diabollo
17.10.14, 08:08
Epidemia paniki i histerii
Adam Leszczyński
"Na pewno nie masz eboli?" - półżartem pytają mnie znajomi, którzy wiedzą, że w zeszłym tygodniu wróciłem z Afryki. Tłumaczę, że Afryka to duże miejsce i że byłem na południu - skąd do ogarniętych epidemią Liberii, Sierra Leone i Gwinei jest daleko. Bliżej tam z Warszawy niż z Johannesburga.
Nam, w Polsce, na razie grożą głównie ataki histerii. Strach przed epidemią przekroczył już jakiekolwiek racjonalne granice.
Na ebolę zmarło na razie 4 tys. osób. Zakaziło się - według danych z wczoraj - 9 tys. Dla porównania: malaria co roku zabija od 660 tys. do ponad miliona osób (szacunki są rozbieżne). Każdego dnia na malarię w Afryce umiera więc więcej ludzi, niż zakaziło się ebolą od wybuchu epidemii w grudniu ubiegłego roku.
Ebolą też trudno się zakazić. Nie przenoszą jej komary (jak malarię). Trzeba mieć bezpośredni kontakt z kałem, krwią albo wymiocinami osoby chorej - nie tylko zakażonej, ale już zdradzającej wyraźne objawy choroby. To naprawdę nie jest grypa!
Nie panikujmy. W Polsce nie było jak dotąd nawet jednego chorego. Alarm wzbudził pewien obywatel Skierniewic, który podobno był w Niemczech i zetknął się z "osobami z Gwinei", a potem doszedł do wniosku, że może mieć ebolę - bo się źle poczuł. Podobno wcześniej dużo wypił.
Trzeba naturalnie być przygotowanym na to, że jakieś przypadki eboli w Polsce się pojawią, jednak jej szybkie rozprzestrzenianie się w Afryce jest spowodowane przede wszystkim nędzą - brakiem łazienek, toalet i bieżącej wody, brakiem szpitali i lekarzy.
Chorych trzeba izolować. Na Zachodzie zamyka się ich w izolatkach. W Liberii policja i wojsko odcinają całe części miasta, skazując ich mieszkańców na życie tygodniami pod jednym dachem z zakażonymi.
Polska służba zdrowia, owszem, ma wady, które wszyscy znamy. Mamy jednak wykwalifikowanych lekarzy i szpitale z prawdziwego zdarzenia. W Liberii i Sierra Leone jest ich bardzo niewiele.
Ten kryzys stwarza zresztą okazję dla nas - i dla naszych polityków, którzy lubią przypominać, że jesteśmy dwudziestą potęgą gospodarczą świata i szóstą gospodarką Unii Europejskiej. Może stanęliby na wysokości zadania i wyjrzeli z zaścianka? Taki ważny kraj stać chyba na wzięcie na swoje barki części światowych kosztów walki z epidemią. Na wysłanie choćby symbolicznego kontyngentu fachowców do walki z epidemią. Skoro jesteśmy takim poważnym krajem, mamy także odpowiadające tej pozycji globalne obowiązki!
Na razie stać nas głównie na to, by siedzieć w domu, panikować i czekać, kiedy wirus do nas przyjdzie, licząc kombinezony ochronne w magazynach.
W telewizjach oglądam reporterów poubieranych w takie kombinezony, którzy grobowym głosem mówią o groźnej chorobie. Może warto przynajmniej nie straszyć?
Afryka i tak wielu ludziom na Zachodzie kojarzy się z ponurym miejscem, w którym wszyscy głodują, zabijają się i umierają na straszne choroby. Strach przed ebolą doskonale wpisuje się w ten obraz. Mam nadzieję, że Polacy nie zaczną teraz odsuwać się od każdego Afrykanina w autobusie albo że nie będą chcieli podać mu ręki. Każdy taki przypadek byłby dowodem na to, że przegraliśmy z wirusem - zanim jeszcze do nas dotarł.
wyborcza.pl/1,75968,16811137,Epidemia_paniki_i_histerii.html