Kobiety mają prawo

11.11.17, 18:54
Kubeł zimnej wody na rozpalone łby feministek - w środowiskach narodowych można spotkać coraz więcej kobiet. Mają prawicowe, konserwatywne poglądy i bronią ich w zdecydowany sposób.

weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21542223,dziewczyny-z-prawej-strony-mocy-kocham-konserwatyzm-najgorsze.html
    • oby.watel Kobiety nie mają prawa 15.11.17, 22:27
      Informacje dla śledczych - jak ukarać trzema latami więzienia każdego, kto pomoże zorganizować aborcję zagranicą. Nie chodzi o treść tego pisma, ale o to, że napisała je prywatna organizacja znana ze skrajnie konserwatywnych poglądów. Rozsyła je do wykorzystania przez swoich podwładnych - prokuratura, która światopoglądowo powinna być neutralna. To pierwszy taki przypadek.

      Czarno na białym.
    • oby.watel Kobiety też mają prawo udawać, że nie widzą 25.11.17, 09:32
      Skaczą, zupełnie nadzy, fioletowi na twarzach. Dziadek pomyślał, że bawią się w Indian. A oni byli tacy pobici. Na drugim filmiku zobaczył, jak są torturowani. Byli wtedy w hostelu dla ofiar przemocy. Była przy nich matka. Byli: sąsiedzi, nauczyciele, pracownik socjalny, psycholog, kurator sądowy.

      Tortury: zmuszanie do jedzenia pikantnych potraw i surowego mięsa, do zlizywania jogurtu z podłogi, do klęczenia z podniesionymi rękami i do biegania nocą po polu, trzymanie w wannie z zimną wodą, wożenie w bagażniku samochodu, przypalanie papierosami, bicie, kopanie, rzucanie o meble, gwałcenie.

      Ofiary: 8-letni Miłosz i 6-letni Marcel, bracia. Sprawcy: 26-letnia Katarzyna W., matka chłopców i jej 39-letni przyjaciel, Marek K. Miejsce: hostel dla ofiar przemocy w Drawsku Pomorskim.

      23 stycznia Miłosz i Marcel uciekają z hostelu. W stronę centrum Drawska, tym chodnikiem z kostki. Z prawej pole, z lewej pole, mroźnie, śnieżnie. Są już pod biedronką. To znaczy, że pokonali trzy kilometry, połowę drogi do dworca kolejowego, kilometr do przystanku pekaesu.

      - Zostali znalezieni i zawróceni do hostelu - pracownica socjalna z Drawska zawiadamia opiekę społeczną w Czaplinku.

      Trzy dni później do hostelu przychodzi pedagożka. Z powodu tej ucieczki. Mówi Katarzynie, że ma pilnować dzieci, żeby się nie oddalały. Z chłopcami nie rozmawia. Daje im zabawki. To pierwsza wizyta jakiejkolwiek specjalistki w hostelu, jedenaście dni od przyjęcia rodziny.

      28 stycznia przychodzi psycholożka. I Miłosz nagle zaczyna płakać. Bawi się i w płacz. Następnie chowa się do szafy. Po chwili wychodzi już spokojny. Pokazuje psycholożce siniaka. - Spadłem z roweru - mówi.

      Ostatecznie psycholożka uznaje, że ten siniak to może być ślad po uderzeniu ojca, z którym Miłosz widział się dwa tygodnie temu. I obiecuje na pożegnanie: - Będę was odwiedzać. Następnego dnia nie przychodzi.

      Wszystko, co specjalistki z ośrodka zrobiły dla rodziny z hostelu, powinno być odnotowane w aktach. Nie ma tam słowa o ucieczkach braci. 3 lutego specjalistki spotykają się z W., żeby dowiedzieć się, czego potrzebuje i zaproponować pomoc. Po trzech tygodniach od przyjęcia do hostelu.

      Jest 24 lutego. Hostel po raz pierwszy odwiedza pracownica socjalna, która tutaj jest jak lekarz rodzinny. Osoba pierwszego kontaktu, diagnozująca choroby, zalecająca terapie, kierująca do specjalistów. Przychodzi po raz pierwszy po 40 dniach od przyjęcia rodziny do hostelu.

      15 marca. Za trzy dni Marcela zabierze karetka. Był już może przypalany papierosami, był rzucany o meble, gwałcony, ale może jeszcze nie ma połamanych żeber. Do hostelu idzie pracownica socjalna, bo dowiedziała się, że Miłosz nadal nie chodzi do szkoły. Rozchorował się i zasnął? Tak mówi matka, że Miłosz miał biegunkę, a teraz obaj synowie śpią. Ale od czterech tygodni śpią? Od 25 lutego, kiedy Katarzyna miała zapisać Miłosza do szkoły? Mógł mieć rozstrój żołądka od surowego mięsa, od pikantnych potraw, od jogurtu zlizywanego z podłogi. Ale nie ma rozmowy o przyczynach. Matka mówi, że podała synom tabletki kupione w aptece, a pracownica radzi, żeby w razie czego iść do lekarza.

      18 marca około godziny 16 Katarzyna wzywa pogotowie, bo Marcel z trudem oddycha. Lekarz powie, że niejeden dorosły nie przeżyłby obrażeń, które miał chłopiec.

      Z regulaminu hostelu w Drawsku: rodzice są całkowicie odpowiedzialni za zdrowie i zachowanie swoich dzieci.

      ________________________________________________________________________________

      Gdyby do dzieci przychodził psycholog, socjolog, lekarz... Ale nie. Bardzo wyraźnie za pomocą specjalnych końcówek zaznaczono, że to były kobiety. Kobiety, dla których święty spokój był ważniejszy niż los i cierpienie dzieci. Lepiej udawać, że wszystko jest w porządku i mieć święty spokój niż dociekać, badać, wypytywać, bo nie daj boże coś trzeba będzie zrobić.

      Cały materiał: Nie przeszkadzać! Właśnie torturujemy dzieci.
Pełna wersja