Liberał w okopach św Leszka

12.03.19, 11:18
krytykapolityczna.pl/gospodarka/w-okopach-sw-leszka/
    • diabollo Re: Liberał w okopach św Leszka 14.03.19, 07:31
      Czy Liberte to nie jest intelektualny cream of the cream polskiego głosu... klasy średniej?

      Pisząc o dziwacznym samozadowoleniu tej klasy miałem na myśli sposób myślenia pana Lenkowskiego.

      Kłaniam się nisko.
      • gaika Re: Liberał w okopach św Leszka 14.03.19, 17:11
        diabollo napisał:

        > Czy Liberte to nie jest intelektualny cream of the cream polskiego głosu... kla
        > sy średniej?
        >
        > Pisząc o dziwacznym samozadowoleniu tej klasy miałem na myśli sposób myślenia p
        > ana Lenkowskiego.

        Kto to są elity? Najbogatsi? Posiadający kompetencje intelektualne? Politycy? Z samego określenia płynie już wniosek, że jest to wąska grupa społeczna. I ta niedodefiniowana elita ma w dodatku różne poglądy. Klasa średnia, jako całościowy konstrukt, nie stanowi sama w sobie elity choćby dlatego, że jest to grupa duża i o bardzo zróżnicowanym 'potencjale' (nie wspominając o tym, że w naszych warunkach to nieokrzepła nowalijka).

        Był już tu wątek, którego nie mogę znaleźć teraz, na temat 'mądrości post factum'.

        Ani Leszczyński, ani tuzy ekonomii, ani nikt z nas nie może być pewien, jaka droga gospodarczej transformacji byłaby najlepsza- dała poprawę warunków życia, jednocześnie minimalizując koszty społeczne wszystkim. Po 20-30 latach mamy pełno mądrali, które wiedzą, co należało zrobić wtedy.

        Dziś koncepcje są i muszą być różne, natomiast ja mam wrażenie, że jeśli elity (ktokolwiek to jest) 'niczego się nie nauczyły i nie zrozumiały', to znaczy, że nie podzielają w pełni Twoich /Krytyki Politycznej diagnoz.

        A co do Liberte to wydawnictwo naprawdę niszowe.

        Uważam Leszczyńskiego za rozsądnego dziennikarza, ale tu dotyka go ta sama przypadłość co Ciebie, żeby za każdym razem przekroić jabłko w taki sam sposób, czyli ustawić sobie barykadę i spolaryzować narrację. A robi to, poprzez wyciągniecie z tekstu Lenkowskiego tych cytatów, które łatwo obrobić na modłę: oni be (niczego się nie nauczyli i nie rozumieją) -my cacy (wszystkie prawdziwe diagnozy mamy w ręku).

        Tekst Lenkowskiego jest średnio porywający, a niektóre argumenty wręcz osłabiające, ale np.:

        "Najgorszym scenariuszem jest jednak sytuacja, w której Kościół katolicki, wykorzystując masowo środki publiczne i uprzywilejowaną pozycję, będzie dalej uprawiał antyeuropejską propagandę i wychowywał kolejne pokolenia w duchu odległym od wartości liberalnej demokracji. Myśląc w kategoriach pokoleń, na pewno przegramy. Sprawa rewizji relacji państwo–Kościół jest dla budowy demokratycznej Polski po PiS-ie niezbędna."

        "W całej historii świata być może smutną, ale naturalną regułą jest to, że ową historię piszą zwycięzcy. Jedynym znanym mi wyjątkiem jest Trzecia Rzeczpospolita, w której zwycięzcy pozwolili, aby historię pisał ktoś zupełnie inny, a światem idei dla przeciętnego Kowalskiego w sposób zorganizowany zajął się w zasadzie tylko Kościół katolicki. Liderzy Trzeciej Rzeczpospolitej wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi pozwolili, aby każdy uczeń znał historię Władysława Łokietka, Świętego Szymona Słupnika, do znudzenia recytował Bogurodzicę albo Norwida, ale nie miał zielonego pojęcia, czym były Solidarność, stan wojenny, kim byli Wałęsa , Balcerowicz, Mazowiecki czy Kuroń. W polskiej szkole przez 30 lat w zasadzie nigdzie nie tłumaczyliśmy, czym jest demokracja, dlaczego konsensus i współpraca to ważne wartości, dlaczego polityczny oponent nie jest wrogiem na śmierć i życie, dlaczego handel międzynarodowy skutecznie zapewnia pokój albo po co budujemy organizacje międzynarodowe takie jak Unia Europejska (i nie, nie chodzi tylko o kasę na budowę dróg)."

        "Zbudowaliśmy narzędzia komunikacji atrakcyjne dla nas samych, zapominając o pozostałej części społeczeństwa skazanego na kościelną ambonę, media publiczne albo przekaz Radia Maryja. Nie wiem do dziś, jak to jest możliwe, że jedyną rozgłośnią docierającą do absolutnie każdego zakątka Polski jest tylko Radio Maryja. To pięknoduchostwo, ambicja elity do tworzenia ambitnych mediów dla własnego dobrego samopoczucia, brak wyobraźni i próby zrozumienia ludzi innych od nas, lekceważenia znaczenia treści nauczania w szkołach (bo liczą się tylko testy i PISA…) sprawiło, że oddaliśmy ogromną część społeczeństwa w ręce antyeuropejskiej propagandy."

        Problemem być może jest to (niewykluczone, że i Twoja frustracja stąd się bierze), że zamiast patrzeć w przyszłość i mierzyć się z nowymi wyzwaniami (np. jak zregenerować podupadłe filary demokratycznego państwa), kultywuje się grzebanie w porażkach i przypisywanie win. Taka trochę pochodna celebrowania przegranych powstań.

        Nie chce mi się już pisać po raz kolejny, że "załatwienie od ręki biedy dzieci" jest działaniem doraźnym, nietrwałym, krótkowzrocznym, populistycznym, a nie systemowym.

        • diabollo Re: Liberał w okopach św Leszka 14.03.19, 19:29
          Kochana Gaiko,

          Może zacznę od tego, że rozumiem niechęć do generalizacji, ale widzę tu dziwną przesadę. (Społeczeństwo nie istnieje, są tylko jednostki, kobiety, mężczyźni, rodziny, jakoś tak to widziała Margaret, cytuję z pamięci).

          Dam przykład: oczywiście elektorat PO jest różny, różny jest elektorat PIS, czy Kukiza, różnią się te elektoraty wewnętrznie i różnią pomiędzy. Niemniej, jeżeli ponad 80% (PIS-PO-Kukiz-PSL, cholera to nawet ponad 90%) pada na prawicę to możemy mówić, że 80% czy 90% w Polsce to był elektorat prawicowy.

          I tutaj czcigodny Ur-nammu przyjdzie i się zacznie przypierdalać i domagać definicji pojęcia "prawicy"...

          No, sorry, żeby rozmawiać o społeczeństwie, polityce, czy nawet o matematyce, musimy się wznieść na pewien poziom abstrakcji.

          Elity może też są wewnętrznie zróżnicowane... w co wątpię. Pewnie tak zróżnicowane jak różni się kierownictwo PO i PIS.

          Wydaje mi się, że elity w cale nie są takie najważniejsze. Ba, politycy w cale nie są tacy najistotniejsi.
          Twierdzę i utrzymuję, że dużo ważniejsza jest klasa średnia i jej poglądy. Oczywiście na szczęście ostatnio one zaczęły się powolutku zmieniać

          Pisałaś kiedyś, że Tusk to był hamulcowy. A ja bym na tego Tusk naprawdę za wszystko nie obwiniał.
          W ostatniej "Loży prasowej", z wielce "liberalnej" GW jeszcze bardziej "postępowa" redaktor Wielowieyska zaczęła od tego, że PIS doskonale strategicznie zaatakował PO masturbowaniem dzieci przez homoseksualistów, a Trzaskowski popełnił błąd taktyczny z tą całą deklaracją LBGT+.
          Potem redaktor "liberalno-postępowa" zaczęła opowiadać, jak to PO zawiodła, że nie wprowadziła związków partnerskich, na co redaktor Morozowski przytomnie zauważył, że jak PO miała te związki wprowadzać, skoro jak Trzaskowski podpisał niewinną deklarację LBGT+ to yntelygentni redaktorzy mówią, że to wielki błąd taktyczny, który PIS wykorzystuje?

          Wszyscy będąc dziećmi profesora Janusza Neolib-Balcerowicza (jedni się zbuntowali wcześniej, inni później, a jeszcze inni w ogóle się nie zbuntowali i dalej pozostają dziećmi), więc chyba najbliższa nam wszystkim powinna być definicja elity, czy szerzej klas społecznych w oparciu o pieniądze. Ściślej w oparciu o status majątkowy.

          Elita to elita finansowa. Oczywiście, że to bardzo wąska grupa. Popkultura mówi, że to 1%. W rzeczywistości 5%? To ludzie, u których ich kapitał jest rzeczywistym źródłem ich dochodów.
          Oczywiście, że klasa średnia to dużo, dużo szersza grupa (niektórzy twierdzą, że dzieli się na LMC, MMC i UMC), ale charakteryzuje ją to, że dochody jednak głównie czerpie ze swojej wysoko wykfalifikowanej pracy. Pewnie w PL ze 30% społeczeństwa.
          No i jest lud, czyli pozostałe 60-70%.

          Klasa średnia to spora klasa, zróżnicowana, zindywidualizowana, ale nie popadajmy w przesadę, można znaleźć wiele cech wspólnych, podobnie wierzenia, podobne aspiracje, nawet moda, styl ubierania się, podobne wzorce tego co jest atrakcyjne, co jest cool, a co nie jest, podobny język, są odbiorcami tej samej kultury, etc, etc, etc.
          To fajnie widzieć siebie tylko jako indywidualistę, ale to złudzenie (też będące trendem jak najbardziej średnioklasowym).

          A jeszcze, czcigodna Gaiko, a propos transformacji. Ona naprawdę była dawno i nieprawda. Jej nie można zmienić, i nikt przeszłości zmieniać nie zamierza. Niemniej w latach dziewięćdziesiątych transformacja rzeczywiście dowaliła sporej części społeczeństwa i jej traumy ciągle żyją. A z drugiej strony ówczesny neoliberalizm wychował wtedy takich dogmatyków, którzy nie potrafili rozstać się ze swoimi dogmatami, kiedy sytuacja tego zaczęła wymagać (są jeszcze tacy, którzy do dzisiaj się nie rozstali).

          Żeby patrzeć przyszłość, trzeba rozumieć genezę problemów, które mamy teraz. A tylko właściwe rozumienie pozwoli dobrać środki zaradcze, aby owe problemy rozwiązać w przyszłości.

          Np. problemem braku związków partnerskich nie był Tusk, ale absolutny brak większościowego poparcia dla tego projektu w społeczeństwie czy klasie średniej. To było oczywiste, że kościół ginekologiczny by się wtedy na niego rzucił, i czy wtedy pies z kulawą nogą miałby odwagę stanąć po stronie Tuska (i "pedałów")? Tusk idiotą na pewno nie był.

          Kłaniam się nisko.
          • gaika Re: Liberał w okopach św Leszka 16.03.19, 14:58
            To nie chodzi o niechęć do generalizacji, tylko sposób analizy i opisu zjawisk.
            Jeżeli mówisz, że odpowiedzialna za wybory Polaków jest jakaś tam grupa społeczna (zapomnijmy na razie o definiowaniu) i jeżeli ta grupa nie zrozumie swoich błędów, to jesteśmy w czarnej dziurze (brzmi jak cudowne lekarstwo na wszystkie bolączki, tylko trzeba odpowiednim ludziom wlać je do gardeł).

            Kolejna kwestia to prawicowość naszego społeczeństwa i jego wybory.
            Gdybym miała zgeneralizować właśnie, wygląda na to, że byliśmy/jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym światopoglądowo a lewicowym ekonomicznie. Oczywiście posługujemy się tu pewną umownością, bo jak już ustaliliśmy kiedyś, trudno opisać partie polityczne jednoznacznie, według 'czystych' kryteriów.
            Trochę tak to mi się widzi, że partie polityczne kiedyś miały wykrystalizowany program i określone wartości zgodne z długą tradycją (to nie odnosi się do Polski, ale chodzi mi o mechanizm) i kiedy ludzie wybierali swoją przynależność albo głosowali na konkretne ugrupowanie, to było dla nich jasne i oczywiste, co ono reprezentuje.

            Kiedy popatrzeć na PiS w czystych kategoriach partyjnych to jest ni pies, ni wydra (ani lewica, ani prawica albo dwa w jednym). Nie chodzi już więc o wyborców związanych z 'klasycznymi' wartościami, ale o wyborców w ogóle. Konieczne jest w takim przypadku stosowanie zabiegów socjotechnicznych, jak choćby manipulacji przekazem, żeby przyciągnąć wystarczającą ich liczbę. W ostatnich czasach nie tylko przecież u nas bardzo popularnym i skutecznym sposobem na zwycięstwo w wyborach jest uruchomienie lęków. Jak wiemy z historii, nie jest to wynalazek współczesny, ale jak widać bardzo poręczny i skuteczny.

            Ty uważasz, że PiS wygrał dzięki pięćsetce, bo odczytał potrzeby 'wykluczonych', a ja uważam, że wygrał typowym zabiegiem populistycznym, czyli zabawą w 'my' i 'oni' (uchodźcami). Tłumaczyłam już na tym forum dlaczego.

            Przeskoczę od razu do klasy średniej, bo się wyłoniła jako ten 'winowajca'.
            I tu znów zaczynają się schody.

            Po pierwsze ona nie może być odpowiedzialna za ból transformacji, bo jej w zasadzie nie było. Zaczęła się dopiero kształtować po wszystkim i wciąż się kształtuje, bardzo powoli krzepnąc (przy uznaniu, że to grupa, którą da się łatwo 'obrysować'). Nie mogła też zastąpić inteligencji z czasów komuny, bo tamtej było jak na lekarstwo -przetrzebiona, spauperyzowana (nawet intelektualnie) i zróżnicowana (choćby w kwestiach religijności).

            Po drugie, kiedy piszesz, że da się ją stosunkowo łatwo wyodrębnić, to też nie bardzo odpowiada to rzeczywistości. Dla różnych potrzeb i celów przykłada się różne kryteria: dla celów opisu ekonomicznego będą to dochody, dla socjologicznego np. aspiracje, a jeszcze masz zróżnicowane wykształcenie, poziom intelektualny, kulturę, umiejętność przetwarzania informacji, wykonywany zawód, poziom religijności lub jej brak itd. Tego wszystkiego nie da się zamknąć w słabości do kawy latte w Starbucksie.

            Nawet jeden z Twoich ulubionych autorów, Woś, kiedyś powiedział coś na ten kształt, że nie da się przyczepić etykiety przedstawicielom klasy średniej, bo się po prostu za bardzo różnią, i że zwyczajnie to nie ma sensu.

            I jeszcze, żeby zabełtać, parę lat temu przeprowadzono badania, z których wynikało, że 70% Polaków poczuwa się do przynależności do klasy średniej. No to są niemal wszyscy!

            I teraz powróćmy do wyborów, których wyniki pokazały, że np. na PiS głosowali przedstawiciele różnych grup społecznych, a nie tylko, jak go nazywasz 'ciemny lud'.

            Poruszyłeś jeszcze sporo innych kwestii, ale każda z nich znów jest wielowątkowa, więc na inny raz. Skupmy się może na tej mitycznej bądź faktycznej klasie średniej lub na tym, co tak naprawdę musi się stać w społeczeństwie (mentalnie), żeby się nie chciało faszyzować.
            • diabollo Re: Liberał w okopach św Leszka 17.03.19, 09:56
              Czcigodna Gaiko,
              Rzeczywiście twierdzę i utrzymuję, że aby cokolwiek mogło się w życiu społeczno-politycznym zmieniać, musi się to najpierw generalnie zmienić w większości klasy średniej. I tak to jest, że aby cokolwiek zmienić, należy zrozumieć błędy wcześniejszych postaw/działań, inaczej, masz zupełną rację, "jesteśmy w czarnej dziurze".

              Stanowczo nie zgadzam się z Twoją tezą, że to "cudowne lekarstwo", albo wcześniej że upraszczam skomplikowane, czy proponuję zbyt łatwe recepty.
              Otóż zmiana mentalności klasy średniej to zadanie niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe.
              Klasa średnia nie dość, że wewnętrznie skomplikowana, posiadająca swoje wielkie aspiracje i jeszcze bardziej złożone strachy, to jeszcze przez swoje formalne wykształcenie średnie, wysokie czy nawet bardzo wysokie jest "mundrudka", uważa, że wszystkie rozumy zjadła, jest zadufana w sobie, jest zarozumiała i arogancka.

              Oczywiście zupełnie nie twierdzę, że polskie społeczeństwo jest jakoś tak generalnie, "naturalnie" (genetycznie wręcz) prawicowe, konserwatywne czy katolickie. Twierdzę, że prawicowe wychylenie (które od tej prawej strony nie może się odbić) ma swoje przyczyny. Nie jest dane raz na zawsze, ba, w sumie historycznie to sytuacja raczej nowa.

              Wiem, że to trudne do wyobrażenia, ale polskie społeczeństwo było nawet bardziej "progresywne" (dużo wcześniej prawa wyborcze kobiet, wcześniej niekaralność homoseksualizmu, nawet dostępność aborcji w odwilży poststalinowskiej) niż ówczesne społeczeństwa zachodnie, i całkiem analogicznie do niech polskie społeczeństwo się laicyzowało.
              Proces się odwrócił od wyboru Polaka-Olbrzymiego na cesarza kościoła ginekologiczno-katolickiego.

              Ba, wiem, że dzisiaj się to nawet młodym-wykształconym w głowach nie mieści, ale inteligencja mogła przed 78 flirtować z reżimem PRL albo się przeciw niemu buntować, jednak mentalnie w większości była lewicowa.
              Swoje korzenie widziała w przedwojennym PPSie, owszem był zawsze mniejszy nurt katolicko-oenerowy, ale po wojnie poupychany w PAXach i Szmaksach.

              Jeżeli chodzi PIS to nie jest w cale "nie pies, ni wydra". To powtórka z przeszłości (w formie farsy), starych, dobrych, "znanych i lubianych" katolickich rządów faszystowskich. Takich krajów jak Włochy Mussoliniego, Portugalia Salazara, Hiszpania Franco czy nawet Argentyna Perona. Tam zawsze była katolicko-nacjonalistyczna "nadbudowa" i mocno socjalna "baza".
              To były reżimy bardzo stabilne, silne rzeczywistym poparciem społecznym - właśnie klasy robotniczej (katolickich związków zawodowych), niższej klasy średniej, no i interesownej-silnej oligarchii, którą te reżimy zawsze tworzyły z rodziny, kumpli i znajomych królika.

              I tak mniej więcej wygląda i dzisiaj klasowe poparcie dla PISS.

              Jeżeli chodzi o transformację w PL, to naprawdę nikogo nie oskarżam, to była wypadkowa wielu czynników, dyskusyjne czy można było coś zrobić lepiej czy nie można było, ale to przecież nieważne, tego się nie zmieni.
              Pretensje do klasy średniej mam do wniosków wyciągniętych z transformacji, która rzeczywiście wszak w ogóle klasę średnią stworzyła. A te wnioski były fatalne, i jeszcze gorsze dogmaty, których klasa średnia się wtedy nabawiła i dzisiaj dopiero w bólach się z nimi rozstaje?

              Jeżeli chodzi o te 70% Polaków, którzy uważają, że są w klasie średniej, to przecież efekt neoliberalnej bajki o bezklasowym społeczeństwie wolnorynkowym - sukces jest w zasięgu ręki dla każdego, kto tylko chce i ciężko pracuje. Ci bez sukcesu to leniuchy i roszczeniowcy, ewentualnie "koszty transformacji".
              Pewnie "koszty transformacji" deklarowały, że klasą średnią nie są, a cała reszta deklarowała się jako "klasa średnia".

              Tyle na razie.
              Miłej podróży (??) i kłaniam się nisko.
              • gaika Re: Liberał w okopach św Leszka 06.04.19, 16:02
                Drogi Diabollo,

                Przychodzą mi na myśl dwa aspekty, w związku z którymi trudno nam się na ten temat dogadać.

                Pierwsza kwestia to ta nieszczęsna klasa średnia. Problem z nią polega na tym, że jest (załóżmy, że jest) zupełnie niejednorodna (podkreśla to wielu badaczy), bo składa się z niedobitków inteligencji, przedsiębiorców, określonych grup zawodowych, osób z wyższym (i średnim?) wykształceniem (nierzadko w pierwszym pokoleniu), o wyższych niż przeciętna dochodach i co tam jeszcze można dołożyć.

                Z tego zróżnicowania bierze się podstawowa niemożność obarczenia tej grupy czy to odpowiedzialnością za przeszłość, czy to odpowiedzialnością za przyszłość Polski w konsekwencji, jak to mówisz, zrozumienia błędów.

                Nie ma w tej grupie wspólnych wartości, celów życiowych, sposobów na życie, poglądów politycznych i światopoglądowych. Podobnie z dochodami, jeśli badacze tworzą kategorie między mniej więcej 4.000 a 50.000. Do tego różne środowiska rodzinne, kulturowe, wychowanie, doświadczenia życiowe, ale także inteligencja, poziom rozumienia zjawisk społecznych, zaangażowania w cokolwiek poza własną rodzinę…

                A zatem oczekiwanie, że tego rodzaju grupa w sposób dość jednolity ustosunkuje się np. do problemu nierówności społecznych, jest zwyczajnie nierealistyczne.

                Zgadzam się z Tobą, że JPII i jego długotrwałe panowanie przyczyniło się do pogłębienia i utrwalenia katopolo, ale niemożliwe jest zaprzeczanie, że jednak trafiło ono w doskonale przygotowany, rozmiękczony grunt- z jednej strony historia z ludowym rozmodleniem i feudalnym relacjami, z drugiej strony percepcją Kościoła jako elementu antykomunistycznego i jednoczesnym motywem, że jakoś trzeba się wobec rzeczywistości określić.

                Wraz z ochładzaniem się postaw religijnych, szczególnie w młodym pokoleniu, nie spada w Polsce poziom deklarujących wiarę (wciąż mniej więcej i raczej niezmiennie 90%). A z tego wynika, że nawet jeśli kościół sobie nagrabił / grabi i ludzie odsuwają się od praktyk religijnych, to potrzeba magicznego myślenia nie zanikła i nie zanika. Będzie mniej owieczek na mszy w niedzielę, ale więcej na stadionie z powodu wizyt Bashoborów; leki homeopatyczne będą się sprzedawać jak świeże bułeczki, a ognisk odry będzie coraz więcej.

                Jeśli myślisz, że oderwanie się od katolicyzmu załatwia większość problemów, np. z faszyzowaniem się Polaków, to ja uważam, że nie załatwia (oczywiście ogromne i destrukcyjne znaczenie ma fuzja państwa i Kościoła). Przypomnę raz jeszcze wypowiedź Czapińskiego (powołuję na niego z uporem maniaka, bo jednak realizował badania najszerzej zakrojone i przy uwzględnieniu największej liczby wskaźników): 'cezurą czasową dla wzrostu postaw konserwatywnych i ksenofobicznych (od 2011 r. o 25%) jest katastrofa smoleńska'.

                Druga kwestia to ta jeszcze bardziej nieszczęsna 'pogarda'. Wytwór niektórych dziennikarzy i komentatorów, który tak łatwo przyjąłeś jako real, czyli stosunek do tzw. 'wykluczonych'. (Na marginesie: wśród wykluczonych także znaleźli się wykształceni, bo np. nie poradzili sobie z nowymi technologiami i wypadli z konkurowania o środki europejskie).

                Tworzenie świata, w którym jakaś duża grupa społeczna gardzi zbiorowo innymi grupami społecznymi, jest konceptem z gruntu toksycznym. Opiera się na tym, co tak chętnie jako Polacy kultywujemy: ustawić się w opozycji, spolaryzować, podkreślić antagonizm i w efekcie znienawidzić i skłócić.

                Jeżeli piszę, że danie pieniędzy do ręki niektórym rodzinom jest kontrproduktywne, nie oznacza to, że gardzę ludźmi, tylko że rozumiem, na czym polega nieporadność życiowa.

                Jeżeli krytykuję 500+ to dlatego, że uważam tę formułę za krótkowzroczną i czysto polityczną zagrywkę, a nie przemyślaną, trwale wpływającą na tkankę społeczną (np. wobec wyrównywania szans edukacyjnych, czy stymulacji do podejmowania pracy).

                Wrzucanie wszystkiego i wszystkich do jednego worka albo generalizujące odczytywanie jakichś poglądów przynosi taki efekt, że nie można się dogadać w żadnym zakresie.

                Doskonale rozumiem Twoją frustrację, że jako społeczeństwo dojrzewamy tak powoli (jeśli w ogóle -wersja pesymistyczna), ale po prostu pewnych procesów się nie przeskoczy. I tak jak wielkie nadzieje i oczekiwania formułujesz wobec klasy średniej, to chyba jednak zaniedbujesz myślenie o przemianach w pozostałych klasach. Moim zdaniem większym problemem nie jest powolność przemian, dojrzewania, ale kształtowanie ich wymiaru przez elity polityczne. Wracamy do roli władzy. Jeżeli PiS flirtuje z faszolami i organy ścigania udają, że zamawianych jest 5 piw, a władza idzie wśród banerów pt. Polska cała biała, to jest to prawdziwie dramatyczny przekaz dla społeczeństwa -już nawet nie będą powracać do biologicznych źródeł łatwości zaszczepiania takiego przekazusmile. Trzeba pamiętać, kto ma największe możliwości wpływu- poprzez media, poprzez prawodawstwo, poprzez egzekucję prawa, poprzez manipulacje przekazem, poprzez nagradzanie pożądanych i wygaszanie niepożądanych zachowań.

                P.S. Jeśli chodzi o PiS, to wolałabym odnosić się do współczesnych standardów określających z grubsza partie prawicowe i lewicowe. I tak, prawica w krajach zachodnich stara się minimalizować rolę państwa oraz prywatyzuje lub przynajmniej nie nacjonalizuje, ogranicza podatki i pacyfikuje (mniej lub bardziej otwarcie) programy socjalne. PiS jest partią lewicową (w tym zakresie) i prawicową światopoglądowo.
Pełna wersja