diabollo
03.03.18, 10:55
Rok 1925 mógł wpisać do ustawy o IPN tylko ktoś znający archiwa wywiadu sowieckiego
Mirosław Czech
Kreml od lat stara się udowodnić, że za wybuch II wojny światowej nie odpowiadają Stalin i ZSRR jako wspólnicy Hitlera i III Rzeszy, lecz Polska związana z III Rzeszą ciepłymi relacjami od stycznia 1934 r. do marca 1939 r. Nowelizacja ustawy o IPN to autostrada, po której ta teza ma wjechać do świadomości Zachodu i europejskiego systemu prawnego
W sprawach polityki historycznej, relacji z Izraelem i z Żydami, z Ukrainą, a nawet z USA nie będzie powrotu do stanu sprzed 26 stycznia, kiedy to PiS, Kukiz’15 i PSL przegłosowały zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Zbyt wiele padło słów i przywołano demonów, by uznać, że będzie business as usual. Tym bardziej że na szczytach władzy obowiązuje rozkaz: ani kroku wstecz.
Sytuacji nie naprawi ani nowela zgłoszona przez Platformę Obywatelską (generalnie słuszna, lecz PiS jej oczywiście nie poprze), ani skarga prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego. Andrzej Duda położył nacisk na zapewnienie swobody wypowiedzi (szczególnie świadków Holocaustu), badań naukowych i działalności artystycznej. A także na większą precyzję sformułowań „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia”. Pominął inne aspekty, w tym fundamentalną kwestię wpisania narodu polskiego jako podmiotu do prawa karnego.
Na wyrzucenie ustawy do kosza nie pozwolą pogromcy „pedagogiki wstydu”, endecy z PiS i Kukiz’15, tzw. środowiska kresowe i radykalni nacjonaliści. Za bardzo zbliżyli się do zamierzonego celu, by ustępować pod wpływem tych, przeciwko którym skierowana jest nowelizacja.
Na zmianę prawa nie pozwoli też Rosja - ukryty współautor ustawy.
Kwestia żydowska i jej lustro
PiS na razie nie wyprowadził Polski z Unii i NATO, więc podlegamy prawu międzynarodowemu. Zatem osoby lub instytucje oskarżone na mocy ustawy będą uczestniczyły w rozprawie sądowej, a nie w seminarium naukowym, wiecu politycznym czy debacie nad uchwałą parlamentu. Wyrok zapadnie na podstawie przepisów prawa i ich wykładni obowiązujących w III RP, a nie w przedwojennym prawie polskim czy też w PRL.
Polski i europejski porządek prawny wyrasta z doświadczeń II wojny światowej, zwłaszcza naczelnej zasady: nigdy więcej idei i praktyk prawnych (właściwie bezprawnych), które wprowadziły państwa totalitarne - sprawcy wybuchu wojny.
Chodzi, po pierwsze, o odrzucenie etnicznego lub rasowego kryterium obywatelstwa, stąd bezwarunkowe przyjęcie zasady obywatelstwa jako jedynego kryterium przynależności do narodu - wspólnoty wszystkich obywateli. Tak jak to zapisano w preambule polskiej konstytucji.
Po drugie, o poszanowanie praw mniejszości narodowych i etnicznych. Z uzupełnieniem, że prawa te przysługują poszczególnym obywatelom, a nie całej mniejszości jako grupie. Aby nie powtórzyło się rozgrywanie karty mniejszości narodowych dla destabilizowania jakiegoś państwa przez sąsiada lub agresywne mocarstwo.
Po trzecie, o uznawanie wyłącznie odpowiedzialności indywidualnej, a nie zbiorowej. Stosowanie tej drugiej jest uznawane za zbrodnię przeciwko ludzkości.
Po czwarte, o nienaruszalność terytorialną państw jako podstawową zasadę ładu międzynarodowego, co ma dziś znaczenie fundamentalne, gdy Zachód używa różnych instrumentów do powstrzymania Putina.
W przekładzie na przepisy ustawy o IPN zasady te oznaczają, że gdyby ktoś oskarżył autora stwierdzenia, iż w Jedwabnem Polacy zamordowali żydowskich sąsiadów, to na ewentualnej rozprawie sądowej nie może zapaść inny wyrok niż uniewinniający.
W świetle prawa w Jedwabnem zginęli Polacy z rąk innych Polaków, przy czym ofiary były Żydami z pochodzenia, a sprawcy - etnicznymi Polakami. Właśnie takie orzeczenie wydali prokuratorzy z IPN w 2003 r.
Więcej, w świetle tych ustaleń IPN ewentualna skarga na tych, którzy mówią o polskich sprawcach mordu, powinna zostać oddalona jako bezprzedmiotowa. Ponadto prokuratura, szczególnie ta z IPN, powinna wszcząć postępowanie z urzędu przeciwko tym, którzy zaprzeczają zbrodni popełnionej na narodzie polskim w Jedwabnem. A gdyby prokuratura stosowała obstrukcję, wówczas obywatele mają wręcz obowiązek wystąpić na drogę sądową przeciwko takiemu prokuratorowi, a więc państwu polskiemu. Najpierw do sądów w Polsce, a gdyby one miały „wątpliwości” - do sądów międzynarodowych.
Zanegowanie przynależności do narodu polskiego obywateli polskich innej narodowości niż polska musi oznaczać przyjęcie etnicznej definicji narodu. I tak też stoi w ustawie o IPN. Art. 2a wprowadza rozróżnienie na „ludność żydowską” i „obywateli II RP”. Na jakiej, chciałoby się zapytać, podstawie? O konstytucji z 1997 r. była już mowa, a w art. 1 ust. 1 konstytucji kwietniowej z 1935 r. zapisano: „Państwo Polskie jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”.
Dla polityków PiS i ich zaplecza przepisy prawa nic nie znaczą, więc sięgają po endeckie koncepcje narodu jako wspólnoty „wychowania w polskości”, wyznawców rzymskiego katolicyzmu i temu podobne „wysokie duchowe materie”. Ale przyjęcie w prawie definicji etnicznej musi się skończyć weryfikowaniem „prawidłowości pochodzenia” w drugim, trzecim lub czwartym pokoleniu. Czyli, jakkolwiek by się człowiek obracał, wcześniej czy później wszystko się oprze na ustawach norymberskich.
CDN...