Polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie

12.08.18, 09:30
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23774998,polska-dzicz-na-all-inclusive-w-hurghadzie-z-takim-jezykiem.html#nowyMTmagazyn
"Polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie". Z takim językiem na bank przegramy z PiS
Patrycja Wieczorkiewicz

Jesteś robotnikiem? Masz 40 proc. szans, że twoje dziecko też stanie przy maszynie i tylko 25., że zostanie kierownikiem. To średnia na świecie, w Polsce jest dużo gorzej. Wciąż nie rozumiecie, jak to się stało, że Kaczyński rządzi?

Dziennikarka Superstacji, Eliza Michalik, opublikowała na Facebooku post, w którym poskarżyła się, że ma dość słuchania o tym, że nie zna prawdziwego życia, bo stać ją na fryzjera i kawę z sieciówki. Stwierdziła, że pogarda elit wobec prostych ludzi jest wydumana, faktyczną zaś pogardę okazują ludzie prości elitom. "Znam wielu mieszkańców wsi i małych miasteczek, którzy mają wszystko w nosie, biorą zasiłki, bo im się nie chce, oddają się piciu na umór lub zaleganiu całymi dniami przed głupimi serialami" - napisała Michalik, stwierdzając, że życie tych osób nie jest bardziej prawdziwe niż życie zdolnych, zaradnych, mądrych i zamożnych. Dziennikarka ubolewa, że wszędzie na świecie docenia się tych, którzy wyszli z biedy i dzięki ciężkiej pracy odnieśli sukces, a Polsce zaś hołubi się nędzę materialną, duchową i intelektualną. Wpis spotkał się z olbrzymim odzewem, został udostępniony ponad 2 tys. razy i zdobył ponad 6 tys. polubień.
Odnoszę wrażenie, że zarzuty, które tak bolą Elizę Michalik, dotyczą nie wartości jej życia, a oderwania od szarej, polskiej rzeczywistości. Rzeczywistości większości społeczeństwa.

Tym, którzy w mniej lub bardziej konstruktywny sposób krytykują elity, często zarzuca się "typową polską zawiść". Zamiast cieszyć się z cudzych osiągnięć, podziwiać ciężko pracujących ludzi sukcesu, zawistny lud polski potrafi tylko opluć i zgnoić. A może to nie zawiść, a poczucie niesprawiedliwości, uzasadnione ze względu na ogromne nierówności ekonomiczne i ograniczone szanse na społeczny awans? Może wyrażanie frustracji wobec faktu, że często to nie ciężka praca, a pochodzenie determinuje nasze życie, to nie zawiść, a świadomość niesprawiedliwości społecznej?
Jak rodzice pościelą, tak się wyśpisz

Według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), opublikowanego w 2018 roku, istnieje 40-procentowe prawdopodobieństwo, że dzieci osób pracujących fizycznie powtórzą los rodziców i 25-procentowe, że dojdą do stanowisk kierowniczych. Dzieci kierowników rzadko zostają pracownikami fizycznymi (20 proc. szans), łatwiej przychodzi im kierowanie pracą innych (50 proc.). To średnia, do której Polsce daleko.
OECD oceniło mobilność międzygeneracyjną pod względem zdrowia, edukacji i zawodu, w skali od wysokiej, przez średnią i niską, po bardzo niską. W Europie, oprócz Polski, tylko Portugalia we wszystkich trzech kategoriach wypada fatalnie. Ktoś może zapytać: mobilność pod względem zdrowia? To oczywiste, że zdrowie w dużym stopniu jest kwestią dziedziczną, z przyczyn biologicznych, a nie ekonomicznych. Częściowo tak – jednak nie bez powodu wysokim wynikiem mogą pochwalić się Szwedzi, Szwajcarzy, Duńczycy i Holendrzy.
Choć OECD nie podaje dokładnych danych dotyczących Polski, by uzmysłowić sobie powagę sytuacji, wystarczy spojrzeć na wyniki Stanów Zjednoczonych, gdzie mobilność międzygeneracyjna pod względem edukacji i pozycji zawodowej oceniona jest jako wysoka, choć do grona 25 proc. najlepiej zarabiających dostaje się tylko 10 proc. osób z rodzin ubogich i 50 proc. potomków najbogatszych, zaś dzieci menadżerów mają 70 proc. szans na powtórzenie sukcesu rodziców.

CDN...
    • diabollo Re: Polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie 12.08.18, 09:32
      Polska jest krainą ogromnych nierówności społecznych - dotychczas niedoszacowanych. Według badań Pawła Bukowskiego z Centre for Economic Performance i London School of Economics oraz Filipa Novokmeta z Paris School of Economics, którzy porównali zeznania podatkówe Polaków, pod względem nierówności dochodowych dorównujemy Chinom. Podsumowując wyniki, naukowcy zastosowali współczynnik Giniego, opisujący skalę nierówności w przedziale od 0 do 1 (im wyższa liczba, tym większe nierówności). Dotychczasowe dane sondażowe, oparte o ankiety tworzone na próbie losowej, nie były alarmujące - z wynikiem 0,33 Polska na tle państw Unii wypadała średnio. Według raportu Bukowskiego i Novokmeta od 1995 roku poziom nierówności w Polsce wynosił 0,40, a w 2014 roku wzrósł do 0,45. Plasuje nas to w unijnej czołówce.
      Często słyszę argument, że mnóstwo osób z biednych rodzin odbija się od dna i dzięki ciężkiej pracy zapewnia sobie społeczny awans. Statystycznie takich osób jest niewiele, ale każdy uwielbia historie ,,od zera do milionera", bo dają przyjemną ułudę, że i nam kiedyś się uda, a tym, którym się udało - że sukces zawdzięczają wyłącznie sobie. Nie można zaprzeczyć, że takie awanse się zdarzają. Nie dowodzi to jednak, że szanse wszystkich ludzi są równe, a jedynie że istnieją jednostki, które pracując znacznie ciężej od swoich pochodzących z zamożnych rodzin koleżanek i kolegów, przy odrobinie szczęścia, talentu i wyniesionego z domu kapitału kulturowego, mogą odnieść sukces.

      Szczególnie dziwi mnie, że zwolennicy zrównywania szans kobiet i mężczyzn (poprzez parytety na listach wyborczych, równe płace za tę samą pracę itd.), posługują się parafrazami argumentów wysuwanych przez przeciwników tych rozwiązań, kiedy mowa o zrównywaniu szans osób wywodzących się z niższych i wyższych warstw społecznych. Kiedy mówimy, że kobiety są dyskryminowane na rynku pracy, słyszymy, że chcemy specjalnych przywilejów i ułatwień (a przecież chodzi nie o ułatwianie, tylko walkę z utrudnianiem), że jest mnóstwo kobiet, które osiągnęły sukces, co jest dowodem na to, że szanse są równe – jak się chce, to można. Ale dlaczego kobiety miałyby starać się bardziej, by osiągnąć to samo, co mężczyźni przy wielokrotnie mniejszym wkładzie pracy? Podobne pytanie nasuwa mi się w kontekście równości szans ze względu na pochodzenie społeczne.
      Klasizm a rasizm

      Kilka miesięcy temu byłam na premierze ,,Twarzy" Małgorzaty Szumowskiej. Z sali kinowej wyszłam zniesmaczona bazującym na stereotypach przedstawieniem wsi polskiej. – Brutalna rzeczywistość, jakie znowu stereotypy? Ten lud taki jest. Spocony i śmierdzący konserwą z puszki, rechoczący z żartów o Żydach i Murzynach. Ten lud nam kaczystów do władzy wybrał, bo kto? – przekonywał mnie starszy mężczyzna w drogim garniturze, kiedy wyraziłam swoje wątpliwości. On się rasizmu brzydzi, antysemityzmem gardzi, homofobię uważa za wstecznictwo. Ale wieś polska, biedota z peryferii, wielodzietne rodziny na zasiłkach, wyborcy socjalnej prawicy? Z nich się pośmiać można. W końcu utożsamiają wszystko, czym światły człowiek pogardza.

      ,,Polacy en block to kartofle. Przeciętny Polak to kundel. Najbardziej to widać na lotniskach, przez które przewijają się wszystkie rasy świata. Polski lud ma do dziś mordy z obrazów Dudy-Gracza’’ – powiedział 2016 roku w wywiadzie dla Wirtualnej Polski pisarz Janusz Rudnicki, w tym samym wywiadzie pomstując na rasizm i antysemityzm. Kiedyś, zgłębiając temat polskiego rasizmu, od Polaka, który kilka lat spędził w Nowym Jorku, usłyszałam: ,,Przeciętny Afroamerykanin to socjal i gangsterka. Przejdź się murzyńską dzielnicą. Syf, brud, młodzi mężczyźni całymi dniami leżący brzuchem do góry". I nie mogę pozbyć się wrażenia, że istnieje spore podobieństwo pomiędzy tymi wypowiedziami.
      Jeszcze dalej poszedł Jan Hartman, który w jednym z artykułów w „Polityce” dowodził, że niższe warstwy społeczne są mniej inteligentne niż potomkowie elit, z przyczyn dziedzicznych (i nie miał na myśli dziedziczenia ograniczonego dostępu do solidnej edukacji). To parafraza argumentu stricte rasistowskiego – jeszcze na początku XX wieku dość powszechnie wierzono, że osoby czarnoskóre mają mniejsze mózgi, co tłumaczy ich miejsce w społecznej hierarchii. Rasista, kiedy czyta, że czarnoskóry mężczyzna zgwałcił białą kobietę lub kiedy zobaczy czarnoskórą osobę, w standardowych godzinach pracy wylegującą się z piwem pod drzewem w parku, uzna to za dowód, że przedstawiciele czarnej rasy z natury są „dzicy”, nieprzystosowani, leniwi, że zatruwają tkankę społeczną. Czy nie tego samego argumentu używają osoby te same cechy przypisujące Polkom i Polakom, którym powodzi się gorzej, np. twierdząc, że „patologia przepija 500 plus”, mimo że według statystyk sprzedać alkoholu nie wzrosła po wprowadzeniu programu?

      CDN...
      • diabollo Re: Polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie 12.08.18, 09:33
        Warszawska inteligencja, ale i aspirująca klasa średnia z mniejszych miast i miasteczek, wstydzi się za ten polski rasizm, antysemityzm, za „lud smoleński” i Radio Maryja. Wstydzi się przed sobą, ale przede wszystkim przed szeroko rozumianym Zachodem. Dlaczego PiS rządzi? Bo lud go nam wybrał. A dlaczego wybrał? Bo jest ciemny, zacofany, głupi. A do tego niewdzięczny, roszczeniowy i niezdolny docenić faktu, że z ostatniego światowego kryzysu Polska wyszła jako „zielona wyspa”.
        Tkwimy w tym myśleniu na przekór faktom – a są one takie, że PiS wygrał również wśród osób z wyższym wykształceniem i wśród mieszkańców dużych miast. A jak pokazują ostatnie badania dr Macieja Gduli, opublikowane w słynnym raporcie „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta” – również wśród osób, które nie narzekają (i nie narzekały w 2015 roku) na swoją sytuację ekonomiczną.
        Co ma wspólnego klasizm z rasizmem? Jest krzywdzący, płytki i bazuje na stereotypach. Jest jednym z powodów, które nie pozwalają nam dojrzeć faktycznych problemów społecznych. Fakt, że terroryści islamscy pochodzą często z ubogich europejskich dzielnic, w których uchodźcy i imigranci upchani są jak sardynki, rasistę tylko utwierdzi w nienawiści, pogardzie i poczuciu wyższości wobec osób pochodzenia arabskiego. Nie zauważy przyczyn, nie pokusi się o szeroką analizę zjawiska, jakim jest wykluczenie społeczne przedstawicieli pozaeuropejskich kultur i fakt, że prowadzi ono do frustracji i nierzadko agresji. Jeżeli populistyczna prawica w danej grupie społecznej ma szczególnie wysokie poparcie, być może powinniśmy skupić się na przyczynach tego stanu rzeczy.
        Sympatia do prawicy nie jest genetyczna
        Ten lud jawi nam się jako orient, sojusz dzikich plemion, których ani nie rozumiemy, ani rozumieć nie chcemy. A żeby z nim obcować? Nie ma nic gorszego, niż polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie. Co możemy zrobić, by ten mityczny polski lud, stanowiący zdecydowaną większość wyborców, wyrwać z łap niedemokratycznej prawicy? Według wielu polskich publicystów i polityków, ale też osób namiętnie piszących komentarze w internecie: obrazić, uraczyć słowem pogardy, powiedzieć, że słucha disco polo, podczas kiedy my – światli – bronimy wolnych sądów (to słowa Andrzeja Celińskiego). I zwycięstwo gotowe! Nie? Co poszło nie tak?
        Sympatia do prawicy nie jest genetyczna, antysemityzmu i rasizmu nie wysysamy z mlekiem matki. A to znaczy, że są to tendencje nabyte, podobnie jak religijny fundamentalizm wśród upchanych w europejskich gettach społeczności muzułmańskich. Możemy więc krzyczeć, że „nie każdy muzułmanin jest terrorystą, ale każdy terrorysta jest muzułmaninem” i nie dostrzegać, że w Stanach co roku więcej osób ginie w szkolnych strzelaninach, niż w zamachach terrorystycznych. Podobnie jak możemy umościć się w swoich gniazdach misternie splecionych ze stereotypów na temat ,,przeciętnego Polaka”, ,,ludu smoleńskiego’’ i ,,ciemnogrodu’’ zamiast zastanowić się, co nas do obecnej sytuacji politycznej doprowadziło.
        Możemy też, co wydaje mi się bardziej konstruktywne, pochylić nad problemem kiepskiej jakości edukacji w szkołach publicznych, brakiem organizacji, które angażowałyby młodzież na wsiach i w małych miasteczkach w działania pozaszkolne (w moim rodzinnym podkarpackim mieście jedyną prężnie działającą organizacją jest Młodzież Wszechpolska) czy wreszcie wieloletnimi zaniedbaniami w kreowaniu polityki historycznej, idącej wbrew nacjonalistycznej narracji.

        Na początek - nie obrażaj
        Dialog polskiej lewicy ze starszym pokoleniem liberałów wygląda tak, że kiedy ci pierwsi mówią: "Jeżeli chcemy odsunąć od władzy prawicę, musimy pochylić się nad powodami, które wyniosły ją do władzy", na co drudzy odpowiadają: "Najpierw musimy odsunąć PiS od władzy, a potem możemy myśleć, co dalej". Nie próbujemy nawet udawać, że słuchamy się nawzajem, więc jak mamy połączyć siły, by przeciwstawić się antydemokratycznej władzy?

        CDN...
        • diabollo Re: Polska dzicz na all inclusive w Hurghadzie 12.08.18, 09:35
          Wypracowaliśmy w sobie niezwykłą umiejętność przeczenia faktom. A fakty są takie, że ani wielotysięczne demonstracje (choć ważne i potrzebne), ani tysiąc kolejnych artykułów i wpisów na Facebooku pełnych oburzenia na rozmontowywanie przez PiS państwa prawa, nie sprawią, że obecna władza polegnie w kolejnych wyborach. Stoi przed nami trudne zadanie mobilizacji tych, którzy na wybory nie chodzą, jak i miękkiego elektoratu prawicy.
          Patrząc na sondaże kiepsko nam to wychodzi. Nie bez powodu prawica doszła do władzy dzięki hasłom o wstawaniu z kolan, przywracaniu godności i wsłuchiwaniu się w głos tych, których dotąd nikt nie słuchał. To nie znaczy, że przedstawiciele inteligenckiej elity powinni uprawiać pedagogikę wstydu, bić się w pierś przepraszając za zaniedbania transformacji ustrojowej i te w kolejnych latach. Wystarczy wyciągnąć wnioski z przeszłości.
          „To nie elita gardzi zwykłym człowiekiem, ale zwykły człowiek gardzi elitą” – napisała Eliza Michalik. Pozwolę sobie postawić inną tezę – zwykły człowiek gardzi elitą, a elita zwykłym człowiekiem. Z tą różnicą, że to pierwsze wynika z wykluczenia, a drugie z potrzeby utrzymania przywileju. To zamknięte koło, które ktoś musi przerwać i wyciągnąć rękę, choćby ryzykując, że zostanie ona ugryziona. A zostanie. „Jak mamy tę rękę wyciągać? Poprzez media? Przecież wyborcy prawicy nawet do nas nie zaglądają, jak mamy do nich mówić?” – słusznie zauważył znajomy redaktor. Uważam, że na początek wystarczy zaprzestać komentarzy, które są wodą na młyn dla prorządowych mediów i które, cytowane, docierają do elektoratu prawicy i utwierdzają go w przekonaniu, że liberalna inteligencja prostym ludem gardzi.
          Rybak, wróg postępu
          Elektorat PiS-u nie sprzedał się za 500 zł, tylko zadbał o swój interes ekonomiczny, możliwość zaspokojenia podstawowych potrzeb. I śmiem wątpić, czy z tego zrezygnuje – przeciwnie, zechce więcej. A to „więcej” to nie standardy komunistyczne, jak przekonuje część liberalnych komentatorów, a choćby zachodnioeuropejskie. PiS wprowadził atrakcyjny program socjalny i kilka innych prospołecznych rozwiązań, ale nie załatał dziur systemowych. I nic nie wskazuje, by zamierzał to zrobić.
          Brak dużej ustawy reprywatyzacyjnej, solidnego wsparcia dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, pomysłu na gruntowną reformę służby zdrowia, ograniczenie programu 500 plus do rodzin liczących więcej, niż jedno dziecko, wciąż zaniedbywana komunikacja publiczna na wsiach – to kwestie, o które będzie trzeba w końcu zadbać. Jeśli chcemy aspirować do krajów zachodnich, musimy zastanowić się, jak to zrobić. Walki o demokrację nie toczą się od kiedy PiS doszedł do władzy. Toczą się od wielu lat w związkach zawodowych, ruchach lokatorskich i organizacjach walczących z wyzyskiem i biedą. Ta walka nie jest mniej ważna niż walka o niezawisłe sądy czy wolne media.
          Zamiast martwić się, że przez 500+ kobiety odchodzą z rynku pracy, zastanówmy się nad warunkami zatrudnienia, które sprawiają, że opłaca im się to robić. Przestańmy twierdzić, że młode osoby, wkraczające na rynek, są roszczeniowe, tylko dlatego, że domagają się przestrzegania swoich podstawowych praw – jak prawo do stabilnej umowy i ubezpieczenia. Zamiast ubolewać, że ludzie zatrudniają się na czarno i „wyłudzają” świadczenia, skupmy się na pracodawcach, którzy nie przestrzegają kodeksu pracy, i znów – na powodach, dla których pracownicy godzą się na takie warunki. A przecież walka z tym procederem pomogłaby również przedsiębiorcom, którzy chcą legalnie zatrudniać, ale nie radzą sobie z nieuczciwą konkurencją. Zrezygnujmy z atakowania całych grup zawodowych – mam tu na myśli m.in. rybaków, których w ostatnim czasie media okrzyknęły rozsmakowanymi w przemocy wrogami fok.
          I wreszcie: porzućmy nieprawdziwą teorię o równości szans, która osobom mniej uprzywilejowanym daje jasny komunikat: macie to, na co zasługujecie, my mamy to, na co zapracowaliśmy.

          Ale przede wszystkim wyzbądźmy się przeświadczenia, że na PiS głosują „ciemne, niewykształcone masy”, starsi i biedni – partia Kaczyńskiego wygrała we wszystkich grupach wiekowych i zawodowych (wyjątek stanowili dyrektorzy, kierownicy i specjaliści z różnicą 1,7 proc.), wśród studentów i emerytów, na wsiach i w wielkich miastach. Niby to wiemy, ale refleksji nad tym faktem wciąż brakuje. Przestańmy zachowywać się jak rekin z bajki „Rybki z ferajny”, który twierdził, że jak zamknie oczy, to go nie widać. Powody, z jakich PiS doszedł do władzy i utrzymuje stabilne poparcie, nie znikną tylko dlatego, że z zamkniętymi oczami będziemy powtarzać słuszne slogany o zagrożonej wolności i demokracji.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23774998,polska-dzicz-na-all-inclusive-w-hurghadzie-z-takim-jezykiem.html#nowyMTmagazyn:undefined
Pełna wersja