Czasy się zmieniają, a katolicka Polska średnio

26.11.17, 11:12
Polacy, obudźcie się. Z Wyspiańskim. 110. rocznica śmierci dramatopisarza

Polska codzienność jest brutalną, pełną cynizmu i nienawiści walką - mówi Wyspiański. A my tymczasem śnimy o naszej moralnej wyższości, wyjątkowości i misji. Bez sensu

Piotr Augustyniak - filozof, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Pod jego redakcją ukazała się właśnie książka „Wyspiański. Zbudź się, Polaku” (słowo/obraz terytoria). Artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu do programu inscenizacji „Wyzwolenia” Wyspiańskiego w reżyserii Radka Rychcika wystawionej w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego

Stanisław Wyspiański umarł 28 listopada 1907 r. W 110. rocznicę jego śmierci warto wrócić do postawionej przez niego diagnozy polskiej sytuacji społeczno-tożsamościowej. To chyba istotniejsze od wspomnienia samej osoby, z którą polska pamięć obeszła się w sumie nie najgorzej, umieszczając Wyspiańskiego w panteonie najwybitniejszych Polaków, gdzie pretenduje do miana czwartego narodowego wieszcza. Wyspiański jako autor „Wesela” z pewnością nigdy nie zostanie w Polsce zapomniany. Przeciwnie, będzie przypominany coraz częściej jako jeszcze jeden powód do pompowania balona narodowej dumy i przekonania o uśpionej, ale możliwej do przebudzenia polskiej wielkości i potędze.

Tymczasem jego myśl uderza właśnie w tę urojoną wielkość, widząc w niej coś, co uniemożliwia Polsce odnalezienie się w nowoczesnym świecie. I dlatego, choć Wyspiański żył w Polsce rozbiorowej, jego diagnoza i krytyka jest do dziś aktualna.
Tłumaczy nie tylko to, dlaczego Polacy nie potrafili tak długo wybić się na niepodległość, ale przede wszystkim, dlaczego wolność była i jest dla nas - jak mawiał ks. Tischner - „nieszczęsnym darem”.

Wyspiański czczony
Patriotyczno-narodowy odbiór twórczości Wyspiańskiego to doskonały przykład tego, jak polska pamięć radzi sobie z najbardziej niepokojącymi dla siebie, bo przenikniętymi krytyczną pasją, diagnozami. Wyspiański - publikując i wystawiając w 1901 r. „Wesele” - miał zamiar wstrząsnąć polskim społeczeństwem. Wytknąć Polakom ich chocholi taniec, w którym fantazje o wybraństwie i niesprawiedliwym prześladowaniu „przykrywają” trudną prawdę o polskiej niezdolności do zgodnego i konstruktywnego czynu.

Żeby stępić ostrze tej „zjadliwej” i „bezczelnej” krytyki, natychmiast wsadzono Wyspiańskiemu na głowę wieniec z napisem „czterdzieści i cztery”. Obwołano go wieszczem i zaczęto czcić, zamiast słuchać. Zrobiono więc z nim dokładnie to samo co wcześniej z Mickiewiczem, a ostatnio z Janem Pawłem II.

Wyspiański nie dał jednak za wygraną. Przeciwnie, ta dotkliwa porażka tylko pogłębiła jego krytyczną pasję, czemu dał wyraz przede wszystkim w napisanym rok później „Wyzwoleniu”. Przypomnę główne tezy wypowiedziane w tym arcydramacie, które brzmią niestety do dziś aktualnie.

Wyspiański krytykiem teraźniejszości
„Jesteście podobni ludziom, co śpią: ludziom, których duch błądzi, a tylko ciało ciepłe dycha. Wy śpicie. (...) Wy jesteście ciałem, które decha, które wdecha powietrze i wchłania napoje i jadło; ciałem, które płodzi i rozwija się i gnije. Tu wasz kres”. Podobnie jak w „Weselu” Wyspiański wskazuje tu na śnienie jako zasadniczą cechę polskiej kondycji. Jest to stały, polski schemat przeżywania świata, który uniemożliwia wyzwolenie społecznej, twórczej energii i utrwala w ten sposób polskie nieszczęście.

Polska realność, czyli nasza społeczna jawa, jest przestrzenią walki, którą Wyspiański widzi dosadnie. „Wy chcecie żyć i nie ma podłości, której byście do ręki nie wzięli (...). Wy chcecie żyć i już trawicie błoto i brud, i już was nie zadusza zgnilizna i jad”. Na czym polega jej podłość, błoto i zgnilizna? Zapewne na tym, jak jest ona nierówna: uprzywilejowuje jednych kosztem drugich; tych poniża i rzuca na dno egzystencji, tamtych wynosi na wyżyny sukcesu i życiowego luksusu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kilka uwag o demografii i polskości. My i reszta

Można powiedzieć, nic nowego w ludzkim świecie, a jednak ma to w Polsce szczególny posmak pogardy ze strony tych, którym się udało, i resentymentu tych, którzy są przegrani - którzy bardziej pragną zemsty niż własnych „wyzwolin”.

Jak dać sobie radę z taką upodlająca, niekomfortową sytuacją? O wiele łatwiej paprać się w takich brudach i podłościach, mając sumienia, serca i umysły pogrążone we śnie. Dlatego właśnie kondycja Polski to obłędny sen na jawie, a jej sens zostaje dzięki temu poddany najbardziej fantastycznym przesunięciom i przekształceniom.

Wyspiański widzi to tak: choć polska codzienność jest brutalną, nierówną, pełną cynizmu i nienawiści, żarłoczną walką, to my przeżywamy ją, śniąc o polskim wybraństwie, polskiej moralnej wyższości, polskiej wyjątkowości i misji: „Ja wiem, czego ty chcesz: że Polska ma być mitem. Mitem narodów, państwem nad państwy, prześcigającym wszystkie, jakie są Republiki i Rządy; oczywiście niedościgłym, wymarzonym. Ma być marzeniem - tak, ideałem”.

Taka optyka niesie oczywiście ulgę. Tym, co wyzyskują i żerują, pozwala wierzyć, że swoją pazernością wcale nie dewastują polskiej przyszłości, ale ponieważ są pełni patriotycznych uczuć, budują podwaliny narodowej wielkości. To zaś nie tylko łagodzi dyskomfort moralny, ale też umożliwia perwersyjną satysfakcję ze swojej „służby”.

Ulgę odczuwają jednak również ci, co są wyzyskiwani i przegrywają swoje życie. Odtąd ich cierpieniom nie jest już nigdy winna Polska, ale jej zdrajcy i wrogowie.
A cierpienie to jest tylko cząstką jej cierpienia, które - jak uczy polski sen - ma charakter zbawczy dla nas i dla świata. Ich wielkość więc to cierpienie i umieranie za ojczyznę i wraz z ojczyzną. „Śmierć, bo cóż szczytniejszego nad Śmierć? Ta jest wielkością (…) wielkość daje. Któż wielkości pragnie? Polska i jej dzieci”.

Polacy jednak wcale nie są cierpiętnikami, a ich ofiara za ojczyznę jest skłamana. To tylko wybieg pozwalający ukryć prawdę o swoim popędowym życiu. Stąd bardzo ryzykuje każdy, kto owo udawanie odsłoni. „Wy chcecie żyć i plwać na wszystką rękę, która was i podłość waszą odsłania, która was odgaduje!! Kłamcy!!!”.

Bronimy się przed tym nie tylko z obawy przed odsłonięciem trudnej prawdy o sobie i polskim świecie. Bronimy się przede wszystkim przed utratą rozkoszy, której dostarcza narodowy sen. Nie ma bowiem większej przyjemności niż - wyzyskując i gardząc bądź będąc wyzyskiwanym i nienawidząc - przeżywać to w obłędnym duchu narodowo-mesjańskiej wizji i miłości ojczyzny.

Nienawiść polska narodowa
Do czego to wszystko prowadzi? Do sparaliżowania społecznej energii i zaprzepaszczenia szansy na upragnioną odmianę Polski. Jedyna bowiem droga do społecznego wyzwolenia to konfrontacja z nienawiścią i pogardą wzajemną, którą usiłujemy „przykryć” snem o polskiej wielkości: „Nienawidzimy się wzajem i to nie jest nasze najgorsze złe. Niemal to jest nasze najlepsze”.

Uważny czytelnik zwróci zapewne uwagę, że ta myśl Wyspiańskiego się nie sprawdza. Przecież żyjemy dziś w Polsce wzajemnej nienawiści i wcale nas to nie posuwa do przodu, wręcz przeciwnie. To nie jest jednak sytuacja, o której pisał autor „Wyzwolenia”.

CDN...
    • diabollo Re: Czasy się zmieniają, a katolicka Polska średn 26.11.17, 11:15
      Dziś w Polsce każda ze stron społecznego konfliktu nienawiść widzi wyłącznie po drugiej stronie, w sobie zaś wyłącznie szczerą miłość... do ojczyzny, do narodu, do praworządności, do konstytucji itp.
      Czy stać nas na to, pyta nas Wyspiański, żeby uznać nienawiść również w sobie i we własnych społecznych kręgach?

      „Nie będziesz wzywał imienia Polski nadaremno! Myśleć nad Polską i (...) snuć ją (...) w znaczącym załamaniu rąk i spojrzeń głębi... O, tak, tak, tak, tak... (...) to jest wszystko, co my na razie umiemy. A (...) to jest NIC!!!”.

      Kiedy słowa te umieścić w kontekście polskiego życia popędowego, sprawa jest jasna: miłość najjaśniejszej Rzeczypospolitej, im gorętsza i bardziej zapalczywa, tym bardziej - niestety - jest sposobem na to, aby trwać w rozkoszy żarłoczno-resentymentalnej stagnacji społecznej.

      Wyspiański krzyczy takim prosto w twarz: „Ma być marzeniem - tak, ideałem. Tak! Według ciebie ma się nie stać nigdy”. I deklaruje: „A co jest mi wstrętne i nieznośne, to jest to robienie Polski na każdym kroku i codziennie. To manifestowanie polskości. Bo to tak wygląda, jakby Polski nie było, Polaków nie było (...) Po co, na co? Bez tych manifestacji wszystko jest: i ziemia, i kraj, i ojczyzna, i ludzie”.

      Nasz sen, pełen urojeń o polskim wybraństwie i naszej własnej sprawiedliwości, jest powodem, że pogłębia się polska społeczna groteska i fikcja, i że się nam wciąż nie udaje budowa zdrowego, potrafiącego się porozumieć społeczeństwa, w którym twórczość i rozwój są nie tylko możliwe, ale poszukiwane i premiowane. A tego właśnie pragnął Wyspiański.

      Nie są tu winne ani historyczne klęski, ani współczesne (tak jemu, jak i nam) stosunki geopolityczne. Wyłącznie to, jak my je przeżywamy, przesadnie ekscytując się Polską i miłością do niej. „Nie przez wojny, nie przez klęski i porażki (...), bo te się dadzą zmienić, bo to są chwilowe rzeczy, bardzo chwilowe. (...) to my, my przyczyną, że się gdzieś zagubił naród”.

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22695579,polacy-obudzcie-sie-z-wyspianskim-110-rocznica-smierci-dramatopisarza.html
    • diabollo Re: Czasy się zmieniają, a katolicka Polska średn 26.11.17, 11:29
      Co do Jana Pawła numer 2 to elyty bardzo dobrze zrozumiały, że "naród, który zabija swoje dzieci jest narodem bez przyszłości".

      A cała reszta bełkotu o kremówkach tudzież "genialne" odkrycia o "starszych braciach w wierze" to takie banały, że zęby bolą.

      Kłaniam się nisko.
Pełna wersja