diabollo
26.01.19, 09:13
Kto nienawidzi bardziej niż my? Szczerek, Puto i Rejmer lustrują Europę
Grzegorz Wysocki
Czekają nas masowe migracje, automatyzacja pracy, kryzys klimatyczny, regulacja Google'a, Facebooka - a my co? Cały czas rozmawiamy o tym, który pan był dla którego pana pięć lat temu niemiły, oraz o tym, kto powiedział, że będzie dorzynał watahy, a kto, że "mordy zdradzieckie"
*Kaja Puto – ur. w 1990 r., publicystka, reporterka, związana z „Krytyką Polityczną”, grupami reporterów Rekolektyw i n-ost – The Network for Reporting on Eastern Europe. W latach 2015-18 wiceszefowa Korporacji Ha!art. Z wykształcenia kulturoznawczyni i filozofka
**Małgorzata Rejmer – ur. w 1985 r., pisarka, dziennikarka, reporterka. Autorka powieści „Toksymia” i nominowanego do Nike zbioru reportaży „Bukareszt. Kurz i krew”. Właśnie dostała Paszport „Polityki” za książkę „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii”. Mieszka w Tiranie. Z wykształcenia kulturoznawczyni
***Ziemowit Szczerek – ur. w 1978 r., pisarz, publicysta, zdobywca Paszportu „Polityki”, nominowany do Nike za „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” i „Tatuaż z tryzubem”. Ostatnio wydał dystopijną powieść o rozpadzie Europy „Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion” oraz „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową”. Z wykształcenia prawnik i politolog
Kaja Puto: Mogę zacząć? Ja już nie mam siły. Mam wrażenie, że wszyscy już wszystko powiedzieli, a śmierć Adamowicza jest tylko podsumowaniem naszej polskiej sytuacji. Polacy, możemy się rozejść.
Grzegorz Wysocki: Ale zanim sobie pójdziecie, spróbujmy ustalić, czy wszyscy dookoła błądzą z tymi wykładami na temat hejtu, podziałów i plemion, oraz odpowiedzieć na najtrudniejsze pytanie: „Co dalej?”.
Małgorzata Rejmer: Nie chcę zaczynać od katastroficznych tonów, ale wszyscy doskonale wiemy z historii, że język nienawiści, który odczłowiecza daną grupę, prowadzi do zachowań przemocowych. To język stwarza rzeczywistość. Nazywanie tego, co się stało, mordem politycznym, jest zbyt proste, ale to zabójstwo jest jednak rezultatem nagromadzenia się odpowiedniej liczby słów. Słów, które przekroczyły masę krytyczną.
K.P.: Nawet jeśli morderca jest sfrustrowanym wariatem, to to, w jaki sposób dzisiaj o tym rozmawiamy, jest bez wątpienia polityczne. Dlatego można to nazwać mordem politycznym.
Od dłuższego czasu mówiło się o tym, że w końcu „poleje się krew”.
M.R.: No i teraz pytanie, czy będzie się lać dalej. Czy jednak otrzeźwiejemy i się cofniemy?
Ziemowit Szczerek: Chodzi nie o samo stężenie hejtu, tylko o lęk przed merytoryczną oceną sytuacji. Boimy się własnej histerii. Okładamy więc klątwą porównywanie jakichś zjawisk do nazizmu – jak czarodzieje z „Harry’ego Pottera” bali się wymawiać imienia Voldemorta – a przecież, jeśli chcemy uniknąć tragedii, właśnie powinniśmy to robić!
Aha, czyli nie powinniśmy się bać analogii do faszyzmu czy Hitlera?
Z.S.: Tylko musimy to robić odpowiedzialnie. Nie ma co histeryzować, że marsz z pochodniami ogrodowymi z Ikei przypomina złowrogi nazistowski łoskot butów. Czy że budujemy autostrady jak Hitler. Malowanie Kaczyńskiego z wąsikiem nic nie da. Ale jeśli naród staje się bożkiem, któremu muszą ulec prawo i obywatel, jeśli dzieli się ludzi na zdrajców i prawdziwych Polaków, jeśli trwa kampania dehumanizująca „tych, którzy przynoszą zarazki”, jeśli ktoś jawnie obchodzi zasady demokratyczne, to warto jednak mówić wprost, co to przypomina i w którą stronę idzie. Nie można, będąc kapitanem okrętu i widząc krę, mówić: „Eee, nie wiadomo co to jest”, i spokojnie płynąć w stronę góry lodowej.
Nie chcę powiedzieć, że to po prostu wina PiS-u, ale ta dehumanizacja skądś przyszła. I to właśnie z prawej strony wlano ten język w sam środek debaty publicznej. Kaczyński, budując swój obóz, nie oparł się na „prawdziwej prawicy”, tylko na jej patologiach, na oparach paranoi i histerii.
K.P.: Ale oni twierdzą dokładnie to samo w drugą stronę! I od razu ci wytkną „dorzynanie watah” i „ciemnogród”. Mamy do czynienia z dwoma różnymi – przeciwnymi, ale analogicznymi – interpretacjami rzeczywistości. Prawica ma również swoją narrację dotyczącą 1989 roku – że oni wtedy byli hejtowani, dehumanizowani, wykluczani. I że liberałowie – w tym akurat sporo prawdy – gardzą ich elektoratem, czyli moherami, patologią, Januszami.
Z.S.: Kiedy w 2010 roku został zamordowany Marek Rosiak, asystent posła PiS, uważałem, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę... Teraz bym aż tak nie upraszczał. Ale choć rozumiem, że prawica uważa, iż była wypychana z debaty publicznej na samym początku III RP, to pytanie brzmi: „Czy to nie była narracja, którą trzeba było wypchnąć z debaty publicznej?”.
Jako zbyt radykalną?
Z.S.:To nie była narracja stricte faszystowska, ale samo to, że w tym wszystkim brali udział jacyś Leszkowie Bublowie, że były jakieś antysemickie paranoje... Bardzo dobrze, że ich wyrzucono z debaty! Problem w tym, że teraz to wszystko, co było wypychane, nagle wychodzi na powierzchnię i zakaża coraz więcej osób. Obserwujemy to nie tylko u nas, lecz także w Niemczech czy we Francji.
Ale czy to źle, że próbowaliśmy sobie jakoś poradzić? Błąd był może taki, że razem z ekstremami wyrzucono bardzo dużą część prawicowej myśli politycznej. Na przykład ludzi, którzy myśleli Bocheńskim, którzy zauważali, że trzeba by zbudować odpowiedzialny, równościowy, zadowolony z siebie i ze swojego państwa polityczny naród.
Państwo, które nie tylko ładnie wygląda w pięciu dużych miastach, lecz także działa.
CDN...