diabollo
25.10.18, 07:16
Polska to kraj nierówności. Jak sąsiad zmienia auto, to musimy zmienić na lepsze - na kredyt, jak trzeba będzie
Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski
Moralność nie jest u nas najwyższych lotów. 50 proc. społeczeństwa dopuszcza pobieranie nienależnych zasiłków.
Z dr. hab. Michałem Brzezińskim, ekonomistą z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalistą ds.badania nierówności społecznych, rozmawiają Piotr Miączyński i Leszek Kostrzewski
Chcemy awansu społecznego?
– Oczywiście. Są nawet badania, które pokazują, że Polacy dużo częściej niż inne nacje porównują się do innych osób.
Jak sąsiad zmienia auto...
...na Passata w "hajlajnie"...
- To musimy zmienić na lepsze. Używane, ale z wyższej półki. Na kredyt, jak trzeba będzie. Jak wycieczka do Egiptu nikomu już nie zaimponuje, trzeba jechać na Hawaje.
To porównywanie się do innych jest bardzo podobne do kultur południowych. Robimy to samo co Grecy i Hiszpanie.
W latach 90. wiele osób się cieszyło, że rosną nierówności społeczne, bo to powodowało, że wypadały lepiej od znajomych. Były bogatsze, więc czuły się lepsze.
Większość ekonomistów mówi, że Polska to kraj przeciętnych nierówności.
– Są większe, niż do niedawna myśleliśmy. I gdybyśmy je nieco wyrównali, to nasz rozwój byłby szybszy. I jakość życia byłaby lepsza.
Są jakieś rankingi nierówności?
– Wiele. Ich wyniki często się ze sobą nie zgadzają. Mierzy się na przykład udział 1 proc. ludzi o najwyższych dochodach w całkowitym dochodzie w danym kraju. Jest współczynnik Giniego, opracowany przez włoskiego statystyka Corrado Giniego. Może on przyjmować wartości od 0 do 100. Im jest wyższy, tym jest gorzej i nierówności są większe.
Ile wynosi dla Polski?
– W 2015 r. było to 30,6. Czyli pod względem nierówności jesteśmy dokładnie w środku Unii Europejskiej. Ale...
...pan w to nie wierzy.
– Nie. I wyjaśnię dlaczego. Ten współczynnik w różnych krajach jest różnie liczony. Ale zazwyczaj robi się to na podstawie ankiet. Jest więc zaniżony. A dla nas jest jeszcze bardziej zaniżony niż dla innych krajów.
Dlaczego?
– Polscy bogacze nie chcą się chwalić, ile mają, więc nie wypełniają ankiet GUS-u.
Gdy porówna się dane ankietowe z realnymi, czyli podatkowymi z 2015 r., to nagle się okazuje, że według PIT 1 proc. podatników miał dochód równy przynajmniej 173 tys. zł. A w ankietach takie dochody deklaruje co najwyżej 0,3 proc. osób!
Czyli nie wiemy, ile jest w Polsce osób zamożnych?
– Wiemy, ale z bardzo dużym błędem. Te dane PIT też znamy zresztą szczątkowo, Ministerstwo Finansów nie chce się nimi chwalić. Traf chciał, że jeden badacz znał pewnego ministra, a ten minister udostępnił mu do analiz około miliona takich danych, oczywiście anonimowych…
Realny wskaźnik Giniego jest u nas dużo wyższy. Wynosi trochę mniej niż w Rosji, ale trochę więcej niż w Grecji. Z kolei znacznie niższe nierówności niż w Polsce są w krajach Europy Północnej. Nie wiemy też, ile mamy w Polsce osób biednych. Często pracują na czarno albo w szarej strefie.
Jako społeczeństwo uważamy, że nierówności w Polsce są wysokie, rosną, a rząd powinien je obniżać. To jedna strona medalu. A druga: według Europejskiego Sondażu Społecznego 60 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, że duże różnice dochodowe są akceptowalne, jeżeli są wynikiem talentu i wysiłku. Dla całej Europy ten odsetek wynosi tylko 40 proc.
Ciężko pracujesz, masz pieniądze – to wszystko jest w porządku.
Nauczyciele czy ratownicy też ciężko pracują, a pieniędzy nie mają.
– Też nie rozumiem, dlaczego Polacy tego nie widzą. Może uważają, że talenty przedsiębiorców i profesjonalistów są dużo większe niż nauczycieli? Że tamci zasługują na więcej? Na to nakłada się jeszcze jedna rzecz. Polacy mówią, że nie wierzą w działania rządu i dobro publiczne: nie licz na służbę zdrowia, do lekarza idź prywatnie, sam musisz się zatroszczyć o własną emeryturę, państwo nic ci nie da.
Proszę zobaczyć, jaki przykład daje nam teraz obecna władza, obsadzając spółki czy urzędy swoimi ludźmi według klucza partyjnego, rodzinnego, znajomości. To psuje świadomość społeczną, która i tak po poprzednich rządach była niska.
Służba cywilna, czyli doskonałe miejsce do awansu dla osób z niższych klas, została zniszczona. Jeśli chodzi o jasne kryteria awansu urzędniczego, to społeczeństwo dostało jasny komunikat, że nie liczą się żadne kompetencje.
Może Polacy wolą sobie sami załatwiać?
– Części społeczeństwa na jasnych kryteriach awansu nie zależy. Moralność też nie jest u nas najwyższych lotów. Na pytanie ze Światowego Badania nad Wartościami (World Values Survey) z roku 2012: „Czy dopuszczalne jest pobieranie zasiłków, które ci się nie należą?”, 50 proc. społeczeństwa mówi, że dopuszczalne.
CDN...