oby.watel
21.02.19, 09:18
Krucjata min. Piotra Glińskiego, zmierzająca do odbicia z rąk antychrystów wszystkich ważnych instytucji kultury, stanęła u bram Muzeum Historii Żydów Polskich Polin i przymierza się do przejęcia tej instytucji. Już dawno wszak mówił, że „trzeba zmienić tę instytucję”.
Pretekstem ma być zakończenie kadencji dyrektora tej placówki prof. Dariusza Stoli. Brak zgody Glińskiego na jej przedłużenie skutkuje konkursem, a przegrana kandydata PiS może z kolei spowodować mianowanie przez PiS na jeden rok osoby pełniącej obowiązki dyrektora. Fajny plan. Dobrozmianowy plan.
Tylko że Polin to nie jakieś tam muzeum, gdzieś tam w Polsce, z którym władza może sobie robić, co chce, bo cyrk jej i małpy takoż. To placówka tyleż polska (rządowa, miejska i prywatna), co żydowska (przez tematykę i część Rady oraz sponsorów), a przede wszystkim międzynarodowa i licząca się na globalnej mapie pamięci o diasporze żydowskiej i Holokauście. Jakiekolwiek zakusy na dyktowanie jej dyskursu, który mógłby zalatywać pseudoantyantysemicką propagandą „krystalicznie czystych, bohaterskich Polaków”, którzy dzielnie bronili ukochanych Żydów, za co ci wredni niewdzięcznicy (wiadomo, Żyd to jednak Żyd) odpłacają się szkalowaniem i oszczerstwem, to dla nas katastrofa.
Przejęcie Polin i głoszenie jakichkolwiek kłamstw lub krętactw na terenie tej placówki skutkować będzie ciężkim kryzysem dyplomatycznym na osi Polska–Izrael–USA. Z Żydami nie ma żartów, a Piotra Glińskiego igraszki z tym ogniem mogą być nader kosztowne, tak jak kosztowne były igraszki z nowelizacją ustawy o IPN. Wtedy na szczęście na jedno żydowskie tupnięcie Kaczyński wycofał się w popłochu, ale kolejna awantura może sprawić, że cierpliwość tych, co zdaniem antysemitów rządzą całym światem, może się wyczerpać na dłużej. A wtedy możemy się pożegnać z poklepywaniem po plecach przez wuja Sama – a przecież to bodajże ostatnia już rzecz, na którą nasza biedna ojczyzna, otoczona przez niechętnych, obojętnych i rozczarowanych sąsiadów, może jeszcze liczyć, wegetując sobie na przecięciu terytorium UE i „strefy wpływów” FR.
Gdy w sobotę 16 lutego zamieściłem na Twitterze wpis ostrzegający Glińskiego przed harcownictwem, hurmem rzucili się na mnie antysemici, zarzucając mi, że ośmielam się (ja, Żyd – element obcy a wrogi) grozić legalnej polskiej władzy, a przy okazji przywołując cały antysemicki dyskurs na temat Muzeum Polin (że niby to niepolskie muzeum, ale jak już polski rząd za nie zapłacił, to wara Żydom od tej niepolskiej, acz polskiej placówki itp. bzdury).
Otóż trzeba być bardzo niemądrym i zacietrzewionym, żeby mylić ostrzeżenia z pogróżkami. Ale dziękuję za przypisywanie mi takiej władzy i znaczenia. Nie, niestety nie mam władzy ani znaczenia. A nawet gdybym miał, to ani ja, ani żaden inny polski Żyd nie wykorzystałby jej do szkodzenia interesom Polski. Wręcz przeciwnie, my, polscy Żydzi, ciągle musimy przepraszać za polskie władze i polskich antysemitów, tłumacząc się z ich głupoty, jakbyśmy to my byli jej winni. Między innymi dlatego właśnie Żydzi na świecie mają nas, Żydów z Polski, za Żydów gorszego sortu, i nie bardzo chcą się z nami zadawać. Wyjątkiem są ocaleni z Holokaustu, na czele ze skromnym emerytowanym dziennikarzem POLITYKI Marianem Turskim, który w odróżnieniu od polskiego prezydenta może w każdej chwili rozmawiać w prezydentem USA i zostać wysłuchanym z szacunkiem. A tak się składa, że Marian Turski był (z ramienia Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny) spiritus movens powstania Polin.
Jeśli teraz wokół Polin – instytucji zbudowanej w znacznej mierze za żydowskie pieniądze – będzie jakaś głupia awantura, Turski zrobi, co w jego mocy, żeby gasić pożar. Tylko że jego możliwości są, mimo wszystko, ograniczone. Gdy wkurzą się żydowscy fundatorzy i sponsorzy, pójdą na skargę gdzie trzeba. A wtedy będzie źle.
Jeśli amatorzy dyplomatyczni z okolic PiS, MSZ i MKiDN czytują nasz serwis (a powinni), to może przyda im się w praktykowaniu relacji z Izraelem i amerykańskimi Żydami kilka prostych prawd, które tutaj, bez owijania w bawełnę, zamierzam wyłuszczyć. Dobrze by było, gdyby dotarły do nich, zanim ostatecznie nie zrujnują pozycji Polski w świecie. Postaram się być krótki i węzłowaty, żeby nie powiedzieć: karłowaty i gruzłowaty.
►►►