kora3
02.10.12, 00:00
Kurczak i Gaika natchnęli mnie do napisania o tym tutaj, ale tak naprawdę nie jest to u mnie ani mysl nowa, ani odkrywcza. I to zarówno w skali kraju, jak i lokalnie.
W pewnym mieście jest prezydent od dawna krytykowany. Że nie mysli o miescie, ze robi nie to, nie tak, ze taki i ze siaki. Własnie minął mu półmetek trzeciej kadencji na stołku.
Ludziska czasem sie obudza i pytają - jak to jest: gosc jest taki do ... a już trzeci raz zwycieza w I turze. Odp. jest banalna - on nie jest najlepszy, on jest "najlepszy", najbardziej znany z najgorszych kandydatów. Przegląd kandydatów z innych niż owego prezia list (partyjnych i bezpartyjnych) jest oszałmiający: jakiś "biznesmen" nie wiadomo czym sie trudniący bełkoczacy coś od rzecz, skrajny nacjonalista ziejący nienawiscią, gośc wystawiony, male niechetny, by wygrać, bo mu się nie uśmiecha, drugi podobny, jakby zdziwiony tym, ze kandyduje i szef klubu radnych, który głos zabierał na sesji jak go zmuszono, pomniejsze dziwaczne indywidua szalonych ekologów i bezrobotnych Kononowiczów pominę

I aktualny prezio - łądny, miły, chetnie gadający, przedstwiający jakiś plan (znów się ludzie złapią), mówiący do ludzi niby mądrze, zresztą nieważne jak, - w ogóle mowiacy

ZNANY, w odróznieniu od pozostałej reszty, zaczynający swą kolejną kampanie od chwili ogłoszenoia wyników wyborów, a nie 3 miechy przed nastepnymi .... Nie bedzie dla Was już zagadką kto wygrywa?