diabollo
29.12.17, 10:31
"Na początku XX wieku ziemie polskie były laboratorium europejskiego antysemityzmu"
Wiele osób przywołuje sprawę Dreyfusa jako dowód na rozpowszechnienie postaw antysemickich na przełomie XIX i XX wieku. Tyle że w przypadku Dreyfusa opór wobec ksenofobicznej, nacjonalistycznej, rasistowskiej kampanii uformował tożsamość nowoczesnej Francji. W Polsce czegoś takiego nie było - z Grzegorzem Krzywcem rozmawia Estera Flieger.
Grzegorz Krzywiec – historyk Polskiej Akademii Nauk. Specjalizuje się w badaniu ruchów prawicowych w Polsce. Autor książek „Szowinizm po polsku. Przypadek Romana Dmowskiego (1886-1905)” i „Polska bez Żydów. Studia z dziejów idei, wyobrażeń i praktyk antysemickich na ziemiach polskich początku XX wieku (1905-1914)”
Zbliża się stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a pan pisze o antysemityzmie jako kluczowym zjawisku w polskim życiu publicznym.
Nie było moją intencją nadanie książce wymiaru politycznego. To wynik tego, że ona idzie w poprzek nurtów dominujących obecnie w historiografii i polityce historycznej.
Nie oszczędził pan Henryka Sienkiewicza.
„Polska bez Żydów” jest o polskich elitach kulturotwórczych. Skupiłem się na postaciach emblematycznych, więc musiałem napisać o Henryku Sienkiewiczu to, czego wcześniej się o nim nie pisało.
Będzie uproszczeniem powiedzieć, że Henryk Sienkiewicz był antysemitą?
Starałem się uczciwie i rzetelnie opisać ewolucję jego poglądów, ale Sienkiewicz na pewnym etapie życia przejął antysemickie wyobrażenia, posługiwał się nimi i je reprodukował. Rozległa korespondencja pisarza pokazuje nie tylko obraz jego kręgu rodzinnego i towarzyskiego, ale również dokumentuje motywacje jego wyborów politycznych.
Od końca 1905 roku Henryk Sienkiewicz wprost afirmował Narodową Demokrację, a już wcześniej posługiwał się językiem jej retoryki, również w wystąpieniach publicznych. Starał się też aktywnie na tę retorykę wpływać.
W mniejszym stopniu te zmiany dotyczyły utworów literackich, choć i tam następują charakterystyczne przesunięcia, które nazwałem „zawężeniem perspektywy w postrzeganiu świata społecznego”.
Kolejne pokolenia myślały takim Sienkiewiczem?
Tak, on miał wpływ na środowiska wcześniej krytyczne wobec agresywnego antysemityzmu. W jego kręgach rozpowszechnione były różne formy antysemickich uprzedzeń i stereotypów, najczęściej tych mających źródło w tradycyjnej religijności i obyczajowości oraz biegnących wzdłuż linii podziałów klasowych.
To był kulturowy dystans wobec judaizmu, który postrzegano jako anachronizm, oraz wyższościowe postawy wobec Żydów, których opisywano jako społecznych pariasów zbyt gwałtownie przełamujących bariery obyczajowe. Antysemityzm przybierał różne formy - od stereotypów i klisz, przez dobrze zakorzenione, tradycyjne uprzedzenia, aż po eliminacyjne postacie judeofobii.
Kim był wówczas Żyd dla Polaka?
Przed 1905 rokiem popularne były stereotypy Żydów jako nieuczciwych handlowców, ekspansywnych przedsiębiorców i finansistów. Potem popularna stała się koncepcja „Judeopolonii”, czyli teoria, wedle której Żydzi chcieli na ziemiach polskich zbudować własne państwo. W kolejnych latach Żyd stopniowo stał się rewolucjonistą - już nie tylko obcy, ale również wrogi.
Rewolucjonista to bandyta, a bandyta to Żyd. Dlatego przełomem w historii polskiego antysemityzmu była rewolucja 1905 roku w Rosji.
Którą opisuję w kategorii kulturowej traumy, bo jej obserwatorom towarzyszyły przeświadczenie o upadku tradycyjnego ładu i norm oraz strach przed przemocą „motłochu”.
Wraz z rewolucją powstała przestrzeń publiczna, w której popularne wtedy stało się myślenie, że na rewolucji stracili Polacy, żeby zyskać mogli niezasymilowani Żydzi, którzy po 1905 roku otrzymali prawa pozwalające im na udział w życiu publicznym.
Wspólnie te zdarzenia tworzyły grunt, na którym rosły zapotrzebowanie na myślenie spiskowo-konspiracyjne i coraz bardziej rozbudowane jego racjonalizacje. Tak narodziła się nowoczesna polityka strachu.
Istnieje coś specyficznego dla polskiego antysemityzmu?
Po 1905 ziemie polskie - na początku zabór rosyjski, a potem także austriacki i pruski - były laboratorium europejskiego antysemityzmu: gwałtownie rozkwitły wszystkie znane z tego czasu formy i racjonalizacje kulturowych niechęci i wrogości wobec Żydów.
Zaskoczeniem było dla mnie to, w jak wielkim i nieoszacowanym przez naukę stopniu „nowoczesny” antysemityzm rasistowski kształtował wcześniejsze, wywodzące się z chrześcijaństwa formy judeofobii. Stawiam tezę, że formowanie się polityczności i społeczności katolickiej jest organicznie związane z antysemityzmem.
Antysemityzm, który się wtedy ukształtował, wykroczył daleko poza interesujący pana w książce okres 1905-14.
To dlatego, że antysemityzm stał się w wielu środowiskach polskich fundamentem nowoczesnej, polskiej myśli politycznej i tożsamości narodowej. Pewien typ dyskursu zaczął określać ramy narodowego myślenia w taki sposób, że w zasadzie nie dało się od niego uciec. Chciałem pokazać, że choć korpus nowoczesnego antysemityzmu i niemal całe jego oprzyrządowanie ukształtowały się na ziemiach polskich w pierwszych dekadach XX wieku, to próby walki z antysemityzmem pozostały w powijakach.
Wiele osób lubi się odwoływać do przykładów zachodnioeuropejskich - to przykład kulturowego snobizmu - i przywołuje m.in. sprawę Dreyfusa jako dowód na rozpowszechnienie postaw antysemickich w Europie na przełomie XIX i XX wieku. Tyle że w przypadku Dreyfusa opór wobec ksenofobicznej, nacjonalistycznej, rasistowskiej kampanii uformował tożsamość nowoczesnej Francji. W Polsce czegoś takiego nie było.
Pisze pan: „dla [polskiej] lewicy socjalistycznej, w odróżnieniu od austriackiego, niemieckiego i czeskiego ruchu socjaldemokratycznego, sprzeciw wobec postaw antysemickich nie stał się częścią »pakietu światopoglądowego«”.
W tym widzę pewną specyfikę ziem polskich tego czasu. Należą do tej przestrzeni, gdzie ujawnili się jednostkowi przeciwnicy antysemityzmu (zwykle na kulturowej lewicy, choć nie tylko), ale nigdy nie byli na tyle silni i wpływowi, by wytworzyć odpowiedni język i środki komunikacji politycznej. W tym sensie moja książka jest opowieścią o słabościach i pęknięciach w polskiej tradycji demokratycznej - choć nie da się powiedzieć jednoznacznie, czy w warunkach i przy wszystkich ograniczeniach czasów mogło być inaczej.
Fragmenty prasy z epoki przypominają okładki „Do Rzeczy” lub „Sieci”, również krzyczące o ataku na krzyż i upadku cywilizacji europejskiej. Momentami książka brzmi bardzo aktualnie.
Niestety. To dla mnie bardzo smutne i dojmujące uczucie, że moja książka w wielu miejscach okazuje się opowieścią o pewnym formacie polskiej nowoczesności, która w pełni objawiła się w okolicach 1905 roku i która zdaje się trwać po dziś dzień.
CDN...