diabollo
11.07.18, 06:50
Walka o zakaz aborcji zaczęła się w 1989 r. Od tego czasu Polacy przesuwają się na prawo i coraz częściej opowiadają się za jej delegalizacją
Dominika Wielowieyska
Projekt "Zatrzymaj aborcję", którym właśnie zajął się Sejm, to kolejna próba obalenia uchwalonego 25 lat temu prawa nazywanego zwykle kompromisem aborcyjnym. Poprzednie kończyły się niepowodzeniem. Czy tym razem zwolennikom zaostrzenia i tak już restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej uda się przeforsować swoje pomysły?
Walka o zakaz aborcji w Polsce rozpoczęła się już w 1989 r. Ustawa z 1956 r. dopuszczała ją na żądanie kobiety bez ograniczeń. Dlatego grupa senatorów pod przewodnictwem Waleriana Piotrowskiego (wówczas Obywatelski Klub Parlamentarny, później Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe) zgłosiła restrykcyjny projekt, który dopuszczał przerywanie ciąży jedynie wtedy, gdy zagrażała życiu i zdrowiu matki. Wprowadzał także kary dla kobiet oraz lekarzy. We wrześniu 1990 r. Senat, w którym 99 miejsc zajmowali przedstawiciele „Solidarności”, przyjął go i wysłał do Sejmu. W lutym następnego roku z badań OBOP wynikało jednak, że Sejm nie powinien przyjmować senackiego projektu, bo trzy czwarte ankietowanych chciało referendum w sprawie aborcji.
Piwo czerwone od niewinnej krwi dzieci...
Posłowie ZChN przekonywali kolegów z OKP, żeby poparli wniosek o drugie czytanie projektu i ostateczne przegłosowanie ustawy. „Możemy wygrać przez zaskoczenie” – tłumaczył Jan Łopuszański.
Plan nie wypalił. Ale za to w styczniu 1991 r. komisja sejmowa jeszcze zaostrzyła projekt, proponując m.in. zakaz przerywania ciąży, gdy zagraża ona zdrowiu, a nie wyłącznie życiu kobiety.
W maju Unia Demokratyczna zaproponowała kompromisową uchwałę: wstrzymanie prac nad ustawą, ale też rezygnację z referendum.
Stanisław Strózik (OKP-PSL, Solidarność Rolników Indywidualnych) zareagował ostro: „Eichmanowsko-mengelowsko-stalinowska ustawa z 1956 r. w ciągu 35 lat jej trwania dokonała gwałtu na narodzie. Polacy zabili około 17 mln nienarodzonych obywateli. Pytam się tych matek Polek, które dokonały zabiegu gravilitas interruptus, gdzie są zbiorowe mogiły tych 17 mln Polaków. Proszę mi nie mówić, o ohydo, że mogiłami tymi są szamba, muszle klozetowe gabinetów ginekologicznych i śmietniki. To piwo nawarzone przez ustawę z 56 r. (...), to piwo intensywnie czerwone od niewinnej krwi dzieci polskich musi wypić w swej ekspiacji cały naród, a rolnictwo polskie w szczególności”.
Sejm przyjął jednak uchwałę UD.
Aborcja. Dwa lata dla kobiety i lekarza
W lipcu 1991 r. ta partia zaproponowała własny projekt, który dopuszczał aborcję w ściśle określonych przypadkach: zagrożenia życia i zdrowia matki, ciąży będącej wynikiem przestępstwa, udokumentowanej, szczególnie ciężkiej sytuacji życiowej kobiety. W sierpniu UD uznała jednak, że kompromisu nie da się osiągnąć, i projekt wycofała. Na tę decyzję prawdopodobnie wpłynął list Episkopatu, który postulował zakaz aborcji. W lecie, w czasie pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II spotkał się z posłami – zwolennikami ustawy antyaborcyjnej. Wcześniej wielokrotnie wysyłał sygnały, że jest za prawną ochroną „życia poczętego”.
Projekt ustawy zakazującej aborcji wrócił w grudniu 1991 r., już w nowym Sejmie. Przewidywał, że za „spowodowanie śmierci dziecka poczętego” groziłoby – lekarzowi czy kobiecie – dwa lata więzienia. Podpisali się pod nim posłowie z ZChN (m.in. Antoni Macierewicz, Jerzy Kropiwnicki, Jan Łopuszański, Stefan Niesiołowski, Marek Jurek), Porozumienia Centrum (nie znamy nazwisk), pojedynczy posłowie z PSL, Kongresu Liberalno-Demokratycznego (Tadeusz Bień) oraz UD (Aleksander Hall, Michał Chałoński i Kazimierz Michał Ujazdowski).
W lutym 1992 r. władze UD zdecydowały, że jej klub nie będzie się zajmować aborcją. A gdyby jednak stanęła na forum parlamentu, to posłowie tego ugrupowania zagłosują zgodnie z własnym sumieniem, bez dyscypliny. Wewnątrz partii trwał jednak ostry spór o ustawę. Gdy kilku posłów Unii, m.in. Aleksander Hall, Hanna Suchocka i Kazimierz Michał Ujazdowski, podpisało inicjatywę ustawodawczą dopuszczającą karanie kobiety nawet za aborcję będącą wynikiem gwałtu – reakcją było autentyczne oburzenie w klubie – pisała „Wyborcza”.
Aborcja. Czy pytać „przypadkowych ludzi”?
W Sejmie batalia o aborcję jednak trwała. 120 posłów – większość z SLD oraz część z UD, PSL, KLD – zgłosiło projekt uchwały w sprawie referendum. Pytania miały dotyczyć dopuszczalności aborcji w pięciu sytuacjach: 1) ze względu na zdrowie i życie kobiety; 2) gdy płód jest dotknięty ciężkimi, nieodwracalnymi wadami lub nieuleczalną chorobą; 3) gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa; 4) ze względu na szczególnie trudną sytuację bytową, materialną lub rodzinną kobiety; 5) aborcja bez ograniczeń.
Halina Nowina-Konopka (ZChN) zaprotestowała, że aborcji nie można zostawić społeczeństwu, które składa się z „przypadkowych ludzi”. Postulowała oparcie polskiego prawa na „prawie Bożym”. Jej słowa powtarzano wielokrotnie jako dowód na lekceważenie opinii publicznej. Pytana o nie po latach mówiła „Rzeczpospolitej”: To była szybka rozmowa na korytarzu sejmowym. Później to zdanie było prześmiewczo wykorzystywane przeciwko mnie. Nie przywiązuję do tego większej wagi, takie lapsusy się zdarzają.
CDN...