oby.watel
09.01.18, 18:24
Jeśli sądzisz, że wyborcy PiS to polityczni frustraci, ludzie, którym się życie nie udało albo ofiary transformacji, to się grubo mylisz. Nie są wcale gorsi od Ciebie! Nasi socjologowie wreszcie pojechali w Polskę i z wyborcami PiS porozmawiali...
Raport z badań „Dobra zmiana w Miastku” to lektura obowiązkowa dla każdego polityka opozycji. Jeśli chcecie wiedzieć „dlaczego im rośnie” to tam właśnie znajdziecie odpowiedź. Do Miastka (pod tą nazwą kryje się małe miasto na Mazowszu, gdzie PiS zyskał w ostatnich wyborach świetne wyniki) pojechał socjolog dr Maciej Gdula z zespołem współpracowników. I chwała im za ciekawą metodologię, wnikliwe podejście do tematu, a przede wszystkim za bezcenne wnioski.
Wyborcy PiS to nie są frustraci
Z badań w Miastku jednoznacznie wynika, że powody sukcesów Prawa i Sprawiedliwości nie są ekonomiczne. To nie jest partia populistyczna w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, nie gromadzi ludzi rozczarowanych poziomem własnego życia. Mieszkańcy Miastka popierający Kaczyńskiego w większości nie narzekają na materialną sferę egzystencji. Mało tego, patrzą w przyszłość z optymizmem, a w przeszłość - bez żalu. Widzą zmiany, jakie w ostatnich 27 latach zaszły w ich najbliższym otoczeniu. I potrafią je docenić.
Badania weryfikują więc popularną tezę, jakoby PiS było partią frustratów, reprezentującą osoby nienadążające za tempem rozwoju Polski. Zwolennicy „dobrej zmiany” reprezentują wszystkie postawy życiowe: są tu osoby mające poczucie sukcesu i kontroli nad własnym losem, osoby przestawiające własne życie w kategoriach pozbawionych ocen (ot, zwykłe życie, po prostu) bez specjalnych triumfów i rozczarowań oraz tacy, którym się nie wiedzie.
Warto w tym miejscu przypomnieć wyniki ostatnich wyborów. PiS wygrało je we wszystkich klasach społecznych i wszystkich kategoriach (wiekowych, miejsca zamieszkania, wykształcenia i płci). PO uzyskała wyższy wynik jedynie wśród kadry kierowniczej wyższego i niższego szczebla. Pytanie zasadnicze zatem brzmi: co PiS dało swoim wyborcom, skoro - jak wynika z badań dr Gduli - nie była to obietnica poprawy sytuacji materialnej (a w każdym razie nie to było najważniejsze)? Co za deficyt PiS potrafił wypełnić? Na jaką potrzebę odpowiedział?
Janusz ma dość pouczania
Badania w Miastku dają na to pytanie interesującą i bardzo wiarygodną odpowiedź: PiS zaproponowało swoim wyborcom nową, atrakcyjną, spójną i wspólnotową tożsamość. Trwały zestaw przekonań, który świetnie trafił w potrzeby wyborców i zdołał zbudować monolityczny, odporny na krytykę światopogląd. Jaki? W największym skrócie: propozycja PiS polega na dowartościowaniu zwykłego człowieka w kontrze do wyniosłych egoistycznych elit, ale też do wszystkich słabszych - „patologii” oraz uchodźców.
Jak to działa? Przez lata transformacji dominująca narracja w liberalnych mediach głównego nurtu przedstawiała Polaków jako ludzi na dorobku. Nie tylko na dorobku w sferze materialnej, lecz przede wszystkim w sferze cywilizacyjnej i kulturowej. Ostrze krytyki skierowane było w stronę przeciętnych mieszkańców kraju nad Wisłą. Janusze – bo tak pogardliwie mówiła o nich wielkomiejska, dobrze wykształcona i liberalna elita - nie nadążali za tempem cywilizacyjnej zmiany.
Elita z nieukrywanym poczuciem wyższości wytykała Januszom, że wykazują małą mobilność społeczną, że nie umieją się przekwalifikować i generalnie słabo sobie radzą. Krytykowano ich gusty. Uważano, że ich horyzonty rzadko wykraczają poza własne miasteczko lub gminę. Życie Janusza w oczach elit przypominało trochę wegetację, gdzieś na bocznicy historii i wielkich wyzwań, z którymi musieli mierzyć się oni, budowniczowie nowego społeczeństwa, twórcy liberalnego kapitalizmu.
Śmiali się z Grażyn i Januszów do rozpuku. Mało tego, doprowadzili do tego, że Janusz śmiał się sam z siebie. Wystarczy przypomnieć kabaret „Paranienormalni” albo puścić sobie „Świat według Kiepskich”. Ale śmiali się do czasu. Bo znalazł się ktoś, kto wreszcie potraktował Janusza poważnie.
Zenek Martyniuk w TVP? Nareszcie!
Prawica powiedziała tym ludziom – „nie jesteście żadnymi Januszami”. Jesteście zwykłymi ludźmi, solą tej ziemi. To wy pracujecie w sklepach, w fabrykach, na roli. Kto was przez te lata upokarzał, wyśmiewał? Powiemy wam, kto – elity. Elity, które oderwały się od zwykłych ludzi, elity niewdzięczne, wyniosłe, dwulicowe i egoistyczne. Straciły wszelkie hamulce moralne, kradły na potęgę, żyły waszym kosztem. I jeszcze wmawiały wam, że jesteście gorsi.
Teraz partia „zwykłych ludzi” zaczęła rządzić. „Wiadomości” mówią to, co większość chce usłyszeć - że jest dobrze, a Polska rośnie w siłę. Zenek Martyniuk śpiewa na sylwestrowej gali. Fajnie! Nareszcie! W końcu nikt się z nas nie śmieje. Teraz to elity dostają łomot. I dobrze, należy im się. Może i będą protestować, krzyczeć o demokracji i prawach. Niech włączą sobie TVN, dopóki jeszcze mogą i tyle.
W rewolucyjnej dialektyce wszystko można przedstawić jako starcie zwykłego człowieka i elit. Tu nie ma miejsca na niuanse. Albo jesteś za zwykłym człowiekiem (czytaj - za „dobrą zmianą”), albo za elitami i totalną opozycją. PiS poprzez niszczenie instytucji państwa prawa rozprawia się z odrealnionymi elitami. Robi to pokazując determinację i siłę. Zaś siła jest wyjątkowo atrakcyjnym atrybutem politycznym. Elity cały czas rozważały, gadały, kłóciły się, debatowały. A zwykły człowiek nie gada, tylko robi.
500 plus? To nam się od dawna należało!
Program 500 plus odbierany jest w Miastku jako coś, co od dawna zwykłym ludziom się należało. Nie tylko nie jest postrzegany przez badanych jako pomoc socjalna (co w naturalny sposób deprecjonowałoby beneficjentów). Wręcz odwrotnie. Jest należną zapłatą za wysiłek polegający na wychowaniu dzieci. Należy nam się, bo wychowanie dzieci w Polsce jest trudne i bardzo drogie. Poza tym dostają równo: i biedni, i bogaci. Nie jestem gorszy. Ci z apartamentowca naprzeciwko też stoją w kolejce, żeby zarejestrować się do programu 500 plus. W ten sposób rozwiązano pozorną sprzeczność: rozdawnictwo i państwową pomoc socjalną pogodzono z budową poczucia godności.
Poczucie moralnej wyższości
Godność nie przypadkiem znalazła się na sztandarach PiS. To, co dla przedstawicieli elit brzmiało jak absurd - wstawanie z kolan - dla zwykłego człowieka było najlepszą rzeczą, jaką polityka mogła mu zaoferować. Niedostatek szacunku (Jacek Santorski w jednym ze swoich tekstów pisał wręcz o „głodzie szacunku”) to doświadczenie milionów Polaków. Z poczuciem niższości, nawet jeżeli nie ma ono odbicia w realnym życiu, trudno dyskutować. I to poczucie skutecznie obsłużyła mitologia prawicy. Teraz to zwykli ludzie mogą gardzić elitami. Do nich bowiem aktualnie należy moralna wyższość. Oto krytykując zepsute elity mogę budować własne poczucie wartości. Zyskuję władzę sądzenia dobra i zła. Staję na straży standardów moralnych.
Wielu spośród badanych zwolenników „dobrej zmiany” szkicowało własną tożsamość jako zwykłych ludzi żyjących pomiędzy elitami z jednej strony, a „patologią” z drugiej. Wśród wyborców PiS powszechne jest przekonanie, że „patologię” ową trzeba kontrolować, bo przepije 500 plus. I w zasadzie „patologii” ta pomoc się nie należy. To również jest potrzebne do budowania poczucia własnej wartości.
→