Paniki medialne dają bezkarność oprawcom

26.06.18, 08:36
Bezkarności oprawców w mundurach sprzyja moralna panika i społeczny sadyzm, które rozpala PiS
Jakub Majmurek


Kazali mi się przyznać, a jak się nie przyznawałem, to zaczęli bić. (.) Jeden siadł mi na nogach i zacząć nap... tak, że krew lała się strumieniami" - mówił o zatrzymaniu Tomasz Komenda

Słysząc te słowa, trudno nie zapytać: czy taka sytuacja to nieszczęśliwy, wyjątkowy wypadek, czy powszechna praktyka w Polsce XXI wieku? Wiele niestety wskazuje na to, że bezprawna przemoc stosowana jest wobec zatrzymanych i podejrzanych niepokojąco często.
W lutym sąd pierwszej instancji w Ostrowie Wielkopolskim skazał trzech policjantów z Siedlec na kary bezwzględnego więzienia za „znęcanie się fizyczne i psychiczne oraz przemoc i groźby w celu uzyskania określonych wyjaśnień” wobec trzech podejrzanych. W 2016 r. Polską wstrząsnęła śmierć Igora Stachowiaka – policja z wrocławskiego Starego Miasta raziła go paralizatorem, choć leżał półnagi na podłodze i był zakuty w kajdanki.

Rok temu rzecznik praw obywatelskich przedstawił raport wskazujący na skalę problemu. Między 2008 a 2015 r. z paragrafu 246 kodeksu karnego skazano 33 policjantów w 22 sprawach. W 2016 r. uprawomocniło się sześć kolejnych wyroków dotyczących dziewięciu funkcjonariuszy.

To może być tylko wierzchołek góry lodowej. Aktywiści pracujący z ofiarami policyjnej przemocy mówią o „niebieskim murze”, od którego wymiar sprawiedliwości odbija się w podobnych sprawach.
Klęska państwa
Wolność od tortur to elementarz praw człowieka. Minimum, którego każdy – niezależnie o co jest podejrzany i oskarżony – ma prawo oczekiwać od Polski XXI wieku.
Obowiązek zapewnienia wolności od tortur nakłada na Polskę przyjęta w 1989 r. konwencja w sprawie zakazu stosowania tortur ONZ. Zakaz został też zapisany w art. 40 Konstytucji RP, który stanowi: „Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu”.

Państwo, które nie radzi sobie z przemocą i poniżaniem ludzi przez jego funkcjonariuszy, łamie konstytucyjny ład nie mniej niż wtedy, gdy na miejsca prawidłowo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego powołuje bezprawnych dublerów.

Ale tortury stosowane przez policję naruszają nie tylko podstawowe prawa człowieka i fundamenty legitymacji nowoczesnego państwa – są również zbędne, bo nowoczesne państwo odrzuca je nie dlatego, że są poniżające i nieludzkie, ale również z tego powodu, że są niepotrzebne.

Nowoczesny system sprawiedliwości opiera się na założeniu, że państwo posiada wystarczające zasoby, by ustalić w śledztwie materialną prawdę na temat przestępstwa, a następnie dowieść jej przed bezstronnym, niezawisłym sądem, gdzie oskarżony ma prawo do obrony.
Wymuszanie biciem i zastraszaniem zeznań to dowód na to, że państwo działa teoretycznie – tak samo jak wtedy, gdy nie jest w stanie poradzić sobie z pieniędzmi wyciekającymi do rajów podatkowych, uszczelnieniem VAT albo handlem roszczeniami w stolicy.
Trafiło na biednych
Przemoc w komisariatach nie oburza i nie porusza jednak opinii publicznej w takim samym stopniu jak upadek biznesu Marcina P. Grają w tym role dwa czynniki.
Pierwszy ma charakter klasowy. Adam Bodnar w 2017 r. mówił, że policyjne tortury „dotykają najsłabszych i najuboższych, tych, którzy nie poradzą sobie sami z systemem prawa”. Przemoc trafia w ubogich, nieustosunkowanych i niewykształconych.

Jednak nie tylko polskie państwo, ale też polska opinia publiczna nie jest przyjazna dla takich osób – afera reprywatyzacyjna wybuchła na dobre nie po tajemniczej śmierci Jolanty Brzeskiej, ale wtedy, gdy opinię publiczną rozpaliło bezprawne przekazanie wartej grube miliony działki pod Pałacem Kultury.

Innymi słowy, aktywną publicznie część społeczeństwa bardziej poruszają utracone w Amber Gold oszczędności życia podobnych do nich przedstawicieli klasy średniej niż przemoc funkcjonariuszy wobec osób ze społecznych dołów.
Drugi czynnik ma charakter ideologiczny. W latach 90., gdy państwo słabo sobie radziło z rosnącą przestępczością i przemocą, polityczną dyskusję o przestępczości zdominowały dwa głęboko niebezpieczne zjawiska: panika moralna oraz społeczny sadyzm.
Panika moralna przedstawiała Polskę jako kraj kontrolowany przez przestępców, w którym nikt nie może się czuć bezpiecznie na ulicy, czemu zapobiec może tylko bezwzględne zaostrzenie polityki karnej państwa.
Społeczny sadyzm odwoływał się do emocji mówiącej, że przestępcy – zwłaszcza sprawcy gwałtów i morderstw – to osoby stawiające się na marginesie społeczeństwa, jeśli nie w ogóle poza nawiasem społeczności, nie ma więc powodu przejmować się ich prawami, bo w pełni zasłużyli na to, by traktować ich w sposób poniżający i degradujący.
Liderem rozniecania w społeczeństwie podobnych emocji zawsze była obecnie rządząca partia – Prawo i Sprawiedliwość, ale te emocje, język i idąca za nimi praktyka dominowały także wtedy, gdy PiS wcale nie rządziło. Towarzyszyły także dyskusjom z czasów PO – o chemicznej kastracji pedofilów i tzw. ustawie o bestiach.
Język społecznego sadyzmu i paniki moralnej wobec przestępczości mógł dawać policjantom poczucie, że opinia publiczna stoi po ich stronie wtedy, gdy biją podejrzanych, zwłaszcza o tak oburzające zbrodnie jak morderstwo z gwałtem, za które niesłusznie został skazany Komenda. Mordujący i gwałcący młode dziewczyny nie mają przecież żadnych praw.
Zadanie dla demokratów
Sprawa Komendy, który był torturowany, a potem został skazany mimo niewinności, powinna nas wszystkich otrzeźwić. Nie mam nadziei, że otrzeźwi PiS, bo ta partia bez odwoływania się do społecznego sadyzmu i panik moralnych funkcjonować nie potrafi.
Od obozu demokratycznego oczekiwałbym jednak dziś powiedzenia głośno tego, że w demokratycznym państwie prawa nie tylko podejrzani, ale także prawdziwe „bestie” mają pewne niezbywalne prawa, które państwo musi aktywnie chronić. Jakkolwiek niepopularne wyborczo mogą się okazać takie słowa, ktoś je w końcu musi w Polsce powiedzieć.
Za słowami powinny iść konkretne rozwiązania. Raport rzecznika praw obywatelskich to gotowy program wzmocnienia prawnych gwarancji dla podejrzanych, przede wszystkim w drodze zapewnienia obecności adwokata podczas przesłuchania, które jest najlepszą gwarancją wolności od tortur i manipulacji.

CDN...
    • diabollo Re: Paniki medialne dają bezkarność oprawcom 26.06.18, 08:37
      Dziś prawo to często jest iluzją, bo policjanci „zapominają” pouczyć podejrzanych, że mają możliwość dostępu do prawnika, a nawet gdy przesłuchiwana osoba zna swoje prawa, niewiele to zmienia, gdy nie potrafi na poczekaniu podać nazwiska i telefonu konkretnego prawnika.
      Warto też powołać komisję śledczą w parlamencie, która zbada to, jak naprawdę wygląda skala policyjnej przemocy – ile niewinnych osób zostało zmuszonych do złożenia obciążających je zeznań. Dla budowy elementarnego zaufania do państwa to sprawa równie ważna – jeśli nie ważniejsza – jak Amber Gold.
      Politycy muszą uważać, by mówiąc o przemocy w polskich komisariatach, nie rozniecić nowej paniki moralnej, tym razem wymierzonej w funkcjonariuszy, którzy wykonują niezbędną, zasługującą na szacunek pracę.
      Policjanci nie mogą bać się stosować przymusu tam, gdzie uzasadnia go prawo i zdrowy rozsądek, a problem przemocy w komisariatach państwo może rozwiązać tylko razem z policją – nie da się tego zrobić, idąc na wojnę z siłami mundurowymi.
      Także w policji muszą być liderzy rozumiejący, że siły państwa nie mierzy się gotowością do pobicia pozbawionego wiedzy i stosunków podejrzanego w sprawie, gdzie opinia publiczna domaga się wskazania „potwora”, którego będzie mogła nienawidzić.
      Siła państwa polega na czymś innym: na tym, że w najbardziej rozpalającej emocje sprawie jest zdolne zdystansować się od okładek tabloidów, dojść do prawdy i ukarać faktycznie winnych. Bez dróg na skróty w postaci wymuszania deklaracji winy od pierwszej pasującej jakoś do rysopisu osoby, jaka się nawinie.

      wyborcza.pl/7,75968,23594900,oprawcom-w-mundurach-sprzyja-moralna-panika-i-spoleczny-sadyzm.html#BoxGWImg
Pełna wersja