Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej.

31.03.19, 14:52
Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. Nie jeździ na orgie, nie szuka przygód, nie wywołuje skandali na mieście

Seminarium to idealne środowisko dla homoseksualisty. Przyjęcie celibatu dla takiej osoby to nie problem, przecież z założenia będzie bezżenny do końca życia. Rozmowa z księdzem Tomaszem Jegierskim.
Tomasz Jegierski – ksiądz katolicki, przedsiębiorca

Artur Nowak – adwokat, publicysta i pisarz, autor książek „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos” (o pedofilii w Kościele, współautorka Małgorzata Szewczyk-Nowak) i „Kroniki opętanej” (o egzorcystach), właśnie wydał nową – „Dzieci, które gorszą” (historie dzieci księży)
Artur Nowak: Jak się robi karierę w polskim Kościele?
Tomasz Jegierski: Awans zależy od tego, czy jesteś w kręgu. Obserwowałem to już w seminarium. Klerycy są traktowani przez biskupa i kurię jak pionki, to wyrobnicy. Na gwizdek: przynieś, podaj, pozamiataj, jedź na wykopki. Ale jeden z nas był traktowany zupełnie inaczej – bo przyjeżdżali do niego księża. Wódeczka, libacje. Nikt nie robił z tego problemu. Dziś jest bardzo wysoko postawiony w diecezji.
Być w kręgu biskupa to gwarancja kariery. Biskup to książę. Pamiętam, jak nasz remontował swoją rezydencję. Wezwano nas, mieliśmy przyczepić kotary. Zostawiliśmy buty na zewnątrz, żeby nie nabrudzić w biskupim salonie. Biskup wszedł z krzykiem: „A czyje to takie brzydkie buty?!”. Jakby ochrzaniał służbę.
Trzeba znać miejsce w szeregu.

– Nawet jeśli nie jest się podwładnym. Kiedy idzie pielgrzymka i przyjeżdża biskup, gości się go na parafii, a pielgrzymi zostają puszczeni samopas.

A jak jest w Kanadzie?
– Kiedy po przerwie w polskim seminarium wstąpiłem do seminarium w Kanadzie, biskup przyjechał kilkaset kilometrów do Montrealu, żeby się ze mną przywitać. Nie znałem francuskiego ani angielskiego, nic nie rozumiałem, ale ciągle do mnie mówił. Żebym poczuł się dobrze, bezpiecznie, zaopiekowany.
Na początku przydzielił mnie do polskiej parafii, żebym mógł spokojnie uczyć się języka. Kiedy już trochę się odnalazłem w nowej rzeczywistości, oznajmił, że będę jego kierowcą. Nie miałem prawa jazdy.

W Kanadzie możesz zdać egzamin teoretyczny na sucho, a potem od razu jeździsz i uczysz się w praktyce, pod czyimś kierunkiem. Chwilę po tym, jak zdałem teorię, biskup poprosił mnie, żebym go gdzieś zawiózł. Dość daleko. Pierwszy raz siedziałem za kierownicą i miałem pietra. Biskup pomodlił się chwilę i zasnął.
Oczywiście tutaj biskup też jest darzony szacunkiem, ale nikomu nie przyjdzie do głowy traktować go jak księcia Kościoła. Ten, z którym jeździłem, zabierał mnie na uroczystości państwowe. Przedstawiał mnie wszystkim osobistościom, od burmistrzów po gubernatora Kanady, czyli przedstawiciela korony brytyjskiej.
Albo taki drobiazg – wizytacja w parafii. Żadnych uginających się stołów, srebrnych sztućców. Każdy coś tam upichcił i razem biesiadowaliśmy.
To skąd u nas ta poddańcza natura księży? Z chłopskich korzeni?

– Nawet jeśli, to ta natura nie musiałaby brać góry, gdyby nie seminarium. Tam się wszystko zaczyna. Jest fala jak w wojsku. Najmłodsi klerycy są najniżej w hierarchii. Są na posyłki, czekają na dyspozycje. Starsi chodzą w sutannach, więc należy im się szacunek. Człowiek jest niby-dorosły, ma 20 lat, a traktują go jak dziecko. Reglamentują czas, dbają, by tego wolnego było jak najmniej. Pobudka dzwonkiem, dyżurny wpada o 5.30 albo 6 do każdego pokoju. Pokoje dwu-sześcioosobowe, jedynka to marzenie. Nikt nie ma własnego klucza do drzwi seminarium, przełożeni ciągle podejrzewają, że ktoś go dorobił i będzie się wymykał bez kontroli. Infantylizacja.
W Kanadzie to nie do pomyślenia. U nas w Edmonton zdarzało się, że o 9 wieczorem przychodził rektor i zabierał nas do kina. Jak chciałeś, szedłeś, nie chciałeś, nie było przymusu. Przełożeni mają większe zaufanie do kleryków. Jak wyjeżdżasz na kilka dni, to musisz to oczywiście zgłosić, ale jak wychodzisz na cały dzień, nikt nie pyta, dokąd idziesz. No bo kogo oszukasz? Siebie.
Po takim życiu w drylu ludziom po prostu czasem odbija. Co gorsza, na plebanii zaczyna się ciąg dalszy. Przemęczyłeś się te pięć lat, doczołgałeś do szóstego roku, jesteś diakonem, czyli świeżo wyświęconym księdzem. Młodsze roczniki cię szanują, profesorowie zaczynają traktować poważniej, bliscy zachwyceni. Idziesz na parafię i znowu zostajesz pionkiem. O wikarych mówi się „wio, kary” – dysponuje tobą proboszcz i starsi wikarzy, a więc znów fala. A nie daj Bóg, że zachowałeś ideały, próbujesz coś zrobić na parafii! Proboszcz nie chce kłopotów, fermentu.

CDN...
    • diabollo Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 31.03.19, 14:54

      Jeden ksiądz opowiedział mi historię sprzed lat: proboszcz strasznie gnębił wikarego, ciągle coś nie tak. Ten się wkurzył. Któregoś dnia wmaszerował do kancelarii, na stole położył olej do namaszczania chorych, pistolet i powiedział: „Klękaj, teraz cię namaszczę”. Tamten zbladł, zobaczył szaleństwo w oczach młodego księdza. I przestał się czepiać.
      Jacy ludzie trafiają do seminarium?
      – Za moich czasów – a studiowałem w latach 90. – wielu ludzi przychodziło z motywów religijnych, naprawdę mierzyli się z powołaniem. Ale tak, równie wielu było karierowiczów, którzy po prostu wybrali sobie dobry zawód.
      W Kanadzie do seminarium trafia więcej ludzi dojrzałych. Do polskich seminariów przychodzą ludzie po szkole średniej, robi się ich na wymiar. Ludzie, z którymi pracowałem w Edmonton jako wykładowca i ojciec duchowny, mieli już za sobą świeckie studia, pracę. Przyszli skądś, z jakimś bagażem doświadczeń, znajomością prawdziwego świata. Świadomie wybrali takie życie.
      A już rozmowa o seksualności tu i tam to niebo a ziemia. W Polsce słyszysz: masz żyć w celibacie, czystości, kropka. W Kanadzie jest specjalna formacja kładąca nacisk na seksualność. W Polsce mówią: masz się trzymać dwa kroki przed dziewczyną. W Kanadzie dziewczyna może cię odwiedzić w seminarium i to nie budzi żadnych podejrzeń.
      Mówi się, że w seminariach spotyka się wiele osób o orientacji homoseksualnej.


      – Bo seminarium to idealne środowisko dla homoseksualisty. Przyjęcie celibatu dla takiej osoby to nie problem, przecież z założenia będzie bezżenny do końca życia. Ja wyleciałem z pracy w seminarium w Kanadzie, bo nie przyjąłem kandydata, który był aktywnym homoseksualistą. Nie z powodu uprzedzeń, sam miałem wielu przełożonych, którzy nie kryli swojej orientacji, ale jak celibat, to celibat. No i biskup – nie ten, który mnie przyjmował i prowadził, nowy – wyrzucił mnie, bo dałem zły przykład, przeciwstawiłem się grupie.
      A w Polsce jak to wygląda?
      – Mogę opowiedzieć o swoim doświadczeniu. W seminarium odbywały się cykliczne orgie i popijawy. Imprezowicze dopraszali sobie młodszych kleryków, do których się potem dobierali. Co jakiś czas przyjeżdżali na imprezy księża z zewnątrz. Z nich biła homoseksualność, mam na myśli to, jak mówili, jak chodzili. Byli wzorem kapłana dla tej grupy.
      W mojej rodzinnej diecezji dwóch księży wyrzucono, bo zostali nagrani w sytuacji intymnej. Gdyby nie to, pewnie by się wyłgali.
      W „Klerze” Smarzowskiego są pokazane ostre libacje alkoholowe. Tak rzeczywiście jest?
      – Problem polega na tym, że ci ludzie na trzeźwo nie potrafią ze sobą rozmawiać. Są sztywni. Żeby gadka się kręciła, muszą się napić. Zachowują się trochę jak podrostki przed wyjściem na dyskotekę, co muszą się zaprawić dla kurażu. A potem rzeczywiście jest jak u Smarzowskiego: siadają za stołem i chleją. To nie jest karykatura. Oczywiście w ukryciu, żeby ludzie nie widzieli.

      Pamiętam jedno spotkanie, kiedy dystrybuowałem w Polsce film „Cristiada”, fabułę o katolickim powstaniu w autorytarnym Meksyku lat 20., i szukałem patronatów. Miał mi pomóc biskup, ale najpierw spotkałem się z jego prawą ręką. Ten ksiądz przyniósł wino. Całą butelkę wypił w zasadzie sam. Potem następną i jeszcze dwie butelki cin & cin. Rozmawiał normalnie, nie było widać specjalnie, że jest pijany. Na drugi dzień, już w obecności biskupa, był trzeźwy.
      To też było ciekawe. Miałem wrażenie, że szukają pretekstu, żeby mnie zbyć, więc powiedziałem, że muzykę napisał ten sam kompozytor, który zrobił ścieżkę do „Mission: Impossible”. Jak to usłyszeli, to się oburzyli, że jestem scjentologiem. Bo w „MI” gra Tom Cruise, znany scjentolog.
      A jak jest z celibatem?
      – Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. Nie jeździ na orgie, nie szuka przygód, nie wywołuje skandali na mieście.
      Dlatego przełożeni tak tępią jawny homoseksualizm – bo kościelni homoseksualiści spotykają się po pijanemu, wielu szuka szybkich doznań. Również ci, którzy marzą o bliskości, o związku – bo wiedzą, że to niemożliwe. „Babę by mi wybaczyli, ale jego?”.
      Ksiądz był wykorzystany.

      – Dwukrotnie. Pierwsze molestowanie to była jesień 1991 roku, klasa maturalna. Ja z biednej rodziny, mieszkałem w internacie, w sklepach puste półki, na plebanii frykasy, a do tego po prostu lubiłem się udzielać. Pomagałem siostrom z sąsiedztwa, działałem w różnych grupach religijnych. Proboszcz z parafii po spowiedzi zaprosił mnie do siebie. Czułem się wyróżniony. Zaproponował oglądanie filmu. Łał – w telewizji puszczali nudy, a magnetowid to było coś.
      Ksiądz puścił na wideo porno. Nie gejowskie, wiedział ze spowiedzi, że jestem heteroseksualny. Byłem speszony, zdeprymowany, zawstydzony. On zaczął się miotać, tłumaczył, że włożył tę kasetę przez pomyłkę, że skądś ją dostał. Kiedy wstałem, objął mnie. To nie był uścisk na pożegnanie, taki niewinny. Odepchnąłem go, wyszedłem. Byłem roztrzęsiony. Potem usłyszałem, że dobierał się również do innych chłopców.
      Drugie molestowanie było chwilę potem. W lipcu 1992, po maturze.
      Ten drugi raz też był przed seminarium?
      – Tak. Był taki ksiądz, prowadził msze o uzdrowienie, miał opinię charyzmatyka. Jego nabożeństwa były mistyczne. Uważałem go za przewodnika duchowego. Kiedyś zaprosił mnie po mszy na rozmowę. Powiedziałem mu, że podjąłem decyzję, chcę być kapłanem. Rozmawialiśmy o trudnościach z zachowaniem czystości. Powiedział, że chce mi pomóc i pomodli się za mnie, jest taka modlitwa, której nauczył go jakiś zakonnik. Zaczął mnie dotykać. Mówił, że najlepiej będzie, jak zdejmie spodnie. Cały czas się modlił. Poprosił, żebym ja też go dotykał. Nie chcę mówić więcej.
      Wokół niego było dużo młodzieży. Prowadził Odnowę w Duchu Świętym. Ten ksiądz nie pracuje już w Polsce. Wyrzucili go, bo ludzie mówili, że zaglądał chłopcom w majtki, były też skargi od kleryków. Teraz urzęduje we Włoszech.
      Kiedy o tym ksiądz powiedział?

      CDN...
      • diabollo Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 31.03.19, 14:55
        – W seminarium w Polsce. Już w pierwszych dniach mój ojciec duchowny zasugerował, żebym poszedł do niego do spowiedzi. Kiedy o tym wszystkim usłyszał, stwierdził, że do niczego się nie nadaję: ani do seminarium, ani do małżeństwa. Miałem wrażenie, że powinienem się rzucić z mostu.
        Poszedłem do zaprzyjaźnionego proboszcza. Był kolegą biskupa, to on zawiózł mnie do seminarium. Szukałem wyjścia, rozważałem zakon. Proboszcz powiedział: „Nie przejmuj się tym niemądrym księdzem”. Ale tamten nie odpuszczał. Przy każdej okazji, nawet w publicznych wystąpieniach, mnie krytykował. Jak próbowałem porozmawiać, obracał się na pięcie i odchodził. Albo ucinał: „Jak ci się nie podoba, to wynocha”.
        Co zdecydowało o odejściu księdza z seminarium w Polsce?
        – Ten pierwszy ksiądz, który mnie molestował, to zasłużony infułat. Ciągle przyjeżdżał w odwiedziny, chciał dawać mi pieniądze, napraszał się, nagabywał. Nie dawałem rady i w połowie trzeciego roku odszedłem. Wyjaśniłem, że poznałem dziewczynę. Nawet bardzo nie skłamałem – po prostu mieszkałem u niej na stancji.
        Wyrwałem się i odetchnąłem. Potem poszedłem na studia teologiczne. Poznałem księdza, który miał kontakt z kolegą w Kanadzie, powiedział, że mógłbym spróbować raz jeszcze w nowym miejscu.
        Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie biskupi, którzy decydują o karierach, pieniądzach. Znam jednego, który chroni pewnego księdza. Tamten napastował seksualnie młodszych księży, były skargi, ale biskup powiedział: „Was pozwalniam prędzej niż jego. Jego nie”.
        Po utracie miejsca w seminarium wrócił ksiądz do Polski na stałe?


        – Tak. Przywiozłem do tłumaczenia powieść „Ojciec Eliasz. Czas apokalipsy”, a potem zająłem się dystrybucją filmów katolickich. Dostałem pozwolenie na studiowanie oraz polecenie, że mam utrzymać się sam. Od dziewięciu lat nie korzystam z pomocy finansowej Kościoła. Utrzymuję się sam i jeszcze trochę pomagam. Od 2014 roku razem z pastorem Wilfriedem Jobem i aktorem Stephenem Baldwinem pracujemy z ofiarami wojny w Iraku i Syrii. Organizujemy dostawy do obozów na terenie irackiego Kurdystanu i w Jordanii. Duże operacje, na przykład dwa lata temu pomoc organizowana z prezydentem Panamy Carlosem Varelą leciała czterema herculesami. Same dotychczasowe transporty medyczne ze Stanów szacuję na 300 mln dol. Wstawialiśmy się też za chrześcijanami prześladowanymi przez niemal wszystkie strony konfliktu u władz kurdyjskich enklaw, w irackim rządzie, u króla Jordanii.
        Mam przed sobą utalentowanego aktywistę i obrotnego przedsiębiorcę. Świetnie by ksiądz sobie radził w cywilu. Nie rozumiem, po co ksiądz brnął w kapłaństwo mimo tych wszystkich ostrzeżeń i policzków.
        – Wierzyłem i wierzę, że mam powołanie. Pogłębiam relację z Panem Bogiem, a walka z przeciwnościami ją wzmacnia. Chociaż oczywiście to, że dwa i pół roku wytrzymywałem opresję w polskim seminarium, nim zebrałem się na odwagę i odszedłem, miało wpływ na otoczenie. Oczekiwania rodziny, sąsiadów. Wiedziałem, że rodzima parafia by tego dobrze nie przyjęła.
        Informował ksiądz przełożonych o nadużyciach, na przykład o księżach molestatorach krytych przez biskupów?
        – Tak. Nuncjaturę w Polsce i w Kanadzie.
        I co?
        – Zostałem suspendowany przez mojego biskupa w Kanadzie, którego jurysdykcji formalnie podlegam. Dostał cynk z Polski, że robię kłopoty.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24575714,jak-ksiadz-ma-kobiete-to-nawet-lepiej-nie-jezdzi-na-orgie.html
        • walmart.ca Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 31.03.19, 16:38
          A jeszcze lepiej, dla wszystkich, jak ksiądz będzie kobietą.
          • gaika Re: biskupice i księżyce 31.03.19, 23:25
            www.romancatholicwomenpriests.org/photo_gallery.htm
        • gaika Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 31.03.19, 23:05
          Zastanawiam się, czy rzeczywiście gdzie indziej jest inaczej (przykład kanadyjski, który i tak zakończył się słabo). W końcu historie molestowania przez księży we wszystkich krajach wyglądają bardzo podobnie. Wykorzystywana jest relacja podległości, posłuszeństwa przy bardzo hierarchicznej i autorytarnej strukturze instytucjonalnej. To raczej wszystko idzie od góry (ze stolicy znaczy się). Możemy uznać, że mamy własny nadwiślański 'koloryt', ale co do zasady- ten sam syf.
          • walmart.ca Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 03.04.19, 21:15
            Nie jestem pewien co chcesz powiedziec przez przykład kanadyjski, który i tak zakończył się słabo, bo wydaje mi się, że choć przypadki molestowania przez księży wszędzie wyglądają bardzo podobnie, Kanada nie wypada tak najgorzej, pamiętając jak wszechobecny był katolicki kler w zyciu codziennym kanadyjskich dzieciaków jeszcze jakieś 50 lat temu.

            www.youtube.com/watch?v=ZZyDsF-Gp3o

            „Nasze życie toczyło sie w trzech miejscach: szkoła, kościół i lodowisko” pisal Roch Carrier w 'Une abominable feuille d'érable sur la glace' w 1970-tych.
            Dzisiaj nikt nie wymieniłby kościoła nawet w pierwszej dziesiątce. Obecnie prowicjonalny rzad Quebecu probuje wprowadzic zakaz symboli religijnych i spotyka sie z oporem z dolu raczej, niz z boku czy gory...
            • walmart.ca Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 03.04.19, 21:34
              Ach, sorry, jasne - chodzi o Kanade z zalinkowanego tekstu z Wyborczej
              • gaika Re: Jak ksiądz ma kobietę, to nawet lepiej. 03.04.19, 23:57
                walmart.ca napisał:

                > Ach, sorry, jasne - chodzi o Kanade z zalinkowanego tekstu z Wyborczej

                A tak, w rzeczy samej.

                P.S. Fajna animacja. Widzę, że to ważna historia dla Kanadyjczyków (sentymentalno-polityczna plus katolickie poczucie winy, a i tak hokej najważniejszy).
Pełna wersja