Dlaczego nie ma dobrych pracowników?

07.11.18, 07:36
Dlaczego nie ma dobrych pracowników? Bo pracodawcy zarżnęli etos pracy
Tam, gdzie problemy kadrowe i podwyżki są dziś największe, przez lata panował brak szacunku dla pracowników. Można zakazać zrzeszania się, można ukręcić łeb związkom zawodowym, można zastąpić umowy o pracę elastycznymi kontraktami, można pompować nam do głów konieczność wielokrotnego przebranżawiania się, ale wtedy zapomnijcie o etosie pracy i lojalności pracowników. Owoce już zbieracie.
Adriana Rozwadowska

Lizbona, pastelería - czyli ciastkarnia - w centrum, nieopodal placu Rossio. Kute złote kolumny, szklane półki, blaty z lastryko. Tuż pod sufitem w kącie telewizor kineskopowy. I obsługa: czterech mniej więcej 60-letnich mężczyzn. Spędzili tu całe zawodowe życie.
Serwują pastéis de nata. Nie spieszą się: akurat gra Benfica. Eleganccy i fachowi podczas każdej podbramkowej sytuacji przestają zwracać uwagę na gości.
- Ale jak to?! - zapytałby polski klient z oburzeniem. - Przecież przychodzę tu wydać pieniądze! Nie chcą?
- Ale jak to?! - wykrzyknąłby polski pracodawca. I policzył, ile czasu pracownicy spędzili, bezproduktywnie gapiąc się w telewizor.

Niemal żadna lizbońska pastelería nie miałaby prawa przetrwać w Polsce.

Nie chcesz zarobić na jeszcze jednym plasterku sera? Jesteś głupi!
Choć naszym marzeniem było wejście do Europy - czyli dołączenie do państw bezpieczeństwa socjalnego - podążamy amerykańską drogą i jesteśmy w tym bardziej papiescy od papieża: wszystko ma być większe, lepsze, szybsze. Częścią tego procesu stali się pracownicy, którym bezpieczeństwo odebrano, bo priorytetem była wyłącznie wciąż zwiększana efektywność.
Małe rodzinne cukiernie zastąpiły sieciówki, rodzinne sklepy - Żabki z wymiennymi ajentami.
Lata 90. to trudny dla nich okres prywatyzacji przedsiębiorstw i bezradności w małych miastach, początek nowego millenium to 20-proc. bezrobocie. Kto wchodził na rynek pracy, miał mroczną perspektywę: "Na jego miejsce było przecież stu chętnych!".

Około 2010 roku powszechne oburzenie budzi już brak uśmiechu kasjerki w markecie, a media - w znakomitych przyczynkach publicystycznych - poważnie zastanawiają się nad tym, czy sprzedawczyni ma prawo wywiesić kartkę z napisem "Zaraz wracam" i wyjść do toalety albo odmówić nam pokrojenia sera w plasterki, bo o 22.53 zdążyła już umyć krajalnicę. Nie chcesz zarobić na jeszcze jednym plasterku sera? Jesteś głupi!
Kiedy wreszcie nadchodzi rok 2016 i tzw. rynek pracownika - bezrobocie wg Eurostatu spada do zaledwie 3,5 proc. - po zaledwie kilku tygodniach od momentu, w którym szala lekko przechyliła się na korzyść pracowników, organizacje pracodawców poczynają hurtowo słać informacje prasowe o wybrednych pracownikach i problemach w rekrutacji.
- Ale jak to?! Nie ma chętnych do pracy? - zdziwieniu nie ma końca.
Czytaj też: Coraz częściej zmieniamy pracę. Bo wciąż zarabiamy za mało i chcemy stabilnego zatrudnienia
Dziś panów Mietków już nie ma

Nie ma, bo zepsuliśmy się nawzajem. Przez ponad 20 lat pracownikom odbierano prawo do ich podmiotowości, godności i samostanowienia. Ci się odwdzięczyli: przestali traktować pracodawców poważnie.
Dziś nie bez przyczyny w danych GUS widać korelację: problemy kadrowe pracodawców i podwyżki są najwyższe tam, gdzie przez dekadę poprzedzającą "rynek pracownika" panował brak szacunku dla pracy ludzi: w budowlance, transporcie i gastronomii.
Budowlanka (wzrost płac rok do roku: 13 proc.). - W Anglii pracowałem osiem godzin dziennie. Pewnego dnia zdjęto mnie ze zwykłej koparki, bo wiatr wiał z prędkością 9 metrów na sekundę. W Polsce pracuję 12. godzinę na 150-metrowym żurawiu przy wietrze powyżej 20 metrów, a kierownik budowy krzyczy: "Ty ch***, jest robota, nigdzie nie zejdziesz!" - mówi Tomasz, operator żurawia, w jednym z moich tekstów. Z emigracji przywiózł nie oszczędności, ale naukę, że można być budowlańcem i być szanowanym.

CDN...
    • diabollo Re: Dlaczego nie ma dobrych pracowników? 07.11.18, 07:37
      Transport. "Kierowcy TIR-ów zarabiają już 8 tys. zł, ale rzucają pracę" - krzyczą nagłówki. Mało kto uściśla: choć jest znacznie lepiej, umowa jest wciąż na minimalną, reszta - w innej, nieoskładkowanej formie. Do tego polscy kierowcy w trasie są po kilka tygodni, a nawet ponad miesiąc.
      Jan, bohater innego mojego tekstu i kierowca od początku lat 90., kiedyś tak jak wszyscy Polacy siedział w samochodzie po cztery tygodnie. Obecnie jeździ po Europie dla skandynawskiego przewoźnika: - Nie wrócę do polskiej firmy nie przez zarobki, ale przez brak szacunku dla mnie i mojej przyszłości na emeryturze. Teraz w pracy spędzam cztery dni, kolejne trzy - w domu. Jadę ze Sztokholmu do Berlina, tam wsiada zmiennik, a ja wracam do domu przy granicy. Polscy pracodawcy mówią: "No przecież się, k***a, nie da, musisz być w trasie miesiąc" - opowiada mi Jan.
      Gastronomia (8,1-proc. wzrost płac). Kelner - dojrzały mężczyzna - obsłuży was w Niemczech, we Włoszech i Francji. Kiedy ostatnio spotkaliście takiego w Polsce?
      Pamiętam takiego z dzieciństwa: pana Mietka z podpoznańskiej Moreny, z pasem kelnerskim i czystą jak z reklamy proszku do prania białą serwetką przewieszoną przez rękę. Pan Mietek był nie tylko elegancki i ujmująco uprzejmy, ale też zdecydowany i asertywny. Klientów bezczelnych - bez względu na pieniądze, z którymi zasiadali do stołu - stanowczo pacyfikował.

      Dziś panów Mietków - i starszych ludzi - w zawodzie już nie ma, bo kelnerowanie przestało być zawodem, a stało się zajęciem. Fachowców zastąpili studenci, a częściej studentki - ładne, tanie, doskonale wymienne i nierzadko z zakazem postawienia klientowi granicy. Praca zaś jako kelner do 50. urodzin to synonim porażki życiowej albo personifikacja osoby, której nie chciało się uczyć. Nawet w "Kuchennych rewolucjach" ponad 60-letnia Magda Gessler powtarza co jakiś czas, że do obsługi klientów trzeba mieć "młodych ludzi, najlepiej ładne dziewczyny".
      Jak możesz mieć dobrego kelnera, jeśli wybierasz go po ładnej buzi albo niewysokich oczekiwaniach finansowych? Albo liczyć, że będzie decyzyjny i weźmie odpowiedzialność za lokal, kiedy w każdym konflikcie na linii awanturujący się klient - pracownik powtarzałeś mu, że klient nasz pan? Skąd mają się brać fachowcy, skoro przez lata budowlańcy uciekali z nisko płatnego, ciężkiego i nieszanowanego zawodu? Trudno o kompetentnych, lojalnych kelnerów? Tak, macie rację: ich nie ma! Wyginęli. Pracujący w restauracjach czy na budowach traktowali i traktują swoją pracę wyłącznie jako przystanek. Większość pouciekała do łatwiejszych i lepiej płatnych zajęć.
      A za to wszystko płacą pracodawcy uczciwi.
      - Ja mu daję wysoką pensję i umowę o pracę, a on nie, chce tygodniówkę. Nie dostaje i znika z dnia na dzień - opowiada mi pracodawca z branży budowlanej. Pracownicy budowlanki, w której niepłacenie było standardem, nie wierzą, że dostaną coś za miesiąc. Myślą krótkoterminowo. Tak jak ich nauczyło życie.
      Czytaj też: Oczekują maksimum, dają minimum. Dlaczego mam obsesję na punkcie Amazona, Ubera, Ryanaira?
      Albo profesjonalizm, albo elastyczność
      A do tego wciąż nam się wmawia, że czasy się zmieniły. Choć konia z rzędem temu, kto wyjaśni, dlaczego praca kelnera kiedyś nie musiała, a dziś ma być elastyczna i co niedzisiejszego jest w związkach zawodowych. 20 tys. pracowników i pracownic sektora publicznego, którzy 22 września wyszli na ulice, czytali w internecie komentarze, że "przecież nie ma ustawy zabraniającej zmienić zawód". W naszym interesie jest, żeby zostali w zawodzie i walczyli o wysokie standardy. A przede wszystkim: w interesie pracodawców.
      Bo można zakazać pracownikom i pracownicom zrzeszania się, można ukręcić na dobre łeb związkom zawodowym (co właśnie usiłuje zrobić prezes PLL LOT), można zastąpić umowy o pracę na czas nieokreślony elastycznymi kontraktami, można - wreszcie - wtłoczyć nam do głów, że będziemy się przebranżawiać tyle razy, ile lat spędzimy na rynku pracy, ale wtedy zapomnijcie o etosie pracy, lojalności pracowników i profesjonalizmie. Nikt nie będzie myśleć długoterminowo o pracy, kiedy pracodawca postrzega go jako doskonale wymienny koszt.
      Polska: kraj kosmicznych technologii i zarżniętego etosu pracy
      Wróćmy do Lizbony. Podobna ciastkarnia - do której tam ściągają tłumy - w Polsce nie miałaby prawa istnieć. Złote kolumny i szklane blaty są passe, telewizory kineskopowe w Polsce, kraju kosmicznych technologii, śmieszą jak nigdzie. Kelnerzy pewni swoich umiejętności i siebie drażnią klientów, pracodawcy nie cenią starszych pracowników.
      Powracające co jakiś czas dane o tym, że aż co siódmy polski pracownik czy pracownica uważa swoją pracę za społecznie bezużyteczną, kwitowane są zazwyczaj książką Davida Graebera o "bullshit jobs": pracach, które mogłyby nie istnieć - choćby w marketingu czy PR-ze. Niesłusznie.
      W Polsce pracy społecznie użytecznej jest dużo, a prawdziwych mistrzów w swoich branżach - deficyt, bo przez lata zawody sensowne i potrzebne - kelnera, budowlańca, kierowcy, pielęgniarki - były nieszanowane, ani przez pracodawców, ani przez klientów. Mamy to, na co zapracowaliśmy. Tak wygląda rynek pracownika z zarżniętym etosem pracy.

      wyborcza.pl/7,155290,23970543,dlaczego-nie-ma-dobrych-pracownikow-bo-pracodawcy-zarzneli.html
    • grzespelc Re: Dlaczego nie ma dobrych pracowników? 08.11.18, 23:31
      Czytam panią Rozwadowską nie pierwszy raz i muszę powiedzieć, że jest zajebistą dziennikarką.
      • diabollo Re: Dlaczego nie ma dobrych pracowników? 09.11.18, 07:14
        Pełna zgoda, czcigodny Grzespelcu.

        Kłaniam się nisko.
Pełna wersja