Prześladowania Kościoła Ginekologicznego w PRL

17.02.19, 10:00
"Podręcznik defloracji i masturbacji", czyli Kościół i edukacja seksualna w PRL

Sebastian Duda

W 1987 r. ukazał się podręcznik dla szkół ponadpodstawowych "Przysposobienie do życia w rodzinie". Wkrótce po publikacji wybuchł skandal. "Jak mogło dojść do tego, że ten tzw. podręcznik ukazał się w okresie wołania o porozumienie narodowe, a obraża podstawowe przekonania ogromnej rzeszy ludzi wierzących?" - grzmiał bp Kazimierz Majdański

Sebastian Duda - teolog, publicysta, członek Laboratorium "Więzi"
Wedle popularnej katechizmowej definicji w rzymskim katolicyzmie grzech oznacza świadome i dobrowolne przekroczenie przykazania Bożego czy kościelnego. Bez świadomości i wolnej woli nie byłoby zatem grzeszności. Teologowie moralni są jednak przekonani, że zdarza się, iż człowiek popełnia złe czyny, nie zdając sobie z tego sprawy. W takim przypadku nie może być mowy o grzechu.

Jednak od początków chrześcijaństwa pogląd taki nie był uznawany przez wielu wierzących za absolutnie ortodoksyjny. Nie ma bowiem świadomości bez zyskiwania jakiejś wiedzy, lecz – jak i dziś mniemają liczni – nie każda wiedza prowadzi do dobra. Są takie sprawy, o których lepiej nic nie wiedzieć, gdyż ich zgłębianie prowadzić musi do złego. Na takiej supozycji opierają się czasem przyznający się dziś do wiary katolickiej lekarze, gdy np. nie chcą informować pacjentek o negatywnych wynikach badań prenatalnych.
Uznają, że ta wiedza skłoniłaby pacjentki do aborcji uznawanej w Kościele za grzech bardzo ciężki. Tym samym chcą sprawować pieczę nad wolną wolą kobiet.

Zapominają, że wedle chrześcijańskiej teologii takiej prerogatywy nie przyznał sobie nawet Bóg. Człowiek ma prawo wyboru dobra i zła, ale zło popełnione bez świadomości opartej na wiedzy nie może być uznane za dobrowolne wystąpienie przeciw Bogu.
Dla wielu wierzących ta zasada może się wydawać problematyczna. W ich opinii istnieją rodzaje wiedzy, które konsekwentnie (szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży) prowadzą do grzechu. Tak jest choćby w przypadku edukacji seksualnej. Pod koniec PRL-u rozgorzał na ten temat charakterystyczny spór, którego echa i obecnie nietrudno usłyszeć.
W 1987 r. na zamówienie Ministerstwa Oświaty i Wychowania ukazał się podręcznik dla szkół ponadpodstawowych „Przysposobienie do życia w rodzinie”. Komunistyczni politrucy zakładali co prawda, że bezsensowny byłby szkolny wykład na temat „rodziny w ogóle”. Chcieli, by peerelowska młodzież dostała solidną porcję wiedzy na temat „rodziny socjalistycznej”. Termin ten wydał się chyba jednak nazbyt śmieszny nawet ówczesnym partyjnym decydentom. Zdecydowano ostatecznie, że rodzina zarówno w tytule szkolnego przedmiotu, jak i książki pozostanie bezpiecznie bezprzymiotnikowa.

Autorami podręcznika byli: Dagmara Andziak (część psychologiczna), Wiesław Sokoluk (część seksuologiczna) oraz prof. Maria Trawińska (część z zagadnieniami dotyczącymi rodziny). Na okładce umieszczono rysunek nagiej kobiety i nagiego mężczyzny, którzy stojąc naprzeciw siebie, obejmowali się za szyje.
Wkrótce po publikacji wybuchł skandal.
W „Gościu Niedzielnym” publicysta Bogumił Luft skrytykował książkę za przekaz pełnej i detalicznej wiedzy na temat wszystkich zagadnień związanych z życiem seksualnym człowieka. Katolicki autor pytał z wyraźnie dającą się odczuć troską o właściwe wychowanie młodych ludzi: Czy rzeczywiście piętnastolatek musi się koniecznie zapoznać ze wszystkim naraz – nie wyłączając superdokładnego opisu defloracji i charakterystyki wszystkich możliwych zboczeń? W recenzji Lufta widać dobrze lęk przed seksualizacją, który raz po raz – dziś może nawet bardziej niż wtedy – pobrzmiewa w zwyczajowej katolickiej retoryce kierowanej przeciw edukacji seksualnej. Publicysta podejrzewał, że duch i litera argumentacji wokół problemu inicjacji seksualnej skłaniają wychowanka – mimo pewnych dość bałamutnie formułowanych zastrzeżeń – do podejmowania pełnego życia seksualnego przed małżeństwem, i to możliwie wcześnie.
Jeszcze dalej w ataku na gorszącą i skłaniającą do złych zachowań treść podręcznika poszedł autor PAX-owskiego „Słowa Powszechnego” Bogusław Jeznach. Już sam tytuł jego artykułu nie pozostawiał złudzeń co do moralnej zawartości przeznaczonej do prawidłowego wychowania młodzieży książki. Tytuł ów był bowiem następujący: „Podręcznik defloracji i masturbacji”.

CDN...
    • diabollo Re: Prześladowania Kościoła Ginekologicznego w PR 17.02.19, 10:00
      Gromy na autorów „Przysposobienia do życia w rodzinie” posypały się także z kościelnych ambon. Bp Kazimierz Majdański, ordynariusz szczecińsko-kamieński, grzmiał: W czasie, kiedy w ojczyźnie przebywał Papież i przemawiał o podstawowej trosce jego pontyfikatu: o małżeństwie i rodzinie (...), ukazała się książka w ogromnym, półmilionowym nakładzie, która – obok innych – zawiera takie treści, które przekreślają nauczanie Ojca Świętego. Jak mogło dojść do tego, że książka ta stanowi podręcznik zatwierdzony do użytku szkolnego przez Ministerstwo? Jak mogło dojść do tego, że ten tzw. podręcznik ukazał się w okresie wołania o porozumienie narodowe, a obraża podstawowe przekonania ogromnej rzeszy ludzi wierzących? Inni biskupi i księża również w ostrym tonie ostrzegali przed groźbą „seksualizacji młodzieży”.
      Dziś zdecydowana większość seksuologów uznaje opublikowane w 1987 r. „Przysposobienie do życia w rodzinie” za książkę rzetelną, o niewątpliwych walorach edukacyjnych. Na zarzut rzekomej seksualizacji odpowiedział niedawno jeden z autorów – Wiesław Sokoluk, który w wydanym zbiorze rozmów z Agnieszką Kościańską pt. „Instruktaż elementarny” dobitnie zaznaczył, że seksualizacja istniała zawsze. Inna rzecz, że jego zdaniem masowość czy agresywność przekazów zawierających treści seksualne rzeczywiście są charakterystyczne dla współczesności, co też się wiąże z rozwojem mediów. Natomiast treści te zawsze były i to w nich upatrywano przyczyny aktywności seksualnej młodzieży. Teatrzyki rewiowe, prostytucja oczywiście, pornografia, a potem film też dostały za swoje, czyli źródeł zjawiska zawsze szukano „na zewnątrz”. Owszem, kultura ma w tej kwestii pewne znaczenie, ale popęd pochodzi ze środka, czego właściwie w ogóle nie bierze się pod uwagę.
      W 1987 r. partyjni decydenci nie byli w stanie przyjąć do wiadomości takiej argumentacji. Przestraszeni krytyką Kościoła wycofali podręcznik ze szkół. Niesprzedaną część nakładu przemielono.

      wyborcza.pl/alehistoria/7,162654,24437455,podrecznik-defloracji-i-masturbacji-czyli-kosciol-i.html
    • privus Dynamika rozwoju Kościoła 17.02.19, 10:47
      i jego pączkowanie na inne religie nadal ma się dobrze. Skoro mamy już Kościół Ginekologiczny, to co następne będzie rzucone na ten warsztat?
Pełna wersja