Kobiety z domu publicznego przy Nowogrodzkiej

08.07.18, 17:09
Anna Machcewicz

Lokal, na który dokonano zamachu, był niemieckim domem publicznym. Oprócz zabitych okupantów były jeszcze "straty uboczne", z którymi nikt się nie liczył - czyli wszystkie pracujące w nim kobiety

Anna Machcewicz - historyczka dziejów najnowszych, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN
Na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie pod numerem piętnastym znajduje się tablica upamiętniająca akcję oddziału Gwardii Ludowej w październiku 1943 r. Grupa ta: dokonała zamachu na lokal hitlerowski. W wyniku tej akcji zginęło 18 SS-manów i gestapowców.
W tle kryje się całkiem inna historia okupacyjna, a wraz z nią prawda o tamtych czasach. Lokal, na który dokonano zamachu, był niemieckim domem publicznym. Oprócz zabitych okupantów były jeszcze „straty uboczne”, z którymi nikt się nie liczył – czyli wszystkie pracujące w nim kobiety.
Golenie głów, chłosta i kara śmierci
Polscy obywatele zwykle zarzucali kobietom świadczącym usługi seksualne okupantom brak patriotyzmu, a podziemie podejrzewało je o wydawanie Niemcom Polaków i stosowało rozmaite kary, począwszy od golenia głów, poprzez chłostę, aż do kary śmierci. Ich faktycznym losem nikt się nie przejmował. Tymczasem obraz był dosyć skomplikowany. O codzienności zawodowych prostytutek, ale także kobiet, które zdecydowały się na świadczenie usług seksualnych niemieckim żołnierzom lub zostały do tego przymuszone, wiemy sporo dzięki pracy „Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji” niemieckiej historyczki Maren Röger.

Niemcy stworzyli dla mężczyzn służących w jednostkach Wehrmachtu oraz w formacjach SS i gestapo nieźle funkcjonujące „zaplecze” obsługujące ich potrzeby seksualne. W miastach i miasteczkach Generalnego Gubernatorstwa i Kraju Warty powstała sieć domów publicznych, w których kobiety skoszarowano i poddano pełnej kontroli.
Skąd się brały pracujące tam kobiety? Okupanci sięgnęli do polskich przedwojennych rejestrów policyjnych, ale te nie wypełniały skali potrzeb. W wyniku przeprowadzanych kontroli ulicznych aresztowano wiele kobiet, które następnie rejestrowano jako prostytutki, choć wcale nimi nie były. Mogła to być sporadyczna decyzja wynikająca na przykład z potrzeb ekonomicznych spowodowanych wojną. Straciły pracę, mężowie zginęli lub znaleźli się w niewoli.
Więźniarki systemu
Władze bez namysłu dawały numer kontrolny kobietom, których kontakty z mężczyznami wydawały się okupantom podejrzane. Nagle stawały się więźniarkami systemu. Według badań Röger kobiety po zarejestrowaniu ich jako prostytutki nie mogły swobodnie wybierać pomiędzy okazjonalną pracą na ulicy a domem publicznym. Umieszczane były w oficjalnych domach publicznych, gdzie na co dzień panowały warunki skoszarowania. Musiały systematycznie zgłaszać się do punktów sanitarnych i miały coraz więcej kontaktów ze środowiskiem zawodowych prostytutek, co utrudniało im drogę odwrotu. Z raportów niemieckiej policji kryminalnej wynika, że niektóre kobiety próbowały zatrzeć ślady pracy w domu publicznym, zgłaszając się dobrowolnie na roboty przymusowe w Niemczech i przemilczając przy tym fakt rejestracji.

Warunki życia w domu publicznym nie były wystawne. Generalnie lokale miały być niezbyt kosztowne. Major służb medycznych Wehrmachtu tak wyobrażał sobie idealny dom publiczny dla wojska: jak najsprawniejsza organizacja, najlepsze warunki sanitarne i wystrój daleki od zwykłej speluny, coś pomiędzy klubem nocnym a przytulnymi czystymi pomieszczeniami, jeżeli celem ma być kontrola prostytucji ulicznej i przyciągnięcie mężczyzn zadających się z prostytutkami.

CDN...
    • diabollo Re: Kobiety z domu publicznego przy Nowogrodzkiej 08.07.18, 17:10
      Ponieważ większość kobiet w domach publicznych była Polkami, a ich kontakty seksualne z Niemcami były zakazane, oficer sanitarny Generalnego Gubernatorstwa wyjaśniał w okólniku status kobiet następująco: Relacje prostytutek ze zmieniającymi się klientami (...) mają charakter rzeczowo-ekonomiczny.
      Podawana przez badaczkę liczba obsługiwanych dziennie klientów jest porażająca. Na przykład dom publiczny we Lwowie odwiedzało w lutym i marcu 1943 r. średnio 600-800 mężczyzn dziennie, gdy liczba kobiet wynosiła około 70. To oznaczało kontakt z przynajmniej dziesięcioma klientami w ciągu dnia. Za samowolne oddalenie się z domu publicznego groziły kary aresztu, a nawet wysłanie do obozu koncentracyjnego. Niektóre kobiety uciekały w alkoholizm, zapadały na choroby psychiczne.
      Potępione przez obie strony

      Lokal przy Nowogrodzkiej był jednym z domów publicznych służących oficerom SS oraz gestapo, sporadycznie także żołnierzom Wehrmachtu. Pracowało w nim 15 kobiet. Nie wiadomo, czy wina tych ostatnich sprowadzała się do świadczenia usług seksualnych okupantom, nie wiemy, co popchnęło kobiety do takiej pracy ani czy miały na sumieniu jakikolwiek rodzaj przestępstwa. Zapewne nikt nie zaprzątał sobie głowy takimi dylematami, a kobiety, które tam akurat przebywały, zostały potraktowane bezosobowo i bezdusznie. Mówiąc wprost – z zimną krwią je zamordowano.
      Jeśli chodzi o kwestię seksualnego wykorzystywania kobiet przez mężczyzn, okupanci i okupowani byli najwyraźniej zadziwiająco jednomyślni. Kobiet nie chroniło żadne prawo, natomiast zgodnie potępiano je za czyny, do których niejednokrotnie zmusiła je konieczność przetrwania wojny rozpętanej i toczonej według reguł ustanowionych przez mężczyzn.

      wyborcza.pl/alehistoria/7,162654,23607099,kobiety-z-domu-publicznego-na-nowogrodzkiej.html
Pełna wersja