diabollo
25.10.17, 07:28
Dwa lata z PiS i końca nie widać. Gdula: Kaczyński buduje neoautorytaryzm. Opozycja? Mocno kuleje
WYWIAD Rozmawiał: Michał Wilgocki
25 października 2017
Klasa średnia nie popiera PiS z potrzeby zemsty, nie głosuje na Kaczyńskiego dla pieniędzy. Chodzi o symboliczną cząstkę władzy nad światem. O poczucie wyższości wobec elit, które rządziły - oni byli zdegenerowani, my jesteśmy krystalicznie czyści - mówi dr. hab. Maciej Gdula, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Michał Wilgocki: Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy o tym, dlaczego PiS-owi nie spada, miał w sondażach 30-35 proc. poparcia. Teraz – dwa lata po zwycięstwie w wyborach parlamentarnych – ma 40-45 proc., a w ostatnim CBOS nawet 47. Jak to się dzieje?
Dr hab. Maciej Gdula*: Do tej pory nie widzieliśmy wyraźnie, jak wyglądała dynamika rozwoju sytuacji. Albo diagnozowaliśmy ją źle. Większość komentatorów krytycznych wobec PiS patrzyła na rzeczywistość bardzo optymistycznie. Traktowała wszystkie konflikty wywoływane przez obóz władzy jako wpadki, które zabiorą mu poparcie. Okazało się to bardzo naiwne. Ataki na Trybunał Konstytucyjny, media publiczne, sądy – nie tylko nie szkodzą PiS-owi, on na nich zyskuje, bo jego publiczność dokładnie tego sobie życzy. Choć czasem – na przykład w momencie sądowych protestów – wstydzi się przyznać do tego otwarcie.
Czyli wpadki nie są wpadkami, ale celowym działaniem, które elektorat popiera?
– Tak, chociaż nie od początku miało tak być. PiS szedł do wyborów z zupełnie inną opowieścią. Kreował siebie jako Platformę 2.0 – bardziej profesjonalną, uczciwszą, trochę bardziej narodową i mniej euroentuzjastyczną. Ale kiedy Kaczyński zobaczył wyniki, uznał, że nadszedł jego czas na przebudowę Rzeczypospolitej.
Gdyby taki rozdźwięk między kampanią a rzeczywistością zdarzył się kilkanaście lat temu, lider musiałby się mierzyć z zarzutami, że oszukał wyborców. Tymczasem między Kaczyńskim a jego elektoratem powstała spirala. On nakręca publiczność, oni idą za jego działaniami. On widzi ich poparcie i robi kolejny krok, a oni nakręcają się tym, jaki jest nieustępliwy. Razem ze studentkami i studentami robiliśmy niedawno badania w małej miejscowości na Mazowszu. Wyszło z nich, że zwolennicy PiS-u popierają partię we wszystkim, co robi. Nie ma takich działań, które podlegają krytyce, wszystko jest dobre i wymaga obrony. Zamach na TK to demokratyzacja. Przejęcie mediów to przywrócenie pluralizmu.
Klucze do nakręcania tej spirali są dwa. Jedną jest niechęć do elit, drugą – poczucie siły wobec obcych i słabszych. W ten drugi klucz idealnie wpisuje się stosunek do uchodźców.
W obiegu najpopularniejsze są dwie teorie wyjaśniające wysokie notowania władzy. Pierwsza – że Polacy są tacy jak PiS – ksenofobiczni i zamknięci. Druga – że nisko sobie cenią demokrację i sprzedali ją za 500+. Któraś jest prawdziwa?
– Żadna. Pierwsza jest totalnie ahistoryczna. Gdyby PiS był taki jak Polacy, nie przegrałby siedem razy z rzędu wyborów. Ta narracja nie sprawdzi się też jako opowieść, którą można odsunąć PiS od władzy, bo opiera się na zawstydzaniu zwolenników tej partii. A Kaczyński oferuje im brak wstydu, mówi, że są dobrzy. Dodaje do tego element wspólnotowy, trochę nacjonalistycznej nuty i trafia do szerokiej publiczności.
CDN...