Mądrzy księża uczą

05.05.18, 14:59

Mądrzy księża uczą je o konsumpcjonizmie, in vitro, aborcji i seksie. Trudno być zakonnicą

Zakonnica to głupia kobieta. Gdyby głupia nie była, toby zakonnicą przecież nie została. A skoro została, to jej psi obowiązek ścierać pył z podłogi przed godnością kapłana

Milczące, posłuszne, skromne, ale też tępe, dziecinne, niezainteresowane światem, genetycznie zaprogramowane do prac kuchennych. Kto? Zakonnice. Tak widzi je spora część polskiego kleru – twierdzi 79-letnia benedyktynka Małgorzata Borkowska. Swoimi uwagami podzieliła się w książce „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów”, by sprawić zimny prysznic tym duchownym, którzy „w każdej sprawie i każdych okolicznościach wiedzą lepiej”.
Tekst kilkanaście lat przeleżał w komputerze mniszki. Niewiele się jednak zmieniło przez ten czas, skoro zakonnica, korzystając, jak sama mówi, ze statusu klasztornej babci, której już niewiele może zaszkodzić, zdecydowała się na publikację. W zaledwie 100-stronicowej książeczce nie wylewa jednak, do czego miałaby prawo, nagromadzonego latami żalu. Strzela celniej i dotkliwiej, sięgając po subtelny humor i anegdotę.

Trudno się nie zaśmiać, gdy opowiada o kanoniku przekonanym, że siostrzyczki żyją w sposób poniżający, bo przecież muszą sobie buty czyścić i obierać ziemniaki. Duchowny ten, sam nigdy nie zniżywszy się do prac „czarnych” (tak wciąż w Kościele nazywa się np. sprzątanie czy gotowanie), szczerze ubolewa nad losem zakonnic. Borkowska wspomina: „gdy już przestałam być onieśmieloną nowicjuszką, a stałam się znaną siekierą, powiedziałam mu, że w moim rozumieniu poniżające zajęcie to by było pod latarnią”. Uzyskała tyle, że ksiądz przestał głośno wyrażać swoje ubolewanie.

Większość licznych grzechów duchownych wynika z męsko-księżowskiego przekonania, że zakonnica to głupia kobieta. „I to się samo przez się rozumie: gdyby głupia nie była, toby zakonnicą nie została. A skoro została, to jej psi obowiązek ścierać pył z podłogi przed godnością kapłana, i do niczego innego potrzebna nie jest” – pisze siostra z sarkazmem.
Zabawnie robi się, gdy siostra opisuje kaznodziejów i rekolekcjonistów, którzy do zamkniętych w klasztorze mniszek grzmią o konsumpcjonizmie, o komercjalizacji Wielkanocy czy Bożego Narodzenia, a także o in vitro, aborcji i seksie. Ten ostatni temat powracał w kazaniach duchownego z Lubelszczyzny. „Można się było założyć, że od czegokolwiek zacznie, po jakimś kwadransie wejdzie na temat, który nazywał chłopczyki i dziewczynki , a wtedy przynajmniej przez drugi kwadrans będzie z ogniem w oczach, plując i kłapiąc sztuczną szczęką, grzmiał piskliwie na temat moralności seksualnej”.

Sporo w „Oślicy...” o świeckich katolikach zmuszonych do wysłuchiwani idiotycznych kazań, przedziwnych liturgicznych wtrętów, nieznośnego przeżywania i intonacji rodem ze szkolnych akademii. Dobrze, jeśli tylko na błędach intonacyjnych czy wymowie się kończy (wtedy najwyżej zamiast „Bierzcie i jedzcie” wierni słyszą: „Bierzcie i jedźcie”), gorzej, gdy duchowni obrażają inteligencję słuchaczy. Przykłady? Zakonnica sypie nimi jak z rękawa (habitu, oczywiście), np. wspomina takiego, który uznał, że musi streścić w kazaniu dwie nowele Sienkiewicza: „Latarnika” i „Janka Muzykanta”. Uparcie twierdził, że obie napisał... Słowacki.

calosc:

wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23356412,madrzy-ksieza-ucza-je-o-konsumpcjonizmie-in-vitro-aborcji-i.html
Pełna wersja