Thriller o ciałach Polek.

21.08.17, 00:46
Thriller o ciałach Polek. Aborcja polityczna, macierzyństwo prywatne

Lidia Ostałowska

Następstwo zdarzeń jest przejrzyste. Przygotowana przez fundację Ordo Iuris ustawa całkowicie zakazująca aborcji ma być głosowana jesienią 2016 r. Kobiety się buntują, organizują „czarny protest”. Skala ogólnopolskich demonstracji skłania władzę do taktycznego kroku wstecz. Projekt ustawy przepada, prezes PiS wyjaśnia: „Mamy tutaj do czynienia z gigantycznym nieporozumieniem”. Premier Beata Szydło potwierdza jednak „zobowiązania rządu w sprawie ochrony życia”, a Jarosław Kaczyński wypowiada po kilku dniach pamiętne słowa: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone”.

Po miesiącu Sejm przyjmuje ustawę „Za życiem”, czyli spłatę zobowiązania. Zgodnie z nią rodzice, którym urodziło się dziecko z nieodwracalną wadą lub chorobą zagrażającą życiu, dostają 4 tys. zł jednorazowego świadczenia. W ustawie zapisano też, że dzieci z takimi schorzeniami są przyjmowane przez lekarzy i hospicja bez kolejek. Przepisy obowiązują od stycznia. Z góry było wiadomo, że z zapisów konkretne są tylko pieniądze. Reszta obietnic pozostanie na papierze, bo brakuje miejsc i specjalistów. Tak właśnie się stało.

Teraz Ministerstwo Zdrowia szczuje pacjentów na lekarzy. Radzi, żeby składać na nich skargi do dyrektorów placówek albo NFZ.

Nakłanianie kobiet do rodzenia nieuleczalnie chorych dzieci wiąże się z odpowiedzialnością. Przeciwnicy aborcji „eugenicznej” konsekwentnie się przed nią uchylają. To właśnie oni powinni naciskać na ministrów i posłów, by ułatwili matkom ich niewyobrażalnie trudne życie. Dlaczego tego nie robią? Dlaczego w aborcji widzą sprawę polityczną i publiczną, a w macierzyństwie prywatną?

Obowiązująca dziś ustawa dopuszcza przerwanie ciąży, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Teraz do marszałka Sejmu wpłynął kolejny antyaborcyjny projekt. Prolajferzy żądają uchylenia tego artykułu, wkrótce zaczną zbierać podpisy.

Spotkają się na ulicach z dziewczynami z komitetu „Ratujmy Kobiety 2017”. One też mają nowy projekt. Liberalizuje prawo antyaborcyjne, żąda traktowania kobiet i ich decyzji poważnie i z szacunkiem.

Ustawa „Za życiem” dała matkom jednorazowe pieniądze, ale o powadze i szacunku zapomniała. Okazała się tylko jednym ze zdarzeń w thrillerze o ciałach Polek i Europie. Czy w finale przyjmiemy europejskie rozwiązania? A może górę weźmie logika „obrończyni życia” Kai Godek? Twierdzi, że „tam, gdzie Europa mówi głosem swoich obywateli, Europa opowiada się za życiem”. A naciski płynące do Polski, by nie zaostrzać przepisów aborcyjnych, są po prostu „naciskami establishmentu”, który nie reprezentuje europejskiego suwerena.

wyborcza.pl/7,75968,22250146,aborcja-polityczna-macierzynstwo-prywatne.html
    • oby.watel Re: Thriller o ciałach Polek. 21.08.17, 10:45
      Ojojoj! Rząd powinien pilnie dorzucić jeszcze pięćset tytułem rekompensaty za brak powagi i szacunku.

      A może wreszcie zamiast ględzić o aborcji wyzwolone histeryczki zaczęły by domagać się edukacji seksualnej, dostępu do środków antykoncepcyjnych? Bo z jednej strony stoi prawica i wali łbem w ścianę, a z drugiej lewica robi to samo. Zajęci tą pożyteczna pracą nie dostrzegają, że życie toczy się pomiędzy ścianami. A tam gdzie jest szeroka edukacja seksualna i pełny dostęp do antykoncepcji aborcja nie stanowi aż tak palącego problemu. Ale skoro można być wierzącą lesbijką...
Pełna wersja