diabollo
12.05.13, 21:30
Umarła klasa
Pojęcia, z jakimi wypuszcza się naszą młodzież w świat, mają się tak do współczesnego stanu ducha jak siedemnastowieczne postscholastyczne gimnazja jezuickie do życia umysłowego w kręgach Galileusza i Kartezjusza. Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć
Mówi się, że szkoły i uczelnie uczą nieważnych i niepraktycznych rzeczy, a w dodatku robią to źle. Z tego powodu absolwenci nie mogą znaleźć pracy lub znajdują pracę marną, bo pracodawca młodych nie szanuje. Wolałby zamiast lewych magistrów prawych majstrów. Inni mówią, że te tłumy magistrów mają mimo wszystko dużą przewagę nad niemagistrami, odbierając im wszelkie szanse.
Wszystko to są półprawdy. Relacje między jakością kształcenia i rynkiem pracy są bardzo złożone. I bynajmniej nie jest tak, że im lepiej wykształcona jest młodzież, tym większe są jej szanse na zatrudnienie. To działa wyłącznie indywidualnie, natomiast w skali społecznej, czyli statystycznie, zależność taka, jeśli w ogóle istnieje, to tylko w długim horyzoncie czasowym. Generalnie jak nie ma roboty, to nie ma, choćby wokół byli sami wielcy specjaliści. A jak robota jest, to pracodawca sam zadba, żeby ludzi jej nauczyć. Szkoły i uczelnie nie są winne bezrobociu.
Ich winą jest co innego - to, że są tym, czym są. Kiedyś będą musiały zniknąć, jak każdy anachronizm.
***
Szkolnictwo powszechne w obecnym kształcie jest dziewiętnastowiecznym przeżytkiem. Kulturowym i politycznym. Jeśli działa do dziś, to tylko mocą biurokratycznej inercji i obezwładniającej hipokryzji. Machina szkolna produkuje bowiem nie tylko zastępy nauczycieli, urzędników oraz, rzecz jasna, absolwentów szkół, lecz również narkotyzującą propagandę własnych sukcesów i ''chwałę resortową''.
Zupełnie jak ongiś w Prusach czy innej carskiej Rosji. Machina szkolna, kontrolująca programy, proces nauczania i weryfikacji wiedzy uczniów, nastawiona jest na dowodzenie, że wszystko jest pod kontrolą, a edukacja daje zadowalające wyniki. Tymczasem jeśli testy kompetencji uczniów pokazują, że nie jest źle (na tle innych krajów), to tym gorzej dla tych testów. Bo każdy, kto ma styczność z młodzieżą, wie przecież aż za dobrze, jak zatrważająca jest jej ignorancja, i to pomimo spektakularnych osiągnięć nielicznych szkół i nielicznych uczniów.
Rojenia o efektach kształcenia mają tyle wspólnego z rzeczywistością co sen pijanego szaleńca. Przeciętny absolwent liceum nie wie ani połowy tego, co zakładają sobie ''programiści'' w odniesieniu do absolwenta szkoły podstawowej. Po pięciu latach studiów osiąga w zakresie wiedzy ogólnej standard być może odpowiadający ''profilowi absolwenta gimnazjum'', choć i w to wątpię.
Zresztą nie ma czego żałować, bo program naszych szkół to breja ulepiona z przypadkowych i mało pożywnych składników.
Miliardy idą na nauczanie matematyki, a skutek jest taki, że społeczeństwo zna dosłownie cztery działania i nic więcej. O fizyce lepiej nie wspominać. Żadne wiadomości z chemii, biologii czy geografii również nie zostają w naszych głowach. Cokolwiek by się tam zresztą znalazło, to i tak wyparuje stamtąd po kilku miesiącach, gdyż są to wiadomości nad wszelki wyraz obojętne i nieprzydatne - nie czynią nas mądrzejszymi ani nie ułatwiają życia.
Mówię ''my'', bo sam nie mam żadnego minimum tzw. wiedzy szkolnej. Nigdy nie czułem żadnej więzi z tym ''curriculum'', wymyślonym w większości przez zarozumiałych pozytywistów sprzed stu lat, wierzących, że dostarczenie ''ogółowi'' podstaw wiedzy naukowej (tak jak ją sobie wtedy, bardzo naiwnie, wyobrażano) zastąpi kulturę i prawdziwe wykształcenie. Szkoła wciąż jest zakładniczką tego pozytywistycznego i scjentystycznego szaleństwa oraz ''programów'' rodem z XIX wieku opartych na prymitywnym światopoglądzie, zgodnie z którym istnieją kwestie naukowe (oczywiście, wyłącznie empirycznej natury), a poza tym jeszcze wiara, uczucia patriotyczne i sztuki piękne. I koniec. Ma być postęp (dziś zwany rozwojem) i elektryfikacja! Żadnych tam filozofii i innych zabobonów. Te programy i ta prostacka filozofia są jak ''bios'' w komputerze - żadne nakładki nie zmieniają istoty rzeczy. Z dekady na dekadę wszystko to staje się coraz bardziej absurdalne i groteskowe, a ''ideologia szkolna'', czyli pojęcia, z jakimi wypuszcza się naszą młodzież w świat, ma się tak do współczesnego stanu ducha jak siedemnastowieczne postscholastyczne gimnazja jezuickie do życia umysłowego w kręgach Galileusza i Kartezjusza. Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć.
Uczenie się odłamków dawnej fizyki pomieszanych z filisterską antologią literatury i mało pouczającymi wiadomościami z historii wojen i dynastii w propagandowym sosie to istna sieczka, którą każdy zdrowy mózg przymuszony do tego wchłania na krótko i wydala czym prędzej, co i ja chętnie uczyniłem.
CDN...