Specjalna kasta księży pedofili

07.09.18, 07:35
Księża wyjęci z rejestru pedofilów. Dlaczego?
Marcin Kącki

Duchowny, który przez 10 lat molestował i zmuszał do seksu ministrantów, a następnie został za to prawomocnie skazany, nie figuruje na stworzonej przez Ministerstwo Sprawiedliwości liście pedofilów. Dlaczego?

„Księży, tak jak każdego innego, obowiązują te same przepisy. Nikogo rejestr pedofilów nie chroni. Fakt, że nie znajdują się tam księża (w rejestrze jawnym), oznacza, że księża nie popełniali najbrutalniejszych przestępstw (tam się kwalifikują brutalne gwałty)” – tak na to pytanie na Twitterze odpowiedział Sebastian Kaleta, radca prawny, były PiS-owski rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości, dziś członek komisji weryfikującej warszawską reprywatyzację.

Kaleta w komisji weryfikacyjnej zasiada z Patrykiem Jakim, wiceministrem sprawiedliwości i kandydatem PiS na prezydenta Warszawy, którego ofiarnie wspiera w kampanii.
Jaki i jego szef minister Zbigniew Ziobro to twórcy tzw. rejestru pedofilów – listy najbardziej agresywnych przestępców seksualnych. Jego jawność w założeniu twórców miała dawać społeczeństwu kontrolę, czy gdzieś pod domem, szkołą nie kręci się – jak mówił Ziobro – „bestia”.

W kampanii wyborczej Jakiemu wypomniano, że na liście brak nazwisk księży skazanych za pedofilię. Kaleta, odpierając te zarzuty, powiedział nieprawdę, by ochronić przełożonego.

W „Dużym Formacie” opisaliśmy przypadek księdza Pawła Kani, który siedzi w więzieniu. Od 2002 r. zwabiał ministrantów, dzieci w wieku 10-12 lat, na plebanię, zabierał na wycieczki, a by ułatwić sobie polowanie, przekupywał rodziców, głęboko wierzących katolików, często z biednych domów, prezentami, a nawet jedzeniem. Sprawa molestowania nie wyszła na jaw przez blisko 10 lat, bo biskupi przerzucali Kanię z Wrocławia do Bydgoszczy, gdzie znów znęcał się seksualnie nad dziećmi, potem znów do Wrocławia, gdzie grasował, a potem do Milicza.
I choć Kania miał już wyrok za posiadanie pedofilskiej pornografii, nadal był księdzem i miał kontakty z ministrantami. Biskupi przenieśli go jeszcze z Milicza, gdzie wciąż molestował, znów do Wrocławia, a że miał tam siedzieć w domu emerytów, to polował na dzieci na ulicy.
Wpadł w 2012 r., gdy przywiózł chłopca do hotelu we Wrocławiu. Czujność wykazał ratownik na basenie i wezwał policję.

Sebastian Kaleta twierdzi, że aby pedofil znalazł się na jawnej liście, musi dokonać gwałtu, i dlatego księży na liście nie ma.
Zajrzyjmy do wyroku księdza Kani.
Dostał siedem lat więzienia za zmuszanie dzieci do seksu oralnego, analnego i za gwałt. W ostatnim przypadku chodzi o Arka, 14--latka zmuszanego przez księdza do seksu od 11. roku życia. Uciekał, ale matka kazała, by chodził do kościoła i jeździł z Kanią na wycieczki. W lipcu 2011 r. za pieniądze z datków wiernych dla „biednych Indian” ksiądz zabrał Arka do luksusowego hotelu. Każdej nocy go molestował. Gdy chłopak się bronił, ksiądz wykręcił mu ręce i go zgwałcił.
Skazano go m.in. z art. 197 par. 3 Kodeksu karnego: „zgwałcenia wobec małoletniego poniżej lat 15”. Sąd nakazał przymusowe leczenie i orzekł dożywotni zakaz pracy z dziećmi. Wyrok jest prawomocny, podtrzymał go sąd apelacyjny, a Sąd Najwyższy odrzucił kasację.

Na liście Jakiego i Ziobry ks. Kani nie ma.
Ilu jest księży skazanych za gwałty dzieci z art. 197? Nie wiadomo. A z art. 200 Kodeksu karnego, czyli molestowania, i art. 202, czyli pornografii dziecięcej, to według naszych nieoficjalnych wyliczeń ponad stu księży w ostatnich kilkunastu latach.
Kościół zna dokładne statystyki, ale pytany przez nas wielokrotnie odmawiał odpowiedzi. Resort sprawiedliwości twierdzi, że nie prowadzi statystyk związanych z zawodem sprawców.
Komentarz Marcina Kąckiego
Sprawa księdza Kani jest wzorcowym przykładem pedofila gwałciciela, który powinien trafić na jawną listę pedofilów. Prokuratorzy „dobrej zmiany” mogliby też studiować akta sprawy, by się przekonać, jak na przyszłość udaremnić Kościołowi ich ochronę.

Nie jestem zwolennikiem PiS-owskiej listy, bo to populizm, który zalatuje nawoływaniem do samosądów. Jaki i Ziobro wpadli jednak we własne sidła. Okazało się, że wśród „bestii” są księża, ale nie można ich ujawnić, bo pokazałoby to prawdziwą skalę procederu w Kościele i naraziło PiS na gniew hierarchów. Lista pozostanie więc ułomna.
Społeczeństwu, zwłaszcza miłującemu PiS, pozostaje zaś radzić, by na własną rękę rozglądało się za „bestiami”.

wyborcza.pl/7,75398,23871805,ksieza-wyjeci-z-rejestru-pedofilow.html#nowaZajawkaGlownaMT
Pełna wersja