diabollo
08.05.18, 07:28
"Kościół nie ma narzędzi, żeby dyktować ustawy". Oj, potrafi prymas być dowcipny
Krzysztof Varga
Wojciech Polak niby w Polsce rządzi Kościołem, choć nie tylko świeccy czytelnicy nie wiedzą, co ma do powiedzenia. Proszę się nie martwić, w Kościele też zupełnie nie przejmują się istnieniem prymasa Polaka.
Po przeczytaniu kilku książek Tomasza Terlikowskiego, po zapoznaniu się z zestawem wyznań egzorcystów, po przebiciu się przez gąszcz myśli biskupów Michalika i Hosera, sięgnąłem po lekturę zupełnie nieoczekiwaną, mianowicie zmogłem wywiad rzekę z Wojciechem Polakiem.
Kim jest Wojciech Polak? – zapytają roztropnie czytelnicy. Znamy Rydzyka, znamy Jędraszewskiego, Hosera, ale w życiu nie słyszeliśmy o Polaku, choć nazwisko coś jakby nam mówiło. Bieżę z wyjaśnieniami: Wojciech Polak od kilku lat jest prymasem, a więc tradycyjnie najważniejszym przedstawicielem Kościoła w Polsce. Polak niby w Polsce rządzi Kościołem, choć nie tylko świeccy czytelnicy nie wiedzą, co ma do powiedzenia. Proszę się nie martwić, w Kościele też zupełnie nie przejmują się istnieniem prymasa Polaka.
Wojciech Polak: prymas, co na demokracji się nie zna
Książka ubogacona jest szczodrze zdjęciami Polaka z całego życia, oto prymas jako naburmuszony bobas, prymas jako powabny młodzieniec, prymas jako wesoły kleryk, prymas uwodzicielski i prymas zatroskany, a także prymas srodze zadumany, mnogość arcyskromnych wizerunków prymasa znajdziemy w tej książce. Pomysłowy tytuł tego wydawnictwa „Kościół katoludzki” ma sugerować, że Kościół katolicki w Polsce nie zatracił do końca kontaktu z człowieczeństwem, że ludzkość nadal jest mu bliska, jest to deklaracja rozpaczliwa i tak właśnie ten tytuł odbieram: mimo wszystko jesteśmy ludźmi. Komentują w tej nowości wydawniczej dziennikarz Marek Zając z prymasem Polakiem wszelkie aktualne tematy, sprawy konstytucji, sądów, wolności, a ściślej Zając z Polaka wycisnąć usiłuje jakieś stanowisko, ale Polak przed Zającem wciąż ucieka, jest bowiem z tych księży, którzy się do polityki nie mieszają, skupiając się wyłącznie na głoszeniu Ewangelii oraz na kwestiach moralności. „Czy wątek politycznego zaangażowana Radia Maryja pojawia się na obradach Episkopatu?” – pyta Zając. „Nie” – odpowiada krótko Polak i jest to jedyna krótka odpowiedź w całej książce. Wiadomo – aborcja to temat ściśle z moralnością katolicką związany, podobnie in vitro, tu się Polak wypowiedzieć może pryncypialnie, ale w sprawach demokracji to już nie bardzo, to nie jest kompetencja Kościoła, prymas się na gospodarce i polityce nie zna. Całe szczęście inni duchowni sprawy polityczne i biznesowe ogarniają w zastępstwie Polaka, a prymas może w swoim ekumenicznym błogostanie się pławić, a jakby co zawsze ręce znanym z Biblii gestem umyje.
Bezradność Polaka w zderzeniu z prawdziwymi Polakami
Podziwu godne jest to, jak Polak z całą powagą odpowiada na pytania, ale jeszcze bardziej mi się podoba, że potrafi być dowcipny, by nie rzec frywolny, gdy mówi, że „Kościół nie ma narzędzi, żeby dyktować ustawy”. A żeby zupełnie rozluźnić atmosferę teologicznej debaty, dodaje: „Zawsze się irytuję, słysząc upraszczające twierdzenie, jakoby Kościół w Polsce mieszał się w porządek prawny”. Kryguje się Polak, hamletyzuje, samobójczy slalom uprawia, co i tak nijak mu nie pomoże, mają przecież Polaka w pogardzie ci, którzy dziś ton narodowy nadają w Kościele. Polak się smuci, Polak się martwi, Polak się modli i Polak współczuje, ale w zasadzie nic Polak zrobić nie może – tu pogrozi suspendowaniem, tam poudaje stanowczość, ale cóż on zdziałać zdoła? Dziś metropolita gnieźnieński, tradycyjnie funkcję prymasa pełniący, nawet nie jest przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Zając przytacza inwektywy, jakimi Polaka obrzucali prawdziwi Polacy i najprawdziwsi katolicy.
Polak się frasuje, Polak powołuje się na naukę Chrystusa, po Ewangelię sięga.
Ale widać przecież wyraźnie tę bezbrzeżną bezradność Polaka w zderzeniu z jeszcze prawdziwszymi Polakami, mającymi się za jeszcze prawdziwszych chrześcijan niż prymas.
To jest formalnie wywiad rzeka, choć przypomina bardziej rozlewisko, szerokie a płytkie, leniwie podmywające pastwiska, po których snuje się otępiała owczarnia prymasa, pasterz zaś w swym poczciwym nieogarnięciu nie bardzo wie, jak stado zewrzeć, jak nadać jasny kierunek dreptania choćby, o owczym pędzie nie wspominając. Ma prymas nie tylko rozeznanie teologiczne, przydatne jak się jest prymasem, ale i oczytanie filozoficzne budzi szacunek, a uwielbienie malarstwa Caravaggia wzrusza. Nie są to chyba powszechne przypadłości wśród duchowieństwa, niekoniecznie jednak coś z tego wynika dla ogółu Polaków. Być może by wynikało, gdyby Arystotelesem, Lévinasem i Husserlem zajmował się Tadeusz Rydzyk, gdyby myśli filozofów komentował z taką werwą, jak postponuje niepełnosprawnych arcybiskup Hoser, ale tutaj niestety nic nie wynika – nawet jeśli Polak pochyla się nad cierpiącymi, to nie znaczy, że Kościół się pochyla nad tymi, którzy mieli nieszczęście urodzić się kalekami, urodzić się i żyć w cierpieniu, albowiem Kościół interesuje się wyłącznie nienarodzonymi. Walę w bębny banału, dmę w trąby truizmu, ale tak właśnie jest: od momentu przyjścia na świat człowiek w całym swym człowieczeństwie, ze swymi nieszczęściami, swym bólem i cierpieniem, ze swoją rozpaczą staje się zadziwiająco nieinteresujący dla Kościoła.
CDN...