diabollo
26.01.13, 11:23
Jak w tytule pozwolę sobie znowu na luźne refleksje dlaczegóż to owa perspektywa tak strasznie wkurwia większość naszego społeczeństwa zaczadzonego katolickim zabobonem.
Prawo adopcji dzieci przez pary homoseksualne to mokry i koszmarny sen więszości naszego społeczeństwa, na czym świetnie może pogrywać sobie nasza "klasa" polityczna przekrzywiona na prawactwo, konserwę i kato-zabobnon.
Zupełnie cynicznie i bez związku z jakimikolwiek realiami.
Otóż, nie jestem prawnikiem - prawnikiem jest czcigodny Grzespelc, niech mnie zatem poprawi, jeżeli napiszę jakieś głupoty - niemniej jako średnio inteligentny inżynier zdaję sobie sprawę z tego, że nie istnieje nic takiego jak "prawo do adopcji".
Nikt z dorosłych, potencjalnych rodziców, nie ma żadnego "prawa do adopcji".
Prawo do adopcji mają jak najbardziej dzieci, którym państwo ma zapewnić najlepsze warunki adopcyjne.
W adopcji chodzi o dobro dzieci - o wybór najlepszych rodziców, którzy wezmą na siebie obowiązki rodzicielskie i zapewnią adoptowanemu dziecku najlepszy możliwą przyszłość.
Niech mnie czcigodny Grzespelc poprawi - każdy dorosły obywatel ma jedynie prawo ubiegać się o adopcję bez względu na orientację seksualną. Musi udowodnić, że adoptowanemu dziecku stworzy optymalne warunki rozwoju: emocjonalne, bytowe, etc, etc.
Homoseksualizm czy heteroseksualizm potencjalnego adoptującego już dzisiaj nie ma z tym nic wspólnego.
O ostatecznej adopcji decydują gremia i komisje złożone z pedagogów, psychologów, prawników, sędziów, etc, o tak ważnych sprawach przyszłości dziecka nie decyduje i nie będzie decydować żadna ustawa z mokrych snów katolickiego prawactwa.
To są i będą zawsze indywidualne roztrzygniędzia ekspertów i prawników, gdzie najwyższym kryterium jest dobro i przyszłość dziecka.
Polski, katolicki zabobonie, przestań straszyć polskie społeczeństwo homoseksualistami.
Kiedyś straszyłeś "czarownicami, później "chamami", później "żydami" i "masonami", teraz padło na LBGT.
Jak zawsze łżesz jak pies i na kłamstwie i ciemnocie ugrywasz profity polityczne, finansowe i prestiżowe.
Kłaniam się nisko czcigdonym czytelnikom wyznającym jakąkolwiek opcję.
Na szczęście kato-zabobonowi kłaniać się nie muszę, bo to nie człowiek, lecz tylko czy aż odrażająca ideologia.