oby.watel
15.02.18, 11:50
Diabollo podlinkował gdzieś na końcu wątku artykuł, który powinien być lekturą obowiązkową. Dlatego pozwolę sobie umieścić go jeszcze raz wklejając kilka cytatów.
Wyprowadzenie bohatera „Solidarności” w kajdankach o świcie to klasyczny przypadek „nie za co, tylko po co”. To gra na wzmocnienie „efektu mrożącego”: kogo przyciśnięcie głowy butem do asfaltu, wezwania na komendę po demonstracji czy publikacja twarzy w mediach niepokornych nadal nie odwiodły od manifestowania politycznego sprzeciwu, teraz może zacząć się zastanawiać. Skoro teraz biorą już nawet z półki żywych pomników?
Co gorsza jednak, liberalnej opozycji i jej „środowiskom opiniotwórczym” znów grozi moralne wzmożenie i wejście w kanał języka stanu wojennego. Języka, który dziś do młodszego pokolenia nie dociera w ogóle (dawniej też nie zawsze działał; pamiętajmy, że część społeczeństwa nawet w latach 80. wierzyła, że wrocławski kolega Frasyniuka Józef Pinior naprawdę trwoni związkowe składki w wiedeńskich kasynach), a i większości starszych wyborców jawi się jako mowa z innej dekoracji historycznej.
Gdy kropelkę deszczu określa się mianem oberwania chmury, niewyobrażalnym kataklizmem to na określenie ulewy brakuje słów. I na tym polega problem pokracznej opozycji, która nie ma żadnego pomysłu na nic, ale w gębie była niewyrażalnie mocna. Była, bo teraz zaśpiewy partyjnych aparatczyków z PO i Nowoczesnej brzmią żałośnie. Jeśli działacz partii opozycyjnej przekonuje, że ustawa o IPN to bubel, to trudno nie podejrzewać, że on jest kretynem, skoro nikt z Platformy nie był przeciw temu bublowi. O Nowoczesnej nawet nie warto wspominać, bo to teraz zbieranina od Sasa do lasa. Wydawało się, że nie da się znaleźć lidera gorszego od Petru, a okazało się, że się da. Ale to kobieta, to cicho sza.