszcze troska o indywidualne zbawienie.
Tymczasem w sferze publicznej (demokratycznego społeczeństwa) powinny dominować wartości zupełnie inne, takie jak uczciwość, praworządność, obowiązkowość, sprawiedliwość, równość, kompetencje. Rodzina w niewielkim stopniu przygotowuje do bycia praworządnym obywatelem w demokratycznym państwie. Gdy dziecko popełni wykroczenie, rodzina nie zaprowadzi go na policję, tylko ochroni. Gdy mąż bije żonę, księża mówią, że kobieta powinna "wytrzymać", bo rodzina jest najważniejsza.
Kiedyś siostra Maksymiliana, prawniczka z Episkopatu, powiedziała mi, że bita kobieta powinna modlić się i pościć, bo jej cierpienie jest niczym w porównaniu z nieszczęściem rozwodu i rozbicia rodziny, która świętą jest. Każde własne dziecko jest cudowne, nawet gdy brak mu wykształcenia, ogłady i zdolności. Każdemu chce się pomóc, coś mu załatwić, ułatwić, urządzić. Podobnie z dalszymi członkami rodziny. Naszej rodziny.
W Polsce nie potrafimy dzielić swego życia na prywatne i publiczne. Ani dom, ani szkoła nie uczą nas, że istnieje coś takiego jak moralność życia publicznego (zawodowa, polityczna), odmienna od moralności "prywatnej", bo w Polsce jest grzechem (relatywizmu) uznanie, że istnieje więcej niż jedna etyka. Tymczasem pełniąc pewne publiczne i zawodowe role (kierowcy, polityka, lekarza, studenta, obywatela), mamy zupełnie inne obowiązki i inne standardy moralne niż rodzinne. W obrębie tych ról społecznych nie możemy kierować się troską o bliskich, tylko normami sprawiedliwości, prawa, uczciwości i bezstronności, na których buduje się wzajemne zaufanie.
Im bardziej rodzinocentryczne społeczeństwo, tym mniej społeczeństwa obywatelskiego, im więcej "publicznej" troski o bliskich, tym większy nepotyzm, im mniej edukacji etycznej, tym gorsze standardy publiczne. Bo moralności życia publicznego można się nauczyć. Tylko że w Polsce nie ma gdzie.
wyborcza.pl/1,75968,12185403,Rodzina_nepotyzmem_silna.html