diabollo
01.07.18, 11:49
Leszek Jażdżewski
III RP znajduje się z Kościołem katolickim w nieformalnym związku - formalnie jest państwem neutralnym światopoglądowo. Ten, kto chciał uznawać ją, musiał uznawać i jego
Aksjomatem Realpolitik każdej władzy w Polsce i w PRL-u, od rządów solidarnościowych i postkomunistycznych aż po PO i PiS, było: z Kościołem katolickim trzeba się ułożyć. Dżentelmeni rzekomo nie dyskutują o faktach, o tym fakcie nie dyskutowało się również. Kościół był najważniejszym niezależnym aktorem politycznej gry, w PRL-u do lat 70. w zasadzie jedynym, który się liczył.
III RP zasadzała się na okrągłostołowym porządku, którego brokerem i gwarantem był Kościół. Symboliczny trójpodział władzy w Polsce po 1989 roku wyglądał następująco: Kościół, postkomuniści i dawna opozycja. Oficjalnie kolejność mogła być inna, faktyczne wpływy w społeczeństwie, niezależnie od bieżącej partyjnej koniunktury, wyglądały właśnie tak.
Środowiskowy, a nie ideowy podział tortu, który wykroił się z OKP. Antyklerykalne postulaty Zofii Kuratowskiej, Barbary Labudy czy Władysława Frasyniuka gasił natychmiast Tadeusz Mazowiecki. SLD, szczególnie wtedy, kiedy sprawowało władzę, udowadniało, że jest świętsze od papieża, celował w tym szczególnie prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wycieczki w papamobile Jana Pawła II wyglądały wtedy na eleganckie przełamywanie podziałów, a nie składanie hołdów lennych.
Dzięki papieskim pielgrzymkom Kościół mógł przypominać, kto tu naprawdę rządzi.
Szczególnie u schyłku życia Jan Paweł II stał się żywym mitem, bardziej świętym obrazem niż człowiekiem. Pomysł, że można mówić o nim jak o każdym innym przywódcy religijnym czy politycznym, był absolutnym tabu, co rozumiały i podzielały liberalne media. Traktowanie Jana Pawła II inaczej niż z najwyższą rewerencją spotkałoby się z radykalnym sprzeciwem ogółu społeczeństwa.
Popularność tabloidowego „Nie”, później „Faktów i Mitów”, a w jakiejś mierze także „Angory” brała się z ich dosadnego, a czasem wulgarnego wyrażenia tego, co grało w duszy wielu Polaków, a co nie znajdowało ujścia w mainstreamie.
Układ kościelno- oficjalny
Kościół po burzliwym początku lat 90. i krwawych sporach o aborcję stopniowo zyskiwał to, na czym mu zależało. Najpierw wprowadzenie religii do szkół, a następnie finansowanie katechezy w szkole z budżetu, tzw. kompromis aborcyjny, delegalizujący aborcję z przyczyn innych niż gwałt lub choroba matki bądź płodu, zgrabnie napisane invocatio Dei w konstytucji stworzonej paradoksalnie przez lewicę, swoje radio i telewizję.
Kościół jako jedyny doczekał się reprywatyzacji (wszyscy pozostali musieli przez lata dochodzić swoich spraw w sądach). Kościół dostał komisję, która – nie zważając na stan budżetu, sprawiedliwość społeczną, nakłady skarbu państwa na nieruchomości poddane zwrotowi, czyli te wszystkie argumenty, które uniemożliwiały zwrot majątków przedwojennym właścicielom – przekazywała w ręce kościelne kolejne parcele po cichu, przez zaufanych adwokatów, poza debatą publiczną.
CDN...