Adopcja dzieci przez małżeństwa homo

26.01.13, 11:23
Jak w tytule pozwolę sobie znowu na luźne refleksje dlaczegóż to owa perspektywa tak strasznie wkurwia większość naszego społeczeństwa zaczadzonego katolickim zabobonem.

Prawo adopcji dzieci przez pary homoseksualne to mokry i koszmarny sen więszości naszego społeczeństwa, na czym świetnie może pogrywać sobie nasza "klasa" polityczna przekrzywiona na prawactwo, konserwę i kato-zabobnon.
Zupełnie cynicznie i bez związku z jakimikolwiek realiami.

Otóż, nie jestem prawnikiem - prawnikiem jest czcigodny Grzespelc, niech mnie zatem poprawi, jeżeli napiszę jakieś głupoty - niemniej jako średnio inteligentny inżynier zdaję sobie sprawę z tego, że nie istnieje nic takiego jak "prawo do adopcji".

Nikt z dorosłych, potencjalnych rodziców, nie ma żadnego "prawa do adopcji".

Prawo do adopcji mają jak najbardziej dzieci, którym państwo ma zapewnić najlepsze warunki adopcyjne.
W adopcji chodzi o dobro dzieci - o wybór najlepszych rodziców, którzy wezmą na siebie obowiązki rodzicielskie i zapewnią adoptowanemu dziecku najlepszy możliwą przyszłość.

Niech mnie czcigodny Grzespelc poprawi - każdy dorosły obywatel ma jedynie prawo ubiegać się o adopcję bez względu na orientację seksualną. Musi udowodnić, że adoptowanemu dziecku stworzy optymalne warunki rozwoju: emocjonalne, bytowe, etc, etc.
Homoseksualizm czy heteroseksualizm potencjalnego adoptującego już dzisiaj nie ma z tym nic wspólnego.

O ostatecznej adopcji decydują gremia i komisje złożone z pedagogów, psychologów, prawników, sędziów, etc, o tak ważnych sprawach przyszłości dziecka nie decyduje i nie będzie decydować żadna ustawa z mokrych snów katolickiego prawactwa.

To są i będą zawsze indywidualne roztrzygniędzia ekspertów i prawników, gdzie najwyższym kryterium jest dobro i przyszłość dziecka.

Polski, katolicki zabobonie, przestań straszyć polskie społeczeństwo homoseksualistami.

Kiedyś straszyłeś "czarownicami, później "chamami", później "żydami" i "masonami", teraz padło na LBGT.
Jak zawsze łżesz jak pies i na kłamstwie i ciemnocie ugrywasz profity polityczne, finansowe i prestiżowe.

Kłaniam się nisko czcigdonym czytelnikom wyznającym jakąkolwiek opcję.
Na szczęście kato-zabobonowi kłaniać się nie muszę, bo to nie człowiek, lecz tylko czy aż odrażająca ideologia.
    • gaika Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 26.01.13, 13:37
      Że się wetnę niepytana.

      Oczywiście, że w polskim prawie kryterium orientacji seksualnej przy adopcji nie występuje. Po prostu mogą adoptować małżeństwa oraz single. Nie mogą adoptować wspólnie związki innej maści, czyli konkubinaty. Przy uchwalaniu ustawy o związkach partnerskich (kiedyś może to nastąpi) pojawi się zapewne pytanie o prawo do adoptowania dzieci przez osoby pozostające w takiej relacji prawnej. Trudno będzie znaleźć argumenty przeciwko.

      Naszemu wybitnemu sejmowi z całą pewnością nie chodzi o dobro dzieci, ale o pielęgnowanie obsesji, bo wszystko im się z jednym kojarzy. Pani profesor Pawłowicz, gwiazda tej kadencji, ma po prostu obsesje seksualne i nie potrafi się z nich wyzwolić.

      To nie są dyskusje w najmniejszym stopniu merytoryczne, to wstyd dla naszego społeczeństwa, bośmy ten kocioł ignorantów wybrali.
      • diabollo Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 26.01.13, 14:52
        Czcigodna Gaiko, Ty jesteś zawsze pytana.

        Po uchwaleniu ustawy o związkach partnerskich nie pojawi się nigdy pytanie o "prawo do adoptowana dzieci" bo takie prawo nie istnieje.
        Nikt nie ma takiego "prawa".

        Natomiast pojawi się i powinno pojawić się pytanie o dyskwalifikację związków partnerskich z prawa o ubieganie się o adopcję.

        Skoro w adopcji chodzi o dobro dziecka, to ograniczanie i dyskwalifikowanie kandytatów, z których komisje adopcyjne wybierają tych najlepszych (dla dobra dziecka) - jest działaniem przeciw interesom najważniejszego podmiotu - właśnie dziecka.

        Jeżeli dana para homoseksualna byłaby lepszym kandydatem (jeżeli chodzi o dobro dziecka), niż dana para heteroseksualna, i potwierdzałaby to właśnie komisja adopcyjna i sąd, to eliminowanie lepszej opcji dla dziecka z przyczyn czysto kato-ideologicznych jest nie tylko głupotą ale barbarzyństwem.
        Z resztą typowym dla katolickiej barbarii.

        Kłaniam się nisko.
        • gaika Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 26.01.13, 22:14
          No właśnie nie bardzo się da wykluczyć związki partnerskie, dlatego pewnie 'kato-prawica' oszalała w sejmie. W żądnym wypadku nie myślą o dobru dzieci, czy czyimkolwiek, ale kultywują swoją domniemaną wyższość moralną cudzym kosztem. Nie było zresztą w sejmie żadnej dyskusji o związkach partnerskich, ale histeria na temat homo. Jak zwykle zresztą.
    • grzespelc Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 26.01.13, 14:45
      > Niech mnie czcigodny Grzespelc poprawi

      Co do zasady masz rację. Jest jednak pewien drobny problem. jest coś takiego, jak adopcja wspólna i przysługuje ona tylko małżonkom. Można to oczywiście obejść w ten sposób, że adoptuje tylko jedna osoba, ale wtedy druga praktycznie nic nie może. No i nie może też partner adoptować dziecka partnera (małżonek może).

      Poza tym oczywiste jest, że mamy do czynienia ze straszeniem, a ludzie niestety to chwytają, bo nieznanym łatwo straszyć.
    • kora3 A wg mnie kochani adopcja przez pary homo 26.01.13, 17:25
      nie jest tak oczywista, jak być moze dla Was.

      I bynajmniej nie dlatego, ze jestem oczadziałą katyozabobonem wystraszoną kobieciną smile
      A dlatego mianowicie, że dostrzegam inne niż dykryminacyjne aspekty sprawy.

      Słusznie napisałeś Diabollo, że chodzi własnie o dziecko i jego dobro.
      Dzieci, jak wszyscy wiemy rodzą się ludziom najrózniejszym - w tym także takim, którzy nie mogą sprawować nad nimi opieki np., ale takze takim, którzy mogą i chcą, jednakże urodzone w takiej rodzinie dziecko z założenia ma trudniej, niż dziecko urodzone w rodzinie przeciętnej.

      Mój kolega zostal wychowany przez swoich rodziców - osoby niepełnosprawne w stopniu znacznym. Matka po jakiejś chorobie w dzieciństwie była niemal niewidoma, a ojciec po wypadku w młodości porusza się na wózku inwalidzkim. Moj kolega jest ich biologicznym dzieckiem, podobnie jak jego siostra. Ci ludzie dobrze wychowali swoje dzieci, na porzadnych, odpowiedzialnych, ciepłych i otwartych ludzi. Nie ma watpliwosci. Ale gdyby nie mieli tych biologicznych dzieci, prawdopodobnie nie byłoby im dane wychować żadnych, bo szansa, że małżeństwu niepełnosprawnych w st. znacznym ludzi PANSTWO oddałoby dziecko byłą/jest bliska zeru.

      Można uwazać to za dyskryminację, ba nawet za brak logiki - skoro nie zabrano takim ludziom biologicznych dzieci, to dlaczego z załozenia odrzucać ich jako rodziców adopcyjnych?

      Ja bardzo szanuję rodziców mego kolegi, lubię ich i nie uwazam, że osobom niepełnosprawnym z załozenia powinno się odbierać dzieci, ale MIMO to uwazam, że nic dziwnego w tym, że nie są to osoby, które są najlepszymi kandydatami na rodziny adopcyjne. A nie są, bo co by nie powiedzieć - wychowywanie się w rodzinie, gdzie oboje rodziców jest głęboko niepełnosprawnymi osobami nie jest OPTYMALNE.

      I tu jest sedno sprawy. Kiedy dziecko rodzi się w pewnych nieoptymalnych warunkach rodzinnych, rolą państwa jest jedynie obserwacja sytuacji i ewentualna pomoc, albo nadzór, jesli dzieje sie coś niepokojącego. Jesli jednak to państwo ma ZDECYDOWAC o powierzeniu dziecka konkretnym ludziom, to nie ma nic dziwnego w tym, że za najlepsze warunki wyjściowe uwaza te optymalne. A optymalne to sa z grubsza takie, że rodzice adopcyjni są gotowi na przyjęcie dziecka (choć dzieci rodzą się ludziom, którzy na to gotowi nie są), że mają warunki materialne pozwalające na zapewnienie mu przyzwoitego poziomu życia (choć dzieci rodzą się ludziom niemającym takich warunków), że zdrowie pozwwala im na normalną opiekę nad dzieckiem bez stałęj pomocy osób trzecich (choć dzieci rodza się i takim ludziom, którym stan zdrowia, czy sprawności na to nie pozwala) itd.

      Fakt, że osoba uzalezniona, bezrobotna, bardzo młoda relatywnie, albo bardzo dojrzała, chora nieuleczalnie, czy noiepełnosprawna nie jest w oczach państwa dobrym kandydatem na rodzica adopcyjnego mozna uznawać za dyskryminację, bo wiele takich osób jest rodzicami naturalnymi i mimo ograniczeń sobie radzi. Ale moim zdaniem to dyskryminacja nie jest ...

      Nie przekonuje mnie tu argument, ze każdy moze zachorowac, wpaśc w uzależnienie, stracić pracę, ulec wypadkowi itd. MOZE, ale dziecko do adopcji oddaje państwo tu i teraz i na ten moment ta osoba jest zdrowa, nieuzalezniona, pełnosprawna i wydolna materialnie. Co innego liczyć się z ewentualnością ww. zdarzeń, a co innego, gdy one mają już miejsce.

      To o czym piszę pozornie nie wiąze się ze sprawą adopcji dzieci przez homo pary. Pozornie, bo sytuacja, kiedy dziecko wychowuje para homoseksualistów płci dowolnej, nie jest OPTYMALNA z założenia DLA DZIECKA. Dlaczego zatem nie odbiera się takiego dziecka z punktu rodzicowi bilologicznemu, który wychowuje je z partnerem/rką.
      Dlatego, że państwo reaguje w sytuacji biologicznych dzieci, gdy dzieje się coś niepokojącego, a w przypadku adopcyjnych dzieci WYBIERA optymalne DLA DZIECKA sytuacje.

      Nie chodzi moim zdaniem tu bynajmniej o to, że homo są "zboczeni", "chorzy" itd. Po prostu w naszym społeczeństwie dziecko wychowywane przez parę homo jest narażone na kpiny, szykany itp. Nie tylko takie dzieci, bo i takie, które mają rodziców niepełnosprawnych, użaleznionych, biednych itd. Tak, można i trzeba z tym walczyć, gdy to się dzieje, ale moim zdaniem NIE WOLNO społęczeństwa wychowywać kosztem dziecka poweirzając je ludziom, których jakieś ograniczenia z założenia będą źródlem szykan i rozdarcia dziecka pomiedzy miłoscią dla adopcyjnych rodziców, a zachowaniem otoczenia.
      • gaika Re: A wg mnie kochani adopcja przez pary homo 26.01.13, 22:01
        Osoby niepełnosprawne mogą adoptować dzieci. 'Optymalne' w kontekście rozwoju dziecka to zasadniczo więcej niż tradycyjna rodzina (katolicka).

        Optymalne warunki dla dziecka, znaczy takie, które z dużym prawdopodobieństwem zagwarantują wypełnienie jego potrzeb. Jeżeli uznaje się, że rodzice samotni, niepełnosprawni mogą takie potrzeby spełniać, to tym bardziej dwójka rodziców tej samej płci, jak długo wypełnia kryteria stawiane przez różne komisje oraz prawo.

        To prawda, że gotowość społeczna na akceptowanie inności, nietypowości, szczególnie w naszym społeczeństwie, jest marna. Czy wystawianie ludzi na widok rodzin niepełnosprawnych, czy rodzin homoseksualnych, krzywdzi dzieci w tych rodzinach chowane?

        Dzieci są wystawiane na szykany i kpiny, bo są biedne, bo noszą okulary, bo ojciec jest śmieciarzem, bo rodzic pije, bo mają dysleksję, bo są kiepskie na w-fie.
        Od dojrzałości i gotowości rodziców zależy, czy potrafią dziecko w dość nieprzyjaznym świecie wzmacniać i radzić sobie z przykrymi czasem okolicznościami. Szczególnie, że rodzice adopcyjni przechodzą ostre sito, przez które żaden rodzic biologiczny nigdy nie przechodzi.

        Nieobecność rodzin homoseksualnych w przestrzeni społecznej do niczego członków tej przestrzeni nie przygotuje. To jest trudność, ale taka sama, jakiej doświadczały przez wieki (do całkiem niedawna i wciąż gdzieniegdzie)matki samotnie wychowujące dzieci. Można powiedzieć, że pojedynczy rodzic nie jest według Twojej definicji 'optymalnym' rozwiązaniem, ale z jakiegoś powodu dobro dziecka uznano za ważniejsze niż przyzwyczajenia i wcześniejsze normy, które z czasem się zdezaktualizowały (samotnym matkom odbierano kiedyś dzieci)=przestały być optymalne.

        Trudno byłoby udowodnić, że konsekwencje psychoemocjonalne i społeczne jakie ewentualnie miałoby ponosić dziecko z rodziny homoseksualnej są wyższe, niż konsekwencje braku rodziny i społecznego napiętnowania jako dziecka z bidula, którego nikt nie chce.
        • kora3 Gaiko 26.01.13, 23:34
          owszem, osoby niepełnosprawne mogą adoptować dzieci, ale rzadko raczej jak mi się zdaje dzieci te są powierzane osobom o st. niepełnosprawności który wymaga stałej pomocy osób trzecich. I to jest całkiem zrozumiałe, bo po pierwsze jesli ktoś mówiąc kolowialnie sam sobą nie umie sie zająć, to co dopiero dzieckiem, a po drugie na mozliwośc adopcji dziecka czeka wiele zdrowych par.

          Wiem, zaraz bedzie, że dyskryminuję niepełnosprawnych. smile Wcale nie, tylko piszę jak jest - stąd opowieści o dziecku z bidula, którego nikt nie chce tchną SF Gaiko.

          Rozmawiałyśmy o tym wiele razy. W PL w zasadzie praktyka sądowa jest taka, że rodzice muszą dziecku zrobić naprawdę coś strasznego, by stracili prawa rodzicielskie całkowicie i na zawsze. Zwykle te prawa sa jedynie ograniczane, nawet gdy dziecko po kolejnym wyczynie rodziców trafia do placówki i nawet, gdy jest to kolejne dziecko tej osoby, czy pary permanentnie zaniedbywane, czy bite. I nie mów mi, ze w PL jest inaczej, bo jestem blisko takich spraw i WIEM, że tak własnie JEST.

          W związku z powyższym w Polsce liczba ludzi chcących adoptować dzieci znacznie przewyższa liczbę dzieci, które adoptowane mogą być. Pary, czy single pozytywnie zweryfikowani jako adopcyjni rodzice czekają na możliwosc adopcji nieraz latami. Chodzi oczywiście o dziecko małe.

          Owszem, rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że prawa do dziecka tracą jego rodzice, gdy jest już starsze. Ale takie dzieci są adoptowane znacznie mniej chętnie, a i weryfikacja przy adopcji takich dzieci jest ostrzejsza. Nic w tym dziwnego - takie dziecko jest już jakoś ukształtowane, na ogół przez niełatwe i traumatyczne przeżycia i wychowanie go rózni sie na ogół stopniem trudności od wychowywania dziecka od niemowlaka, czy nawet 3 rz.

          Tak naprawdę zatem społecznie nie ma powodu, by powierzać dzieci homoparom, bo nie brak heteropar chętnych do adopcji, a brakuje za to dzieci do niej.
          I nie chodzi mi wcale o jakiś katolicki model rodziny Gaiko smile Po prostu - choćby nie wiem co pisać i mówić - dzieci naturalnie pojawiają sie w układzie kobieta+ męzczyzna smile I nie chodzi znow o jakiś "katolicki" podział ról, a o fizjologię. Normalnie z homozwiązków nie ma dzieci, wiec nie ma też powodów, by dzieci homoparom powierzać i na siłę, by zadowolić homopary z założenia wychowywac je w modelu mniejszosciowym. I nie ma to nic wspólnego z dyskryminacją homo Gaiko.

          Dyskryminacja byłąby wówczas, gdyby rodzicowi homo z założenia odbierano prawo do opieki nad dzieckiem albo prawa do niego. Tymczasem zdarza sie, ze homo obu płci mają biologiczne dzieci i wychowują je nie ukrywając swej orientacji. Częsciej dotyczy to pewnie lesbijek, ale też w ogóle czesciej na ogół powierza się dziecko matce niż ojcu przy rozstaniu tychże.

          Jeszcze jedna sprawa, która rzucila mi się w oczy w Twej wypowiedzi Gaiko. Mianowicie piszesz, że owszem, mogą zdarzyć się szykany wobec takiego dziecka hipotetycznego adoptowanego, ale nieobecnośc takich rodzin jest społecznie zła, a dziecku bedzie ok, jesli tylko asdopcyjni rodzice beda umieli je przygotowac itd.

          Wszystko to pieknie Gaiko, tylko z całym szacunkiem wygląda mi to na naginanie smile A wiesz dlaczego? Dlatego, ze na TYM FORUM wiele razy, TAKZE TY przekonywałaś mnie, że nieposłanie na katechezę dziecka w PL jest niebotycznie trudne dla jego rodzica, bo ma on swiadomośc na jakie straszne szykany narazi on SWOJE dziecko.

          Skoro za niechodzenie na religię dziecku grozą az takie problemy, to na jakie musiałoby być narażone dziecko wychowywane przez adopcyjną homoparę? Czy nam wolno to dziecko narazić na takie problemy po to, by homorodziny zaistniały w społeczeństwie? Wolno nam bo ono nie jest nasze? Wszak "naszego" nie narazilibyśmy nawet na niecheć katechety za to , ze nie uczeszcza na jego zajecia np. W przypadku naszego dziecka nie zaryzykujemy nawet owej niechec, nawet HOPOTETYCZNEJ (bo są dzieci, co na katecheze nie chodzą i nikt ich nie szykanuje) karmiąc kolejne pokolenie indoktrynowanych i umacniając rolę kleru, ale "nienasze" można poświecić i narazić na PEWNE kłopoty w imię tego, żeby "zmienił sie swiat" ...

          Mnie to pachnie wybiórczym i tendencyjnym stosunkiem do dzieci, przepraszam sad
          • gaika Re: Gaiko 28.01.13, 00:29
            Mijasz się kompletnie z clou, Koro. Nie chodzi o to, ile par hetero chciałoby zaadoptować dziecko, ale KTO się do tego najlepiej nadaje. Jeśli będzie to samotny rodzic(krzywy, prosty, homo, hetero, bi, łysy, piękny czy brzydki) odpowiednie komisje nie wybiorą małżeństwa dlatego tylko, że jest to małżeństwo. Kryteria orientacji czy niepełnosprawności nie funkcjonują, ale możliwość odpowiedniego zajęcia się dzieckiem. Osoby chore, na wózku, single, mogą ubiegać się o adopcje. Kryterium jest dobro dziecka- czy ta konkretna osoba (osoby), może dziecku zapewnić odpowiednie warunki opieki i rozwoju. Kto mówi o wciskaniu parom homoseksualnym dzieci na siłę? Uważasz, że homoseksualiści są pozbawieni instynktu rodzicielskiego? Single też się nie rozmnożą bez drugiej strony, a burza szczęśliwie ich już nie dotyczy. A to dlatego, że gawiedź w sporej części przestała się podniecać takimi rodzinami, choć w niewielkich społecznościach wciąż lekko nie jest.

            Nie napisałam, że nie ma problemu. Wręcz przeciwnie, napisałam o kwitnącej nietolerancji i homoseksualiści do całego szeregu karmicieli tej nietolerancji się zdecydowanie zaliczają. Dzieci wychowują się przecież w rodzinach homoseksualnych i w zależności od środowiska, w którym przychodzi im żyć, doświadczają lub nie doświadczają szykan i kpin. Z Twojego wywodu wynika jednak, że dzieci z rodzin homo są jakoś szczególnie poddawane ostracyzmowi-bardziej niż otyłe, zaniedbane, niepełnosprawne, wychowywane przez jednego rodzica, niewierzące, czy rude. Większego skrzywdzenia nietolerancją doświadczają dzieci z rodzin homoseksualnych niż inne krzywdzone nietolerancją dzieci? Skąd masz takie dane? Jeżeli dzieci z rodzin homo są nieporównanie bardziej gnębione niż inne i efektem takiej konfiguracji rodzinnej jest tak niewymowna krzywda, to gdzie Rzecznik Praw Dziecka, gdzie badania, gdzie zapisy w Konwencji Praw Dziecka zakazujące homoseksualistom mieć dzieci? A może nie powinny chodzić do szkół publicznych, tylko uczyć się solo?

            Problem religii w szkole polega na zupełnie czym innym( i o tym była mowa w poprzednich dyskusjach). Państwo nie tworzy takich warunków w szkole publicznej, które wykluczają z mainstreamu dzieci z rodzin homoseksualnych-nie siadają one w oddzielnych ławkach, ani też nie są wyprowadzane do osobnych pomieszczeń. Państwo nie tworzy regulacji prawnych, według których rudzi, biedni, chorzy mają inne prawa i zasady uczestniczenia w obowiązkowej edukacji szkolnej i przedszkolnej niż blondyni, bogaci i zdrowi. Natomiast inaczej ma się rzecz z katolikami i niekatolikami.

            Tu, nie głupia sąsiadka, a regulacje prawne wyautowują dzieci. Ale skoro o realizacji praw człowieczych ma decydować sąsiadka, to ateiści i innowiercy także nie powinni mieć prawa ubiegania się o adopcję. A także niepełnosprawni i single. Jeszcze nie mamy w Polsce problemu międzyrasowego, ale już powinno się wziąć pod uwagę, że adoptować można tylko w ramach tej samej rasy, bo jak sąsiadka zobaczy wielokolorową rodzinę, to oszaleje. Wygolone karki już zresztą szaleją.
            • kora3 Gaja, Ty mnie chcrsz zagadać? 28.01.13, 08:49
              Pytam, bo powtarzasz z grubsza to co ja napisałam, tylko uzywając tego jako argumentacji przeciwnej.
              MA znaczenie, że nie ma społecznej potrzeby adopcji dzieci przez pary homo, skoro nie brak chętnych do adopcji PO WERYFIKACJI POZYTYWNEJ już, a brak dzieci ze statusem pozwalającym na adopcję.

              Prawda, prawo nie zabrania adopcji dzieci przez osoby niepełnosprawne, ale ILE takich osób ma poza wyjątkowymi sytuacjami (np. adopcja dziecka wspómałzonka, krewnego) możliwośc adopcji?

              Dajże już spokój z tym "decyduje sąsiadka?", bo to śmieszne i świadczy albo o skłonności do populizmu, albo całkowitej nieznajomości polskiego społęczeństwasmile W PL w wiekszosci sasiadó nie interesuje czy sądaiad ten czy ów jest wierzacy i w co, praktykujący, ma slub taki czy owaki. Interesuje co najwyzej by nie zakłocał spokoju, nie śmiecił oi nie stwarzał zagrożeniasmile

              Owo zainteresowanie otoczenia nami jest mitem wytworzonym w głowach tych, którzy uwazają, ze wokół nich kreci się świat innych. Zdziwiłabyś się, jak czesto osoby własnie wscibskie, kołtunów spotyka w PL ostracyzm otoczenia.

              Mimo to uwazam, ze akurat takie "wychowywanie" społeczeństwa do tolerancji wobec homo, jak powierzanie im dzieci adopcyjnych (bez takiej konieczności praktyczne, o czym juz wspomniałam) byłoby godzeniem w te dzieci. A to dlatego, ze akurat tolerancja wobec samych homo jest u nas b. niska, znacznie niższa moja droga niż wobec otyłych, rudych, uzaleznionych i NIEWIERZĄCYCh, innowierców itp.

              Skoro wiec takim problemem jest nie posłać dziecka na religię hehe, bo mu głowę urwą, jak mnie przekonywaliście, to znacznie wiekszym jest wychowywanie się w rodzinie homo. DLA DZIECKA!!!! Ponoć o JEGO DOBRO idzie, tak? No to skoro tak, to nie wolno nam kosztem dziecka wychowywać społeczeństwa. Tym bardziej nie wolno tym, którzy twierdzą, ze kosztem dziecka nie mozna powalczyć z klerem nie posyłając dziecka na religię, choć to naprawdę nieporównywalny koszt, z jakim trzebaby się liczyć umieszczając je w homorodzinie adopcyjnejsmile
              • gaika Re: Czyżby? 28.01.13, 18:47
                Z przykrością, po raz kolejny stwierdzam, że nie czytasz treści, na które odpowiadasz. Zdecydowanie nie napisałam tego, co Ty. Zdecydowanie!

                Nie chodzi o ilość, ale zasadę, bo w związkach biologicznych najwięcej dzieci rodzi się osobom hetero i w miarę zdrowym. Tak się rozkłada w populacji, że są mniejszości i większości. Z tego nie wynika, że dla dobra konkretnego dziecka opcja większościowa jest, jak to napisałaś, 'optymalna'.

                Z przykrością także stwierdzam, że nie zwróciłaś uwagi na to, czego dotyczyła dyskusja o religii w szkole i że nie widzisz różnicy, kiedy różne mniejszości, czy postawy, czy przypadłości są społecznie wyszydzane, a kiedy taką sytuację wzmacnia, kreuje, sankcjonuje państwo poprzez stanowione prawo. Z tego wynika, że niekatolik, rudy, dziecko z rodziny homo czy niepełnosprawnej, jest narażone na tę samą ewentualność(w zależności od środowiska)kpin i szykan. Taka ludzka natura z pogłębioną wersją kato-polo. I nikt nigdy nie napisał, że brak religii w szkole uchroni niekatolików przed reakcją najbliższego środowiska -rodziny, znajomych, sąsiadów, wsi, urzędnika. Po prostu pominęłaś istotę problemu i jądro rozmowy= państwo mówi, że to o.k. wykluczać i napiętnować, wzmacniając te postawy.

                Sąsiadka jest metaforą dla pokazania różnicy między państwową regulacją wykluczającą a społecznymi, prywatnymi zachowaniami, które mogą być nieprzyjemne, dramatyczne, ale całkowicie się ich nigdy nie wyeliminuje. Tu najważniejsza jest edukacja, umiejętności rodzicielskie i belferskie oraz czas, bo ludzie oswajają się z sytuacjami, których sami doświadczyli, spotkali jakiegoś 'dziwoląga', bliżej poznali rodzinę homoseksualną, wyjechali za granicę itp. W TYM kontekście napisałam, że nieobecność niczego nie uczy.

                A dzieci wychowują się w rodzinach homo, są, istnieją, żyją, więc jakoś muszą sobie radzić, jak inne dzieci. Natomiast Ty piszesz, że adopcja przez pary homo będzie eksperymentem i krzywdą dla dzieci większą, niż inne dyskryminujące czy wykluczające krzywdy. Tak, jakby miały nagle spaść z księżyca wraz ze związkami partnerskimi i nigdy ich wcześniej nie było(nie mówiąc o krzywdzie dorastających dzieci, które same okazują się być homoseksualne). Żadnych dowodów na to, że dzieci ze związków partnerskich homo miałyby trudniej niż inne dzieci nie masz, ale twierdzisz, bo działają, jak u większości społeczeństwa, wdrukowane 'tradycyjne' uprzedzenia.

                Doświadczają i będą doświadczać krzywdy (tak jak inne dzieci), bo ludzie bywają okrutni, a przede wszystkim lękliwi, ale instytucje państwa nie mają prawa takich postaw umacniać i akceptować.

                Pytanie: wyjaśnij mi, proszę, różnicę w sytuacji adoptowanego dziecka w rodzinie homoseksualnej żyjącej na kocią łapę i w związku sformalizowanym. Na czym polega, z czego się bierze gwałtowny wzrost krzywdy dziecka przy tej drugiej opcji?
                • kora3 Dobrze Gaiko :), to może TY wyjaśnij 29.01.13, 10:14
                  na czym polega "wzrost krzywdy" dziecka adoptowanego przez parę ludzie skrajnie biednych, w stosunku do sytuacji dziecka, które sie takim ludziom narodziło? Jak sądzisz: dlaczego para biedaków ma mikre szanse na adopcję dziecka, skoro rodza się one takowym ludzio?

                  Nie pominełam istoty sprawy Gaiko, po prostu napisałam o FAKTACH.
                  A te są moja droga takie, że biologiczne dziecko homoskeualisty JEST narażone na problemy z otoczeniem. Mozemy się na to wsciekać, ale TAK JEST po prostu. Oczywiscie, naley z takim czymś WALCZYC, ale nasz sprzeciw wobec takiej sytuyacji nie powinien wyrazać się w generowaniu następnych takich sytuacji. Czy TERAZ już rozumiesz?

                  Co do nawiązania do religii w koszle. TY być moze nie widzisz związku, ale JA go bardzo dobrze widzę.

                  Pisałam Wam wielokrotnie - najprostszy sposób na walkę z indoktrynacją dzieci w szkołach oraz dyskryminacją tych, którzy na religię nie chodzą to NIEPOSYŁANIE na religię dzieci przez tych rodzicó, którzy tego nie chcą - proste.
                  Jesli na religię bedzie chodziło mniej dzieci, nikt nie bedzie dyskryminował tych, które nie chodzą - tez proste.
                  Gremialnie mnie tu pouczaliście, że nie mozna tego zrobić kosztem SWOJEGO dziecka. Wiec pytam, dlaczego wobec tego mozna wychowywać społęczeństwo kosztem NIESWOJEGO dziecka? To chyba nie jest jakieś b. trudne pytanie?
                  • gaika Re: Dobrze Gaiko :), to może TY wyjaśnij 01.02.13, 08:58
                    1.Kryterium ekonomiczne występuje przy ubieganiu się o adopcję, kryterium orientacji seksualnej-nie.
                    2.Nikt tu nie twierdził, a z całą pewnością nie ja, że dzieci z rodzin homoseksualnych nie są narażone na szykany. Są, tak jak inne dzieci, w mniej lub bardziej nietypowych sytuacjach się znajdujące. Nie ma żadnych dowodów natomiast, że doświadczają większych szykan, niż inne dzieci, z innych powodów. Nie ma też żadnych dowodów, że dziecko wychowujące się w domu dziecka doświadcza mniejszej krzywdy, niż gdyby się wychowywało w rodzinie homoseksualnej. Skąd masz odwrotne dane?
                    3.Nie odpowiedziałaś na moje pytanie-ono nie dotyczyło biologicznych dzieci homoseksualisty, ale adoptowanych. Dziecko mieszka z mamą i partnerką mamy, tylko bez urzędowego stempla. Jaka jest różnica dla dziecka adoptowanego(negatywna) między rodziną homo niesformalizowaną a sformalizowaną? Na marginesie-każde dziecko ma ojca z założenia niezależnie od konfiguracji, a nie chcesz chyba powiedzieć, że dziecko lesbijek na kocią łapę wie, że miało/ma ojca, a lesbijek w związku partnerskim nagle przestaje wiedzieć skąd się biorą dzieci.
                    4. W sprawie religii pisaliśmy Ci wielokrotnie, że zależy to od indywidualnych przypadków-są ludzie, którzy poradzą sobie z taką sytuacją i dzieci nie poślą, a są tacy, którzy wolą je w ten sposób ochronić(analogicznie w sytuacji par homo decydujących się bądź nie na potomstwo). Z całą pewnością nie mówiłam, że nie można nie posłać dziecka na religię, ale że nie każdy jest do tego gotowy. Zależy to od indywidualnych sytuacji. Natomiast Ty konsekwentnie ignorujesz istotę problemu, a mianowicie różnice między nietolerancją gawiedzi, a tą kreowaną przez państwo via regulacje prawne. A tego się nie da zignorować, bo to jest informacja dla gawiedzi, że ostracyzm jest w porządku, ponieważ jest osadzony w prawie.
                    5. Nie oskarżam Cie o homofobię(tak jak nie uważam Kidawy-Błońskiej za homofobkę) ba, w ogóle Cię nie oskarżam. Stwierdzam fakt mentalno -społeczny(obecny nawet wśród tzw. liberalnych posłów), który działa na zasadzie odruchu: dziecku w rodzinie homo będzie gorzej, trudniej niż w domu dziecka. Takie opinie wypowiada się przede wszystkim na bazie tegoż odruchu(rodzice jednopłciowi to większy dramat niż picie, bicie i bidul) nie zaś wiedzy i doinformowania. A więc po raz kolejny pytam, gdzie międzynarodowy alarm specjalistów od praw dzieci, który jest wynikiem wiedzy(badań), że konsekwencje rozwojowe dla dziecka z rodziny homo są bardziej destrukcyjne, niż dziecka z domu dziecka. Że są w ogóle destrukcyjne, a nie, że bywa trudno.

                    P.S. Twierdzenia, że problemem jest niemożliwość ukrycia przed dziećmi, że są adoptowane, a rodzice adopcyjni lubią ukrywać oraz, że dziecko potrzebuje mamy i taty -nie skomentuję.
                    • kora3 OK jeszcze raz :) 01.02.13, 11:48
                      gaika napisała:

                      > 1.Kryterium ekonomiczne występuje przy ubieganiu się o adopcję, kryterium orien
                      > tacji seksualnej-nie.


                      Nie, ale W PRAKTYCE zdeklarowany/a homo ma małe szanse zostać rodzicem afdopcyjnym. POdobnie, jak mizerne szanse na to ma singlowy facet/ singlowa osoba ze znacznym stopniem niepełnosprawności wymagająca opieki osób trzecich, albo para takich ludzi. Poza wyjątkowymi naprawdę sytuacjami tacy ludzie mówiąc kolokwialnie "nie dostaną" dziecka do adopcji, choć jak wiemy PRZEPISY ich nie dyskryminują w tym względzie.

                      > 2.Nikt tu nie twierdził, a z całą pewnością nie ja, że dzieci z rodzin homoseks
                      > ualnych nie są narażone na szykany. Są, tak jak inne dzieci, w mniej lub
                      > bardziej nietypowych sytuacjach się znajdujące. Nie ma żadnych dowodów natomia
                      > st, że doświadczają większych szykan, niż inne dzieci, z innych powodów. Nie ma
                      > też żadnych dowodów, że dziecko wychowujące się w domu dziecka doświadcza mni
                      > ejszej krzywdy, niż gdyby się wychowywało w rodzinie homoseksualnej. Skąd masz
                      > odwrotne dane?


                      Rzecz całą Gaiko w tym, że dzieci mające sytuację prawną pozwalającą na ich adopcję poza wyjątkowymi sytuacjami nie są w domach dziecka, albowiem jest wielu chętnych na adopcję, a dzieci o statusie prawnym na nią pozwalającym mało.

                      > 3.Nie odpowiedziałaś na moje pytanie-ono nie dotyczyło biologicznych dzieci hom
                      > oseksualisty, ale adoptowanych. Dziecko mieszka z mamą i partnerką mamy, tyl
                      > ko bez urzędowego stempla. Jaka jest różnica dla dziecka adoptowanego(negatywna
                      > ) między rodziną homo niesformalizowaną a sformalizowaną?
                      Na marginesie-każ
                      > de dziecko ma ojca z założenia niezależnie od konfiguracji, a nie chcesz chyba
                      > powiedzieć, że dziecko lesbijek na kocią łapę wie, że miało/ma ojca, a lesbijek
                      > w związku partnerskim nagle przestaje wiedzieć skąd się biorą dzieci.


                      Gaiko, nie udawajmysmile W praktyce polskiej szansa na to, żeby zdeklarowana les mieszkająca z partnerką mogłą zostać adopcyjną mamą (pewnie poza wyjątkowymi sytuacjami) jest żadna. Oczywiscie - przepisy tego nie zabraniają - ale nie mydlijmy sobie oczu, że dzieki temu zapisowi taka les ma ma równe szanse na adopcję, jak hetero singielka, a szczególnie już para, hetero oczywiscie.
                      Różnica wszelako jest taka dla dziecka, nawet w takiej hipotetycznej sytuacji, że adoptowane przez jedną les ma jedną mamę i zero taty, a przez dwie les, miałoby dwie mamy, co przyznasz nie jest powszechną sytuacjąsmile


                      > 4. W sprawie religii pisaliśmy Ci wielokrotnie, że zależy to od indywidualnych
                      > przypadków-są ludzie, którzy poradzą sobie z taką sytuacją i dzieci nie poślą,
                      > a są tacy, którzy wolą je w ten sposób ochronić(analogicznie w sytuacji par ho
                      > mo decydujących się bądź nie na potomstwo). Z całą pewnością nie mówiłam, że ni
                      > e można nie posłać dziecka na religię, ale że nie każdy jest do tego gotowy.


                      Rozumiem, zatem skąd pomysł, ze każde adoptowane dziecko będzie gotowe na sytuację zaadoptowania go przez parę homo? Skoro dorosły człowiek nie jest gotów na tyo, by nie robić czegoś czego nie chcei co nie jest nakazem (jak płącenie podatków np.) Z OBAWY np. o swoje dziecko, to jak mozemy założyć, że dziecko MUSI być gotowe na adopcję przez homo?
                      Pojmij dobrze - jestem w stanie zrozumieć kogoś, kto NAPRAWDE obawia się, ze jesli swego dziecka nie pośle na religię, to narazi je na kłopoty. Choć taka osoba i takie dziecko mają wiele narzedzi do tego, by sytuację taką opanować. Bo rodzic/e mogą dziecku wytłumaczyć dlaczego nie chodzi, nauczyć je, ze nie musi być zawsze takie jak wszyscy itd. Moze sie to udać i moze nie udać, ale wówczas mają kolejny wybór - jednak posłać na religię.
                      Dziecko adoptowane przez kogokolwiek NIE MA WYBORU i z założenia MUSI sprostać sytuacji.

                      A tego się nie da zignorować, bo to jest inf
                      > ormacja dla gawiedzi, że ostracyzm jest w porządku, ponieważ jest osadzony w
                      > prawie.


                      Ale dokładnie takim samym ostracyzmem jest wymówg, by kandydat na rodzica adopcyjnego był niekarany, nieuzależniony, miał stabilną sytuację materoialną, był wydolny zdrowotnie, wiekowo, czy percepcyjnie jako potencjalny rodzic.

                      , który działa na zasadzie odruchu: dziecku w
                      > rodzinie homo będzie gorzej, trudniej niż w domu dziecka.


                      Ależ to nie moje zdanie. Moje jest takie, że dziecku w homorodzinie będzie trudniej niż w standardowej. Wiem, zaraz sie dowiem, ze trzeba indywidualnie. A pewniesmile Sąsiad moich rodziców owdowiał dośc niestaro i został sam z 3 dzieci. Zawsze lubił wypić, ale nie był nigdy agresywny, a jego picie nie wiązało się z niezaspakajaniem potrzeb rodziny w sensie materialnym. Po śmierci zony pil więcej, ale też nigdy nie przepijał kasy na życie, nie bił dzieci, ani nie zaniedbywał. Mimo to zainteresowała się nim (a raczej jego dziećmi) pomoc społeczna i kurator. Sasiedzi murem za nim stali- kocha dzieci, owszem wypije, ale kiedy planuje to, to zawsze zapewnia im opiekę, pracuje itd. Tym dzieciom znacznie lepiej było z lubiącym wypić ojcem, którego kochały, niż w dd, czy rodzinie zastępczej byłoby. Tylko, że taki pan adopcyjnym rodzicem miałby małe szanse zostać.

                      I tu znów dochodzimy do sedna: niezależnie od zapisów prawa, PAŃSTWO decydując o adopcji stawia na model standarwowy, a wiec zwykle niestara, nie za młoda, niebiedna, nienadużywająca itd. PARA HETERO. Prawo pozwala na inne rozwiązania, ale W PRAKTYCE mają one charakter rzadki, wyjątkowy.
                      Jest bardzo wiele par hetero, które pozytywnie przechodzą kwalifikację na rodzicow adopcyjnych. Za to mało jest dzieci do adopcji. Dlatego alternatywą dla dziecka adopcyjnego nie jest rodzina homo, albo bidiul, tylko rodzina homo, albo rodzina hetero i to niepijąca, niekarana itd.

                      Takie opinie wypowiad
                      > a się przede wszystkim na bazie tegoż odruchu(rodzice jednopłciowi to większy d
                      > ramat niż picie, bicie i bidul) nie zaś wiedzy i doinformowania.

                      Jak wyżej Gaiko smile

                      A więc po r
                      > az kolejny pytam, gdzie międzynarodowy alarm specjalistów od praw dzieci, który
                      > jest wynikiem wiedzy(badań), że konsekwencje rozwojowe dla dziecka z rodziny h
                      > omo są bardziej destrukcyjne, niż dziecka z domu dziecka. Że są w ogóle destruk
                      > cyjne, a nie, że bywa trudno.


                      Ale ja nie twierdzę, że sa destrukcyjne, tylko, że TRUDNIEJ jest dziecku w rodzinie homo, niż w standardowej. Tak samo, jak trudniej jest dziecku z rodziny biednej, niepełnosprawnych rodziców, uzależnionych itd. I to jest Gaiko FAKT. W wiekszosci jest trudniej, co nie znaczy, że biologicznym rodzicom z takich rodzin należy dzieci zabierac z założenia. Jesli sobie radzą, nawet z pomocą, to nie, ale uwazam, że nie nalezy mnożyć problematycznych sytuacji powierzając dzieci adopcyjne ww. ludziom, tym bardziej, ze z załozenia "łatwiejszych" kandydatów na rodziców adopcyjnych jest wiecej niż dzieci, które adoptrować można, wiec alternatywą tu bidul nie jest!
                      >
                      > P.S. Twierdzenia, że problemem jest niemożliwość ukrycia przed dziećmi, że są a
                      > doptowane, a rodzice adopcyjni lubią ukrywać oraz, że dziecko potrzebuje mamy i
                      > taty -nie skomentuję.


                      Ależ dlaczego? Naprawdę uwazasz, że dziecko z założenia nie potrzebuje obojga rodziców?
                      To, że ZDARZA się, że dziecko wychowuje się bez kontaktu z ojcem czy matką ( z różnych przyczyn) to nie oznacza, ze to sytuacja optymalna dla dziecka.
                • kora3 Jeszcze jedno Gaiko 29.01.13, 15:43
                  byłabym wdzięczna, gdybyś nie uzasadniałą każdego odmiennego u mnie od Twego wlasnego zdania jakimiś rzekomo wdrukowanymi w mój mózg uprzedzeniami.

                  NIE MAM UPRZEDZEŃ wobec homo i Ty doskonale o tym wiesz.
                  Jestem całym sercem i rozumem za tym, by pary homo mogly formalizować swoje związki i Ty o tym też bardzo dobrze wieszsmile

                  W temacie adopcji dzieci mam odmienne od Was (Ciebie I Diabolla) zdanie, ponieważ dostrzegam INNE aspekty niż tylko walka z katozabobonem.

                  Rozumiem, że chodzi Wam o to, żeby państwo nie sankcjonowało niemozności adopcji dzieci przez homo pary, bo wówczas sankcjonuje ono dyskryminację takich par w stosunku do par hetero.

                  Ja tego jako dyskryminacji nie postrzegam i stąd moja postawa. Oczywiscie można zrobić taki myk: nieeee u nas państwo nie zabrania adopcji homoparom, ależ skąd, MOGĄ adoptować na papierze smile, bo w praktyce taka para dziecka nie dostanie. Czy o takie "rozwiązanie" miałoby chodzić?

                  Piszesz, że u nas dzieci mogą adoptować single, osoby niepełnosprawne. A jużci, mogą, tylko W PRAKTYCE szanse takich ludzi na adopcję są znacznie mniejsze niż pary zdrowej. Owszem, zdarzają się takie adopcje, ale raczej w wyjątkowych przypadkach. Osobiście znam jeden przypadek adopcji dziecka (12 lat) przez singielkę. Jednakże to sytuacja także wyjątkowa. Ojciec dziecka nie żyje od lat, a matka przez ostatnie 3 lata przebywała praktycznie cały czas w szpitalach, a potem w hospicjum. Dzieckiem wówczas w zasadzie zajmowała się przyjaciólka matki, wspomniana singielka, która wiedziała, że matka umiera. Dziecko nie ma praktycznie żadnej rodziny, która wykazywałaby chęć zajęcia sie nim, a z przyjaciółką matki jest bardzo żżyte. To, by po jej śmierci włąśnie ta przykjaciólka zajęła sie dzieckiem i zostałą jego adopcyjną matką było ostatnią wolą (spisaną zresztą) biologicznej matki dziecka.

                  Zwykle single mają bardzo nikłe szanse na adopcję w sytuacjach niewyjątkowych (jak ta opisana powyżej), a już singlowy facet - bliskie zeru. Ale prawo o ile wiem - pozwala mu na adopcję dziecka, tylko, że na papierze.

                  Podobnie nikłe szanse mają na nią osoby niepełnosprawne w stopniu znacznym, choć znów - prawo im na to powala, znów- na papierze.

                  Rozumiem jednak, że chodzi Wam o prawo do adopcji faktyczne, a nie "papierowe". I tu poza tym o czym już pisałam mam także wątpliwosc natury innej.

                  Mianowicie - jak słusznie zauważasz już są dzieci wychowywane w homozwiązkach. Chodzi zapewne o dzieci biologiczne partneró/rek. Zwykle partnerek, bo zwykle powierza sie dzieci matce. Ale o to mniejsza, bo to akurat bez zadnego znaczenia.

                  No i wychowują się te dzieci w homorodzinie, tyle, ze partnerka matki, czy partner ojca nie ma do nich żadnych praw. Zważ jednak na to, że te dzieci nie mają dwóch mam, czy dwóch ojców (i zero innych rodziców) tylko na mają jedną matkę i jednego ojca (o ile mają ojca, bo może nie być im on znany - mowa o dziecku lesbijki rzecz jasna teraz).

                  W sytuacji adopcji adoptujący przyjmuje dziecko za wlasne. Zatem dziecko adoptowane przez homoparę miałoby dwóch ojców, albo dwie matki w sensie prawnym i zero innych rodziców.
                  Jest to przyznasz odmienna sytuacja od takiej, kiedy dziecko powiedzmy wychowują dwie lesbijki, z których jedna jest jego matką, a druga jej partnerką, ale MA jakiegoś ojca, bodaj z założenia.

                  Pytałąs mnie, czy wiem, że single i homoseksualiści takze mają instynkt rodzicielski. Otóż wiem (choć pewnie nie wszyscy). Tylko, że daruj, nie wiem czy TY wiesz, że dzieci miewają też potrzebę kontaktu z obojgiem rodziców - ojcem i matką. Zatem stwarzanie im sytuacji, kiedy z założenia będą mieć dwie matki i zero ojca, albo dwóch ojców i zero matki nie jest dla nich komfortowe, przyznasz.

                  Jest jeszcze pewien być moze niedostzregany przez Was szczegół - otóż czy nam się to podoba, czy nie dziecko adoptowane nie zawsze wie (na ogol poza wyjątkowymi sytuacji do pewnego wieku, nie wie), że jest adoptowane. Czasem to jest dla dziecka źle, a czasem wręcz przeciwnie, jak to w zyciu.
                  Adoptowane dziecko homopary od początku bedzie siłą rzeczy wiedzieć, ze jest adoptowane, bo przeciez niemozliwoscią jest, by adopcyjni rodzice byli jego biologicznymi rodzicami.
                  Oczywiscie, mozna podnosić, ze to bardzo dobrze, bo nie bedzie oszukiwane, ani narazone na traumę, gdy dowie się kiedyś, jak to bywa z dziećmi adopcyjnymi par hetero. Tylko, że to wszystko nie jest ani tak proste, ani tak oczywiste Gaiko.
      • diabollo Paragraf 22 28.01.13, 08:15
        kora3 napisała:

        (...)

        > Nie chodzi moim zdaniem tu bynajmniej o to, że homo są "zboczeni", "chorzy" itd
        > . Po prostu w naszym społeczeństwie dziecko wychowywane przez parę homo jest na
        > rażone na kpiny, szykany itp. Nie tylko takie dzieci, bo i takie, które mają ro
        > dziców niepełnosprawnych, użaleznionych, biednych itd. Tak, można i trzeba z ty
        > m walczyć, gdy to się dzieje, ale moim zdaniem NIE WOLNO społęczeństwa wychowyw
        > ać kosztem dziecka poweirzając je ludziom, których jakieś ograniczenia z założe
        > nia będą źródlem szykan i rozdarcia dziecka pomiedzy miłoscią dla adopcyjnych r
        > odziców, a zachowaniem otoczenia.

        Przepiekna Koro,

        Paragraf 22 w książce J. Hellera polegał m.in. na tym, że Yossarian nie miał szans opóścić wojska. Teoretycznie po odbyciu założonej liczby lotów bojowych miał być przeniesiony (podobnie jak wszyscy koledzy) z powrotem do Stanów, ale... działał Paragraf 22: Yossarian dalej miał prawo powrotu po odbyciu odpowiedniej liczby lotów bojowych, tylko problem polegał na tym, że kiedy zbliżał się do tej upragnionej liczby Dowództwo Sił Powietrznych ową liczbę podwyższało.

        Po tym jak Yossarian był świadkiem tragicznej śmierci młodego strzelca pokładowego, co niewątpliwie odbiło się na jego psychice, zgłosił się do swojego lekarza wojskowego, z resztą swojego przyjaciela, z prośbą o wydanie odpowiedniego zaświadczenia, że Yossarian nie nadaje się do służby wojskowej ze względów psychicznych. Przyjaciel lekarz wytłumaczył mu, że oczywiście w przypadku gdyby Yossarian zwariował, lekarz musi wydać mu takie zaświadczenie i wtedy Yossarian wróciłby do domu. Jednak Yossarian zgłosił się sam o zwolnienie z dalszej służby co jest dowodem na to, że Yossarian nie zwariował. Wręcz przeciwnie. Jest dowodem na to, że Yossarian zachował dużo zdrowego rozsądku.
        Dlatego lekarz wojskowy nie może mu wydać takiego zaświadczenia.
        Tak działa Paragraf 22.

        W Polsce też mamy Paragraf 22, zamiast absurdów okrutniej wojny, mamy absurdy rządzącej kato-ideologii.
        W polskim spłeczeństwe zaczadzonym katolickim zabobonem panuje homofobia.
        Obowiązkiem państwa jest chronić swoich obywateli przed okrucieństwem innych obywateli, np. legalizując ich związki partnerskie, biorąc tym samym takie związki pod ochronę prawa.
        Państwo nie może tego jednak zrobić, bo kiedy homoseksualiści dostaną takie związki, to zaczną "domagać się prawa do adopcji". Oczywiście każdy wybitny, otwarty intelektualista wie, że homoseksualiści też mają i wychowują dzieci, z różnym skutkiem podobnie jak heteroseksualiści, więc to znowu żadne wielkie hallo, ale...
        Powszechna homofobia naraża dzieci homoseksualistów na szykany i okrucieństwo innych dzieci, dlatego państwo nie może chronić swoich obywateli przed okrucieństwem, lecz musi pielęgnować w polskim społeczeństwie katolickiego i homofobicznego trolla.

        Kłaniam się nisko.
        • kora3 Dziękuję Diabciu za tak piękne mnie podsumowanie:) 28.01.13, 09:18
          homofobiczny katolicki troll - pasuje do mnie istotnie, jak ulał smile

          A ad rem smile Nie zauważyłam, żeby państwo z urzedu ograniczało prawa do dziecka RODZICOWI biologicznemu, który jest homo. Jesli tak sie dzieje, to NA WNIOSEK drugiego rodzica i po ROZPOZNANIU SPRAWY.

          My jednak, jak mi się zdawało, mówimy o ADOPCJI dzieci, że homopary, a nie o relacji biologicznego ojca, czy matki homo z dziecmi.

          Wbrew temu, co się uwaza dzieci biologiczne nie sa odbierane gremialnie ludziom ubogim, uzależnionym, czy karanym. Ale ww. osoby mają niewielkie szanse zostać rodzicami ADOPCYJNYMI. Czyż to nie katotrollowa dyskryminacja?smile Podobnie z urzedu nie odbiera się dziecka parze 18-latków, ale owa para szanse na adopcję ma nikłe. Dyskryminacja?

          Nie mój drogi. Państwo stoi na słusznym stanowisku, że o ile rodzina biologiczna, nawet przy problemach i ograniczeniach radzi sobie to jest ok, ale adopcja to w odróznieniu od natury powierzenie dziecka swiadomie i z odpowiedzialnością. I dlatego powierza sie dzieci ludziom przechodzacym stosowną weryfikację wstępną i dalszą. Przynajmniej z założenia. Osoby takie wg kryteriów wstępnych mają być niekarane, wolne od uzależnień, wydolne materialnie i wychowawczo, wydolne w zakresie sprawności fizycznej i psychicznej do sprawowania opieki nad dzieckiem. A wg dalszych nakierowane na dobro dziecka, jego potrzeby takze w zakresie emocjonalnych i społecznych, a nie na własne. Dlatego odrzuceni zostaną ludzie, którzy marzą by ich adopcyjne dziecko było modelką, albo lekarzem. Bo dziecko moze temu nie sprostać, a to nie jest zabawka, albo maszynka do spełniania ambicji rodziców. Cóż, gdy sa chorobliwie ambitni rodzice BIOLOGICZNI, którzy własnie takie załozenia sobie robią woibec swych naturalnie zrodzonych dzieci? No są. I róznie to potem bywa i na dziecko wpływa, alepóki nie przeginają - państwo nie ingeruje. A w adopcje INGERUJE z załozenia, bo na nim spoczywa obowiązek stworzenia dziecku w miarę optymalnych warunków w rodzinie adopcyjnej.

          Mozesz uznawać za katotrolling stwierdzenie, że dziecko powierzone homoparze byłoby narażone na problemy z otoczeniam, jasne. Tylko, ze to jest FAKT. Smutny, ale FAKT.
          Jasne, mozna uznać, ze warto z tym powalczyć i za 100 lat, jak duzo homopar będzie mieć adoptowane dzieci, problem zniknie. Mozliwe, ale moim zdaniem NIE WOLNO nam z załozenia poświecać dzieci dla tej idei Diabollo. Tak, poświecać. Bo takiego dziecka nie interesuje inyeres spoleczny w postaci budowania tolerancji wobec homo, tylko JEGO własne życie!

          Skoro wykazujesz żywe zrozumienie dla ludzi, którzy rzekomo pod wielką presją (bo babka się skrzywi, albo zdaje się komuś, ze sasiada to interesuje) biorą śluby kościelne, skoro wykazuje jezszcze wieksze wobec ludzi, którzy wbrew swoim przekonaniom chrzczą dzieci i pisyłąją je na religię podkarmiając kler i przekonanie, że owa jest bardzo w szkole pottrzebna skoro ponad 90 proc. dzieci chodzi, to dziwne, ze nie pojmujesz, iż bycie adopcyjnym dzieckiem pary homo byłoby la dziecka o wiele trudniejsze, niż bycie dzieckiem obojetnie biologicznych, czy nie niewierzacych roidziców, czy innowierców.

          Rzecz w tym, ze gdy mowa o nieposyłaniu nareligię,to przed oczami wy wszyscy macie SWOJE, albo znajome dzieci z otoczenia i drżycie ciężko przed ich szykanowaniem, nawet hipotetycznym. A gdy mowa o adopcyjnych dzieciach, to nikogo konkretnego przed oczami nie macie i dlatego może tak łatwo przychodzi wam pomysł, by poprzez nie "wychowywać"społeczeństwo.

          No to teraz wyobraźcie sobie, ze takie adoptowane przez pare homo dziecko, owa para, WASZYM wzorem zresztą smile pośle na religię ! Czego tam się dziecko dowie o swoich adopcyjnych rodzicach? Czy bedzie w stanie znieśc te "wiadomości"? Ze co? Że nie trzeba przecież posyłać? Jasssne - jak nie trzeba to dlaczego WY posyłącie i przekonujecie mnie, że nie ma innego wyjsćia?smile
          • diabollo Re: Dziękuję Diabciu za tak piękne mnie podsumowa 28.01.13, 18:27
            kora3 napisała:

            > homofobiczny katolicki troll - pasuje do mnie istotnie, jak ulał smile

            Przepiękna Koro,
            teraz już nie wiem czy się wygłupiasz czy naprawdę doszło do nieporozumienia.

            Zgodnie z logiką mojego zdania, cytuję:
            "Powszechna homofobia naraża dzieci homoseksualistów na szykany i okrucieństwo innych dzieci, dlatego państwo nie może chronić swoich obywateli przed okrucieństwem, lecz musi pielęgnować w polskim społeczeństwie katolickiego i homofobicznego trolla."
            ...podsumowuje państwo polskie, a nie Ciebie.

            Katolicki, homofobiczny troll to metafora literacka odnosząca się rządzącej kato-ideolo, czy w bardziej prostackiej interpretacji sam Kościół Ginekologczno-Katolicki, które państwo polskie karmi, a nawet tuczy jak świnię.

            Pojęcia nie mam, jak mogłaś to zdanie zinterpretować jako "podsumowanie" Twojej Osoby.

            Kłaniam się nisko.
            • kora3 OK Diabciu :) Zatem 29.01.13, 10:18
              skoro już wiemy o co be oboje, to moze skupmy się na pytaniu: Czy wolno nam KOSZTEM NIESWOJEGO dziecka walczyć z owym trollem?
              Przypominam, że KOSZTEM SWOJEGO nie mozna nawet nie posłąć go religię, gdy sie posłąć nie chce, bo podobno czekają go za to szykany, jakich człek szczególnie mały znieśc nie zdoła, nawet jesli mądrzy rodzice wyjaśnią mu w czem dieło. Podejmujesz się odpowiedzi?smile
              • diabollo Re: OK Diabciu :) Zatem 30.01.13, 08:09
                Przepiękna Koro,

                Adoptowane dziecko nie jest "nieswoje", jest jak najbardziej "swoje", na tym polega adopcja.

                Tłumaczyłem i czcigodna Gaika tłlumaczyła, że o żadnych "kosztach" walki z obrzydliwym kato-trollem nie ma miejsca, bo w adopcji chodzi o dobro dziecka i tym kierują się decydenci, którzy wybierają najlepszych kandydatów czy kandydata na rodzica.

                Kłaniam się nisko.
                • kora3 Ło matko Diabollo 30.01.13, 10:29
                  zatem chodzi Wam o martwy zapis, tak?
                  Zapis, że homopara w sformalizowanym związku może adoptować, co w praktyce będzie oznaczało prawdopodobieństwo bliskie zeru.
                  • diabollo Re: Ło matko Diabollo 30.01.13, 16:55
                    Czcigodna Koro,

                    Nie chodzi mi o żaden "martwy" zapis.

                    Chodzi mi o zrozumienie (czy też u Ciebie niezrozumienie) istoty adopcji. Np. takiej istoty, że decyzja (dla dobra dziecka) wyboru najlepszych rodziców jest roztrzygnięciem indywidualnym.

                    I tak możesz mieć absolutną słuszność, że np. w Rzeszowie panuje taka homofobia, że dzieciaki mogą zajebać inne dziecko, tylko dlatego, że zostało dopotowane, przez parę homoseksualną. Napewno nie powinno się narażać dzieci na przemoc homofobicznej katolickiej barbarii.
                    A na przykład na takim warszawskim Żoliborzu może być z homofobią już zupełnie inaczej.

                    I dalej na przykład, eliminowanie pary homoseksualnej na Żoliborzu pomimo, że jest najlepszą opcją dla dobra dziecka tylko dlatego, że w Rzeszowie dzieci pastwią się nad dziećmi homoseksualistów, jest delikatnie mówiąc pozbawione sensu?

                    Oczywiście pojęcia nie mam jak naprawdę jest z tą homofobią w Rzeszowie czy na Żoliborzu - musiałem użyć bardzo obrazowych przykładów, bo wcześniej nie udało mi się wytłumaczyć Ci, o co mi chodzi.

                    Kłaniam się nisko.
                    • kora3 Długo jesteś za garnica kochany 30.01.13, 23:26
                      o nic w tym złego, ale w zwiazku z tym posługujesz sie zdaje mi sie stereotypami.

                      To, jak dane dziecko bedzie traktowane ze względu na swą dowolna odmiennośc (dorosły też) mniej zalezy od geografii, a bardziej od konkretnego środowiska, w którym się obraca.

                      I możesz mi wierzyć, że zdeklarowany gej np. mej profesji bedzie miał dużo łatwiejsza sytuację wwe wspomnianym Rzeszowiesmile, niż kanalarz tej samej orientacji na wspomnianym Żoliborzu. Oczywiscie statystycznie. Przekonanie, że w wielkim miescie jest wieksza tolerancja jest ilozoryczne. Jest zwykle w obrebie najblizszego przypadkowego otoczenia (np. sąsiedzi) niejsza wiedza na czyjs temat wynikająca,ze tak powiem z technicznych szczegółow. smile Ale jesli w dowolnym miejscu jest osoba/y, które się bardzo innymi intereszą to wiedze te w takim czy innym stopniu posiądą.
                  • gaika Re: Ło matko Diabollo 30.01.13, 17:44
                    kora3 napisała:

                    > zatem chodzi Wam o martwy zapis, tak?
                    > Zapis, że homopara w sformalizowanym związku może adoptować, co w praktyce będz
                    > ie oznaczało prawdopodobieństwo bliskie zeru.

                    To znaczy, w czym problem? W tym, że członkowie komisji oraz sędziowie mogą się kierować prywatnymi uprzedzeniami, wydawać decyzje podszyte ignorancją, czy też problemem jest to, że adopcje przez pary homoseksualne powinny być zakazane, bo stanowiłyby krzywdę dla dzieci większą niż dom dziecka, czy też inne potencjalne krzywdy wynikające z szykanujących zachowań części społeczeństwa?

                    P.S.
                    Raczej musiałby się pojawić zapis, że homo nie może, bo kryterium orientacji nie występuje.
                  • grzespelc Nie rozumiem Twojego podejścia do sprawy 31.01.13, 00:07
                    Ma być zakaz adopcji przez homo, bo się niektórym to nie spodoba?
                    To w końcu mamy walczyć z nietolerancją czy ją utrwalać?

                    To może na takiej zasadzie zakażmy manify, bo mogą przyjść skini i pobić?

                    A co do wysłania na religię - moje dziecko na pewno nie pójdzie.
                    • diabollo Re: Nie rozumiem Twojego podejścia do sprawy 31.01.13, 08:18
                      grzespelc napisał:

                      > Ma być zakaz adopcji przez homo, bo się niektórym to nie spodoba?
                      > To w końcu mamy walczyć z nietolerancją czy ją utrwalać?

                      Czcigodny Grzespelcu, nie wiem czy pytanie do mnie, ale homoseksualiści powinni mieć prawo ubiegania się o adopcję, które teraz w Polsce mają.
                      Powinni adoptować dzieci, o ile okażą się najlepszą opcją dla dziecka (i np. będą w stanie zapewnić swoim dziecio bezpieczeństwo przed zdziczeniem i przemocą katolickiej barbarii).

                      > To może na takiej zasadzie zakażmy manify, bo mogą przyjść skini i pobić?

                      Świetny pomysł, ale nie nowy. Tego typu logiką posługiwało się wielu prawaków postulujących zakazy demonstracji typu manifa czy maszów równości.

                      > A co do wysłania na religię - moje dziecko na pewno nie pójdzie.

                      Popieram.

                      Kłaniam się nisko.
                      • grzespelc To było do Kory 31.01.13, 12:04
                    • kora3 No nie rozumiesz faktycznie :) 31.01.13, 09:43
                      grzespelc napisał:

                      > Ma być zakaz adopcji przez homo, bo się niektórym to nie spodoba?
                      > To w końcu mamy walczyć z nietolerancją czy ją utrwalać?


                      Ależ ja o żaden zakaz nie postuluję. Poniekąd homoseksualisci MOGĄ adoptować dzieci w PL. Orientacja seksualna nie jest kryterium w sprawie rodzica adopcyjnego.
                      Mówimy o homoseksualnych parach teraz Grzesiu. I moim OSOBISTYM zdaniem sytuacja, w której rodzicami adopcyjnymi miałąby być para homo nie jest DLA DZIECKA optymalna.

                      >
                      > To może na takiej zasadzie zakażmy manify, bo mogą przyjść skini i pobić?

                      Widzisz - w przypadku manify tak sie dziwnie skłąda, że jak kazde legalne publiczne zgromadzenie ma ochronę policji o ile sie nie mylę (a jesli- popraw mnie).

                      Wracając do twego wczesniejszego pytania: mamy budować tolerancję. Bez dwóch zdań. Tylko ja mam wątpliwośc osobistą czy wolno nam budować ją de facto KOSZTEM potencjalnego dziecka zadoptowanego przez homo parę.
                      Pomijam już fakt, że powoływanie sie na sytuację, gdy takie dziecko wychowuje wspólnie homo para, ale jest ono dzieckiem biologicznym jednego z partnerek/partnerów jest moim zdaniem błędem.
                      Inna jest sytuacja dziecka, które ma matkę i ojca, a tenże ojciec, albo matka maja partnera życiowego tej samej płci, a inna, gdy dziecko ma po prostu dwie matki, albo dwóch ojców (a tak byłoby w sytuacji adopcji przez homoparę razem). Przyznasz, ze taka sytuacja nie występuje naturalnie i nie jest zwyczajna.

                      Owszem, uwazam, ze takie dzieci byłyby narażone na szykany otoczenia (mniejsze albo wieksze, bo wszak zależy od otoczenia, czasem moze takze żadne). Uwazam tak, ale uwazam z przykrością Grzesiu. I z taką samą przykrością uwazam, że szykany te mogłyby być daleko bardziej nasilone i bolesne, niż u dzieci, o których wspomniała Gaika, ze są biedne, rude, w okularach, otyłe. Podkreślam - mysle o tym z ogromną przykrością i wstydem za nasze społeczeństwo. Ale tak niestety TERAZ byłoby.
                      napisałam TERAZ capsem, bo choć widzę u nas bardzo dużo nietolerancji, to sie zmienia. Powoli, czasem pod górę, ale zmienia.

                      W pokoleniu moich dziadków w wiekszosci, drugą żonę czy meza miały osoby, które owdowiały. Rozwody to byłą domena artystycznej bohemy. Ale już w pokoleniu moich rodziców- nie było to żadne dziwo. W naszym (wiem, wiem młodszyśsmile), tym bardziej, a w tym, które teraz wchodzi w dorosłośc bardziej tym bardziej smile
                      To samo tyczy się związków niesformalizowanych.
                      Wszystko to na przestrzeni lat się działo, ale oddolnie, nie przez państwowa "terapię szokową"
                      >
                      > A co do wysłania na religię - moje dziecko na pewno nie pójdzie.
                      • kora3 A co do Twej deklaracji ws. religii dziecka 31.01.13, 09:56
                        bo zapomniałam w tamtym poście dopisaćsmile

                        Popieram w całej rozciągłości Grzesiu.
                        Mam też szczerą nadzieję, o ile pragniesz mieć dzieci, że wprowadzisz tę deklarację w czyn i nawet w to nie wątpię.
                        Ja o tej religii wspomniałam dlatego, że kiedyś na tym forum dyskutowaliśmy o niej i pozwoliłam sobie zauważyć, że nie tylko owo posyłanie na religię nie jest przymusowe, ale NIEPOSYŁANIE przez tych, którzy nie chcą posyłać byłoby ważnym krokiem społęcznym w walce z dominacją KRK na polu społęczno-państwowym. Najlepiej wiec nie mając ochoty - nie posyłać.

                        I wtedy się zaczęłosmile Uświadomiono mi bowiem, że takie dziecko byłoby narażone na okropne szykany. No to zaproponowałam, żeby takie szykany zgłaszać, a dziecku tłumaczyć sytuację zgodnie z jego percepcją - wyśmiano mnie.
                        A teraz się dowiedzialamsmile, że adopcyjne dziecko homo pary moze i miałoby jakieś problemy z otoczeniem, ale to bzdet, bo madrzy rodzice mu wytłumaczą, a poza tym to przypadki szykan sie zgłosi i po problemie. smile

                        I TO jest dla mnie przepraszam jakiś matrix. CZy teraz rozumiesz?
                        • grzespelc Re: A co do Twej deklaracji ws. religii dziecka 31.01.13, 12:12
                          Uświadomiono mi bowiem, że takie dziecko byłoby narażone
                          > na okropne szykany. No to zaproponowałam, żeby takie szykany zgłaszać, a dzieck
                          > u tłumaczyć sytuację zgodnie z jego percepcją - wyśmiano mnie.

                          Ja mam koncepcję spójną: robić swoje, a jak się komuś nie podoba, "to wypad".
                          Nie ma mowy o tym, żebyśmy dawali się dalej zastraszać.
                          • kora3 Ależ ja też mam spójną 31.01.13, 13:01
                            dokładnie poniekad taką samą jak Ty - robię swoje i jak chce i nikt mnie nie ŚMIE zastraszać, ani nawet głośno skrytykowac. Tylko nie gadamy teraz o mnie i o tobie, tylko o hipotetycznym dziecku smile
                        • gaika Re: A co do Twej deklaracji ws. religii dziecka 01.02.13, 09:40
                          Abstrahując od tego, co i kto powiedział i czy w ogóle (czy nie pomyliły Ci się fora?), jeżeli uważasz w stosunku do niekatolickich dzieci to, co napisałaś, dlaczego w stosunku do dzieci ze związków homo już Twoja filozofia nie działa? Nie apelujesz o to, aby inne dzieci potencjalnie szykanowane z innych powodów, wykluczyć z przestrzeni społecznej.

                          Są osoby, które mimo wszystko nie poślą dziecka na religię, a są takie, które nie czują się na siłach i gdyby religia była w sali katechetycznej, albo przynajmniej poza obowiązkowym programem, nie posłaliby, a jednak w istniejących okolicznościach- posyłają. I analogicznie, osoby homo nie będą decydować się na potomstwo (albo wyjadą za granicę), albo komisja opierając się na racjonalnych pobudkach w konkretnej sytuacji konkretnego dziecka opieki parze homo nie powierzy=jeśli wszyscy razem lub osobno uznają, że ich środowisko i konkretna sytuacja dla dziecka będą wysoce szkodliwe. W każdej z tych sytuacji nie da się masowo traktować różnych przypadków, bo mówimy o dobru konkretnego dziecka, na które składa się szereg odmiennych czynników.

                          Dodam już tradycyjnie, bo ten motyw zupełnie wypierasz, że ewentualne szykany wobec niekatolików są prawnie usankcjonowane. Nie da się tego ignorować.
                      • grzespelc I nie mam zamiaru akceptować 31.01.13, 12:10
                        > Owszem, uwazam, ze takie dzieci byłyby narażone na szykany otoczenia (mniejsze
                        > albo wieksze, bo wszak zależy od otoczenia, czasem moze takze żadne).

                        A inne będą wyśmiewane za okulary, kolejne za leworęczność, a jeszcze inne za krzywe nogi albo za to, ze nie ma ipada czy czegośtam. Nie histeryzuj. Wystarczy powiedzieć dziecku, że ma dać w ryj temu, kto się będzie śmiał i sprawa załatwiona, będzie miało szacunek.

                        • kora3 taaak?:) 31.01.13, 12:59
                          no to dlaczego, gdy mówiłam, że trzeba się opierać prezji posyłąnia na religię, a dziecku wyjaśnić, że nie musi jak baran chodzic tam gfdzie inne to wytykano mi, ze nie mam pojecia na co je to naraziłoby ?smile
                          Nie pamietasz? smile
                          • grzespelc Re: taaak?:) 31.01.13, 19:28
                            Nie pamiętam, ja na pewno tak nie pisałem.
                    • gaika Re: Nie rozumiem Twojego podejścia do sprawy 01.02.13, 09:42
                      grzespelc napisał:

                      > A co do wysłania na religię - moje dziecko na pewno nie pójdzie.

                      A gdyby potomstwo zawołało: tato, tato, chcę chodzić na religię!smile
    • oby.watel Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 27.01.13, 19:07
      Po bożemu, to mężczyzna z kobietą albo odwrotnie, kobieta z mężczyzną. Ale żyć po bożemu na przykład w akademiku nie da się, ponieważ państwo promuje homoseksualizm zmuszając dorosłych mężczyzn do mieszkania z innymi dorosłymi mężczyznami i dorosłe kobiety do dzielenia pokoju z innymi dorosłymi kobietami.
      • kora3 Zmuszanie? 27.01.13, 19:25
        Ależ skąd! Nie ma zadnego rozporzadzenia, dyrektywy, ustawy, które nakazywałyby studentom mieszkanie w akademiku. Można mieszkać na stancji, wynajmowac mieszkanie z innymi, albo samemu. kupić - i nikomu nic do tego w jakiej konfiguracji się mieszka.

        Rozgraniczajmy co jest przymusem, a co wewnętrznym wymogiem miejsca, z którego nie ma obowiązku korzystać smile
    • diabollo Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 17.03.19, 12:05
      6 lat minęło, a paranoja strachów o adopcji dzieci przez homoseksualistów dalej dręczy katoprawicę.

      Kłaniam się nisko.
      • oby.watel Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 17.03.19, 13:30
        Dziwisz się? Sama świadomość, że ktoś gdzieś mógłby kochać kogoś tej samej płci, dzielić z nim życie i łoże i jeszcze, nie daj boże, wychowywać dzieci spędza prawdziwemu katolikowi sen z powiek i powoduje rozstrój żołądka. Na pocieszenie można zacytować słowa pewnej osoby homoseksualnej, że wiarę, która homoseksualizm potępia można pogodzić z homoseksualizmem. Wystarczy nieco niezależności w myśleniu. Na mój dusiu!
        • diabollo Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 17.03.19, 15:53
          Trochę się dziwię...

          Kłaniam się nisko.
          • oby.watel Re: Adopcja dzieci przez małżeństwa homo 17.03.19, 16:39
            Nie uważasz, że wiara infekuje mózg, wyłącza procesy poznawcze, krytyczne myślenie, samodzielność? Nawet u osób homoseksualnych?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja