diabollo
19.09.15, 08:49
14-88, czyli z dziejów Ku-Klux-Klanu
Wojciech Orliński
"Nie jestem rasistą, po prostu obawiam się o bezpieczeństwo moich najbliższych i przyszłość mojego kraju" - ach, ile razy słyszałem ostatnio tę formułkę. Państwo zapewne też to znają.
Ta formułka odwołuje się do błędnego wyobrażenia rasisty jako kogoś, kto chciałby krzywdzić ludzi o innym pochodzeniu etnicznym bezinteresownie, dla samego krzywdzenia. Tymczasem praktycznie każdy rasista kieruje się właśnie taką motywacją jak powyżej. Przeważnie uważa siebie za ofiarę, która działa w samoobronie, w trosce o bezpieczeństwo najbliższych - i tak uważa nawet stojąc z zakrwawionym drągiem nad ciałem swojej rzeczywistej ofiary.
Znakomitą okazją do zajrzenia w duszę rasisty jest książka Katarzyny Surmiak-Domańskiej o Ku-Klux-Klanie. Moja redakcyjna koleżanka pojechała do amerykańskiego "Pasa biblijnego" rozmawiać z tymi ludźmi, zadawać im pozornie naiwne pytania, słuchać ich opowieści - by dowiedzieć się, o co im chodzi.
Otóż chodzi im właśnie dokładnie o to, co osobom recytującym taką formułkę. Przypomina ona słynną zasadę "14 słów", głoszoną przez Davida Lane'a, neonazisty, który zmarł, odsiadując wyrok za prawicowy terror, w tym morderstwo na dziennikarzu pochodzenia żydowskiego.
Te 14 słów to: "We must secure the existence of our people and a future for White children", czyli "Musimy zabezpieczyć byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci". Neonaziści lubią się posługiwać szyframi adekwatnymi dla swojego poziomu rozwoju umysłowego - jako tako radzą sobie z liczeniem do dwudziestu, więc ich ulubione hasło to 14-88. Czyli 14 słów Davida Lane'a plus "Heil Hitler" (H to ósma litera alfabetu).
Tylko że znów skrajnie prawicowego terrorystę wyobrażamy sobie jako jakiegoś skinheada w mundurze wzorowanym na SS. A w praktyce to wygląda tak niewinnie jak na kapitalnym zdjęciu w książce Surmiak-Domańskiej.
Zdjęcie przedstawia dwie urocze dziewczynki imieniem Jessica i Aryana sprzedające lemoniadę na zjeździe jednej z rasistowskich organizacji. Dziewczynki oczywiście nie są w stanie samodzielnie ocenić bzdurności propagandy, którą trują im umysły rodzice. Po prostu sprzedają lemoniadę na stoisku udekorowanym symbolami SS i liczbą "14".
Większość rozmówców Surmiak-Domańskiej przedstawia samych siebie jako ofiary. Szczerze obawiają się o przyszłość swoich rodzin i dzieci - boją się Afroamerykanów i boją się mrocznych spisków żydowskich elit, które rządzą ich krajem.
I to nie jest tak, że nie mają zupełnie żadnych argumentów. Powołują się na przestępczość w Detroit i na korupcję w Waszyngtonie.
Dla Europejczyka szokujące jest ich przyzwolenie na terror. Pamiętajmy, że nie mówimy tutaj o środowiskach ograniczających się do sprzedawania lemoniady - jeden z wyznawców doktryny "14-88" Timothy McVeigh w 1995 roku dokonał najokrutniejszego aktu terroru na amerykańskiej ziemi aż do 11 września 2001, od jego bomby odpalonej w rządowym biurowcu w Oklahoma City zginęło 168 osób.
Ci ludzie jednak nie czują się agresorami czy terrorystami. W swoim najgłębszym przekonaniu działają w samoobronie. Ten zakatowany w okrutny sposób Afroamerykanin, którego właśnie zlinczowali rycerze w białych kapturach, nie jest w ich oczach ofiarą, tylko właśnie agresorem. Boją się, że jeśli od czasu do czasu kogoś nie okaleczą, nie stłuką do nieprzytomności i nie spalą żywcem, a potem tych zwłok nie wywieszą na postrach na pobliskim drzewie, coś strasznego stanie się ich rodzinom.
Ten ich strach jest realny. Niektórzy czasem uzasadniają tak swój pospolity sadyzm, ale nie zyskaliby aprobaty otoczenia, gdyby otoczenie nie dzieliło tego strachu.
Tak samo jest z naszymi obrońcami białej rasy przed islamskim zagrożeniem. Ich argumenty są podobne - tak jak amerykański rasista powołuje się na przestępczość w czarnych gettach Los Angeles czy Detroit, tak samo polski islamofob powołuje się na przestępczość w szwedzkich gettach albo złe traktowanie kobiet w Egipcie.
I clou problemu nie tkwi w tym, że to wszystko nieprawda - tylko o błąd, który robią rasiści. W każdym przedstawicielu znienawidzonej grupy widzą oni nie jednostkę ludzką, tylko przedstawiciela jakiejś wrogiej armii - armii islamu podbijającego Europę, żydowskiego spisku przeciw chrześcijaństwu, czarnych gangów chcących wszystko zmienić w Detroit.
To rozsądne i naturalne, że ludzie "obawiają się o przyszłość swojej rodziny". Rasistą człowieka czyni następny krok, już mniej nieracjonalny. To przekonanie, że po drugiej stronie są tacy sami rasiści jak on. To paradoks, który Surmiak-Domańska znakomicie pokazuje pod koniec swojej książki: działacze Ku-Klux-Klan w gruncie rzeczy boją się przede wszystkim tego, że kiedyś to Afroamerykanie założą taką organizację i będą ich linczować. Więc chcą zaatakować pierwsi.
wyborcza.pl/duzyformat/1,148148,18821829,14-88-czyli-z-dziejow-ku-klux-klanu-orlinski.html