Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministkami?

03.03.15, 07:27
Katarzyna Tubylewicz

Strategia mimikry. Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministkami

Mieszkająca w Nowym Jorku szwedzka dziennikarka Jenny Nordberg napisała książkę o nieznanym na świecie zjawisku społecznym, które odkryła w Afganistanie (warto przypomnieć, że kraj ten bywa określany najgorszym na ziemi miejscem do życia dla kobiet). The Underground Girls of Kabul to opowieść o praktyce „bacha posh”, która polega na tym, że część nieposiadających synów rodzin afgańskich (a nieposiadanie syna to najgorsza rzecz, jaka może się tam komuś przytrafić), przebiera którąś z córek za chłopca. Jako chłopiec dziewczynka może cieszyć się przynależną chłopcom wolnością, grać w piłkę, załatwiać różne drobne sprawy dla rodziny, a poza tym ujmuje matce wstydu, spowodowanego brakiem męskiego potomka. Dziewczynki-chłopcy mogą się cieszyć wolnością do czasu dojrzewania, potem muszą pogodzić się ze wszystkimi ograniczeniami, które niesie rola afgańskiej kobiety. Jedynym sposobem dla osoby płci żeńskiej w Kabulu, by być traktowaną na równi z płcią przeciwną, to udawać chłopca. Szkopuł w tym, że owa strategia mimikry możliwa jest tylko w dzieciństwie…

Naczelna „Wysokich Obcasów Ekstra” Agata Borowiec napisała niedawno, że robi miny, gdy ktoś pyta, czy jest feministką, bo korzystając z osiągnięć feminizmu, absolutnie za feministkę nie chce być uznawana. Poza tym nie podoba jej się polski feminizm i dlatego nie ma ochoty się kłócić, gdy kolega rzuca w jej towarzystwie, że feministkom brakuje „witaminy Ch”. Przytoczony „żarcik” kolegi brzmi na tyle wulgarnie i szowinistycznie, że trochę mnie dziwi, iż budzi taki aplauz podobno wyzwolonej i niezależnej kobiety, że musi go cytować w edytorialu zapowiadającym tekst Natalii Waloch-Matlakiewicz, którego obie panie bronią potem pompatycznie na łamach „Gazety Wyborczej”.

Przyznam, że zawsze dziwi mnie ten rodzaj prowincjonalizmu, który powoduje, że jeśli jakaś osoba nie lubi tego, co mówi przykładowo Magdalena Środa lub Kazimiera Szczuka, to uważa za uzasadnione odżegnywanie się od całości feminizmu, dzięki któremu, w przeciwieństwie do mieszkanek Arabii Saudyjskiej, może samodzielnie prowadzić samochód i studiować.

Za to postawione przez Borowiec i Waloch-Matlakiewicz pytanie „Czemu tyle mądrych, niezależnych kobiet krzywi się, gdy słyszy słowo feministka?” uważam za kluczowe. Pomimo tego, że najnowsze badania CBOS wykazują, że 48 procent Polek zgadza się ze stwierdzeniem, że „feminizm to ruch, którego celem jest obrona kobiet” i tylko 17 procent jednoznacznie się od niego odżegnuje, w praktyce jest rzeczywiście tak, że bardzo wiele kobiet w Polsce niechętnie w towarzystwie (zwłaszcza koedukacyjnym) określi siebie samą mianem „feministki”. Wiele razy zastanawiałam się, dlaczego tak jest i jestem pewna, że nie ma to żadnego związku z tym, czy ruch feministyczny w Polsce popełnił liczne błędy, czy też nie.

Jest to raczej związane z tym, że patriarchat w Polsce ma się dobrze i z tego powodu niektóre kobiety stosują specyficzną strategię mimikry: nawet jeśli w każdym wymiarze swojego życia są feministkami, będą udawać, że tak naprawdę najszczęśliwsze są, gdy ten czy inny pan powie im, że są ładne, a one mogą mu za to usmażyć schabowego.

Owszem, Polska może się pochwalić kobietą w roli premiera, ale nie da się też ukryć, że owa premier została nie tak dawno w TV przepytana nie z tego, co planuje dla Polski, ale z tego, czy ją cisną buty na obcasach i czy często gotuje zupę. Polskich polityków płci męskiej nikt jakoś nie pyta, czy ich cisną gacie, albo uwiera krawat, ale kobietę u władzy trzeba zawsze leciutko usadzić i przypomnieć jej, że najpierw jest kobietą, a potem dopiero politykiem (i uczyni to chętnie nie tylko wielu mężczyzn, ale też niejedna kobieta). Kobiety w Polsce, aby być uznawane za fajne i „normalne”, powinny też bez mrugnięcia okiem akceptować wygłaszanie w ich obecności szowinistycznych dowcipów, na przykład o teściowych lub blondynkach (stąd naczelna „WOE” uważa za normalne i nawet śmieszne opowieści kolegi o tym, jak kobiecie źle wpływa na charakter brak „witaminy Ch”wink, powinny przyzwyczaić się, że w sytuacjach profesjonalnych będzie się mówiło o panach dyrektorach, panach ministrach oraz o „naszej pani Joasi kochanej” albo „naszych pięknych paniach”. Ponadto kobiety, które nie chcą iść z nikim na udry, nie powinny się zanadto afiszować z feminizmem, bo słowo feministka wywołuje miny przede wszystkim u wielu panów, a te które pojawiają się na twarzach pań, są tylko i wyłącznie tego pokłosiem.

Na zakończenie dodam, że obsadzony przez nie-feministkę Waloch-Matlakiewicz w roli eksperta ds. feminizmu profesor Zbigniew Mikołejko, został przy okazji uczyniony przez nią ekspertem na każdy inny temat (wszak mężczyzna!) i okazało się, że zna się on także świetnie na Szwecji. Mikołejko stwierdził na przykład, że ceną za szwedzkie długie urlopy rodzicielskie jest „bezwzględna kontrola państwa nad obywatelami.” Jest to kompletnie wyssana z palca informacja, ale ma też dla mnie swój komiczny wymiar. Mikołejko wypowiedział te słowa w Polsce, czyli kraju, w którym karalne jest np. obrażanie uczuć religijnych lub prezydenta, co nie zbliża nas w żaden sposób ani do Szwecji, ani do USA, ani do wielu innych państw, w których nie ogranicza się w ten sposób wolności wypowiedzi obywateli. Ale poza tym jest idealnie i żadne feministki oraz inne siły wywrotowe nie są nam potrzebne.

www.krytykapolityczna.pl/felietony/20150302/strategia-mimikry-czyli-dlaczego-polki-nie-przyznaja-sie-ze-sa-feministkami
    • oby.watel Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 03.03.15, 20:52
      Mądra kobieta, ta Tubylewicz. To i taka wyzwolona z prowincjonalizmu. I ma rację, bo obowiązkiem kobiety jest tak postępować i pisać, żeby Tubylewicz nie dziwić. Zdziwiona Tubylewicz zajmuje się bowiem nie tym, czym mogłaby się zajmować z pożytkiem dla innych. Musi zachowywać nieustanną czujność płciową i tropić wszelkie przejawy nie traktowania kobiet tak, jak według Tubylewicz powinny być traktowane. Naczelna „Wysokich Obcasów Ekstra” Agata Borowiec powinna natychmiast przestać robić miny, gdy ktoś ją pyta, czy jest feministką i odpowiadać twierdząco. Powinien jej się także natychmiast spodobać polski feminizm i powinna natychmiast nabrać ochoty na kłótnię, gdy kolega rzuca w jej towarzystwie, że feministkom brakuje „witaminy Ch” (należy w tym miejscu docenić rolę i znaczenie dla Tubylewicz owego Ch, które otoczyła wielką czcią i estymą pisząc dużą literą). Oczywiście prawdą najprawdziwszą jest, że tylko dzięki feminizmowi kobieta może prowadzić samochód i pisać felietony. Saudyjki najwidoczniej tego nie wiedzą i dlatego nie mogą prowadzić samochodów. Sama Tubylewicz do Arabii Saudyjskiej nie pojedzie żeby tamtejszym kobietom uświadomić, że swobód jest tyle, ile skłonna jest dać władza. I że feministki nie "wywalczyły" sobie żadnych swobód, ale je dostały. A tam, gdzie mężczyźni nie chcieli im ich dać, dostały figę.
      • gaika Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 03.03.15, 22:42
        oby.watel napisał:

        > I że feministki nie "wywalczyły"
        > sobie żadnych swobód, ale je dostały. A tam, gdzie mężczyźni nie chcieli im ic
        > h dać, dostały figę.

        Ło matko, znowu!

        • oby.watel Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 04.03.15, 00:26
          Dlaczego znowu? W Arabii w dalszym ciągu. W Watykanie także.
    • gaika Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 03.03.15, 22:36
      W ogóle –oczywiście, w szczególe –niekoniecznie.

      Kobiety/mężczyźni rzadko lubią o sobie mówić feministka/feminista, nawet, jeśli wyznają zbliżone do kręgów tzw. wartości, bo to słowo, tak jak ateizm, obarczone jest negatywną konotacją. Przykleiło się i już i trudno za każdym razem w rozmowie tłumaczyć, że feminizm to nie nienawiść do mężczyzn, a ateizm to nie stalinizm. Trudno też w kółko tłumaczyć, że pracujemy, głosujemy, studiujemy, dokonujemy wyborów, dzięki naszym babciom i sporej rzeszy dziadkom.

      Polski feminizm jest niezborny, a rozdrobnione i czasem konkurujące ze sobą frakcje mają niewielkie możliwości osiągania celów, bo każda z nich mieści się na kanapie. Mają problem ze wspólnym przekazem nie tylko dlatego, że feminizm niejedno ma imię.

      Co do dowcipów, to autorka przeczy sobie w dwóch sąsiadujących paragrafach: albo mamy wolność słowa (już szczególnie w formie satyry) albo tniemy to, co kogoś może zniesmaczyć: dowcip o religii/dowcip o blondynce itp. itd. I oczywiście końca zniesmaczonych nie będzie widać.
      • oby.watel Poprawność polityczna nie jest formą zamordyzmu? 04.03.15, 00:32
        Czyżbyś zaczęła podzielać mój pogląd, że cięcie wszystkiego nie ma żadnego sensu? Byłbym wdzięczny, gdybyś wolnej chwili odniosła się do tego rozumowania.
        • gaika Re: Poprawność polityczna nie jest formą zamordyz 04.03.15, 22:32
          oby.watel napisał:

          > Czyżbyś zaczęła podzielać mój pogląd, że cięcie wszystkiego nie ma żadnego sens
          > u? Byłbym wdzięczny, gdybyś wolnej chwili odniosła się do tego rozumowania.


          Po pierwsze, w sprawie wolności słowa zdanie mam dawno ukształtowane i po wielokroć już prezentowane (i nie jest ono zbieżne z Twoim zdaniem, co stwierdzam na podstawie niejednej wymiany).

          Poprawność polityczna, która przekracza istotę swojej funkcji jest idiotyczna, ale poprawność polityczna w ogóle ułatwia współżycie, bo wielu barankom zastępuje braki rodzicielstwie.

          Po drugie, w przypadku Twojego bloga, jak widzę, akcję wykonał pies Pawłowa (redakcja).

          Tu krótki komentarz: Wam, blogerom z portalu wydawało się (lub niektórym wydaje się wciąż), że ta cała redakcja namiętnie Was czytuje (w dodatku ze zrozumieniem)- wnikliwa jest, uważna, doceniająca, zainteresowana. A w praktyce, działa tam przypadek. I dam sobie czubek palca uciachać, że pies Pawłowa zareagował na obrazek, ale wpisu nie przeczytał. Bo on, ten pies, ma w poważaniu Wasze wpisy, obawiam się.

          • oby.watel Re: Poprawność polityczna nie jest formą zamordyz 04.03.15, 23:11
            > Po pierwsze, w sprawie wolności słowa zdanie mam dawno ukształtowane i po wielo
            > kroć już prezentowane (i nie jest ono zbieżne z Twoim zdaniem, co stwierdzam na
            > podstawie niejednej wymiany).
            >
            > Poprawność polityczna, która przekracza istotę swojej funkcji jest idiotyczna,
            > ale poprawność polityczna w ogóle ułatwia współżycie, bo wielu barankom zastępu
            > je braki rodzicielstwie.

            Wiem, że masz, ale czasem człowiek zmienia zdanie. I właśnie odniosłem najzwyczajniej mylne wrażenie, że otóż właśnie mamy do czynienia z owym zjawiskiem. Ale skoro poprawność polityczna jest tożsama z kindersztubą, to faktycznie do zmiany lub choćby zbliżenia (stanowisk) dojść nie może.

            > Tu krótki komentarz: Wam, blogerom z portalu wydawało się (lub niektórym wydaje
            > się wciąż), że ta cała redakcja namiętnie Was czytuje (w dodatku ze zrozumieni
            > em)- wnikliwa jest, uważna, doceniająca, zainteresowana. A w praktyce, działa t
            > am przypadek. I dam sobie czubek palca uciachać, że pies Pawłowa zareagował na
            > obrazek, ale wpisu nie przeczytał. Bo on, ten pies, ma w poważaniu Wasze wpisy,
            > obawiam się.

            Interesujące jest dowiedzieć się co się wydaje, zwłaszcza od kogoś, kto sam się nie skalał podobna twórczością. A może się skusisz? Miejsce u mnie jest. Wtedy łatwiej będzie zweryfikować czy faktycznie blogerom coś się wydaje i czy wszystkim czy tylko niektórym. Jeśli zaś chodzi, to usilnie odradzam dawanie do uciachania. Pies Pawłowa bowiem, co wynika z listu i wcześniejszych wpisów, opiera się wyłącznie na donosach, więc nawet pewnie napisu na zdjęciu nie przeczytał, bo czytanie tekstów nie będących donosami nie należy do jego obowiązków.
            • gaika Re: Poprawność polityczna nie jest formą zamordyz 05.03.15, 22:59
              oby.watel napisał:


              > Interesujące jest dowiedzieć się co się wydaje, zwłaszcza od kogoś, kto sam się
              > nie skalał podobna twórczością. A może się skusisz? Miejsce u mnie jest. Wtedy
              > łatwiej będzie zweryfikować czy faktycznie blogerom coś się wydaje i czy wszys
              > tkim czy tylko niektórym. Jeśli zaś chodzi, to usilnie odradzam dawanie do ucia
              > chania. Pies Pawłowa bowiem, co wynika z listu i wcześniejszych wpisów, opiera
              > się wyłącznie na donosach, więc nawet pewnie napisu na zdjęciu nie przeczytał,
              > bo czytanie tekstów nie będących donosami nie należy do jego obowiązków.

              Spędziłam wystarczająco dużo czasu tamże, żeby wyrobić sobie opinię o tymże.

              Jeśli na donosach, to wybiórczo, co dodatkowo potwierdza mój odbiór blogowej sfery-pies ma w poważaniu twórczość i randomly wycina. Albo, co nie jest niemożliwe, łże na temat donosów, żeby za wycinkę uczynić odpowiedzialnymi wyimaginowanych donosicieli.
    • diabollo Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 04.03.15, 07:22
      Właśnie, właśnie, miałem postawić owe brawurowe pytania, ale czcigodna Gaika mnie ubiegła:

      Jak to jest, że w badaniach opinii tylko 3% Polaków przyznaje się do ateizmu?

      Ja rozumiem, że naród ma zryty beret ideologiczno-zabobonną agitka od przedszkola do umieralni (finansowana za miliardy złotych z budżetu państwa), ale to wychodzi jak głosowanie w Radzie Delegatów Ludowych za Stalinem 99%...
      I to jeszczcze nie wśród jakiś "delegatów" tylko w miarodajnej próbie statystycznej oddającej obraz całego społeczeństwa - wszak trudno tutaj "twardo argumentować", ale chyba wszyscy choćby intuicyjnie czujemy, że to raczej nie możliwe...

      No, więc chyba z feminizmem jest tak samo.
      I per analogiam, do ateizmu, chyba to diagnozy czcigodnej autorki mają ręce i nogi, natomiast diagnozy czcigodnego Oby.watela ich nie posiadają.

      Kłaniam się nisko.
      • grzespelc Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 04.03.15, 11:07
        Mysle, żę jest tak, że są ludzie, którzy zwyczajnie boją się przyznawać do poglądów, które nie są powszechnie akceptowane i jakoś tam źle się kojarzą, np. z jakimś sprzeciwem, protestami. Dlatego też mao kto przyznaje się czy to do feminizmu, czy to ateizmu czy antyklerykalizmu, a nawet antyfaszyzmu. Spotkałem się np. z taką opinią, że "należy znaleźć równowagę między faszyzmem a antyfaszyzmem"(!!)
        • oby.watel Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 04.03.15, 12:31
          Żydzi też podczas okupacji nie chcieli się przyznawać. Na szczęście dla Niemców byli na polecenie boga znakowani. I tak mieli szczęście, bo mógł bóg wpaść na pomysł, żeby im na czole wypalać znamię na znak przymierza.
        • gaika Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 04.03.15, 22:45
          grzespelc napisał:

          > Spotkałem się
          > np. z taką opinią, że "należy znaleźć równowagę między faszyzmem a antyfaszyzm
          > em"(!!)

          Czyli, tzw. casual heil.


          Myślę, że to kwestia przyklejonej etykietki: że jak feminizm to coś tam (zło), jak ateizm to inne coś tam (ale jeszcze większe zło). Przede wszystkim na etykiecie ateisty stoi instrukcja (dla przestraszenia baranka), że musi być niemoralny, bo skąd by wziął zasady, jeśli jedyną dawczynią tychże może być wyłącznie boża formuła. Jak ktoś się przyznaje, że ateista, to ma w pakiecie, że jednocześnie monstrum. A np. już za określeniem 'areligijność', które bywa chętniej w użyciu, łatwiej ukryć potwora (człowiek z zamiłowaniem do komór gazowych tak bardzo się nie obnosi).
    • podjadek57 Katolicki gender i katolickie feministki w Indiach 04.03.15, 12:25
      Silna pozycja kobiet w kościele w Indiach. Jako Polska jesteśmy daleko w tyle. Gościem „Poranka RDC” była Zuzanna Radzik.
      rdc.pl/publikacja/poranek-rdc-silna-pozycja-kobiet-w-kosciele-w-indiach/
      PRAWNICZKA W HABICIE
      W Polsce trudno sobie wyobrazić zakonnicę-adwokata. W Indiach to coraz częstszy widok.

      Trudno ją złapać w domu w Pune w Indiach. Odpowiada szybko, po czym przeprasza, że kolejne pięć dni nie będzie dostępna. Jedzie w teren. Tak korespondujemy tygodniami do czasu, gdy gorączka denga zatrzyma ją w szpitalnym łóżku. Wreszcie ma więcej czasu.
      Siostra Julie George jest prawniczką związaną z katolicką organizacją feministyczną Streevani (Głos kobiet). Jej powstanie zainicjowali w 1982 r. werbista ks. Engelbert Zeitler i dr Frances Maria Yasas. Organizacja zaczęła działalność od badań, jak kobiety widzą same siebie, jakie role pełnią w rodzinach, społeczeństwie, miejscu pracy i wspólnotach religijnych. Z czasem zaczęła tworzyć grupy samopomocy, aktywizować kobiety w wioskach, inicjować działalność komitetów, które odpowiadają na konkretne problemy kobiet związane z przemocą.
      Od 2000 r. Streevani jest zarządzane przez Siostry Misjonarki Ducha Świętego. Obecną dyrektorką organizacji jest właśnie siostra Julie George, twórczyni jej działu prawnego.

      Bronią bezsilnych kobiet

      Twierdzi, że do Streevani przyciągnęło ją zainteresowanie prawami kobiet. – Czuję, że jest moim zadaniem, by być feministką i pracować na rzecz wzmocnienia pozycji kobiet – tłumaczy s. Julia. – Każda kobieta ma swoją historię, niektóre dobrą, inne złą. Mogę łatwo nawiązać z nimi więź, bo jestem kobietą. Moją misją jest reprezentowanie bezsilnych kobiet i obrona ich praw. Uczestnicząc w zmaganiach innych kobiet, przyglądam się również własnym. Feministka to dla mnie osoba, która pracuje na rzecz równości zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
      A nietypowe przecież dla zakonnicy zajmowanie się prawem? Siostra Julie wyjaśnia, iż zaczęło się od tego, że jako prawniczka z wykształcenia odbywała staż w organizacjach pozarządowych zajmujących się właśnie prawami kobiet. Miała wtedy okazję pomagać wielu ubogim kobietom i zdała sobie sprawę, jak trudno jest im znaleźć dobrych prawników. Po dwóch i pół roku stażu dołączyła do Streevani.
      Wiele kobiet przychodzi do nich ze sprawami przemocy domowej, wykorzystania seksualnego i problemami małżeńskimi. Kiedy ich spraw nie dało się rozwiązać przez mediację i doradztwo, siostry zwracały się do prawników, którzy często albo ignorowali je, albo żądali pieniędzy. Prawnicy to jeden z najbardziej skorumpowanych w Indiach zawodów. Strony z łatwością ich przekupują. W 2006 r. s. Julie postanowiła więc w Streevani stworzyć grupę prawną. – Dla nas wykonywanie tego zawodu ma znacznie głębsze znaczenie, zwłaszcza teraz, gdy przemoc wobec kobiet w Indiach wzrasta. Z pewnością zmieniamy coś w życiu biednych kobiet i mężczyzn, stając w obronie prawdy i sprawiedliwości. Ludzie wiedzą, że pieniądze nie są dla nas priorytetem – tłumaczy.
      Zakonnica nazywa to angażowaniem się w posługę sprawiedliwości i wzbudzaniem świadomości feministycznej. – Trzeba to robić, zwłaszcza pośród zakonnic, które zajmują się posługą prawną – uważa. Stąd w 2008 r. powstał pomysł, by Streevani stworzyło forum prawne. Rokrocznie spotykają się pod hasłem „Dążenie do sprawiedliwości. Prorocka odpowiedź sióstr zakonnych z Indii”. Forum gromadzi 25 zakonnic praktykujących w Indiach ten zawód.
      Siostry-prawniczki zachęcają młodsze współsiostry do podejmowania tego zawodu. Jak twierdzi zakonnica z Pune, wiele zgromadzeń waha się, czy wysyłać siostry do sądów. – To dla nas względnie nowe pole działania, ale takie zaangażowanie to radykalny krok, który naprawdę zmienia rzeczywistość! – uważa.

      Zmaganie z patriarchatem

      Obecnie s. Julie prowadzi ok. stu spraw w różnych sądach w regionie Pune (to dlatego tak trudno było mi ją zastać w domu). Niektóre sprawy udaje się rozwiązać bez stawania przed sądem, niektórzy są w stanie się dogadać czy pojednać. Niemniej co roku siostry rejestrują w Streevani dwieście nowych spraw.
      Reakcje ludzi są różne: Siostry czują się jednak z czasem coraz bardziej akceptowane i doceniane. S. Julie przyznaje: – Jesteśmy łatwym celem dla mężczyzn, których udręczone żony reprezentujemy. Od roku mam problem z mężczyzną, którego synową reprezentuję przed sądem. To on pierwszy zwrócił się ze sprawą do sądu. Jednak teraz próbuje zrzucić winę na mnie, mówiąc, że zakonnica powinna doprowadzić do ugody, a nie walczyć w sądzie. Jednocześnie sam nie jest gotowy do sensownej ugody. Chce tylko, żebym przekonała jego synową do rozwodu. Wysyła między innymi obraźliwe dla mnie listy do biskupa i do moich przełożonych. Na szczęście mam pełne poparcie swojego zgromadzenia i Kościoła.

      Powołanie do feminizmu
      Siostra Julie podkreśla, że nowe posługi są potrzebne: – Kościół i zakonnice są wciąż lepsze w pomocy charytatywnej i tradycyjnych posługach takich jak edukacja czy opieka nad chorymi niż w konfrontowaniu się z problemami nierówności społecznej i nierówności płci. Tymczasem nasze społeczeństwo jest głęboko patriarchalne i przede wszystkim musimy odpowiedzieć właśnie na ten problem. Sam Kościół też, niestety, jest patriarchalny. A w Kościele patriarchat wspierają i kobiety, i mężczyźni. Kiedy siostry zakonne spotykają się z nadużyciami ze strony duchownych czy innych członków kościelnego personelu, wielokrotnie nasze własne zgromadzenia, zamiast wstawić się za siostrą, słuchają hierarchii, co jest oczywiście bardzo zniechęcające.
      – Nawet same kobiety nie rozumieją, że swoją postawą wspierają patriarchat. Wciąż są takie, które dumnie mówią, że nie są feministkami – ciągnie s. Julie. – Musimy się uczyć, dyskutować i próbować zrozumieć, jak działają stereotypy, władza i kontrola patriarchatu. Jako zakonnica czuję się powołana do bycia feministką. ©

      Artykuł jest fragmentem książki „Kościół kobiet”, która ukaże się pod koniec kwietnia nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej.

      www.tygodnikpowszechny.pl/prawniczka-w-habicie-26830
      • oby.watel Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 04.03.15, 12:36
        Zaprawdę godne to i sprawiedliwe oraz optymistyczne, że są nie wszyscy chrześcijańscy funkcjonariusze są jacy są. Chińczyków także ratował nazista, więc nazizm też nie był wcale taki zły. Ciekawe byłoby dowiedzenie się w co tak naprawdę wierzy siostra feministka. Bo jej przykład dowodzi, że chrześcijaństwo jest jak guma i zmieści się w tym pojęciu każdy. Wystarczy, że założy odpowiedni ciuch i złoży odpowiednią deklarację.
        • grzespelc Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 04.03.15, 19:41
          To kwestia warunków zewnętrznych. Nie masz władzy, to musisz robićcoś pożyteczneo, żeby przeżyć.
          W XVI w. w Chinach jezuici propagowali wolność religijną.
          • oby.watel Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 04.03.15, 19:44
            Zgrabnie i zwięźle ująłeś to, co czułem, ale nie potrafiłem ubrać w słowa. Tak! O to chodzi!
        • gaika Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 04.03.15, 22:57
          Tak się składa, że tylko w nadwiślańskim grajdołku (może jeszcze w irlandzkim) niektórym się nie mieści, że zakonnica może być feministką, że może być pro choice, że może zabiegać o wyświęcanie kobiet itp.

          Naszemu społeczeństwu (za hierarchami) bardzo trudno ogarnąć myślenie, działanie, które w naszej zapyziałej/prostackiej formie katolicyzmu się nie mieści. Nawet Franciszek się nie mieści, a co dopiero zakonnica feministka.
          • oby.watel Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 04.03.15, 23:14
            W sumie racja. Problem w tym, co się nie mieści. Mnie na przykład mieści się, że feministka, a nie mieści, że zakonnica. Choć z drugiej strony fanatyzm różne ma oblicza.
          • chickenshorts Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 05.03.15, 08:29
            gaika napisała:

            > Naw
            > et Franciszek się nie mieści, a co dopiero zakonnica feministka.

            Kochana Gaiko - jesli podejrzewasz Franka - ciszka o dobra, humanistyczna wole - jestes guupiom babom...
            • gaika Re: Katolicki gender i katolickie feministki w In 05.03.15, 22:50
              chickenshorts napisał:

              > Kochana Gaiko - jesli podejrzewasz Franka - ciszka o dobra, humanistyczna wole
              > - jestes guupiom babom...

              Kochany Chickenshortsie, jako mondry chłop, czy Ty w ogóle przeczytałeś mój wpis z jakom takom uwagom?
    • chickenshorts Re: Dlaczego Polki nie przyznają, że są feministk 05.03.15, 08:42
      ... moze dlatego, ze jak powiedziala pewna polska Maryja - mam kochajacego mnie meza, mam super kochanka, feministka? co to takiego? _lata temu
    • oby.watel Bywało 05.11.16, 10:33
      Dawniej bywało tak, że pod wklejonym cudzym słowem kilka osób dyskutowało zawzięcie. No ale jak rozmawiać z kimś, kto ma inne poglądy? I nawet argument "głupi jesteś" go nie przekonuje? Dzięki komentatorowi udało mi się zgrabnie zestawić dwa sposoby na prowadzenie rozmowy. Jeden reprezentowany przez prawicowca, drugi przez lewicowca. Czym się różnią? Otóż nie wolno dopuścić do występu kogoś, kto dokonał aborcji, przekonuje prawicowiec. Nie wolno dopuścić do występu kogoś, kto na przykład obraża kobiety, przekonuje lewicowiec.

      Gdy już się wszyscy wykluczymy i zakneblujemy raj na ziemi zbudujemy. Nie spodziewam się burzliwej dyskusji, bo tu tylko ja mam wątpliwości, stawiam pytania i szukam na nie odpowiedzi, dzielę się swoimi przemyśleniami.

      Mam nadzieję, że powodem absencji Gaiki nie są kłopoty zdrowotne.

      Zamiast wklejać cudze teksty podlinkuje swój i się zobaczy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja