diabollo
05.04.18, 07:54
Przepędzanie "świń przyssanych do koryta" nie jest sztuką dla sztuki - chodzi o zrobienie przy owym "korycie" miejsca dla innych.
Wojciech Maziarski
Władza kupuje wierność swoich
Dziesiątki tysięcy złotych premii dla ministrów, setki tysięcy dla spółki PR-owców Beaty Szydło, ponad 100 tys. miesięcznie za ochronę Jarosława Kaczyńskiego, ponad 80 tys. na premie dla członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – opinia publiczna codziennie bombardowana jest doniesieniami o nieumiarkowanym szastaniu pieniędzmi w obozie rządzącym. Sądząc po sondażach, obywatele są tym zaskoczeni i zniesmaczeni. Pewnie spodziewali się, że nowa ekipa, która doszła do władzy, lżąc poprzedników za obżeranie się ośmiorniczkami, wykaże większą wstrzemięźliwość.
Niesłusznie. PiS od samego początku jasno dawał do zrozumienia, że zamierza okazać szczególną hojność swoim ludziom – choć oczywiście nie mówił tego wprost. Takie zapowiedzi kryły się jednak między wierszami wszystkich oskarżeń rzucanych na „łże-elity”, „Polaków najgorszego sortu”, rzekomo uprzywilejowanej kasty, która przyssała się do koryta.
Ludzie Jarosława Kaczyńskiego od dawna deklarowali, że nie uznają prawomocności struktur społecznych ani elit, które ukształtowały się w toku naturalnych procesów ostatnich dziesięcioleci. Nie ukrywali, że zamierzają te elity zastąpić swoimi, wyhodowanymi i ukształtowanymi od zera po przejęciu władzy. Przepędzanie „świń przyssanych do koryta” nie jest sztuką dla sztuki – chodzi o zrobienie przy owym „korycie” miejsca dla innych.
Taka inżynieria społeczna jest kosztowna, oznacza bowiem przekierowanie strumienia pieniędzy: trzeba zabrać „łże-elitom” i dać naszym ludziom. Trzeba sypnąć groszem. Trzeba zwolnić dotychczasowych urzędników, dyrektorów, trzeba pozbawić dotacji reżyserów i pisarzy, którzy dotąd plasowali się na szczytach rankingów popularności, trzeba odebrać państwowe reklamy mediom o największym zasięgu. I wszystkie te środki przeznaczyć na wspieranie swoich. Dzięki temu – myślą inżynierowie „dobrej zmiany” – zamiast powieści Olgi Tokarczuk Polacy zaczną czytać utwory Bronisława Wildsteina, do kina będą chodzić na „Smoleńsk”, a w kiosku zamiast „Wyborczej”, „Polityki” i „Newsweeka” będą kupować „Gazetę Polską” i „Sieci”. I w ten sposób nowa, „narodowa” klasa średnia zastąpi „łże-elitę”.
Wcześniej taką samą operację podjęła władza na Węgrzech, a efektem był skokowy wzrost wskaźników korupcji. W książce „Węgry. Anatomia państwa mafijnego” socjolog Bálint Magyar tak scharakteryzował praktyki stosowane przez reżim Viktora Orbána: „Kumulacja majątku odbywa się nie w sferze ukrytej, ale zostaje podniesiona do rangi polityki państwowej. (...) Nie ma mowy o prawdziwej konkurencji ani neutralności w rozdzielaniu środków kontrolowanych przez rząd. Zamiast tego stworzono warunki i ramy prawne, by rządzący mogli obdzielać łaską, kogo chcą, wedle indywidualnych kryteriów”. A wszystko po to, by umocnić swoje panowanie: „Nowa narodowa klasa średnia w rzeczywistości jest klasą podporządkowanych wasali, dysponujących ograniczoną wolnością intelektualną, rynkową i ekonomiczną” – pisze Magyar.
Brzmi znajomo? Nie przypadkiem. Przecież obiecywano nam Budapeszt w Warszawie.
wyborcza.pl/7,75968,23227629,wladza-kupuje-wiernosc-swoich.html