diabollo
13.02.18, 18:10
Woś: Anty-PiS to skrajna konserwa. Zrobią wszystko, żeby dać postępowcom po łapach
Kaczyński i Rydzyk jądrem polskiego wstecznictwa? To już nieaktualne. Dziś nie ma nad Wisłą większych konserwatystów niż zajadle anty-PiS-owska opozycja.
Przyzwyczailiśmy się w polskich dyskusjach używać pojęcia „konserwatyzm” w bardzo wąskim znaczeniu. Nie bez powodu. Przez ostatnie trzy dekady odnosiło się ono wyłącznie do tematyki obyczajowej. Jesteś przeciwnikiem liberalizacji ustawy aborcyjnej? Konserwatysta! Popierasz związki partnerskie? Jesteś postępowcem! Trudno o większe nieporozumienie.
Zanim pokażemy, na czym to nieporozumienie polega, pokażmy glebę, na której wyrosło. Wyjątkowo żyzną. III RP była przecież prawdziwym prymusem neoliberalnego spłycenia polityki do spraw niemal wyłącznie światopoglądowych. Polityk to był u nas ktoś, kto miał się nie mieszać do takich tematów jak sprawiedliwość społeczna, nierówności czy wyzysk pracy przez kapitał. Powinien być jak figurant-safanduła na fotelu dyrektora dużego przedsiębiorstwa. Daje mu się ładny samochód, osobistego sekretarza i karnet na squasha. Byle tylko nie schodził do hal produkcyjnych albo (Boże uchowaj!) nie zaczął przeglądać firmowych ksiąg. Polityk z III RP miał siedzieć w światopoglądowym rezerwacie. Przekonany, że tematy związków partnerskich czy odpowiedniej polityki historycznej to maksimum tego, co demokratyczny decydent jest w stanie ogarnąć.
„Gdyby wybory mogły coś zmienić, to już dawno byłyby zakazane”
Efekty widzimy dziś. Mnóstwo palących problemów społecznych. Od „teoretycznego państwa” po folwarczne relacje w miejscu pracy. Oczywiście nie tylko polska klasa polityczna przestała się interesować materialnymi podstawami bytowymi milionów obywateli swoich krajów. Podobnie było w Ameryce, Wielkiej Brytanii, we Francji czy Włoszech. I dlatego nie ma się co dziwić, że spora część obywateli szuka tam zrozumienia u wszelkiej maści polityków antyestablishmentowych. Od Trumpa i Sandersa po Ruch Pięciu Gwiazd Beppego Grilla. Inni zaś odwrócili się od demokratycznych rytuałów. Wedle gorzkiej maksymy anarchistki Emmy Goldman: „Gdyby wybory mogły coś zmienić, to już dawno byłyby… zakazane”.
Tak czy owak rewolta trwa i zmienia nam świat. Powoduje, że żyjemy w czasach, gdy dyrektor figurant stracił możliwość błogiego drzemania w biurze. Neoliberalna tama (wiara, że rynek zawsze ma rację) już nie trzyma. Nad światem Zachodu krąży zaś widmo. Widmo głębokiej zmiany porządku społecznego. Wraz z nim wraca pytanie o pierwotny głęboki sens takich terminów jak „lewica”, „prawica”, „postępowość” czy „konserwatyzm”.
Całość:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23016402,wos-antypis-to-skrajna-konserwa-zrobia-wszystko-zeby-dac.html?pelna=tak